Kilka tygodni temu zainteresowała mnie pewna manga i stworzone na jej podstawie anime. Można powiedzieć, że pojawiła się u mnie "faza" na nią. Zamówiłam więc jeden tom komiksu w Empiku. I kiedy na kilka minut przed długą przerwą w szkole dostałam sms-a że przesyłka już przyszła, postanowiłam zbiec na sam dół i na rowerze pojechać ją odebrać.
Gdy tylko zadzwonił dzwonek wyleciałam z klasy. Ale moje nogi mnie oszukały, już na początkowych stopniach schodów potknęłam się, i poleciałam aż na półpiętro, tłukąc boleśnie całą prawą stroną o wspomniane schody.
Jednak ja, zamiast usiąść gdzieś, sprawdzić czy niczego nie złamałam, nieporadnie się podniosłam, ze łzami w oczach powiedziałam do patrzących na mnie ludzi "To nie tak miało być!" i pokuśtykałam dalej.
Kilka dni później czytałam kolejne tomy mangi w internecie. Siedziałam na fotelu, ale postanowiłam przenieść się na łóżko. Wyciągnęłam nogi, położyłam ja na moim miejscu snu, i podparłszy się jedną ręką chciałam przesunąć się na nie. No, nie wyszło - nogi zostały, zaś reszta mnie spadła w lukę pomiędzy dwoma meblami.
Następnego dnia z kolei byłam na spacerze z psem. Słuchałam muzyki z opartego na tej mandze anime. Droga była prosta, zwierzak szedł spokojnie. I wtedy nogi znowu mnie okłamały, prawa wygięła mi się pod dziwnym kątem i padłam na ziemię jak worek kartofli.
I tak, tu będzie przesłanie: nie czytajcie mangi, nie oglądajcie anime - bo może stać się Wam krzywda!
Od kilku dni bolał mnie kciuk w lewej ręce. Niby nic, bo mała rana, ale to się gdzieś przypadkiem uderzę, to czegoś dotknę i nie dość, że to się nie goiło, to jeszcze okropnie bolało. Dokładnie w sobotę wieczorem ból zaczął promieniować w sumie aż do łokcia i czułam w ręku lekkie mrowienie. Stwierdziłam, że to nie jest normalne i oczywiście jak to człowiek XXI wieku postanowiłam sprawdzić to w internecie. Już po chwili znałam diagnozę - tężec.
Przeraziłam się, bo jednak bądź co bądź, na to można nawet UMRZEĆ! Powiedziałam o tym współlokatorkom, które stwierdziły, że tylko mi się wydaje. Starałam się o tym nie myśleć i pocieszałam się faktem, że przecież byłam szczepiona, ale ciągle czułam w ręku to mrowienie, które chwilami prowadziło nawet do drętwienia ręki.
Po praktycznie nieprzespanej ze strachu nocy obudziłam się w niedzielę rano i ręka nie bolała... przez jakieś pierwsze piętnaście minut od wstania z łóżka. Jak tylko przypomniałam sobie, że mogę mieć tężec, znów nie mogłam opanować swojego strachu, ale tym razem siedziałam cicho i nic nikomu nie mówiłam, bo przyjaciółki by mnie chyba wyśmiały. Jedząc obiad poczułam, że czasem ciężko jest mi przełknąć nawet mały kawałek. Chwilę pomyślałam i przypomniało mi się - kolejne objawy to szczękościsk i trudności przełykania. Wtedy dopiero się zaczęło. Nagle mrowiło mnie wszystko, szczęka była jakaś odrętwiała, nogi bolały. Stwierdziłam, że nie ma co czekać na kolejne objawy takie jak drętwota karku i drgawki i że muszę coś z tym zrobić. Powiedziałam dziewczynom, ubrałyśmy się i w przeciągu pół godziny znalazłyśmy się na pogotowiu. Ja oczywiście na granicy totalnej rozpaczy, bo za chwilę ma okazać się czy w ogóle przeżyję.
W końcu moja kolej. Wchodzę do gabinetu i opisuję całą sytuację. Podkreślam oczywiście, że jestem już praktycznie pewna, że to tężec. Lekarz ogląda moją rękę i pyta ile mam lat. Lekko zdezorientowana odpowiadam, że 21. Czekam tylko, aż powie "tak, ma pani tężca", a on patrzy na mnie z politowaniem i zamiast tego mówi "MA PANI OBGRYZIONĄ SKÓRKĘ".
Okazało się, że szczepionka, którą miałam w wieku 18 lat chroni mnie przed tężcem aż na 5 lat i to niemożliwe, żebym go miała, wszystkie objawy, które rzekomo miałam po prostu mi się uroiły po przeczytaniu o nich w internecie.
Piszę to, bo domagacie się żenujących sytuacji, a wierzcie mi, że nawet na anonimowych głupio mi było napisać, że mój wyimaginowany tężec to po prostu obgryziona skórka..
Przeczytałam ostatnio o tym, jak brat siostrze sobie dokuczali. Też opowiem taką historię, tylko, że z "dobrym" zakończeniem. A więc...
Razem z bratem zawsze sobie dokuczaliśmy, przezywaliśmy, a nawet biliśmy. W każdym razie główny wątek znajduje się w odległym czasie, kiedy to byłam jeszcze szkrabem chodzącym do pierwszej klasy podstawówki. Jak każdy wie, w tym wieku wypadają mleczaki, a dlatego, że mój jakoś nie za bardzo chciał wypaść, mama postanowiła zabrać mnie do dentysty nazajutrz. Wieczorem, kiedy to leciała moja ulubiona bajka, znowu wpakowałam się w bójkę z moim bratem. Ale ta skończyła się inaczej niż zwykle. Mądry 11-latek postanowił... dać mi w zęby. Dosłownie. Krew z zęba lała się jak sraczka z osoby chorej na grypę żołądkową. Ale oczywiście jako mądre dzieci nie powiedzieliśmy o tym w mamie! Jakoś nas nie pchało do klapsa. Gdy wreszcie trochę się uspokoiło, poszliśmy spać, modląc się o to, by nie było śladu. I faktycznie nie było! Ale po zębie.
A więc tak... mój brat zrobił w wieku 11 lat zabieg usunięcia zęba, bez znieczulenia, na młodszej siostrze, która przez kilka miesięcy nosiła przezwisko "szczerbata" (wypadły mi wtedy jeszcze dwie górne jedynki i jedna dolna).
PS: Mój brat będzie szedł na medycynę... Na stomatologa :) Ktoś chętny? :'D
Przed chwilą rozmawiałam ze swoim lubym. Zaproponowałam mu, żeby powiedział mi coś seksownego. Dowiedziałam się, że mam zaje*iste łokcie.
To było pod koniec podstawówki, jakieś 10 lat temu. Mama za karę odłączyła mi internet. Prośby i groźby nie pomagały. W ramach buntu postanowiłam popełnić samobójstwo. W tym celu kupiłam ziołowe tabletki nasenne. Po zjedzeniu połowy paczki poszłam do nauczycielki poinformować ją, że nie będzie mnie na lekcji, bo właśnie próbuję się zabić.
Pogotowie, płukanie żołądka, a internet i tak nie wrócił.
Jestem studentką 2 roku pielęgniarstwa.
Jakiś czas temu byłam na praktykach w szpitalu (oddział chirurgiczny). Akurat siedziałam w zabiegówce jak rozległ się ogromny huk. Wybiegłam z sali, widzę pół oddziału przed jedną z sal, wchodzę do środka i widzę pacjenta całego białego trzymającego się za głowę, patrze na sufit a ty nie ma tynku... Odleciał cały płat i to akurat na tego biednego człowieka.
Nic mu się nie stało, dostał nową salę, natomiast na tamtej zaczął się długo wyczekiwany remont :P
Krótka zwięzła historia.
Kiedyś na YouTube widziałam filmik jak Rosjanin chciał przechytrzyć zatrzymującą go drogówkę, więc zaczął nawijać po angielsku z nadzieją, że policjant nie będzie znał języka. Jednak jego plan się nie powiódł.
Jakiś tydzień temu skorzystałam z podobnego pomysłu, jednak ulepszonego. Jestem wielką fanką anime, więc zamiast po polsku czy po angielsku, zaczęłam nawijać do niego losowe słowa po japońsku, które udało mi się zapamiętać z różnych anime. A to że przyjechałam z Anglii samochodem mi pomogło, bo jak wiecie w Japonii również kierownica jest po prawej stronie.
W taki sposób udało mi się uniknąć mandatu za przekroczenie prędkości :)
Moi sąsiedzi mają dość sporą hodowlę drobiu. Kiedyś przez płot wleciała nam do ogrodu kura. A ja, mając jakieś 4-5 lat, postanowiłam zaoszczędzić na kupnie zabitego już zwierzęcia w sklepie. Przez jakieś 10 minut (dopóki tacie nie udało się mnie odciągnąć) biegałam po ogrodzie z grabiami, próbując trafić nieszczęsnego ptaka i krzycząc "Będziemy mieli darmowego kurczaka na obiad!".
Spokojnie, nie trafiłam ;)
Mamy w parafii jednego, starszego i prawie głuchego księdza.
Msza święta, jedna z tych chwil kiedy jest grobowa cisza w kościele i nagle głos tego księdza z konfesjonału:
- COŚ UKRODŁ???
Chyba nie muszę dodawać, jak szybko ten, co "coś ukrodł" ewakuował się z kościoła. :)
Jestem tegoroczną maturzystką, przed chwilą zaczęłam pisać SMS do chłopaka na kalkulatorze.... Chyba już czas na odpoczynek.
Dodaj anonimowe wyznanie