#oOE02

Jedna z najbliższych mi osób obraziła się na mnie, bo zrobiłam sobie tatuaż. Jest ona przeciwna tatuowaniu się, zwłaszcza u młodych kobiet.
Co z tego, że było to moje marzenie, na które oszczędzałam pieniądze. Co z tego, że to moje ciało i moje życie. Ona nie lubi, więc nie powinnam robić. W ciągu jednej chwili zapomniała, jaką jestem osobą, wygrała pokolorowana ręka.
Fucking logic.

#wHmDH

Chcę, żeby moi rodzice się rozwiedli.

Nigdy nie powiem tego na głos, ale chyba tak właśnie jest. Mam obydwoje rodziców. Jednak tylko teoretycznie.
Praktycznie? Od zawsze miałam tylko mamę. To ona odrabiała ze mną lekcje, chodziła na wywiadówki, wychowała mnie i nawet w najgorszych chwilach potrafiła mnie wesprzeć.
Ojciec? Jest. Zawsze sam, w swoim pokoju, tworząc wokół siebie tajemniczą barierę. Nigdy mnie nie przytulił. Nigdy nie powiedział, że mnie kocha, nigdy nie zapytał co u mnie. Będąc w domu na weekend, potrafię zamienić z nim tylko jedno zdanie, przy przywitaniu.

A ich małżeństwo? Nadal trwa. Nie mają o czym ze sobą rozmawiać. Żyją obok siebie, zamknięci w swoich pokojach. Rodzinne uroczystości to istna szopka. Każdy zgrabnie wchodzi w swoją rolę, jednak gdy wracamy do domu, jest tak jak zawsze.
Mamie to przeszkadza, widzę, że w tym toksycznym związku się męczy, jemu? Nie wiem. Wiem tylko, że nie chcę dla niej takiego życia. Nie chcę też takiego życia dla siebie, bo patrząc na związki i małżeństwo przez ich pryzmat nigdy nikogo nie pokocham, bo zawsze będę myślała o najgorszym. O związku bez miłości, który jest ciągnięty na siłę - dla dzieci.

#1ohBS

Pochodzę z kochającej rodziny. Z mamą rozmawiałam niemal o wszystkim, chociaż dzieliła nas spora różnica wieku. Urodziła mnie mając czterdzieści lat, mój brat był starszy ode mnie o szesnaście lat. Na dobrą sprawę, zanim ja dorosłam, on wyjechał na studia, skończył z dobrymi wynikami medycynę i założył rodzinę. W domu nie było kłótni, niedomówień i nieobgadanych spraw. A przynajmniej tak myślałam do czasu, aż miałam jakieś piętnaście - szesnaście lat.

Po imprezie urodzinowej ojca, brat spał w naszym domu ze swoimi dziećmi. Jego żona miała akurat nocny dyżur. Bliźniaki spały ze mną w pokoju, a brat w salonie, ze względu na to, że odwiedziło nas więcej gości i pokoje gościnne zostały zajęte.
W nocy zachciało mi się pić, więc zeszłam na parter. Brat oglądał jeszcze jakiś dreszczowiec i zaprosił mnie na wspólny seans. Ze szklanką wody usiadłam obok niego na kanapie. Po chwili przykrył mnie kocem, pod którym sam siedział i przybliżył się. Nie minęło dużo czasu, kiedy zaczął mnie obmacywać. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, nie pamiętam nawet dokładnie całej sytuacji, ale kiedy po moich protestach nie przestawał, rozbiłam mu szklankę na głowie i zerwałam się z miejsca, uciekając na górę. Nie wiem, czy krwawił, nie wiem, czy ktokolwiek na piętrze słyszał ten hałas. Rano już go nie było, powiedział mamie, że po dzieciaki przyjedzie jego żona, a on musi pilnie coś załatwić. Gdyby nie słowa mamy o tym, że w nocy rozbił szklankę, a sprzątając uderzył głową o niski stolik w salonie i rozwalił sobie głowę, byłabym pewna, że to był tylko sen. Mieliśmy dotychczas dobre kontakty, nigdy nie przejawiał wobec mnie agresji czy zapędów seksualnych.

Zbierałam się kilka dni, ale w końcu powiedziałam o tym mamie. Kiedy skończyłam, zastygła w bezruchu i powiedziała, że musi wyjść. Nie zatrzymałam jej, wróciła trzy godziny później i razem z ojcem zaprosili mnie do kuchni na rozmowę.
Było mnóstwo przeprosin i łez, ale w końcu dowiedziałam się, że nie jestem ich córką. Mój "brat" w wieku szesnastu lat zgwałcił moją prawdziwą mamę, bezdomną dwudziestolatkę, w wyniku czego ta zaszła w ciążę. Babcia opłaciła jej wyjazd do prywatnego sanatorium i sama udawała, że jest w ciąży, sfingowała moje narodziny. Prawdziwa mama zmarła przy porodzie w wyniku licznych komplikacji, oficjalnie miała wypadek samochodowy.

W dniu, kiedy powiedziałam o zachowaniu mojego brata (ojca), pojechała na posterunek policji i o wszystkim opowiedziała. Na drugi dzień zabrała mnie tam ze sobą, żebym złożyła zeznania. Sama mogła mieć z tego tytułu duże problemy, ale powiedziała, że nie pozwoli, żeby ktoś taki jak on chodził na wolności.
Jego żona ze łzami w oczach przepraszała mnie, kiedy tylko się dowiedziała, otoczyła mnie niesamowitą opieką.
Ojciec od sześciu lat jest w więzieniu. I jeszcze trochę posiedzi.

#V5ptf

I weź tu pomóż rodzinie...

Mała wioska, matka bez pracy, syn na rencie.
Lodówki brak, pralki brak, matka kurtki na zimę nie ma.
Pojechaliśmy, zawieźliśmy lodówkę, Franię, tonę ciuchów.

Lodówkę sprzedali ("bo i tak nie mamy na jedzenie"), pralkę oddali sąsiadom na złom za dwadzieścia złotych, a ciuchami palą w piecu "na rozpałkę".
Matka kurtkę łaskawie zachowała. Reszta poszła z dymem...

I dalej narzekają, jaka to u nich bieda.

#bZgTh

Spotkałem się z ostatnio z sytuacją nie do uwierzenia.

Do szpitala przywieziono dziewczynę po gwałcie - jak ktoś ma słabe nerwy, to niech nie czyta dalej. Cała w siniakach, paznokcie zdarte do krwi, na nadgarstkach mocne otarcia od sznura, na podbrzuszu rany, obficie krwawiące okolice pochwy, ogólnie sytuacja nieciekawa, rozcięty łuk brwiowy, poszarpane włosy, rozdarte ubrania. Jednym słowem makabra, aż nóż się w kieszeni otwiera. Ale założono kilka szwów, podano środki przeciwbólowe i sobie biedulka leżała na sali.
Jak się potem dowiedziałem, winny był jej chłopak. No kurwa, myślę - gnój, zatłuc go trzeba i tyle. Ale to co się stało trzy dni później, to już całkiem przechodzi ludzkie pojęcie.

Przyszła do niej policja, śledztwo ujawniło kilka faktów. Okazało się, że owszem, chłopak był u niej rano i się pokłócili, już nie pierwszy raz, i właściwie to nawet zerwali ze sobą wcześniej. Nawet go zadrapała na ręce, on oburzony wybiegł. Niedługo potem pojechał do znajomych czy rodziny, zamiast - jak miał - do innego miasta, ze względu na jakąś nieprzewidzianą sytuację. Miał więc silne alibi. Poza tym od niedawna sąsiad dziewczyny ma na balkonie kamerę ustawioną na ulicę, łapiącą też jej dom. Poza nią nikogo tam nie było w czasie całego zajścia. W końcu przyciśnięta do muru przez policjantów wyznała, że sama to zrobiła. Brutalnie się zgwałciła, związała liną, aż do krwi, okaleczyła i naćpała jakimiś prochami tylko po to, żeby dopiec chłopakowi.

Jak psychicznym trzeba być, by coś takiego zrobić? Przecież gdyby nie te okoliczności, to niewinny chłopak poszedłby siedzieć. Nie dość, że w trasie nikt by mu nie potwierdził alibi, to po kilku dniach jakby go złapali nikt by nie ustalił gdzie wtedy był, czy w jej domu, czy 100 km od niego. To jak się zgwałciła i czym pominę milczeniem, bo nikt zdrowy by tak nie zrobił, jak można samemu nadziać się na jakieś kawałki drewna czy metalowe narzędzia, żeby zadać sobie takie okropne rany? To już naprawdę niewyobrażalne.

#ZNld9

Zbliża się sylwester i ludzie wyrażają swoje współczucie kiedy mówię, że spędzę go na dyżurze, w karetce. Kiwam smutno głową i mówię "no taka praca", ale w rzeczywistości nawet nikt mnie nigdzie nie zaprosił, a na ostatnią sylwestrową imprezę, którą organizowałem, przyszedł tylko Jacław, mój kot, a i ten gość nie wydawał się być specjalnie zadowolony. Mając do dyspozycji sylwester z gwiazdami lub sylwester z pacjentami, wybrałem to drugie (to znaczy był jeszcze sylwester z moją babcią, ale... no... przepraszam, babciu :().

Sylwester nie jest aż tak ekstremalnym dniem na pogotowiu, jak mogłoby się wydawać, a oderwane palce nie latają w powietrzu. Dużo większym wrogiem jest alkohol. Co roku mamy śmieszne historie i co roku mamy tragiczne historie. Na przykład ostatnio imprezowicze przywieźli kolesia na ostry dyżur w taczce. Facet był pijany i postanowił się "wydziarać" na ten nowy rok, więc chwycił za żyletę i machnął sobie na łapie coś, co wyglądało jak znak równości. Później okazało się, że było to serduszko, kiedy na szycie donieśli też (chyba skończyły im się taczki) dziewczynę pacjenta, która dziarała sobie to samo w imię miłości. Bardzo romantycznie.

Inny ziomek postanowił za to tańczyć na dachu w dość skromnym odzieniu. Myślicie, że spadł? Nie, kiedy zobaczył, że jego koledzy odpalają przed domem petardy, postanowił po prostu zejść. Z dachu. Wydawało mu się, że to nie jest tak wysoko.

Dziewczyny też szaleją w tę noc. Jedna z pacjentek chciała dodać sobie trochę skrzydeł, ale jedna para nie wystarczyła, wypiła więc "boszzz, nie wieemmblaaah, chyba z 6?" (koleżanki mówiły, że około ośmiu puszek, oczywiście z "wudżitsu").

Nie chcę wam niszczyć noworocznego humoru, więc historii bez happy endu nie będzie. Wszyscy szaleńcy wymienieni powyżej przeżyli, niektórzy na pewno nie są dumni z tego wspomnienia, inni wprost przeciwnie ("O pierunie, zabroli mnie karetką, może pan zrobić zdjęcie?" - zapytał "pacjent z dachu"), a inni pewnie zapamiętali tylko niewielkie fragmenty imprezy.

Tak czy siak, morałów o fajerwerkach wam prawić nie będę, jak ktoś chce wystrzelić achtunga z ręki, to raczej nic mu już do rozumu nie przemówi (ale jak coś, to trzymajcie jakieś sterylne torebki i paluszki tam ładnie pozbierać), ale pamiętajcie, alkohol jest dużo groźniejszy, niż myślimy. W jednej minucie wypijasz szklankę wódzi i "he, he, patrzcie jaką mam mocną głowę", a potem budzisz się na oddziale w samych majtach z otwartym złamaniem.

Szczęśliwego Nowego Roku!

#XINf1

Jestem dziwnym tworem - w sytuacjach dla mnie stresowych, strasznych, zaczynam się śmiać. Po prostu, tak już mam i czasem jest to dla mnie niekomfortowe, lecz po pewnym incydencie zaczynam się już z tym afektem zaprzyjaźniać.

Mam dość jasną cerę, czarne włosy i raczej należę do osób chudych. Uwielbiam też zamiast normalniej piżamy ubierać koszule nocne, takie długie, białe. Czuję się w nich lepiej, bo uwielbiam sukienki, a kiedy mi się nudzi, staję w oknie mojego domu w tym stroju oraz macham do ludzi. Taka wredna jestem.

Przed ogrodzeniem mojego domu stoi kosz, do którego muszę wrzucać śmieci. Owego feralnego dnia postanowiłam to zrobić wieczorem. Przebrawszy się już w mój strój do spania, przypomniałam sobie o tym w ostatniej chwili. Cóż, nie miałam ochoty się przebierać, więc wyszłam tak, jak stałam, na nogi wciągając tylko kapciuszki. Było lato, więc mogłam sobie na tę awangardę pozwolić.
Wyszłam z domu, wyszłam z ogrodu i ruszyłam kilka metrów w stronę tego nieszczęsnego kosza. Panował mrok, ale jestem odważną kobietką. Do czasu.
- Ej, mała - usłyszałam za sobą głos mężczyzny. Od razu przed oczami miałam tych wszystkich dresów, a kiedy się odwróciłam, zobaczyłam, że kilka metrów przede mną stoi takich ze czterech. Pod nosem klęłam na siebie, bo jak mogłam ich nie zauważyć? Wizja zgwałcenia mnie, pobicia, czy tam ich penis wie, wcale mi nie była na rękę. Serce zaczęło mi szybciej bić i uruchomiła się moja wyjątkowa zdolność - zaczęłam się śmiać. Konwulsje przejęły moje ciało, a w oczach Sebków dostrzegłam strach. Do furtki dzieliło mnie mniej niż do nich, więc postanowiłam to wykorzystać i zaryzykować. Co mi szkodzi? Nadal się śmiejąc, posuwałam się do przodu, wzrokiem kontrolując, czy mężczyźni się nie przybliżają. Było wręcz przeciwnie! Po pewnym czasie stania w bezruchu, wydali z siebie głośny okrzyk odwrotu i uciekli tam, skąd wrócili.

Ja też wróciłam bezpiecznie do domu. Patrząc na moje odbicie w lustrze, pogratulowałam sobie w myślach swojej brzydoty i poszłam spać, no bo cóż. Miałam tylko nadzieję, że Samara nie zemści się na mnie za to.

#q7lzZ

Oszukuję swojego potomka.

Mam w szafce kilka słoików po nutelli. Moje dziecko lubi ją jeść, jednakże szkoda mi pieniędzy, żeby ciągle kupować nowy słoik z tym kremem, dlatego kupuję jakiś nutellopodobny produkt i przekładam go do słoiczka po nutelli. Tym sposobem oszczędzam trochę pieniędzy w miesiącu.

Kiedy młody widzi, że słoik nie jest zabezpieczony folią, mówię mu, że sama trochę zjadłam, żeby "wrócić do smaków dzieciństwa", różnicy w smaku też nie czuje ;)
A kiedy zaoszczędzę dość pieniędzy na tym przekręcie, to pozwalam sobie na kupno oryginału.
Dodaj anonimowe wyznanie