#6KQJE

Ciężko jest być normalnym, ale biednym człowiekiem. Wiecie, takim, który stara się jak może, pracuje, oszczędza, a i tak ledwo wiąże koniec z końcem przez pecha w życiu.
 Jeśli nie jesteś zapijaczonym żulem, matką piątki dzieci i nie mieszkasz w złej dzielnicy, jeśli jesteś trzeźwą, młodą kobietą, którą stać na internet i jesteś normalnie ubrana, nie masz jakby prawa do tego, żeby mieć problemy, żeby potrzebować pomocy. A niestety człowiekowi czasami świat wali się w najmniej oczekiwanym momencie. Pół biedy, jeśli masz rodzinę. A jeśli nie masz? Ciężko jest pójść do znajomych i wyciągać rękę. Zwłaszcza jeśli pochodzi się z takiego środowiska z ludźmi bez problemów :(

Pozdrawiam wigilijnie z pustego mieszkania, znad bułki z margaryną.

PS Nie wiem, czy się żalę, wiem, że z tego wyjdę, jestem fighterem, ale smutno tak trochę...

#ABVF7

Dzisiaj w moim korpo poruszenie, od rana awaria całego systemu, nic się nie da zrobić, a deadline'y cisną mocno. Dział techniczny postawiony na nogi, walczy, żeby ogarnąć ten burdel. Ja (obsługa klienta) staram się, jak mogę, ale klientów przybywa. Przychodzi jakaś szycha z dużym zamówieniem, a ja nie mam jak go obsłużyć, bo inny dział ma opóźnienia. Patrzę przez ramię – manager pokazuje mi, żebym grał na czas, no to ja zaproponowałem klientowi kawę. Zgodził się, próbuję zagaić, żeby przełamać ciszę, ale gość mnie ignoruje i w ciszy popija naszą zajebistą arabicę. Ja czekam na babki z innego działu, słyszę tylko, jak manager wydziera mordę, żeby się pośpieszyły. W końcu jest produkt, pakuję cztery BigMaki i dwa McFlurry w torbę, dorzucam dwie puszki coli i podaję klientowi. Bałem się, że pójdzie na skargę do szefa, ale na szczęście darmowa kawa chyba go uspokoiła i wyszedł bez słowa. Chwilę potem technicy ogarnęli tę awarię dystrybutora do coli i wszystko wróciło do normy.

Uff, co za dzień, nienawidzę pracy w korpo.

#vF2uK

Zawsze z moim mężem pragnęliśmy dziecka. Staraliśmy się o nie przez trzy lata. Za każdym razem, gdy zachodziłam w ciążę, to roniłam w pierwszym trymestrze. Gdy w końcu się udało utrzymać ciążę przez pierwsze trzy miesiące, byliśmy przeszczęśliwi. Niestety, nie trwało to długo... W szóstym miesiącu straciłam córeczkę i przeżyłam załamanie nerwowe. A mój mąż niedługo potem rozwiódł się ze mną, bo nie chce mieć „jałowej” żony...

#gN7n2

W paczce naszych znajomych jakiś czas temu pojawił się on, Dariusz. Dość groźnie wyglądający, bo wysoki i bardzo dobrze zbudowany, z twarzą ukrytą za bujną brodą. Bardzo szybko się zaaklimatyzował, okazało się, że świetnie się dogaduje z każdym z nas.

Kiedyś nie mógł pojawić się na spotkaniu i, jak to zazwyczaj bywa, dało się w pewnym momencie usłyszeć: „Daro jest spoko, ale...”. Okazało się, że wszyscy mamy podobne spostrzeżenia: otóż Darek kompletnie nie dbał o swoją brodę. Można było ją wręcz nazwać „brodziskiem” – wyobraźcie to sobie, przystojna męska twarz schowana za takim niehigienicznym i zaniedbanym buszem. Chcieliśmy zarządzić interwencję, jednak nie do końca wiedzieliśmy, jak poruszyć ten temat, nikt z nas nie chciał otwarcie mu powiedzieć „Stary, ogarnij to brodzisko, bo jest obleśne”. Uzgodniliśmy, że ja, jako jedyna wolna kobieta w naszej paczce, poderwę Darka i „od środka” rozpracuję temat. I udało się! W prezentach kupowałam mu vouchery do barbera i zestawy do pielęgnacji brody, bardzo się w to wkręcił i teraz wygląda naprawdę świetnie. 

A ja? No cóż, podobał mi się, odkąd go poznałam, ale nie sądziłam, że mogę być w jego typie. Jesteśmy razem do dziś i planujemy ślub, więc koniec końców każdy skorzystał na naszym braku odwagi i tym małym podstępie :)

#20Akp

Moi rodzice są tak oszczędni, że do tej pory trzymają goździki z datą przydatności do spożycia do 09.1996 roku (lub 1990, dokładnie nie widać, bo ostatnia cyfra jest wyblakła), bo przydaje im się tylko kilka sztuk raz w roku na święta, do kompotu z suszu.
Zanim paczka się skończy, minie jeszcze jakieś 20 lat.

#qZNik

Historia jak tysiąc innych. Pijany ojciec, który pod wpływem alko robi awantury. Bidy nawet nie ma czym klepać. Chleb z pomidorem to był rarytas. I ja, któremu się wydawało, że życie mimo wszystko jest piękne, że sobie poradzę, bo od dziecka nauczony pracować, wierzyłem, że ciężką pracą można osiągnąć wszystko.

W wieku 17 lat wystartowałem w dorosłe życie. Nawet dobrze szło, to nic, że praca ciężka i nieraz nawet 14 godzin dziennie. Hajs się zgadzał, stara rudera zaczynała przypominać dom, ojciec parę razy postawiony do pionu też trochę zbastował. I kiedy wydawało się, że wszystko jednak będzie dobrze, życie jak zwykle powiedziało: taki trampek.

Miałem 21 lat, diagnoza: białaczka. I znów skraj nędzy i rozpaczy. Po paru latach znów wychodzę na prostą, jednak już nie mam tej wiary, że wszystko będzie dobrze. Teraz mam pewność, że jeszcze nie raz dostanę kopa, i to z najmniej spodziewanej strony.

Ot, taka historia, jak pozbyłem się złudzeń.

#J5ebE

Od ponad 10 lat dobrze nam się współpracuje. Często widujemy się biurowych korytarzach, dobrze bawimy się na firmowych imprezach. Czasem zdarzają się żarty o podtekście erotycznym, jednak nigdy do niczego nie doszło. I nigdy nie dojdzie. Ona mężatka od zawsze, ja wieloletni singiel z wyboru. Nie mam problemu z kobietami, okazji do dobrego niezobowiązującego seksu nie brakuje.
Któregoś dnia zaszła mnie od tyłu przy firmowej mikrofali i chciała zaskoczyć, więc objęła.
I zrobiła to w taki sposób, jak chyba nigdy wcześniej żadna inna kobieta. Tyle było w tym energii, że poczułem się aż nieswojo. Zbyt dobrze.
Chyba brakuje mi prawdziwej kobiety, miłości.

#Bffhw

Na Mikołaja dostałam od chłopaka bransoletkę znanej marki i ostatnio chciałam dokupić do niej przywieszkę, akurat przed pracą (ciuchy i kurtka byle jaka, wiadomo, jak to do pracy, a nie na eleganckie wyjście). Wchodzę do jubilera, a pani sprzedająca z niesmaczną miną mierzy mnie od góry do dołu z grymasem na twarzy. Poczułam się, jakbym była gorsza i nie pasowała do takiego sklepu, a wiadomo, że nie powinno się oceniać ubioru, tylko stan konta, bo może nie byłam dobrze ubrana, ale pieniądze i chęci kupna miałam. Przykre.

#B4i1g

Nienawidzę świąt. Uważam, że są żenujące, toksyczne i sztuczne. Jedna wielka afera, stres i niespełnione wymagania, by potem odegrać teatrzyk opłatkowy i złożyć nieszczere życzenia, udając, że przed chwilą wcale się sobie nie skakało do gardeł? Skręca mnie na samą myśl o świętach. Wręcz uważam, że one nikomu szczerze nie sprawiają radości, a każdy po prostu ignoruje swoje odczucia „by było miło”.
Dodaj anonimowe wyznanie