Sobota wieczór, siedzę w swoim domu bliźniaku i uczę się na poniedziałkowe zaliczenie. Za ścianą w domu sąsiadki, bogatej baby, pracującej na wydziale prawa na uniwersytecie w moim mieście, wieczór kolęd. Płakać mi się chce. Przez te kolędy i podawanie darmowej wódki i żarcia, załatwia dobrą pracę swoim dzieciom. Sami z siebie nie dali rady jej znaleźć. Przyszli pracownicy wydziału, kancelarii. Jest mi po prostu strasznie smutno, że w Polsce większość stołków dostaje się dzieciom/ znajomym ważniaków, a ludzie tacy jak ja, z biedniejszych rodzin, bez układów mają minimalne szanse coś osiągnąć :/ Syn wyżej wspomnianej sąsiadki nie dostał się na prawo w naszym mieście, poszedł studiować do Katowic, po roku przeniósł się tam, gdzie się nie dostał. Dzięki rodzicom...
Ja dzięki licealnej harówce dostałam się na medycynę. Zaraz pewnie posypią się hejty, ale zaczekajcie - również nie dostałam się do rodzinnego miasta tylko na Śląsk. Sytuację mam tylko nieco inną, nie mam szans przenieść się na uniwerek blisko domu, nie mam układów, na tych studiach nie jestem w stanie być orłem. Przez 6 lat muszę oszczędzać każdy grosz i patrzeć tylko na te wszechobecne układy...
I liczyć, że jednak dam radę SAMA.
Dodaj anonimowe wyznanie
Welcome to the reality.
Nawet nie wiesz ile jest osob ktore maja taka sytuacje jak Ty, albo jeszcze gorsza.
Nie tak sobie wyobrazalismy doroslosc, prawda?
Mam od dziś konto. Dlatego aby polajkowac Twój komentarz.
Bo i ciągle ktoś mówił, że ucz się bo nic w życiu nie osiągniesz. Zdajesz maturę, idziesz w świat. Każdy macha ręką na tą maturę, na studia. Bo to jest nic. Przecież zamiast tego powinno się mieć 3 lata doświadczenia w zawodzie.
Nauczyli nas regułek i dat
Nawbijali nam mądrości do łba
Powtarzali, co nam wolno, co nie
Przekonali, co jest dobre, co złe
Odmierzyli jedną miarą nasz dzień
Wyznaczyli czas na pracę i sen
Nie zostało pominięte już nic
Tylko jakoś wciąż nie wiemy, jak żyć
Dorosłe dzieci mają żal
Za kiepski przepis na ten świat
Dorosłe dzieci mają żal
Że ktoś im tyle życia skradł
Takie prawdziwe...
Pewnie posypią się hejty, ale to jest całkowicie naturalne. Wyobraź sobie, że Ty masz własną kancelarię. Kogo tam zatrudnisz? Członka rodziny? Znajomego? Czy przypadkową osobę z ulicy? Odpowiedź nasuwa się sama...
Tak jest nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Z tym, że za granicą ludzie to wykorzystują i po prostu nawiązują relacje, które mogą być przydatne w rozwoju zawodowym.
No i to jest właśnie chore myślenie, że znajomego. A później ludzie się dziwią, że poważna firma upada bo brakuje ludzi kompetentnych.
Moim zdaniem powinnaś być dumna, że to do czego doszłaś jest tylko Twoja zasługą, a nie układów.
Jak widać wyżej, woli się wyżalić że ktoś ma "posadę" po znajomości i bez doświadczenia. Liczy się co zdobyło się samemu a nie przez układy.
Kirk Duglas byl synem smieciarza a Jobs zaczynal w garazu.
Rob swoje i rob dobrze, reszta przyjdzie sama.
Ale to bylo w ameryce😂
Prawie cała czołówka branży IT zaczynała w garażu, lub domowym warsztacie, to było naturalne miejsce, gdzie w tamtym czasie pasjonaci-nerdy zajmowali się swoim hobby:)
Myślę, że akurat kolosy IT to fatalny przykład, bo oni nie tylko byli świetni w tym, co robią, ale byli w bardzo właściwym miejscu, w bardzo właściwym czasie:)
No i autorka wybrała poważną, ale dość przewidywalną ścieżkę, właśnie to nie jest IT, żeby mogło się nagle rozwinąć, ona doskonale zna widełki płac czy sytuacji życiowej, którą może mieć po tym.
No właśnie, po medycynie nie ma teraz takich perspektyw jak dawno temu. Przed 40 rokiem życia nie ma szans na godne zarobki (też studiuję lekarski). Jednocześnie jest to zawód odpowiedzialny, dla ludzi z jajami. Autorko, zastanów się czy dobrze wybrałaś tą ścieżkę. Bo jeśli już teraz przejmujesz się takimi głupstwami o jakich piszesz, w przyszłości będziesz miała tylko gorzej. W medycynie ciepłe posadki profesorowie dają w prywatnych klinikach też swoim dzieciom, jeśli tylko zdecydują się na te studia. A między profesorem a zwykłym lekarzem jest przepaść w zarobkach, chociaż uważam, że ten pierwszy nie zawsze wie więcej. Kasa i układy nie są w życiu najważniejsze, ale każdy powinien to przemyśleć w zgodzie z własnym sumieniem. Praca po znajomości? A skąd wiesz jakie ci znajomi czy dzieci mają osiągnięcia, może też się pilnie uczyli i pracowali? Najłatwiej jest po prostu powiedzieć, że ktoś dostał robotę dzięki układom. Osobiście gdybym miała rekrutować ludzi do pracy, prędzej wybrałabym nieznajomego, ale bardziej wykwalifikowanego, niż znajomego, z którego może i jest dobry człowiek, ale CV kończy się na szkole średniej.
Tylko, że w planach jest zastapienie lekarzy maszynami. Objawy wystarczy wpisac w programie + zrobic badania krwi, moczu czy czegos innego i wyniki gotowy. O wiele skuteczniejsze i tansze rozwiazanie niz zatrudnienie lekarza.
To zastąpienie lekarzy maszynami brzmi wręcz zjawiskowo, ale nie będzie wyglądało tak, jak się ludziom wydaje. Człowiek ZAWSZE będzie potrzebny, choćby do obsługi tej maszyny, kontrolowania wyników i ostateczną decyzję podejmie lekarz, roboty będą jedynie pomagać. Poza tym kwestie psychiczne, na oddziałach pediatrii i onkologii ważna jest obecność człowieka, służącego za ewentualne wsparcie. Można by tak jeszcze długo wymieniać, ale że lekarze nie będą potrzebni bo zastąpią ich maszyny to jedynie się dobrze w mediach sprzedaje.
A może by tak... Zająć się sobą i przestać przejmować innymi? Co Cię niby obchodzi kto komu coś załatwia? Powiedz mi, że gdyby ktoś zaoferował Ci posadę "po znajomości" to byś jej nie wzięła? :D Już w to wierzę, tak tak.
Bije od Ciebie tak ku#ewska zazdrość, że ciężko się to czytało.
Jak ktoś by ci dał łapówkę to byś nie wzięła...? Przez takie myślenia rosną kolejne pokolenia frajerów, którzy wierzą, że będą uczciwie pracować i coś z tego zyskają. A kolejne pokolenia bogatych darmozjadów tylko się śmieją z takich jak ty przeliczając pliki banknotów.
@DarkPsychopathll Z tym, że łapówka to zupełnie coś innego, niż załatwienie pracy po znajomości.
Łapówka jest przestępstwem.
A praca po znajomości to po prostu wykorzystanie znajomości. Już widzę, jak Ci wszyscy oburzeni "złą rzeczywistością" odrzucają możliwość pracy na wymarzonym stanowisku, w wymarzonej firmie tylko dlatego, że "znajomy im to załatwił".
Nie, nie wzięłabym łapówki, jeśli musisz wiedzieć. W całym swoim życiu dwukrotnie już otrzymałam taką propozycję, dwukrotnie jej odmówiłam. No i...?
O swoją pracę starałam się sama, bez znajomości i bez "kasy rodziców" - jeśli to też musisz wiedzieć. I popatrz - uczciwie pracowałam i "COŚ" z tego zyskałam! Ale mimo tego nie chodzę i nie narzekam, że było ciężko, trudno, nie miałam znajomości i olaboga jaki ten świat zły i niesprawiedliwy, bo Mieciu spod szóstki ma pracę dzięki wujkowi! A niech ma, na zdrowie mu, miał szczęście.
Ale co Ty możesz wiedzieć Dark, skoro jesteś tylko pustym, anonimowym trollem z ego wielkości Jowisza, a mózgiem wielkości orzeszka ziemnego :)
To mogę wiedzieć, że ja na studia nie dostałem się po znajomości, choć mam matkę lekarkę i rodzice byliby mi w stanie zapłacić za niestacjonarne bez żadnego starania, to u mnie w domu panuje zasada - Albo się samemu dostaniesz na studia i utrzymasz co najmniej średnią 4,5 albo do widzenia i nie płacimy Ci ani grosza na utrzymanie. Radź sobie sam. I każde z 4 dzieci moich rodziców ( ja i siostry) dostało się na medycynę dzięki ciężkiej pracy, nie chodziliśmy nigdy na korki z żadnego przedmiotu. A widzę ile osób jest na roku tylko dzięki staraniom rodziców lekarzy i ich pieniądzom. I boli mnie to. Bo sprawiedliwość jest najważniejsza !
@DarkPsychopathll to kup se maść na ból du*y jak Cię tak to boli ;)
'Minimalne szanse'?
Nie lubię strasznie takiego narzekania. Jak się pracuje to się samemu osiągnie praktycznie wszystko.
Mieszkacie w tym samym bliźniaku co ta niesamowicie bogata sąsiadka?
Z tymi układami to bywa tak, że posade dostaje ktoś, kto się nie nadaje, ale bywa też tak, że dostaje ja ktoś, kto jest świetny w danej dziedzinie. Zresztą nic dziwnego nie widzę w samym załatwianiu pracy po znajomości o ile nie zatrudnia się hydraulika jako lekarza albo odwrotnie.
Ojej, jak wiekszosc ludzi musisz samodzielnie pracowac na to, co masz. I ojej, jest tyle osob, ktore maja gorzej od Ciebie, ale o tym juz nie pomyslisz. Posparuj sobie pupa masc i rob, jak duzo innych osob. :)
"Ludzie majo gorzej" mój ulubiony argument 😴
Ucz się lepiej do tego zaliczenia, bo to jest strona z wyznaniami, a nie z opisywaniem jaka to w twoim mniemaniu "pszenno-buraczana" Polska jest złym krajem. Ja sam studiuję na wymagającym kierunku i często najchętniej rzuciłbym to wszystko w cholerę, bo nie mogę liczyć na żadne układy czy ułatwienia. Układy też nie są mi rzeczą obcą, ale odrobiną ciężkiej pracy już mi się udało sporo osiągnąć, więc zamiast użalać się nad sobą weź się lepiej w garść i ucz się, to może sama kiedyś zdobędziesz układy.
Może po prostu dziewczyna chciała to z siebie wyrzucić. Czasem przychodzi taki moment kiedy zdajesz sobie sprawę, że na wszystko musisz zapracować sam, bo nie masz układów ani bogatych rodziców. I po prostu robi Ci się przykro. Trzymam kciuki dziewczyno, bo życie pisze różne scenariusze. Może na początku trzeba trochę pozapierdalać, ale za 10 lat powiesz sobie - warto było, bo osiągnęłam więcej, niż syn mojej "somsiadki" :)