#ukYC1
Na początku była jawna wrogość i kłótnie przez które obrażała się na kilka miesięcy. Potem zaczęła mnie tolerować, w następnej kolejności przyszła nieśmiała akceptacja i taka jakby sympatia.
Dowiedziałam się (przypadkiem bo nie powiedziałaby mi tego wprost) że gdy była mała miała zdolności muzyczne, przeszła wszystkie testy do odpowiedniej szkoły muzycznej bo pragnęła grać na fortepianie. A jej matka uznała, mimo świetnej sytuacji finansowej i bogactwa które było obce dla większości ludzi, że nie kupi jej fortepianu bo nie pasuje jej do wystroju w pokoju i nie ma gdzie go ulokować .I ogólnie sama wiedziała co jest lepsze dla jej córki.
Mam pomysł jak uszczęśliwić ją w jej nadchodzące urodziny. Mam zamiar znaleźć prywatną szkołę nauki gry na fortepianie i opłacić pierwszą lekcję, aby mogła zobaczyć czy wciąż się w tym odnajduje. Jeśli jej się spodoba to sama podźwignie swój dalszy los. Pisze o tym aby uświadomić innych aby nie oceniali ludzi po pozorach.
Nadmierny pedantyzm mojej teściowej, bycie idealną panią domu i karierowiczką odbiło jej się tak naprawdę źle bo gdy spotkała kogoś takiego jak ja, kwintesencje tego co odrzuciła w dzieciństwie i do czego odrzucenia też została zmuszona, sprawiło to że poprzez jawną niechęć i wyparcie (więc i piętnowanie) sama stała się dla innych swoją własną matką. Mam nadzieję że mój pomysł coś w niej zmieni i jeszcze bardziej poprawi nasze relacje.
#hsgo8
Problem w tym, że jak się go pozbyłam, to przez rok dręczył mnie, groził mi i moim bliskim, których dane pobierał w swojej pracy - u jednego z największych operatorów telefonii. Dodawał ogłoszenia z serii "oddam darmową pralkę" podając mój numer, a nawet uzupełniał formularze kontaktowe na stronach różnych instytucji moimi danymi.
Do dziś stronię od zakompleksionych mężczyzn, którzy aferami budują swoje poczucie władzy. Nie polecam nikomu.
Ludzie, nie bójcie się zgłaszać nękania! To wcale nie jest przyjemne.
#72M5p
Mój chłopak zaś twierdzi, że on tyle ćwiczy! Szczerze powiedziawszy, ćwiczy raz na dwa tygodnie i głównie to próbuje stać na głowie. Czasami dojdą do tego jakieś pompki, ale tak czy siak jego trening nie przekracza 15 minut.
Od dwóch tygodni miałam straszny kocioł w pracy i gdy wracałam do domu nie miałam ani siły ani ochoty na jazdę na rowerze. No i się zaczęło... Ciągle pytania z jego strony dlaczego nie ćwiczę, a kiedy zacznę, że wczoraj mówiłam że poćwiczę... Robi z tego jakąś straszna aferę, zachowuje się jakby to, że nie ćwiczę było jakąś jego personalna krzywda. Próbuję mu tłumaczyć, że to tylko tymczasowe, ale za każdym razem irytuje się, że w ogóle muszę się tłumaczyć, a to doprowadza do kłótni.
Na wzmianki, że on też nie ćwiczy jakoś często i intensywnie, dostaje jakiegoś ataku furii, że on przecież ćwiczy, nie to co ja. Cały czas się kłócimy o te ćwiczenia, a ja mam już tego powyżej dziurek od nosa. Nie mogę przyjść do domu i spokojnie zjeść obiadu, bo od razu pyta czy dzisiaj mam zamiar ćwiczyć.
Jak jeszcze dwa tygodnie temu ćwiczyłam te trzy razy w tygodniu to i tak w pozostałe dni pytał czemu nie ćwiczę.
Mam normalna wagę. Nie jestem może jakoś wybitnie szczupła, ale wchodzę bez problemu w rozmiar 36/38. Jemu za to brzuch rośnie z każdym tygodniem, ale nie katuje go pytaniami kiedy zacznie ćwiczyć, bo to bez sensu.
Może i to nie wyznanie godne anonimowych, ale musiałam się wygadać. Koleżankom ciężko mi się przyznać, że chłopak zmusza mnie werbalnie do ćwiczeń.
#cf5nq
Wyszedłem z domu po papierosy. Było około godz. 16:45. Do sklepiku osiedlowego jest jakieś 300 metrów, czyli z buta max 5 minut. W drugą stronę też. Zakup fajek plus stanie w kolejce to kolejne 5 minut. Z nikim po drodze nie rozmawiałem, nigdzie się nie zatrzymywałem. Po wejściu do domu spojrzałem na zegar na ścianie a tam... 17:41! Pomyślałem, że może ten zegar padł więc spojrzałem na telefon a tam również 17:41. Narkolepsja odpada.
Schorzenia psychiczne odpadają (jestem pewien, ponieważ dwa razy w życiu miałem taką pracę, przed podjęciem której byłem poddawany BARDZO szczegółowym badaniom psychologicznym, gdzie jeden z wielu testów trwał niespełna 1,5 godziny), byłem trzeźwy, narkotyków nie używam. Około 40 minut mam "wycięte" z życiorysu.
Jednocześnie zaznaczam, że nie wierzę w kosmitów, UFO, Wielką Stopę ani w to, że Elvis żyje. Nie wiem co tu jest grane. Nikomu jeszcze o tym nie mówiłem ale coś czuję, że chyba kiedyś w końcu będę musiał. Mimo, że wierzę, że wszystko da się racjonalnie wyjaśnić, to od początku marca czuję się jakoś nieswojo.
#jKGLN
Nie wiedziałam, pod które krzesło się schować.
#OBYuw
#cWieZ
Poczułam wewnętrzną siłę, której nigdy nie miałam. Ludzie dziwią się dlaczego nikt nie ukarał mojego oprawcy, dlaczego ludzie we wsi mi nie pomogli, chciałabym po krotce opisać dlaczego.
A więc, ja dziecko z biednego domu ,on syn bogatego człowieka we wsi , ludziom się tam nie przelewało, więc woleli trzymać sztamę z tymi co mieli pieniądze, a ja im dać tego nie mogłam. Mogli pozostać neutralni, tego nie mogę zrozumieć dlaczego zgotowali mi takie piekło. Syn sąsiada bił mnie a gdy mama poszła na skargę do jego matki ta powiedziała jej prosto w oczy " bije, bo mu kazałam" sąsiad po pijaku chciał mnie bić, a inni zastawiali mi drogę abym nie uciekła, przez kolejnych dziesięć lat przeżyłam w tej wsi mękę, gehennę, codziennie przechodząc obok miejsca, w którym mieszkał mój oprawca, miejsca w którym zostałam zgwałcona do szkoły, w której nawet nauczyciele traktowali mnie jak podczłowieka.
Dzieci jawnie mnie przezywały klepały się po plecach i podawały sobie "zaraze ***" tu padało moje nazwisko, byłam nazywana pasożytem chociaż pewnie nawet dzieciaki nie wiedziały co to słowo oznacza, a wychowawca podśmiewywał się pod nosem, gdy biegłam na skargę. Nigdy nie dostałam prezentu na Mikołaja, wychowawczyni nawet nie brała mnie pod uwagę w losowaniu, bo i tak nikt mnie nie chciał wylosować. Na korytarzu sama, każdą przerwę, gry na świetlicy - sama, na wf nikt nie chciał mnie w swojej drużynie. Nigdy nie byłam na żadnych Andrzejkach czy choince szkolnej. Szybko nauczyłam się, że pomocy znikąd nie dostanę.
W wieku 12 lat z namiętnością cięłam ręce i nogi, dużo myślałam o śmierci. Wyszłam z tego sama, żyłam z myślą byle do soboty, do ferii, wakacji i tak do końca podstawówki. W wieku 15 lat wyprowadziłam się z domu do internatu, miasta które najpierw dokładnie sprawdziłam czy nikt z mojej podstawówki nie zamierza się tam uczyć. I zaczęłam oddychać, czuć, śmiać się, kochać. Urosła moja wartość, ale zawsze z tyłu głowy miałam to co przeżyłam.
Od tamtej pory na wieś wracam tylko na święta, urodziny czy imieniny rodziców. Nadal mam lęki. Nikt w mojej okolicy nie wie co mi się przytrafiło, nigdy nie powiem głośno #metoo ponieważ wstydzę się, boje się. Czasem ktoś ze znajomych dotknie mnie za ramię, gdy się tego nie spodziewam, a ja cała aż podskakuje że strachu, pytają wtedy "co ty masz na sumieniu, że się tak boisz hehe", a ja od razu wiem, że wracają demony, narzucam uśmiech na twarz i udaję, że to dla mnie świetny żart. A człowiekowi, dzięki któremu nie miałam dzieciństwa darowałam życie...
#G2VIv
W zeszłym roku w lato zaczęła nosić tylko koszulki, topy z dużymi dekoltami. Z łatwością można było zobaczyć kawałek albo nawet całego sutka. Zaczęło mnie to wkurzać, gdy wiele razy widziałem, jak faceci gapili jej się w biust i widzieli jej sutki.
Wiem, że jak zrobi się ciepło, będzie powtórka z rozrywki. Czy powinienem robić z tego problem? Dodam, że mamy po 23 lata.
#V0voQ
Na studiach spotykałem się z dwoma dziewczynami, ale krótko i nie było to nic poważnego. Lubiłem je, ale nie czułem "tego czegoś". Na ostatnim roku studiów spotkałem w kawiarni faceta, którego kojarzyłem z siłowni. Coś tam zagadał, zaczęliśmy rozmawiać o siłce, studiach, pracy. Parę razy poszliśmy na piwo, a po kilku tygodniach wylądowaliśmy w łóżku. Trochę czasu zajęło mi zaakceptowanie siebie i takie tam. Przechodząc do meritum, jestem z tym facetem prawie 7 lat i bardzo go kocham. Parę razy myślałem o mojej pierwszej dziewczynie i teraz już wiem, dlaczego nam nie wyszło.
Całkiem niedawno będąc w rodzinnych stronach spotkałem ją w sklepie. Wyglądała prześlicznie, prawie się nie zmieniła. Od razu mnie przytuliła na powitanie i chyba cieszyła się ze spotkania tak samo jak ja. Chwilę rozmawialiśmy, przedstawiła mi swojego męża i córeczkę, potem okazało się, że jest w drugiej ciąży. Wyglądała na bardzo szczęśliwą. Pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę. Ale ja nie mogę przestać o niej myśleć. O tym, jaka jest piękna i szczęśliwa, i że to ja mógłbym być jej mężem i ojcem jej dzieci. Kocham mojego faceta, ale ją też kocham, chyba nigdy nie przestałem. Zaczynam mieć wątpliwości, czy postąpiłem właściwie. Zawsze marzyłem o szczęśliwej rodzinie, żonie i dzieciach, własnym domu z ogródkiem, a teraz mam wrażenie, że wszystko zaprzepaściłem.
To ja ją zostawiłem, bo coś przestało mi odpowiadać, a teraz sam nie wiem co to było. Nie chcę oszukiwać mojego faceta, bo cały czas go bardzo kocham i jestem z nim szczęśliwy, ale w głowie ciągle mam ją. Gdybym tylko mógł o niej zapomnieć…