#e6kGz
W końcu mama dostała pracę w podstawówce, jako woźna. To była mała szkoła, wszyscy się znali, więc większość nauczycieli wiedziała też, jaka jest sytuacja u nas w domu. Niektóre pracownice zaczęły wtedy przynosić mojej mamie ubrania po swoich dzieciach, albo jakieś buty, raz zdarzyła się nawet prawie nowa zimowa kurtka. Widać było po tych ciuchach, że były używane, ale mnie i mojej siostrze to nie przeszkadzało, bo dla nas to wszystko było "nowe". Zakładałyśmy te rzeczy do szkoły i nauczyciele, którzy nam je dali, nigdy nie odezwali się na ten temat ani słowem - ich dzieci też, chociaż ubrania kiedyś pewnie należały do nich. Nie byłyśmy też nigdy wyzywane. Nikt się nie dowiedział.
Prawda jest taka, że moja mama do dzisiaj dostaje od tych ludzi ubrania, bo wszyscy się już do tego przyzwyczaili. Teraz może w zamian za nie dawać nauczycielom np. świeże jajka (kilka lat temu zaczęła hobbystycznie hodować drób).
Ja mam 22 lata, siostra 24 i nadal chodzimy w ubraniach po dzieciach naszych nauczycielek z podstawówki.
Nie ma w tym nic złego. Super, że trafiliście na takie osoby. Zarówno na nauczycielki, jak i dzieci nauczycieli, uczniów. Mam nadzieję, że odwdzięczysz się nie tylko jajkami, ale także osobistym podziękowaniem, jeśli do tej pory tego nie zrobiłaś. :)
@Jetko Nie ma w tym nic złego do czasu. Ja wiem, że łatwo się przyzwyczaić do darmowych rzeczy ale w takim wieku może już by wypadało zarobić na siebie i ubrać swoją dupę za swoje?
Jestem pewien, że te ubrania przydałyby się komuś bardziej potrzebującemu...
To chyba wola tych, ktorzy daja, co i komu daja...
@Jasnosiwa powiadasz że jak dają to bierz, a jak biją to uciekaj?
Może wypadałoby się trochę ogarnąć i nabrać odrobiny przyzwoitości?
Trzeba wiedzieć, kiedy powiedzieć "dość".
Może nie mają kogoś innego komu mogliby dać? Lepiej da' im niż je wyrzucić
@NadwornyMaruda
Oczywiście masz rację z jednej strony, jednak z drugiej, ja wolę oddać komuś bliskiemu jakieś ubranie. Wtedy widzę, że dobre rzeczy nie są wyrzucane. Myślę, że chodzi Ci na przykład o kontenery z ubraniami, nie wiem, czy to prawda, ale kilka razy słyszałam, że znak PCK jest tylko w jakiś sposób wykorzystywany, a ubrania są przeznaczone do sklepów z odzieżą używaną.
NadwornyMarudo, kiedyś chciałam obdarować właśnie takich bardziej potrzebujących (bida z nędzą i troje małych dzieci), ale oni nie chcieli "starych szmat po kimś". Oczywiście nie muszę dodawać, że to były ubrania używane, ale w bardzo dobrym stanie. Od tego czasu oddaję niepotrzebne rzeczy temu, kto po prostu zrobi z nich użytek. Nie interesuje mnie jego stan portfela, tylko to, czy będzie daną rzecz nosił. A jeśli w ten sposób będzie mógł sobie zaoszczędzić parę groszy, to tym lepiej dla niego.
Aw, jakie to miłe. Tak powinno być wszędzie.
Ale zbieg okoliczności. Ja przed chwilą czytałam komentarz, gdzie koleś uważał, że zarabianie dwóch średnich krajowych nie robi z kogoś bogacza, a on sobie kupił kurtkę Gucciego za 4 tysiące z hakiem a nie jest jakimś bogaczem i ile jeszcze by jeszcze musiał wydać na spodnie i buty. 😂
W diversie za niecały tysiąc, a w sklepie z używanymi rzeczami za 100 zł można się samemu cały ubrać. Buty ecco/catterpilar, skarpetki Caterpillar, spodnie jakieś nike czy adidas (osobiście lubię craigh hoppers), koszula wranglera i jeszcze na czekolade zostanie :-)
@FrankDodd
Za te same buty, które w lumpeksie kosztowały 30 zł, w sklepie zapłaciłbym około 500. Jak dobry lumpeks to ciuchy są wyprane i wcale nie są przepocone. Dla mnie upokorzeniem byłoby wydanie 10x więcej kasy za to co mogę kupić naprawdę tanio. Dla mnie pieniądze to nie tylko papier, ale też czas który za nie oddałem. Także oddawać kawałek życia tylko dlatego, że panuje durny stereotyp to jest dopiero głupota i upokorzenie.
U nas co roku jest "wielka wymiana szafy". Wygląda to tak że wszystkie przyjaciółki mojej mamy i ich córki robią przegląd w szafie, to czego przez rok nie założyły idzie do wielkich toreb którymi się wymieniają. Każda bierze co chce, reszta jest albo sprzedawana albo rozdawana po rodzinach, albo przekazywana dla organizacji. Tak oto regularnie chodzę w bluzkach córek znajomych mamy a one w moich. :D osobiście nie widzę w tym nic złego
Ja się cieszyłam zawsze, gdy tata z pracy przynosił ubrania po córkach swoich kolegów. Dla mnie też to było nowe. Jako, że z siostrą byłyśmy najstarsze w rodzinie, to jeszcze po nas kilka pokoleń to nosiło. Dzieci szybko rosną, więc nawet nie zniszczą.
Strasznie pozytywne wyznanie!
Uwielbiam dostawać od kogoś ubrania. Jeśli nie są zniszczone, a tamta osoba już nie będzie w nich chodzić, to szkoda żeby je wyrzucić do śmieci. Całkiem niedawno oddałam kilka worków ubrań po sobie.
W dużych miastach też jest to praktykowane, np. w lumpeksach i ciucholandach. Z tą różnicą, że jednak trzeba trochę kasy wyłożyć dla pośrednika.
U mnie w domu też nigdy się nie przelewało. Trzeba było oszczędzać na wszystkim czym się tylko dało. Od małego zawsze nosiłam ciuchy po dzieciach mamy koleżanek. Tylo bieliznę zawsze mama kupowała nową. Książki tez zawsze miałam z drugiej ręki. A jak była potrzeba coś kupić to chodziliśmy do lumpeksów. Teraz jestem dorosła mam własną rodzinę. Zarabiamy wręcz bardzo dobrze ale dalej odwiedzam lumpeksy, bo naprawdę można tam znaleźć fajne ciuchu a często z metką. Po prostu w życiu tyle razy głodowałam, że teraz ciężko wydać mi na nowe ciuchy ze sklepu. Chyba że są wyprzedaże.
To po co mieszkaliście na wsi, nie lepiej było w mieście? Lekarz czy prawnik też by głodował w 200 osobowej wiosce
Dlatego uwazam ze czym mniejsze wsie czy miasteczka, tym lepiej. Kazdy tam sie bardziej szanuje bo sa jak jedna wielka rodzina