#eTAwP
Przez kolejne miesiące próbowaliśmy naprawić nasze stosunki. Oboje się staraliśmy, poświęcaliśmy wiele trudu, aby było jak wcześniej. Nie chcieliśmy zadowalać się półśrodkami, że ja mu wybaczę, on przestanie myśleć o niej i kiedyś się pewnie uda zapomnieć. To były tygodnie i miesiące starań, ale żeby zakończyć ten rozdział definitywnie i zrozumieć co teraz czujemy, postanowiliśmy przepracować wszystko jeszcze z terapeutą. Przez dwa miesiące chodziliśmy do naprawdę super faceta.
To miał być koniec, mieliśmy ruszyć z naszym życiem dalej, zostawiając przeszłość i te wszystkie wzajemne żale. Tak też zrobiłam. Natomiast mój mąż stał się nie do zniesienia. Za każdy razem gdy wypił drinka czy dwa zaczynał mnie przepraszać i płakać, że nigdy sobie tego nie wybaczy. Rozumiałam pierwszy raz, drugi, ale w końcu zaczęło mnie to wkurzać. Zaczęła mnie wkurzać ta mina zbitego psa, jego kolacje co drugi dzień "na przeprosiny" i te głupkowate teksty, że będzie mi to wynagradzać do końca życia. Z faceta pewnego siebie, przyjaciela, z którym mogłam porozmawiać o wszystkim, stał się jakąś cholerną beksą, którą można było obrazić byle czym!
Tak, to był cios dla naszego małżeństwa, ale to chyba ja miałam większe prawo na takie zachowanie i na pewno już nie chciałam, żeby co chwilę mi o tym przypominał.
Tak jak mówiłam, zawsze byliśmy ze sobą szczerzy, dlatego też wywaliłam wszystko na stół, żeby nie robił z siebie pipy, tylko wziął się w garść i zachowywał normalnie. Wpadł w szał... a raczej w szloch. Zaczął ryczeć jak dziecko, że nie jest mnie godny... Miałam dość. Tak bardzo jak kochałam go wcześniej, tak przez to zachowanie doprowadził do tego, że cała ta miłość gdzieś zniknęła. Nie mogłam na niego patrzeć. Chyba przestałam go kochać.
Miesiąc temu zakończyłam związek z tym mężczyzną. Mówię tak, bo to nie jest już mój ukochany. Nie poznaję go. Nie potrafię powiedzieć dlaczego tak bardzo się zmienił przez tę sytuację. Dałam mu czas, żeby się się ogarnął, ale z każdym tygodniem było jeszcze gorzej. Zasugerowałam wizytę u psychiatry (sama kiedyś brałam leki na depresję), ale nie chciał nawet o tym słyszeć. Odeszłam, czuję, że mogę normalnie oddychać. Bardzo tęsknię za moim mężem i nie rozumiem co tak drastycznie zmieniło jego cały charakter, ale ja już nie potrafię być z tym człowiekiem...
Ludzie zmieniają się z czasem, to normalne a nawet nieuniknione. Czasami na lepsze, często jednak na gorsze.
Mężczyzny którego kochałaś już nie ma. Smutne ale cóż, bywa i tak.
Nie kochała go.
Facet zdradza - ,,mój misio to prawdziwy samiec, który podoba się innym."
Facet okazuje emocje - ,,Odchodzę, nie chcę być z taką pipą."
SokoliWzrok
On nie okazywał emocji. On próbował zrzucić na nią swoje poczucie winy, z którym sobie kompletnie nie radził. Zasadnicza różnica.
Facet nie mógł sobie poradzić z sytuacją, więc nie szukał pomocy, nie próbował jej przepracować, tylko zrzucał odpowiedzialność na żonę. Ileż można przepraszać za to samo? Było minęło, skoro wybaczyła, to po co rozdrapywać rany bez końca?
Laska ma wgrany ewolucyjny nakaz szukania macho.
A wiesz, że facet ma prawo płakać? Chciał gotować? To niech by gotował.
Te mnogie kolację, ten ciężar, a mógł ryknął i spytać: ,, K.... gdzie jedzenie?".
Kiedy czytałem dwa poprzednie Twoje wyznania na ten temat, myślałem że jesteś wspaniałą kobietą, taką jakich chyba niemal w ogóle nie ma. A teraz widzę jedynie, że podświadomie czekałaś na jego słaby moment, żeby mu doyebać tym mocniej za to co zrobił. Potrafiłaś niby zrozumieć że się zakochał w innej, zrozumieć że odszedł do niej. A nie potrafisz zrozumieć że facet docenił to co miał, a jego własny grzech złamał go psychicznie i zamiast pomóc mu posklejać to co w nim pękło, wzięłaś młotek i napyerdalałaś jak głupia. A teraz nagle już Ci przeszło, zachowałaś się jak wyrachowane suczysko.
Przeciez dala mu czas? Zaoferowala psychiatre? To co jeszcze miala zrobic?
Nie pomozesz komus, kto tej pomocy nie chce.
Płacz to sposób na ujście emocji. Widocznie w ten sposób się "leczył". Moje zdanie na ten temat napisałem w komentarzu.
Kobieta zniosła zdradę, przeszła z nim terapię, była gotowa zostawić przeszłość i pójść dalej razem i jest "wyrachowanym suczyskiem"? Nie jedna już dawno by go skreśliła ze swojego życia. Ona zaś zaoferowała czas, pomoc psychiatry, wprost powiedziała co jest nie tak i co jej przeszkadza. Ja się jej nie dziwię, że nie była w stanie wytrzymać ciągłego przypominania jednego z najgorszych momentów jej życia. I żeby nie było, ja też rozumiem emocje gościa. Ale jeżeli partnerka mu mówi, że ma dosyć przypominania jej o tym wydarzeniu, to nie ma rady, musi wziąć się w garść i pójść po pomoc do specjalisty. Mam OCD i miałam stany depresyjne, zawsze starałam się chronić mojego męża przed tym. Jasne, nie nosiłam maski 24h. Zdarzało mi się płakać bez powodu, mieć gorsze okresy. Ale chodziłam do psychiatry, chodziłam na terapię i pracowałam nad sobą, po części dla siebie, po części dla naszego związku. Tak by moje problemy nie były clue naszego związku, bo to nie o to chodzi w związku.
JodiPicoult
No nie kumasz. Powinna podcierać mu teraz dupę i wycierać smarki przez następne 10 lat. Zapewniając, jaki jest wspaniały, kochany, godny jej miłości. Dziudziulka należy niańczyć i dać mu cycunia do posmoktania, żeby niebożątko nie musiało wewnętrznie mierzyć się z własnymi potworami.
Od tego ma partnerkę-mamusię, by brała jego problemy emocjonalne na siebie.
Nie chce? Brzydzi ją taka postawa? A to wyrachowane suczysko!
O tak, ta wielka sprawcza męskość, siła i opanowanie. Dopóki koleś był silny, nie miała możliwości go zranić bo by to po nim spłynęło. Jak okazał słabość (emocje) to w końcu go zdeptała. Co innego jak emocje okazuje kobieta. Wtedy ma do tego prawo i nie wolno jej tego odmawiać. Niby równouprawnienie ale wtedy jak są z tego korzyści dla kobiet.
Dragomir, ty naprawdę nie odróżniasz normalnych emocji od przesadnych emocji, od ciągłego przypominania jej, że ją zdradził? Wybaczyła mu, dała czas, proponowała psychiatrę, a on nie chciał o tym słyszeć. Ona chciała być z nim dalej, zapomnieć o przeszłości, a on jej na to nie pozwalał. Mógł sobie nie radzić z poczuciem winy, ale nie chciał nic z tym zrobić, nie chciał iść do psychiatry. Ona według ciebie powinna być jak Czaroit napisała? Jeśli kobieta by się tak zachowywała, to też nie byłoby normalne.
Tylko że jak kobieta płacze, to ma prawo do wyrażania emocji. Jak facet miał gorszy czas, czuł się sam ze sobą źle i sobie popłakiwał jak mu się emocje ulały, to jest pipą i mameją czy nie wiem kim jeszcze. Powinien być łobuzem, beknąć, pierdnąć i strzelić ją z liścia, to by był męski.
Jakby facet zostawił w dokładnie taki sposób i z takich powodów swoją kobietę, to byś pierwsza się pieniła i jacy to faceci nie są. Tylko na to zwracam uwagę.
Ona nie miała obowiązku nigdy z nim być. Zostawiła go, OK. On też wcześniej gruuubo odwalił. Ale ja zwracam uwagę na powody. Te które ona widzi są takie jak napisała. Podświadome mogą być takie jak ja napisałem - nie zdając sobie z tego sprawy, czekała aż on będzie emocjonalnie słabszy i mu do.jeb.ała. Cała filozofia.
@Dragomir
Czym ty się podniecasz? Tak było, jest i będzie. Zaakceptuj to i odpowiednio działaj. Bądź takim mężczyzną za jakiego się uważasz i problemu nie będzie.
Proste przecież.
Akurat to u Ciebie jakieś podniecanie wystąpiło. Mam nadzieję że nie za moją sprawą.
Laska niby dawała mu wolną rękę, a tak na serio to nie zależało jej na małżeństwie. Kolo wie jak rozmawiać z kobietami, nie będzie sam.
W tych starych wpisach pokazujesz jak bardzo nie chce ci się walczyć o małżeństwo. Facet tak naprawdę wygrał.