#8Vndp

Historia ta wydarzyła się w Polo Markecie.
Stoję sobie w kolejce, przede mną starsza pani, a przed starszą panią ciemnoskóre małżeństwo, chyba Amerykanie z tego co słyszałam po rozmowie. Zrobili zakupy, zapłacili i zaczęli pakować zakupy, a trochę ich było, więc kasjerka zaczęła kasować starszą panią stojącą przede mną, skasowała jej zakupy, a że tylko jedną rzecz miała, więc szybko poszło.
Przy kasie kasjer zawsze poleca jakiś produkt, tym razem było tak samo, a w promocji były batoniki murzynki, więc kasjerka mówi do starszej pani:
- Murzynki polecam...
A starsza pani ze zdziwieniem pokazała palcem na ciemnoskórych ludzi pakujących swoje zakupy i się pyta:
- To łoni so na sprzedaż?
"Łoni" na szczęście nie znali polskiego, ale mina kasjerki i ludzi w kolejce - niezapomniane.

#eUixM

W te wakacje pracowałam jako sprzedawczyni w piekarni. Piekarnia miała taką politykę, że pieczywo, które nie zostało sprzedane dzień wcześniej, następnego dnia trafiało na wydzieloną półkę i było sprzedawane za pół ceny.

Pewnego dnia do sklepu weszła starsza pani, widać po niej było, że jest osobą biedną. Kobieta zastanawiała się co sobie kupić, myślała nad kupnem mufinki właśnie z tej specjalnej półki albo połówki chleba.
W międzyczasie wszedł młody mężczyzna, tak około 25, góra 30 lat. Kiedy tak liczyła te grosiki (dosłownie grosiki), zrobiło mi się jej strasznie żal. Mężczyźnie, który wszedł też, widać to było po jego oczach. Nagle wyciągnął portfel, dał tej kobiecie 5 zł i powiedział:
- Będzie miała pani nawet na dwie mufinki.
Zanim otrząsnęłyśmy się ze starszą panią z szoku, mężczyzna szybko wyszedł, zapewne po to, aby mu nie oddała pieniędzy. Kobieta miała łzy w oczach, widać, że ten drobny gest ją bardzo wzruszył. Nie mogła uwierzyć, że coś takiego się stało, zresztą ja też. I jak tamten pan chciał, tak starsza pani kupiła dwie mufinki ;)

Jeśli pan to czyta, to bardzo serdecznie pozdrawiam ;)

#yD5f3

Kilka dni temu umówiłam się na mieście z moją siostrą. W międzyczasie spotkałam starego znajomego i tak sobie idąc, od słowa do słowa, wywiązała się dyskusja na temat związków. Pan X przyznał, że nie ma nikogo, a gdy spytałam o jego ideał powiedział:
- Mogłaby wyglądać jak tamta dziunia. Duże cycki, blond włosy, pewnie nie za mądra, ale nic nie szkodzi, w sam raz do garów.

Jakież było jego zdziwienie, kiedy owa "blond dziunia" zaczęła mi machać i wołać "hej siostra!"

#E5J8P

Wracałam busem do domu i nagle poczułam gwałtowne hamowanie. Co się okazało?
Otóż przez ulicę przechodził jeż i kierowca zahamował, żeby malec mógł sobie spokojnie doczłapać do chodnika, nie zostając po drodze mokrą plamą.

Taka mała rzecz, a sprawiła uśmiech na mojej twarzy :)

#RGOZ7

Kiedy jesteś małym dzieckiem, wszyscy w koło pytają cię "kim chcesz zostać jak dorośniesz?". Moja odpowiedź odkąd pamiętam brzmiała "ratownikiem wodnym". Każdą wolną chwilę spędzałam na basenie. Zrobiłam kartę pływacką w wieku 9 lat, jako najmłodsza w historii basenu. Byłam w stanie wskoczyć do jeziora nawet w kwietniu, kiedy dookoła brzegu gdzieniegdzie leżał jeszcze śnieg.

Gdy poszłam do gimnazjum, oprócz lekcji w szkole codziennie miałam zajęcia dodatkowe. Uczyłam się trzech języków obcych, miałam korepetycje z matematyki i fizyki. Potrafiłam po 8h w szkole i 1,5h angielskiego pójść na 1,5h popływać. I tak 4-5 razy w tygodniu. Z zapałem oglądałam wszelakie filmiki dotyczące WOPR-u, czytałam książki, na które skrupulatnie odkładałam pieniążki. Moja domowa biblioteka mogłaby spokojnie zaopatrzyć profesjonalistów.

Poszłam do liceum, dalej ostro trenowałam. Poznałam przyjaciół, którzy z początku niechętnie słuchali o mojej pasji, ale z czasem się do niej przekonali. Nie miałam innego planu, zawsze stawiałam na ratownictwo wodne, nie miałam innej pasji niż pływanie, ponieważ wszystkie zajęcia dodatkowe to był mój obowiązek, nie przyjemność.

Wreszcie nadeszła moja osiemnastka, w dniu urodzin zrobiłam trzy najważniejsze rzeczy: poszłam na trzygodzinny trening, zapisać się na kurs WOPR i zrobić tatuaż symbolizujący tą jednostkę, który zaplanowałam jak miałam 13 lat. Wielki, na przedramieniu, żebym każdego dnia budząc się widziała, co tak naprawdę się dla mnie liczy.

Moi przyjaciele zrobili mi niespodziankę i razem ze mną zgłosili się jako chętni do bycia ratownikami, ot tak, żeby spróbować. Kilka tygodni przed pierwszymi zajęciami bardzo źle się poczułam, poszłam do lekarza. Okazało się, że mam niegroźną wadę serca, która wykształciła się podczas dojrzewania. Niby nic, ale nie mogłam zostać ratownikiem. Mój cały świat się zawalił, nie wyobrażałam sobie robić cokolwiek innego. Nie miałam innej pasji.

Pisząc to siedzę na brzegu jeziora i patrzę na "znajomych", którzy świetnie się bawią w czerwonych strojach. Tylko szkoda, że jak się dowiedzieli to nawet mnie nie pocieszyli. Teraz trzymają tylko z ratownikami. Dzięki mnie spróbowali, a ja nie mam innych perspektyw. Moje jedyne marzenie legło w gruzach.
Pozdrawiam wszystkich Anonimowych Ratowników Wodnych, to co robicie jest piękne ;)

#x8cVf

Zapamiętać:
Nie wpuszczać małych dzieci do łazienki, dopóki nie wyjdę.

Ta tragedia wydarzyła się przedwczoraj. Świeciło słoneczko, ptaszki śpiewały... A ja, mały i piętnastoletni nerd, siedziałem przy komputerze... "Szykując się" powoli do kąpieli... Jestem strasznie chudy i mało sypiam - stąd obrzydzenie do życia i wygląd trupa.
Do rzeczy...

Naszykowałem grzecznie ubrania na pralce i wskoczyłem pod prysznic. Pech chciał, że mojej czteroletniej siostrzyce zachciało się siku. Złapała za klamkę i zaczęła siłować się z drzwiami "Jasiu, muszę siku i kupę!". No nic - odkluczyłem i z powrotem wskoczyłem pod prysznic. Z butem wparowała do łazienki, jak szeryf na dzikim zachodzie do baru, dając mi uroczo do zrozumienia, że zaraz wbije mi nóż w plecy.
Wtem do domu weszła moja siostra z koleżanką.
W każdy weekend do niej przyjeżdża, więc się przyzwyczaiłem do jej obecności.
Usiadły w salonie, który był tak jakby naprzeciwko tejże nieszczęsnej łazienki.

Uroczy diabełek wcale nie chciał siku. Stała w lustrze i się sobie przyglądała... Wychyliłem się z kabiny i powiedziałem jej, żeby skończyła, bo chcę wyjść i się ubrać. Co zrobiła? Złapała za moje bokserki w czerwone rakiety, nałożyła je sobie na głowę i wybiegła z łazienki!

Miłość mojego życia śmiała się do rozpuku z moją siostrą u boku, podczas gdy ja cały czerwony i owinięty w ręcznik goniłem za małym diabłem, by oddała mi moje rakiety...

#BLKhE

Pogrzeb, chowają typowego pana Żula, stałego bywalca pobliskiej Żabki.

Trumna już w grobie, wokoło trochę ludzi, ksiądz sypie garstkę ziemi, najbliższa rodzina rzuca kwiaty. Cicho, smutno, nikt nic nie mówi...
I nagle słychać zawodzenie, wszyscy rozglądają się co jest źródłem tego strasznego ryku, szybko okazuje się, że to inny pan Mieciu. Kierownik łokciami toruje sobie drogę między ludźmi, po chwili staje nad dołem, dyszy ciężko, nos ma czerwony, wszyscy wpatrują się w niego z osłupieniem.
Mieciu bierze głęboki oddech, wyciąga coś zza pazuchy i bez wahania ciska tym w dziurę w ziemi. Słychać huk, Kierownik ponownie zalewa się łzami i ucieka.

Zebrani nachylają się nad grobem, ciekawi tego, czym pan Żul pożegnał przyjaciela z ławeczki...

... Piersiówką :D

#X8wE4

Jak byłam mała, moja babcia straszyła mnie, że jeżeli szybko nie zasnę, to przyjdzie po mnie starszy pan i mnie zabierze.

Mam 16 lat i nie pamiętam od kiedy, ale po prostu zawsze jak idę spać patrzę, czy na korytarzu nikogo nie ma, włączam latarkę, gaszę światło i skaczę na łóżko z odległości 2 m, żeby nic mnie nie wciągnęło czy zabrało.

Dzięki, babciu.

#UxcHi

Miałem 15 lat. Jestem nieśmiałym introwertykiem, a w tamtym okresie było to tak nasilone, że nie potrafiłem nawiązywać jakichkolwiek relacji, wstydziłem się, bałem odpowiedzi. Jednak potrafiłem robić z siebie "debila" publicznie. Wyjść przed grupę ludzi, zrobić co swoje i zejść. Zgłaszałem się do takich akcji np. w szkole bądź na jakichś wyjściach szkolnych na rozmowę z kimś, gdzie często zabierałem głos lub przemawiałem, potem kończąc z burakiem na twarzy.

W wieku 15 lat kończyłem bierzmowanie, a jak na bierzmowaniach bywa - odbywają się czasem spotkania ze wszystkimi grupami. Jedno z takich spotkań dotyczyło tematu zaufania. Przy ołtarzu kościoła występował ksiądz i opowiadał o tym, jak ono jest ważne, że tak naprawdę jego nadużycie jest czymś dobrym - porównywając je do liny, którą się przecina, a naprawą związuje, przez co te osoby są ze sobą bliżej. Kościół był zapełniony wiernymi, jak i osobami z grup, które potrzebowały podpisów do bierzmowania.

Częścią tego spotkania było wybranie ochotnika z tych grup do pokazania tego, jak działa zaufanie. Nie myśląc, zgłosiłem się bez zastanowienia i poszedłem do ołtarza. Wszystko miało polegać na tym, że ja, zamykając oczy, będę upadał na plecy, a ksiądz złapie mnie w locie, by nic mi się nie stało. Spytał się mnie, czy rozumiem o co chodzi, więc odpowiedziałem, że tak. Odwróciłem się, a ksiądz mówił do wiernych dalej. No to rzuciłem się w tył, czekając na to, aż mnie złapie. Niestety nie doczekałem się i przygrzmociłem w marmurową podłogę tak, że odbiło się echem po całym kościele. Ksiądz pomógł mi wstać i powiedział mi, że jeszcze nie dał sygnału do startu. Śmiech wywołany tym wydarzeniem był przeogromny, a ja po prostu wstałem i poszedłem na swoje miejsce.

Słowem zakończenia, w kościołach nie oszczędzają na jakości materiałów budowlanych.
Dodaj anonimowe wyznanie