#hNPns

Ostatnio wpadłem na stację benzynową z wielką potrzeba ekspresowego opróżnienia pęcherza. Jako że kolejka do męskiego kibelka była dość długa, w akcie desperacji wpadłem do toalety dla niepełnosprawnych. Sprawę załatwiłem najszybciej jak mogłem.

Kiedy otworzyłem drzwi, moim oczom ukazał się widok trzech (!) panów na wózkach inwalidzkich, patrzących na mnie z wyrzutem. Stałem zamurowany przez parę sekund, a następnie wyszedłem. Teatralnie kulejąc na lewą nogę, bo nie chciałem być oceniony w podobny sposób, jak chamy parkujące na miejscach dla niepełnosprawnych. Jako że do kibelka wjechał tylko jeden z mężczyzn, a reszta odwróciła się w moim kierunku, musiałem mozolnie kuśtykać aż do samochodu, czując na sobie wzrok obu panów, którzy najwyraźniej nie uwierzyli w mój talent aktorski...

#YcVu3

Pochodzę z rozbitej rodziny. Rodzice po rozwodzie, ojciec alkoholik. Ciągłe rozdarcie pomiędzy jednym rodzicem a drugim. Weekendy zwykle spędzałem u dziadków, z którymi mieszkał mój ojciec. Jak ojciec nie był w transie, to można było z nim naprawdę fajnie spędzić czas. Moje otoczenie oraz środowisko szkolne wypracowało u mnie bardzo silny mechanizm myślenia o sobie w czarnych barwach i wpadłem w bardzo poważne kompleksy. Trwało to od końca podstawówki do czasu studiów. Wolałem spędzać czas w domu przed telewizorem lub komputerem, niż wyjść gdzieś ze znajomymi. Śmierć babci, a później śmierć ojca, jeszcze bardziej pogłębiła ten stan. Idąc na studia myślałem, że zmieniając otoczenie, zmienię sposób myślenia o sobie. Wiecie, nowe miasto, nowi ludzie, nowe znajomości, to pojawiła się szansa na zamknięcie za sobą drzwi i otwarcie nowych. Nic z tego. Za bardzo siedziała we mnie przeszłość, by zrobić to w tak prosty sposób. Przez pierwsze trzy lata studiów wszystko zmieniało się na gorsze. Czasami zdarzały mi się myśli samobójcze, ale pomimo tego chciałem dalej żyć.

I możecie mi nie wierzyć, ale następujące wydarzenie miało faktycznie miejsce. Kiedy pewnej niedzieli wracałem na studia pociągiem, przysiadła się do mnie pewna dziewczyna. Ja miałem zamiar czytać książkę, a ona zapytała, czy może się przysiąść, bo nie lubi sama jeździć. Przystałem na to. Całą drogę rozmawialiśmy, wyżaliłem jej się troszkę, ale poczułem, że mogę jej zaufać. Gdy wysiadałem na swojej stacji, spytała mnie o imię. Odpowiedziałem jej, a ona rzekła tak: "Będę się modlić o dobrą żonę dla pana". Ja jej na to: "Nie wiem, czy aż tak bardzo nagrzeszyłem w życiu, ale dziękuję". Jakiś czas później poznałem przez Facebooka kolejną dziewczynę, która pokazała mi jaką drogę mam wybrać i jak szukać pomocy. Nasza znajomość trwała krótko, ponieważ wylewałem na nią hektolitry żali i w końcu się zbuntowała i powiedziała, że mam się w końcu wziąć za siebie. Dało mi to do myślenia i poszedłem do psychologa. Pani psycholog stwierdziła, że mam syndrom DDA i że potrzebna jest długa terapia. Trwała 1,5 roku. W międzyczasie na portalu randkowym poznałem pewną dziewczynę...

Dziś, po ponad 4 latach walki o siebie, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem szczęśliwy. Od 3 lat mam u boku wspaniałą kobietę, która od półtora miesiąca jest moją żoną. Być może modlitwy tej dziewczyny z pociągu zostały wysłuchane, za co serdecznie jej dziękuję. Jednak nie miałbym tego wszystkiego, gdybym nie potrafił walczyć o siebie. Wykonałem ogromny krok, prosząc psychologa o pomoc i ten krok uratował moje życie i sprawił, że jestem najszczęśliwszym facetem na Ziemi. Pamiętajcie, że nawet z największego bagna da się wyjść, jeśli się tylko znajdzie motywację.

#QuK7g

Kiedyś czytałem wyznanie o dziewczynie, która pracuje z dziećmi z zespołem Downa. Z tego co pisała wywnioskowałem, że dzięki temu jest bardzo szczęśliwa i spełniona, więc kiedy moja szkoła ogłosiła mikołajkowy wyjazd do jakiegoś ośrodka opiekuńczo-wychowawczego, postanowiłem, że może rzeczywiście warto czegoś takiego spróbować. Ogólnie muszę zaznaczyć, że jestem osobą z całkiem bujną wyobraźnią, więc od razu po zgłoszeniu się na tę akcję zacząłem wymyślać różne niestworzone historie o tym, jak to całe wydarzenie mnie zmieni, że stanę się lepszym człowiekiem, a może nawet jakimś wolontariuszem itp. Życie jednak nigdy nie jest jak na anonimowych.

Pojechaliśmy do ośrodka. Kiedy przybyliśmy na miejsce, zacząłem uważnie się wszystkiemu przyglądać, aby zapamiętać "mój pierwszy krok ku przemianie". Później udaliśmy się na salę gimnastyczną, gdzie podchodziliśmy do dzieci i z nimi rozmawialiśmy. Tak w sumie to na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, czy są one chore, czy nie. Po pewnym czasie pojawił się Święty Mikołaj (wysoki uczeń). Przywitał się z dziećmi i poprosił wolontariuszy oraz nas, uczniów, aby każde z nas ustawiło się z jakimś dzieckiem w kolejce po prezent (którym były oczywiście słodycze). Postanowiłem więc udać się do pewnego blondyna, z którym wcześniej przez chwilkę rozmawiałem. Byłem w połowie drogi, kiedy to nagle pojawiła się ONA (nie wiem kto do końca; prawdopodobnie jakaś nowa wolontariuszka).
- Hej. Byłeś już u Świętego Mikołaja? - zapytała. Przez chwilę patrzyłem się w nią tępo, po czym odpowiedziałem coś w stylu "yyyaaayy", co nie świadczyło chyba do końca o moim całkiem sprawnym umyśle.
- Byłeś u Świętego Mikołaja? - ponowiła pytanie z wyraźnym zażenowaniem na twarzy.
- Tooo znaaczyyy.... jaa jeesteeem zeee szkołyyy - odpowiedziałem, przeciągając sylaby.
- Aha... - zmieszała się dziewczyna. - No bo wiesz... hmmm... wyglądasz jak dziecko z ośrodka...
- Spoko - wyjąkałem.


Po tym całym zdarzeniu usiadłem na ławce, czekając na powrót do domu. I chwilowo odeszła mnie chęć pomagania innym.

#p9i7F

Nie chcesz mieć małych kotków, bo nie masz co z nimi potem zrobić? Wysterylizuj kotkę.

Dlaczego o tym piszę, skoro to powinno być oczywiste? Wczoraj musiałam zakopać małego zdechłego kotka, bo jakiś "człowiek" wyrzucił na wsi małe kotki...

Zastanawia mnie, skąd w "ludziach" przekonanie, że na wsiach można wyrzucać psy i koty i zawsze znajdą się dobrzy ludzie, którzy je przygarną... Nie, nie znajdą się, tak więc pozdrawiam środkowym palcem wszystkich "ludzi", którzy wyrzucają zwierzęta - oby wam uschły jajka lub zwiędły cycki!

#SgpYN

To było w czasach, kiedy chodziłem do podstawówki. Byłem chyba w piątej, albo szóstej klasie. Tego dnia obudziłem się w fatalnym stanie. Bolała mnie głowa i generalnie czułem się zupełnie bez życia, jak jakiś zwiędły naleśnik. Mama, która zwykła wyprawiać mnie z domu tuż przed pójściem do pracy uznała, że faktycznie – nie wyglądałem zbyt dobrze. Na wszelki wypadek poprosiła więc, abym resztę dnia przeleżał pod kocem, wypoczywał i dużo pił. Skoczyła tylko do apteki po jakieś syropy witaminowe itp. Miałem leżeć i czytać lektury z języka polskiego. Umówiliśmy się, że nie powiemy o moich „wagarach” tacie, bo ten pewnie zaraz by zaczął burczeć, że udaję i że za jego czasów to do szkoły chodziło się pod górkę, z anginą i to w największe nawet mrozy.

Mój ojciec i tak dowiedział się, że nie poszedłem do szkoły. Po godzinie od wyjścia mamy przyszedł do domu z inną kobietą. Zastałem ich obściskujących się na kanapie w dużym pokoju.

Mogłem powiedzieć mojej rodzicielce o tym, że staruszek ma kochankę i tym samym doprowadzić do rozpadu małżeństwa moich rodziców. Zdecydowałem się jednak trzymać język za zębami. Do dziś, mając już ponad trzydzieści lat na karku, nie mogę mojemu ojcu wybaczyć tego, rzekomo jednorazowego skoku w bok i od ponad 20 lat nasze relacje są delikatnie mówiąc „lodowate”.

#ehPpD

Jestem kobietą i byłam w dwóch związkach (pierwszy rok, a obecny cztery miesiące). Nie uprawiałam jeszcze seksu i żaden z moich chłopaków tego ode mnie nigdy nie oczekiwał ani nie naciskał. Nie czuję się gotowa i trochę zaczynam się martwić, czy nie mam ze sobą problemu, bo wszystkie moje koleżanki, które są w związkach, już to robiły, a ja mimo tego, że mój chłopak mnie pociąga, po prostu mam blokadę (i z poprzednim też tak było). Wiem, że mój chłopak nigdy by mnie nie skrzywdził i wiele razy o tym rozmawialiśmy, wiem, że jest do tego odpowiednią osobą, ale ja już sama nie wiem, co mnie blokuje przed następnym krokiem. Mam 18 lat i wiem, że jestem młoda, ale czy to nie jest jakieś dziwne, że mimo naprawdę wspaniałego chłopaka jest, jak jest? Nie mam problemów z nagością i ze swoim ciałem, inne czynności też mi nie sprawiają problemu i nie wiem sama, o co już chodzi.

#v4hZG

Chyba mam problem z przewiązywaniem się do ludzi.
Mam 25 lat i nie mam znajomych. Zaczęłam kurs na prawo jazdy i bardzo byłam podekscytowana wizją spotkania się z instruktorem, z którym mogłabym po prostu pogadać jak z drugim człowiekiem. Problem w tym, że jak zaczęłam jazdy, to instruktor okazał się nie być taki rozmowny, jakiego oczekiwałam. A w dodatku mam wrażenie, że się dystansował z lekcji na lekcję.
Postanowiłam, że na następnej jeździe zacznę rozmawiać z nim pierwsza. No i ja go zagaduję, a on odpowiada jednym słowem, a przy tym wzdycha i patrzy się na mnie jak na idiotkę. 
I w sumie taką idiotką się czułam xD

#i5DG5

Mam ogromny problem, by rozmawiać z moim chłopakiem na temat seksu. Wiem, że ten temat jest ważny, jeśli chodzi o związek, jednak nie potrafię się przełamać, a przez fakt, że mój chłopak też jest dosyć zamknięty w sobie, to czasem ciężko mi go zrozumieć. Chcę zacząć temat, słowa jak go zacząć przewijają się na okrągło w mojej głowie, a ja jedynie co jestem w stanie zrobić, to patrzeć na niego i tkwić we własnych myślach. Jestem strasznie wstydliwa, dochodzi do tego overthinking oraz trudność w rozmawianiu na trudne rozmowy.
No dobra, ale o co w sumie mi chodzi? 
Przez ostatnie półtora miesiąca nie uprawialiśmy seksu. Ten okres to głównie były jakieś nieporozumienia, kłótnie, gorsze samopoczucie (oboje nie znosimy dobrze wysokich temperatur), w trakcie straciłam pracę, rwanie wiśni i stres związany z tym, by w ogóle je gdzieś sprzedać, wyprowadzka, nowa praca. Stres i jeszcze raz stres.
Od kilku dni zaczyna się to normować, chociaż wciąż nie w takim stopniu, jak bym chciała, w końcu to dopiero 5 dzień. Jest taki większy spokój, gdzie nie mamy wielu rzeczy na głowie i możemy spędzić wspólnie czas itp.
Całkowicie też rozumiem, że sytuacje z dnia codziennego mają wpływ na współżycie, ale myśl, że coś jest nie tak, chodzi ze mną od początku tego gorszego czasu. Najgorszego jest to, że nie mogę się przełamać, by porozmawiać o tym i nie wiem, co robić, bo bardzo chcę pozbyć się tej myśli z głowy i zwierzyć mu się, tylko że nie potrafię. Strasznie mnie to meczy, momentami doprowadza do płaczu i nawet jeśli on pyta, o co mi chodzi, to nie jestem w stanie się odezwać.

#5UNLk

Pochodzę z małego miasteczka i od zawsze marzyłam o wyrwaniu się z biedy. Pod koniec lat 90. chodziłam do liceum, przyjaźniłam się tam z pewnym chłopakiem. Ambitny, inteligentny, uczył się najlepiej w klasie i planował iść do Warszawy na studia. Ja miałam raczej średnie oceny, nie przywiązywałam do tego wagi, ale lubiłam go. Tuż przed maturą niespodziewanie powiedział, że mu się podobam. To był dla mnie szok, nie chciałam wiązać się z takim nudziarzem, więc dość chamsko ucięłam temat. Zresztą miałam wtedy na oku kogoś innego: starszy kolega z osiedla, wytatuowany motocyklista. Sprowadzał kradzione auta z Niemiec, więc był najbogatszym facetem w blokowisku. Każda dziewczyna się w nim podkochiwała, kiedy wybrał mnie, byłam w siódmym niebie. Szybko wpadliśmy, no i trzeba było wziąć ślub.

Ćwierć wieku później pracuję na kasie w monopolowym. W radiu dziennikarz przeprowadza wywiad z jakimś politykiem. Dziennikarz, który przed maturą wyznał mi miłość, a dziś pewnie nawet mnie nie pamięta. Według Wikipedii ma żonę, kiedyś widziałam artykuł ze zdjęciami jego mieszkania i aż mnie ścisnęło z zazdrości. Moja szefowa uwielbia tę stację, więc codziennie słyszę jego głos. Wracam do domu, patrzę na męża, który z aspirującego gangstera stał się zwykłym dziadem. Od piętnastu lat „nie ma pracy dla ludzi z jego wykształceniem”. Patrzę na córkę, ze wszystkich facetów na naszym osiedlu chyba tylko ksiądz nie był z nią w łóżku. Syna nie ma w domu, zostało mu 6 lat do odsiadki. Młodszy syn ma 13 lat, co chwila jestem wzywana do szkoły z powodu bójek.

Jak to się stało? Po ślubie zamieszkaliśmy u rodziców męża, on początkowo coś tam zarabiał, ale szybko wyszła na jaw jego agresja. Za każdym razem jak chciałam odejść, przepraszał mnie i obiecywał, że się zmieni. Z biegiem lat dostaliśmy mieszkanie socjalne, duże, ale w kompletnej ruinie. Żeby zarobić na remont, wyjechałam do Holandii na truskawki i robiłam tak co roku przez 15 lat. Najmłodszy syn jest owocem zdrady, mąż o tym nie wie. Przestałam wyjeżdżać w trakcie pandemii, ale jednak przez większość czasu dzieci były pod „opieką” męża. Stąd ich podejście do życia.

Ugotowałam obiad, siedzę sama w domu i płaczę. Mąż pewnie wróci od kolegi po północy, znowu trzeba będzie go taszczyć po schodach. Wychowawczyni ostatnio przyłapała syna na paleniu marihuany. Córka powtarza moje błędy, a ja jestem bezsilna. Co za ponury absurd, żeby o wyborze faceta decydować za młodu, kiedy jest się kretynką.
Dodaj anonimowe wyznanie