#EnUcS
Pewnego słonecznego, letniego dnia, mama była na kawie u naszej drogiej sąsiadki. Oczywiście rozmowa musiała zmienić się w narzekania na naszych wąsatych pupili. Gadka była dokładnie taka sama co zazwyczaj - nasze koty sikają na kwiaty, drzewka, krzewy, czy co tam jeszcze mają w ogródku. W czasie tej rozmowy popijały sobie kawkę na tarasie, mając doskonały widok na wyżej wymieniony ogródek. Nie mogły więc przegapić wychodzącego na dwór kilkuletniego syna sąsiadki.
Więc w niezakłóconej niczym ciszy patrzyły, jak chłopiec zdejmuje spodnie, rozstawia nogi i żółtym strumieniem podlewa ukochane kwiatki swojej mamy.
Nasze koty już nigdy więcej nie miały postawionych zarzutów o dewastowanie okolicznej flory. :D
#KktrB
Mieszkałam kiedyś z chłopakiem na osiedlu domków jednorodzinnych, gdzie z jednej stratny były łąki i różne krzaki. I właśnie w zimie z tej łąki, na drogę osiedlową przypałętał się mały jeżyk. Nie był to już mój pierwszy tak uratowany. Wzięłam więc malucha do domu, naszykowałam mu specjalny domek, nakarmiłam i tak sobie żył, czekając na pojawienie się roztopów i wyższej temperatury.
Miałam też ją w sypialni łóżko, które "wędrowało". Był to tapczan, który po nocy odsuwał się od ściany na odległość jakąś 5-7cm. Później rano jak ścieliłam łóżko, dosuwałam tapczan do ściany.
Ale przejdźmy dalej do historii.
Pewnego dnia zauważyłam, że ręcznik, który wisiał na grzejniku (w celu wysuszenia) leży na podłodze, zwinięty w kłębek. Pomyślałam że ów jeżyk się w nim zakopał i smacznie sobie śpi. Nie myślałam, żeby faktycznie to sprawdzać, bo już nie raz tak było. Tak więc zajęłam się łóżkiem i oczywiście przysunęłam je do ściany. Nie poczułam nic dziwnego, żadnego oporu ani nic.
Dopiero chyba na drugi dzień, jak nie słyszeliśmy charakterystycznego tuptania, zaczęliśmy zwierzaka szukać.
I tak po dłuższych poszukiwaniach znalazł go chłopak. Jeżyk niestety był ściśnięty między łóżkiem a ścianą. Nie było szansy na odratowanie. Chłopak tak się tym przejął, nie zważając na moje tłumaczenia i wszystko wyrzucał sobie. Wziął więc zwierzaka i zakopał go gdzieś za domem. A mi do tej pory pojawiają się wyrzuty sumienia, że nie spojrzałam za łóżko.
Wybacz jeżyku.
#n5MeV
Anonimowe jest to, że nad tym nie panuję.
Kiedy siedzę na podłodze i robię cokolwiek, to i tak w końcu obudzę się mając twarz na panelach. Czasem śpię 5 minut, a czasem nawet 2 godziny. Ostatnio tata mnie tak znalazł w pokoju i udawałam, że to była tylko chwila, a tak naprawdę leżałam tam prawie półtorej godziny...
#wkP2z
A co takiego mogliby zobaczyć? Otóż często wówczas fantazjowałem o tym, jak przystojny ksiądz z naszej parafii robi ze mną "miłe rzeczy". Skąd mogłem wiedzieć o czymś takim? Z telewizji, oglądałem mnóstwo telenowel, więc sceny miłosne (owe miłe rzeczy) nie były dla mnie niczym obcym, a przynajmniej takie nieszczegółowe.
Mimo tego, że o aktach miłosnych dowiedziałem się więcej na przełomie paru lat, nie chciałbym, żeby ktokolwiek w kościele oglądał moje śmiałe myśli. A co do księdza, to po prostu zmienił parafię; do niczego nigdy nie doszło między mną a żadnym duchownym.
Dzisiaj chce mi się z tego śmiać, a z drugiej strony zastanawia mnie fakt, że już w tak młodym wieku przejawiałem chęć do tej samej płci.
#m83zP
#cu6cV
Wstałam rano, robię kawę, a do kuchni wchodzi dziadek w koszulce z napisem I LOVE SWEDISH BOY. Zaczęłam krztusić się ze śmiechu, gdy w końcu odzyskałam oddech i wytłumaczyłam dziadkowi co głosi jego koszulka, w której wybierał się do lekarza, zagotował się i ruszając w stronę łazienki mruczał coś o zabiciu babci.
Kocham tego starego nietolerancyjnego wariata :D
#Nrm69
Ta jedyna, wymarzona, złotowłosa, Roszpunka odwróciła się i uśmiechnąwszy się, zainicjowała rozmowę z najbardziej rasowym debilem, jakiego świat widział (czytaj mną). Z burakiem onieśmielenia na twarzy zapytałem, czy umówi się ze mną na herbatkę. Ze swym uśmiechem aniołka odpowiedziała, że tak i następnie wymieniliśmy się numerami. Cały w skowronkach wróciłem do domu.
Tydzień potem spotkaliśmy się. I tak drugi, trzeci, czwarty raz... Po kilku miesiącach zostaliśmy parą. Czuliśmy się ze sobą nadzwyczaj dobrze, a wzajemne spotykanie się uszczęśliwiało nas. Żeby oszczędzić wam nudnie opisywanego love story...
Tak. Dziś mijają trzy miesiące, odkąd jesteśmy małżeństwem. I nasz potomek jest w drodze. Jeżeli Anonimowe będą żyły za ileś lat, to chyba zaszczepię w mym synu/ mojej córce uwielbienie do tej strony. Bo w gruncie rzeczy to ona i herbatka sprawiły, że nie jestem przegrywem i mam kochającą żonę, a za jakieś 7 miesięcy będę miał własne dziecię. :)
#VwC5m
Se myślę kurde, niebezpiecznie. Się rozglądam - nikogo. No to mając szkolenie CPR za sobą podchodzę i zgodnie z instrukcją zapytuję "halo, glebę kontemplujemy?". Truposz się poruszył, więc oprzytomniałem nieco i zacząłem zauważać szczegóły, co mi wcześniej umknęły - płaszcz rozpięty, choć zimno, torba w krzakach, wzrok mętny, głos bełkotliwy.
Pytam więc, co mu się przytrafiło, czy pogotowie wzywać? On na to, że od kumpla wraca, ale się z siłami przeliczył i się nie dotoczył, a mieszka niedaleko. Nawet adres pamiętał i rzeczywiście, dwie przecznice dalej.
Ale że trzeba przejść dość ruchliwą ulicę, to mówię mu, że go podwiozę. No serio, bałem się, że pod jakiś samochód wpadnie, skubany, bo nogi to mu lambadę odstawiały.
Zaholowałem go do samochodu i podwiozłem pod klatkę.
Gość nie mógł uwierzyć. Pewnie nazajutrz myślał, że mu się przyśniło, ale kiedy zapytał, jak się ma odwdzięczyć, kazałem mu zająć się jakimś zmęczonym nieznajomym, jakby też znalazł jakiegoś kiedyś w krzakach :-)
#PvvyC
Kiedyś jak miałem znajomych, to jakoś było trochę raźniej, ale wszystko się zmieniło, każdy się poszedł w swoją stronę i teraz jestem sam jak palec.
Czy jestem żałosny?
Czy jest tu ktoś, kto ma podobnie?