#1DINi

Biorę niedługo ślub, a rodzina mojej żony jest trochę odmienna kulturowo. W sensie zupełnie inaczej definiują kulturalne zachowania. Tak więc w trakcie przygotowań do ślubu obsiadły mnie wszelkie matki, babki, ciotki i inne kuzynki mojej żony i zaczęły mi mówić, co mam robić, czego nie powinienem robić, jak dokładnie mam się zachowywać, gdzie stanąć, jak się spojrzeć i tak dalej i w dodatku robiły to wszystkie naraz! 9 kobiet mówiących do mnie w tym samym czasie i to z prędkością karabinu maszynowego. Powiedziałem stanowczo "halo, stop, spokojnie, nie wszystkie naraz" i to wystarczyło, żebym od tej chwili był w ich oczach najgorszym facetem na świecie, szowinistą, męską świnią bez kultury i obycia i tak dalej. Jak w tej rodzinie tak to wygląda, to nie wiem, czy ten cały ślub to dobry pomysł, a zostały już tylko 2 dni...

#ukYC1

Moja teściowa kiedyś nie traktowała mnie dobrze... ona jest księgową z twardymi zasadami, własną firmą, do tego jest idealna panią domu... a ja potrzepana artystką którą czasami nie obchodzą kurze na meblach wynikłe z braku czasu (praca, opieka nad dzieckiem, tworzenie). 


Na początku była jawna wrogość i kłótnie przez które obrażała się na kilka miesięcy. Potem zaczęła mnie tolerować, w następnej kolejności przyszła nieśmiała akceptacja i taka jakby sympatia. 


Dowiedziałam się (przypadkiem bo nie powiedziałaby mi tego wprost) że gdy była mała miała zdolności muzyczne, przeszła wszystkie testy do odpowiedniej szkoły muzycznej bo pragnęła grać na fortepianie. A jej matka uznała, mimo świetnej sytuacji finansowej i bogactwa które było obce dla większości ludzi, że nie kupi jej fortepianu bo nie pasuje jej do wystroju w pokoju i nie ma gdzie go ulokować .I ogólnie sama wiedziała co jest lepsze dla jej córki. 


Mam pomysł jak uszczęśliwić ją w jej nadchodzące urodziny. Mam zamiar znaleźć prywatną szkołę nauki gry na fortepianie i opłacić pierwszą lekcję, aby mogła zobaczyć czy wciąż się w tym odnajduje. Jeśli jej się spodoba to sama podźwignie swój dalszy los. Pisze o tym aby uświadomić innych aby nie oceniali ludzi po pozorach. 


Nadmierny pedantyzm mojej teściowej, bycie idealną panią domu i karierowiczką odbiło jej się tak naprawdę źle bo gdy spotkała kogoś takiego jak ja, kwintesencje tego co odrzuciła w dzieciństwie i do czego odrzucenia też została zmuszona, sprawiło to że poprzez jawną niechęć i wyparcie (więc i piętnowanie) sama stała się dla innych swoją własną matką. Mam nadzieję że mój pomysł coś w niej zmieni i jeszcze bardziej poprawi nasze relacje.

#hsgo8

Jakiś czas temu spotykałam się z facetem, na początku był cudowny. Po 2 miesiącach zaczął mi robić afery w miejscach publicznych, potrafił poryczeć się w markecie, bo moja mina mu się nie podobała. Rzucał we mnie kluczami, robił afery o źle ułożone skarpetki, wykręcał ręce, a jak się postawiłam i powiedziałam, że chcę, żeby zniknął z mojego życia, zaczął dusić.

Problem w tym, że jak się go pozbyłam, to przez rok dręczył mnie, groził mi i moim bliskim, których dane pobierał w swojej pracy - u jednego z największych operatorów telefonii. Dodawał ogłoszenia z serii "oddam darmową pralkę" podając mój numer, a nawet uzupełniał formularze kontaktowe na stronach różnych instytucji moimi danymi.

Do dziś stronię od zakompleksionych mężczyzn, którzy aferami budują swoje poczucie władzy. Nie polecam nikomu.

Ludzie, nie bójcie się zgłaszać nękania! To wcale nie jest przyjemne.

#72M5p

Staram się ćwiczyć regularnie od dwóch lat. Kiedyś chodziłam na siłownię, ale teraz z braku czasu kupiłam sobie rowerek stacjonarny i trzy razy w tygodniu jeżdżę na nim przez godzinę oraz robię serię ćwiczeń na kręgosłup. Wiadomo, czasami po ciężkim dniu pracy nie mam siły męczyć się jeszcze na rowerku, więc odpuszczam jednak takie sytuacje zdarzają się bardzo rzadko.


Mój chłopak zaś twierdzi, że on tyle ćwiczy! Szczerze powiedziawszy, ćwiczy raz na dwa tygodnie i głównie to próbuje stać na głowie. Czasami dojdą do tego jakieś pompki, ale tak czy siak jego trening nie przekracza 15 minut.


Od dwóch tygodni miałam straszny kocioł w pracy i gdy wracałam do domu nie miałam ani siły ani ochoty na jazdę na rowerze. No i się zaczęło... Ciągle pytania z jego strony dlaczego nie ćwiczę, a kiedy zacznę, że wczoraj mówiłam że poćwiczę... Robi z tego jakąś straszna aferę, zachowuje się jakby to, że nie ćwiczę było jakąś jego personalna krzywda. Próbuję mu tłumaczyć, że to tylko tymczasowe, ale za każdym razem irytuje się, że w ogóle muszę się tłumaczyć, a to doprowadza do kłótni. 


Na wzmianki, że on też nie ćwiczy jakoś często i intensywnie, dostaje jakiegoś ataku furii, że on przecież ćwiczy, nie to co ja. Cały czas się kłócimy o te ćwiczenia, a ja mam już tego powyżej dziurek od nosa. Nie mogę przyjść do domu i spokojnie zjeść obiadu, bo od razu pyta czy dzisiaj mam zamiar ćwiczyć.


Jak jeszcze dwa tygodnie temu ćwiczyłam te trzy razy w tygodniu to i tak w pozostałe dni pytał czemu nie ćwiczę.


Mam normalna wagę. Nie jestem może jakoś wybitnie szczupła, ale wchodzę bez problemu w rozmiar 36/38. Jemu za to brzuch rośnie z każdym tygodniem, ale nie katuje go pytaniami kiedy zacznie ćwiczyć, bo to bez sensu. 


Może i to nie wyznanie godne anonimowych, ale musiałam się wygadać. Koleżankom ciężko mi się przyznać, że chłopak zmusza mnie werbalnie do ćwiczeń.

#cf5nq

Na początku marca wydarzyło się w moim życiu coś, co nie daje mi spokoju. Coś, czego nie potrafię za chińskiego boga wytłumaczyć racjonalnie i na samą myśl o tej sytuacji jestem niewąsko wystraszony.


Wyszedłem z domu po papierosy. Było około godz. 16:45. Do sklepiku osiedlowego jest jakieś 300 metrów, czyli z buta max 5 minut. W drugą stronę też. Zakup fajek plus stanie w kolejce to kolejne 5 minut. Z nikim po drodze nie rozmawiałem, nigdzie się nie zatrzymywałem. Po wejściu do domu spojrzałem na zegar na ścianie a tam... 17:41! Pomyślałem, że może ten zegar padł więc spojrzałem na telefon a tam również 17:41. Narkolepsja odpada. 


Schorzenia psychiczne odpadają (jestem pewien, ponieważ dwa razy w życiu miałem taką pracę, przed podjęciem której byłem poddawany BARDZO szczegółowym badaniom psychologicznym, gdzie jeden z wielu testów trwał niespełna 1,5 godziny), byłem trzeźwy, narkotyków nie używam. Około 40 minut mam "wycięte" z życiorysu. 


Jednocześnie zaznaczam, że nie wierzę w kosmitów, UFO, Wielką Stopę ani w to, że Elvis żyje. Nie wiem co tu jest grane. Nikomu jeszcze o tym nie mówiłem ale coś czuję, że chyba kiedyś w końcu będę musiał. Mimo, że wierzę, że wszystko da się racjonalnie wyjaśnić, to od początku marca czuję się jakoś nieswojo.

#jKGLN

Odwiedziłam koleżankę w knajpie, w której jest barmanką. Siedzę sącząc piwo, kiedy dosiadł się do mnie jakiś facet. Zaczęliśmy luźno gadać, po czym mój nowy znajomy zapytał, czy nie znam czasem Adama. Na co ja, jak seria z karabinu maszynowego, że tak, że znam "Bla, bla, bla, bla. A w ogóle to słyszałam, że go przyłapali w parku z jakąś małoletnią...". Na co facet spojrzał się na mnie i powiedział "To mąż mojej siostry".

Nie wiedziałam, pod które krzesło się schować.

#OBYuw

Mam 27 lat i mam problemy z własną wartością. Od zawsze słyszałam od rodziców, że do niczego się nie nadaję, że pracy nigdy nie znajdę, ewentualnie na śmietnisku. Nic dla nich nie znaczyło, że byłam najlepszą uczennicą w klasie. To było w ich mniemaniu dopingowanie mnie, żeby jeszcze bardziej się starać (nie rozumiem tej logiki). Mama sugerowała, że nigdy nie znajdę męża, że jak będę mieć faceta, to będzie mnie bił, bo to jest normalne. Wyśmiewali się ze mnie, z mojego rodzeństwa. Poniżali nas. Był okres, że codziennie ojcu coś nie pasowało, byłam wtedy w liceum. Zawsze czepiał się, że za długo się uczę, za długo siedzę przed telewizorem, za mało lub za dużo wychodzę na dwór (to już było czepianie się dla zasady). Miałam straszną depresję. W domu tylko pretensje i krzyki. Później poszłam na studia, poznałam męża i wszystko się zmieniło. Niestety, po tylu latach znów to do mnie wraca, gdyż mam młodsza siostrę, która przeżywa właśnie to, co ja kiedyś. Też ma depresję, płacze. Ja nie wiem jak jej pomóc. Wzięłabym ją do siebie, ale ona nie chce ze mną zamieszkać, bo chce skończyć szkołę. Morał z tego taki, że jak ktoś nie potrafi być rodzicem, to niech lepiej nim nie zostaje, bo niszczy życie nie tylko sobie.

#cWieZ

Niedawno dodałam tu wyznanie o tym jak chciałam zabić człowieka który mnie zgwałcił. Chciałam podziękować wszystkim którzy mnie wsparli, od których dostałam słowa wsparcia, pocieszenie. Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy, przez 20 lat swojego życia nikt mi nie dał tyle co wy teraz! 


Poczułam wewnętrzną siłę, której nigdy nie miałam. Ludzie dziwią się dlaczego nikt nie ukarał mojego oprawcy, dlaczego ludzie we wsi mi nie pomogli, chciałabym po krotce opisać dlaczego. 


A więc, ja dziecko z biednego domu ,on syn bogatego człowieka we wsi , ludziom się tam nie przelewało, więc woleli trzymać sztamę z tymi co mieli pieniądze, a ja im dać tego nie mogłam. Mogli pozostać neutralni, tego nie mogę zrozumieć dlaczego zgotowali mi takie piekło. Syn sąsiada bił mnie a gdy mama poszła na skargę do jego matki ta powiedziała jej prosto w oczy " bije, bo mu kazałam" sąsiad po pijaku chciał mnie bić, a inni zastawiali mi drogę abym nie uciekła, przez kolejnych dziesięć lat przeżyłam w tej wsi mękę, gehennę, codziennie przechodząc obok miejsca, w którym mieszkał mój oprawca, miejsca w którym zostałam zgwałcona do szkoły, w której nawet nauczyciele traktowali mnie jak podczłowieka. 


Dzieci jawnie mnie przezywały klepały się po plecach i podawały sobie "zaraze ***" tu padało moje nazwisko, byłam nazywana pasożytem chociaż pewnie nawet dzieciaki nie wiedziały co to słowo oznacza, a wychowawca podśmiewywał się pod nosem, gdy biegłam na skargę. Nigdy nie dostałam prezentu na Mikołaja, wychowawczyni nawet nie brała mnie pod uwagę w losowaniu, bo i tak nikt mnie nie chciał wylosować. Na korytarzu sama, każdą przerwę, gry na świetlicy - sama, na wf nikt nie chciał mnie w swojej drużynie. Nigdy nie byłam na żadnych Andrzejkach czy choince szkolnej. Szybko nauczyłam się, że pomocy znikąd nie dostanę. 


W wieku 12 lat z namiętnością cięłam ręce i nogi, dużo myślałam o śmierci. Wyszłam z tego sama, żyłam z myślą byle do soboty, do ferii, wakacji i tak do końca podstawówki. W wieku 15 lat wyprowadziłam się z domu do internatu, miasta które najpierw dokładnie sprawdziłam czy nikt z mojej podstawówki nie zamierza się tam uczyć. I zaczęłam oddychać, czuć, śmiać się, kochać. Urosła moja wartość, ale zawsze z tyłu głowy miałam to co przeżyłam. 


Od tamtej pory na wieś wracam tylko na święta, urodziny czy imieniny rodziców. Nadal mam lęki. Nikt w mojej okolicy nie wie co mi się przytrafiło, nigdy nie powiem głośno #metoo ponieważ wstydzę się, boje się. Czasem ktoś ze znajomych dotknie mnie za ramię, gdy się tego nie spodziewam, a ja cała aż podskakuje że strachu, pytają wtedy "co ty masz na sumieniu, że się tak boisz hehe", a ja od razu wiem, że wracają demony, narzucam uśmiech na twarz i udaję, że to dla mnie świetny żart. A człowiekowi, dzięki któremu nie miałam dzieciństwa darowałam życie...

#G2VIv

Mam problem z moją dziewczyną, otóż każdy jej biustonosz jest za duży. Jej piersi są małe, ale nie w tym rzecz, bardzo mi się podobają, tylko że w każdym staniku miseczka tak odstaje od piersi, że widać jej sutki.

W zeszłym roku w lato zaczęła nosić tylko koszulki, topy z dużymi dekoltami. Z łatwością można było zobaczyć kawałek albo nawet całego sutka. Zaczęło mnie to wkurzać, gdy wiele razy widziałem, jak faceci gapili jej się w biust i widzieli jej sutki.

Wiem, że jak zrobi się ciepło, będzie powtórka z rozrywki. Czy powinienem robić z tego problem? Dodam, że mamy po 23 lata.

#V0voQ

Moją pierwszą dziewczynę miałem w liceum. Spotykaliśmy się jakieś 2,5 roku. Mieszkaliśmy w tej samej miejscowości, z której razem dojeżdżaliśmy do szkoły. Bardzo się z sobą zżyliśmy, z nią też przeżyłem swój pierwszy raz. Naszym rodzinom podobał się nasz związek i przyznam, że już wyobrażałem sobie wspólny dom i dwójkę dzieci. W klasie maturalnej coś zaczęło się psuć. Chcieliśmy studiować w dwóch różnych miastach i chyba to był oficjalny pretekst naszego rozstania. Ja pierwszy powiedziałem, że chcę to zakończyć. Było mi przykro, bo nadal ją kochałem, ale z jakiegoś powodu nie potrafiłem dłużej z nią być.

Na studiach spotykałem się z dwoma dziewczynami, ale krótko i nie było to nic poważnego. Lubiłem je, ale nie czułem "tego czegoś". Na ostatnim roku studiów spotkałem w kawiarni faceta, którego kojarzyłem z siłowni. Coś tam zagadał, zaczęliśmy rozmawiać o siłce, studiach, pracy. Parę razy poszliśmy na piwo, a po kilku tygodniach wylądowaliśmy w łóżku. Trochę czasu zajęło mi zaakceptowanie siebie i takie tam. Przechodząc do meritum, jestem z tym facetem prawie 7 lat i bardzo go kocham. Parę razy myślałem o mojej pierwszej dziewczynie i teraz już wiem, dlaczego nam nie wyszło.

Całkiem niedawno będąc w rodzinnych stronach spotkałem ją w sklepie. Wyglądała prześlicznie, prawie się nie zmieniła. Od razu mnie przytuliła na powitanie i chyba cieszyła się ze spotkania tak samo jak ja. Chwilę rozmawialiśmy, przedstawiła mi swojego męża i córeczkę, potem okazało się, że jest w drugiej ciąży. Wyglądała na bardzo szczęśliwą. Pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę. Ale ja nie mogę przestać o niej myśleć. O tym, jaka jest piękna i szczęśliwa, i że to ja mógłbym być jej mężem i ojcem jej dzieci. Kocham mojego faceta, ale ją też kocham, chyba nigdy nie przestałem. Zaczynam mieć wątpliwości, czy postąpiłem właściwie. Zawsze marzyłem o szczęśliwej rodzinie, żonie i dzieciach, własnym domu z ogródkiem, a teraz mam wrażenie, że wszystko zaprzepaściłem.

To ja ją zostawiłem, bo coś przestało mi odpowiadać, a teraz sam nie wiem co to było. Nie chcę oszukiwać mojego faceta, bo cały czas go bardzo kocham i jestem z nim szczęśliwy, ale w głowie ciągle mam ją. Gdybym tylko mógł o niej zapomnieć…
Dodaj anonimowe wyznanie