#MBFcI

Jestem w związku od 13 lat i mam dwójkę dzieci. Przez wiele lat wydawało mi się, że moje życie jest poukładane. Była rodzina, wspólne życie, codzienność i wszystko to, co buduje się przez lata. Ale gdzieś w mojej przeszłości była ona. Dziewczyna, którą pokochałem. Minęło około 10 lat, odkąd mieliśmy ze sobą kontakt. Przez ten czas każde z nas poszło swoją drogą. Ona wyszła za mąż, ja stworzyłem rodzinę. Żyliśmy osobno i przez długi czas potrafiłem wierzyć, że tamte emocje zostały w przeszłości.

W tym roku jednak napisałem do niej. I wystarczyła jedna wiadomość, żeby coś, co wydawało się dawno zakończone, wróciło z ogromną siłą. Wróciły wspomnienia, emocje, tęsknota i uczucia, o których myślałem, że już nie istnieją.

Zdradziłem swoją kobietę z tą, którą kocham. I właśnie to jest najtrudniejsze do przyznania przed samym sobą. Z jednej strony mam rodzinę, dzieci i 13 lat wspólnego życia. Z drugiej – pojawiła się osoba, przy której poczułem coś, czego nie potrafię po prostu wyłączyć.

Ona również ma męża. To sprawia, że sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Nie jesteśmy już tymi samymi ludźmi, którymi byliśmy 10 lat temu. Mamy swoje życie, zobowiązania i ludzi, których możemy zranić. A mimo tego uczucie wróciło.

Nie wiem jeszcze, dokąd mnie to wszystko zaprowadzi. Wiem tylko, że nie potrafię udawać przed samym sobą, że nic się nie wydarzyło. Przez 10 lat żyłem bez niej, a jedna wiadomość wystarczyła, żeby otworzyć drzwi do czegoś, co najwyraźniej nigdy do końca we mnie nie umarło. I teraz stoję pomiędzy tym, co zbudowałem przez 13 lat, a uczuciem, które wróciło po dekadzie.

Najtrudniejsze nie jest nawet pytanie, kogo kocham. Najtrudniejsze jest pytanie, co zrobić z tą miłością, żeby nie zniszczyć życia swojego, jej i ludzi, którzy nam ufają.

#Vet7b

Nie nadaję się do życia społecznego. Na myśl o wejściu do miejsca publicznego, nieważne jakiego, dostaję ataku paniki. Robię wszystko, by się z tego wymigać, potrafię zbierać się przez pół dnia, by wyjść do głupiego sklepu na drugiej stronie ulicy.
Stresują mnie ludzie, interakcje międzyludzkie i to wszystko wokół.
Jestem krytykowana przez każdego. Rodzinę, przyjaciół i nieznajomych.
Jestem w tym sama.
Nie miałam kolorowego życia. Wokół mnie sami alkoholicy i narkomani.
Wiem, że wielu też to przeżyło i jakoś nie boją się wychodzić, walczyć. Ja nie potrafię. Boję się. Nawet nie jestem w stanie określić czego konkretnie. Boję się ludzi, relacji i wszystkiego, co nieznane.
Naturalnością ludzką przecież jest ciekawość, a ja się jej boję.

#IGhzP

Kiedyś, jak byłem mały (może 6 lat), tata kupił takie małe bramki i piłkę. Graliśmy z moim bratem i tatą w dużym salonie. Niedokładnie pamiętam, jak to było, ale chyba przegrałem i straciłem gola. Wkurzyłem się i zacząłem się bić albo kłócić z bratem. Tata szybko zareagował, wykluczył mnie z gry i wygonił z salonu.

A ja, jako mały dzieciak, odpaliłem tryb zemsty: odkręciłem gaz w kuchni, wziąłem chusteczkę, podpaliłem ją i wrzuciłem do śmieci... 
Dobrze, że mama szybko wyczuła dym, bo puściłbym chatę z dymem.

Na swoje usprawiedliwienie – nie wiedziałem, że mogę spalić dom. Miałem 6 latek, mały piroman. Do dziś to wspominam.

#9Y9Jh

Jakiś czas temu pracowałam na sprzedaży lodów i często potrafiłam być tam 10 dni z rzędu. Kiedyś świeżo po maratonie dniówek w robocie pojechaliśmy z chłopakiem do sklepu. Głową widocznie byłam jeszcze w pracy, ponieważ po płatności kartą sama oberwałam z terminala paragon, który lokale biorą dla siebie, by później podliczyć, ile zarobili z terminala... 
Nigdy nie zapomnę wzroku tej kasjerki :D

#Tfl1I

Wiele osób z rodziny ma problem z moją pracą.
Wcześniej zajmowałam kierownicze stanowisko w jednym z dużych sklepów, ale po pojawieniu się dziecka zrezygnowałam. Męczyło mnie bycie dyspozycyjną niemal 24/7 na telefonie, niestandardowe godziny pracy, brak regularności, ciągła ciężka praca, bo firma zatrudnia za mało pracowników + przecież jesteśmy pod kamerami i nas też obserwują. Do tego użeranie się z ludźmi i nieproduktywnymi pracownikami, za których obrywałam ja.
Aktualnie jestem dozorczynią, zarabiam minimalną i mimo wszystko czuję... spokój. Mam swoje obowiązki (dzienne, tygodniowe i miesięczne), które muszę wykonać. Jeśli zrobię je szybciej, mogę usiąść i odpocząć. Po pracy telefon milczy. Głowa jest wolna od zmartwień, jak zorganizować kolejny dzień. Lokatorzy mnie lubią, bo mają czyste i schludne osiedle. Jedna zmiana, regularny sen i posiłki. Czuje się lepiej fizycznie i psychicznie.
Ale w oczach rodziny wciąż widzę politowanie, bo „stać mnie na więcej”.

#EHrPv

Jestem z moim mężem już kilka lat.  W pewnym momencie mąż zaczął łysieć, od czubka głowy do czoła. Zaczął szukać rozwiązania problemu. Przeszczep włosów w Turcji. Włosy zaczęły odrastać i wszystko OK. 
Później stwierdził, że przytył. Dieta, siłownia, bieganie. Schudł, nabrał mięśni. Stwierdził, że nie podobają mu się jego zęby. Znowu Turcja. Uśmiech jak z obrazka. Zrobił operację nosa, bo miał bardzo krzywy i długi nos. Po operacji w końcu zaczął akceptować siebie. Nabrał pewności siebie, zmienił pracę, zaczął pięknie zarabiać. 
A ja? 
Jestem o niego totalnie zazdrosna. Widzę, że podoba się innym kobietom. Widzę, jak na niego patrzą. Cały czas wydaje mi się, że mąż z każdą flirtuje, że kobiety lecą na niego. Jego odpowiedź taka sama: „Nie przesadzaj”. Nie wyglądam jak modelka, a on już tak. Jestem na siebie wściekła, że zgadzałam się na to wszystko. 
Teraz mąż ma nowe rytuały – siłownia, basen, sauna, bieganie. Nie chodzę do takich miejsc, bo boję się, że będę coraz bardziej zazdrosna. Wolałam go, jak siedział w domu z lekkim brzuchem, łysiejący i z krzywym nosem.

#7tEz2

Jako nastolatka (12, może 13 lat) dostałam w końcu na własność wyczekanego laptopa z dostępem do netu. To były początki lat 2000, przepadłam na internetowych czatach, na których nigdy nie brakowało towarzystwa (ale i szerokiej gamy zboków). Dzięki czatowi poznałam sporo naprawdę ciekawych osób. Zawieranie internetowych znajomości przychodziło mi bez większego wysiłku, chętnie przenosiłam je do reala, ale zawsze z dużą gamą ostrożności. Niektóre z tych znajomości przetrwały do dziś, chociaż czas i odległość zacierają więzi.

W czasie, w którym codziennie można było mnie spotkać na czacie, swoją premierę w „Mam Talent” miał pewien artysta, który wygrał tamtą edycję i do tej pory całkiem nieźle mu idzie. Zanim pojawił się na castingu w tv, ktoś (podejrzewam kto) całkiem sprawnie się pod niego podszywał na owym czacie. Został naszym kompanem codziennych rozmów, wzbudził zaufanie, a w dniu, w którym pierwszy raz zobaczyliśmy „go” na castingu – wszyscy przepadliśmy. Myślę, że niektórzy już wtedy zdążyli domyślić się, że to była ściema, ale ja chyba byłam wtedy na to za głupia, zbyt naiwna, i pognałam na jego koncert (bo czatowaliśmy przez niemal cały okres trwania tamtej edycji programu). Im bliżej koncertu, w którym udział hucznie zapowiedziałam na czacie, tym więcej kwachu z jego strony. Koniec końców na chwilę przed dobrze się pokłóciliśmy.

I teraz wyobraźcie sobie, kiedy po koncercie stoję w kolejce, żeby się przywitać, cały czas mam skruszoną minę, artysta patrzy na mnie z daleka i nie wie, o co kaman. Przychodzi moja kolej – przytulam się i przepraszam za swoje zachowanie, a w odpowiedzi słyszę: „Ale ja cię nie znam...” i WTF na jego twarzy. W życiu nie przytrafiło mi się nic bardziej żenującego. Spaliłam buraka i do tej pory, jak o tym pomyślę, po prostu chciałabym zapaść się pod ziemię.

Pozdrawiam użytkowników tamtego czata i choć celowo nie podaję, który konkretnie mam na myśli, to ta sytuacja z pewnością podpowie niektórym z was, kim jestem. Ot historia, przez którą będzie mi już wstyd do końca życia.
I ten wyraz jego twarzy – MASAKRA.

#sPdJO

Pochodzę z niebogatej rodziny. Nie powiem, nigdy nie chodziłam głodna, ale mama często zastanawiała się, czy mi, czy może mojej siostrze kupić książki do szkoły. Nie przelewało się, ale zawsze rodzice jakoś dawali sobie radę. Wiem, jaki jest szacunek do pieniądza, sama sobie teraz ledwo daję radę. Uczę się i pracuję, mieszkam z partnerem – nie u rodziców. Ogólnie staram się oszczędzać na własne mieszkanie. Tutaj przychodzi moja siostra. Już dawno temu wyszła za mąż. Od tamtej pory ciągle coś. A to: chodź na zakupy, a to: chodź, jedziemy gdzieś na weekend, a to: może jakieś sushi? Spa? Itp. Praktycznie za każdym razem jej odmawiam, mówiąc, że nie mam na to funduszy, a ona, że mi pożyczy albo żebym od rodziców pożyczyła.

Tłumaczenie nic nie daje, sama nie mam siły już z nią rozmawiać. Rozmowy się kręcą wokół tych samych tematów: „gdzie będziecie na wakacje?”, „my jedziemy tu i tu”, „kupiłam to sobie, bo...” bla, bla. Po prostu unikam jej teraz jak ognia. Moi rodzice od jakiegoś czasu, robią dokładnie to samo co ona. 

Nie oczekuję tego, że ktoś mi da. Oczekuję, że ktoś zrozumie, że ja tych pieniędzy nie mam.

#gE5SQ

Każdy z was kojarzy festyny wakacyjne, każda gmina takie urządza, w zależności od bogactwa jest jeden albo więcej znanych piosenkarzy.
Akcja miała miejsce 18 lat temu. Był taki festyn, przyjechała znana osobistość. Koleżanki z klasy pchały się na zaplecze po koncercie i dostały propozycję, aby pojechały z nim do pobliskiego hotelu. Jedna odmówiła, druga się zgodziła...
Tylko że one miały wtedy 14 lat! Nie wiem, w którym miesiącu mają urodziny, więc możliwe, że nawet 13...
Ta postać do dzisiaj przewija się mediach, udziela wywiadów. Zawsze mnie obrzydza, jak widzę jego twarz.
Dodaj anonimowe wyznanie