#5rZMd

Kiedyś mając 13 lat nocowałam u swojej przyjaciółki wraz z dwoma innymi dziewczynami. Mogłyśmy siedzieć do późna, co było dla nas czymś "zakazanym". Jej rodzice wyjechali i zostałyśmy pod opieką jej starszego brata (wtedy około 24 lata), który sam zaprosił znajomego. Idąc do toalety zaczepił mnie pytając czy piłam kiedykolwiek alkohol itp. Odpowiedziałam, że nie. W sumie nawet nigdy o tym nie myślałam. W głowie mi były karteczki witch itp. Po pewnym czasie postanowiłam spróbować piwa. Wypiłam może pół szklanki. Po chwili miałam nogi jak z waty. Obudziłam się w sypialni rodziców mojej przyjaciółki na piętrze. A dokładnej obudził mnie ból w kroczu. Jej brat mnie wykorzystał. Rano czułam się bardzo źle. Wymiotowałam.


Z relacji z moją przyjaciółką wyszło że podobno szukały mnie, ale jej brat im powiedział że źle się czuję i zaprowadził mnie do sypialni rodziców. Podobno przyszła zapytać jak się czuję, ale ja tylko mamrotałam coś pod nosem. Myślała, że śpię. W sumie nie ma się co dziwić, byłyśmy dziećmi. Nie pomyślała, że coś może być nie tak.


Na jakiś czas sytuacja została zakopana we mnie bardzo głęboko. Do tej pory nie wiem czy tak bardzo nie uznaję tego za wykorzystanie seksualne czy zaczynam wypierać to ze swojej podświadomości. Uczęszczałam na psychoterapię grupową (z innego powodu) , na której opowiedziałam o tym. Każdy mówił, że to straszne co mnie spotkało, a ja byłam zdziwiona ich reakcją. Dopiero później powoli zaczęło do mnie docierać co się stało. Prawdopodobnie zostałam dodatkowo odurzona czymś. Powoli kiełkował we mnie bunt.


Mam narzeczonego, któremu niekoniecznie opowiadałam o stracie dziewictwa. Każdy mógłby to inaczej odebrać, np., że ale ze mnie dziwka skoro w wieku 13lat straciłam dziewictwo. Wiedziałam już wtedy co to seks. Ale nigdy nie myślałam o nim. Miałam w głowie to, że uprawiają go dorośli, a ja mam teraz bawić się lalkami.


Z reguły jestem zamknięta w sobie. Ostatnia sytuacja sprawiła, że chciałam się z wami podzielić tym wyznaniem..


Nad ranem, gdy jeszcze spałam, mojemu narzeczonemu naszła ochota na seks. Obudził mnie masowaniem moich piersi i ogólnym pieszczeniu. Ten seks sprawił, że miałam orgazm pierwszy raz w życiu! Od tamtej pory kazałam narzeczonemu tak mnie budzić.


Obawiam się, że przez to co mnie spotkało w dzieciństwie nie będę umiała inaczej czerpać przyjemności z seksu - jest to dla mnie chore.. Ale podnieca mnie tylko taka gra wstępna. Wszystko wcześniej traktowałam jako mój obowiązek.

#xejpp

Nie wiem od czego zacząć, może zacznę od początku. Mojej matce odkąd pamiętam marzyło się żebym poszła do zawodówki (teraz tzw szkoły branżowej) na kucharza uważała, że to najlepsze co mogę wybrać ja jednak nie za bardzo chcę tam iść. 


Owszem lubię gotować, ale tylko w domu i nie wyobrażam sobie pracować kiedyś tak bo po prostu nie, od zawsze moim marzeniem była klasa mundurowa więc tam złożyłam papiery. 


Odkąd to zrobiłam ciągle w moją stronę lecą wyzwiska niemal codziennie słyszę, że się tam nie dostanę i wyjedzie tak, że nigdzie nie pójdę. Przez to, że ciągle to słyszę zaczynam sama w to wierzyć po prostu się poddaje i nie umiem już walczyć z matką.

#5HJeh

Mam na ten moment 17 lat, jestem gejem, co jest w sumie kluczowe dla tego wyznania. Wiem, że dużo osób już pewnie myśli, że pewnie kolejny sobie w życiu nie radzi ... Chciałbym wygadać się o moim wyjściu z szafy. Przepraszam, jeśli będzie chaotycznie, nie jestem dobrym pisarzem.

Nie chce podawać za bardzo okoliczności, w jakich się to stało żeby ktoś nie ogarnął, że to ja.

no to tak... Ogólnie przez długi czas źle czułem się z tym, że moja rodzina nie wie, ze jestem gejem. Ciążyło to na mnie, brak możliwości mówienia, gdzie tak naprawdę idę. Poczucie winy, że za każdym razem ich uszukuje zwiększała się.

Nastał jednak dzień, że już nie wytrzymałem, zdobyłem się na odwagę i powiedziałem o tym swojej siostrze... powiedziałem również o tym, że mój chłopak (z którym już od tej sytuacji nie jestem) jest starszy ode mnie o 6 lat, więc był to też powód dlaczego źle przyjęła tę informację. Uważała, że to ktoś mnie wciągnął w to "towarzystwo" i zostałem do tego zmuszony i to pewnie dlatego, że nigdy dziewczyny nie miałem. Oczywiście padło wspaniałe stwierdzenie "ale skąd możesz wiedzieć, że jesteś gejem, skoro nigdy nie spróbowałeś niczego z dziewczyną". Powinienem był odpowiedzieć, jednak przez emocje zabrakło mi słów. Mówiła też, że przez krycie się z tym mogłem się załamać, było już trochę za późno, bo już przez to przechodziłem, brak chęci do życia, myśli samobójcze...

Niby powiedziała, że to wszystko przemyśli i przemyślała tylko nie w taki sposób w jaki oczekiwałem... Na drugi dzień wzięła mnie na rozmowę i postawiła przed propozycją opowiedzenia tego mamie, bo ona się za bardzo boi i nie chce mieć takiego obciążenia na sumieniu. Myślałem, że już gorzej nie będzie, myliłem się...

Moja mama, jak i siostra uważała, że to mój chłopak mnie w to wciągnął, chociaż mówiłem, że "odkryłem" siebie dużo wcześniej. Nie trafiało. Mama uważała, że trafiłem do jakiejś sekty. Mówiła też, że przecież mam normalną rodzinę, że nie mam "nierówno pod sufitem", więc nie ma takiej opcji, że jestem homo.

Zabolało, bardzo. Chyba jeszcze nigdy tak mocno nie płakałem, nie mogłem się pozbierać. Załamałem się, po raz kolejny przestałem siebie akceptować, znowu pojawił się kryzys osobowości.

Z tego co zaobserwowałem po dłuższym czasie, zauważyłem, że wyparły to... moja siostra tylko spytała po tym okresie czy na pewno ich nie okłamuje. Odbierając mnie spod szkoły (rzadko się widzimy, mieszka zupełnie gdzie indziej) musiało paść pytanie "nie podoba ci się jakaś dziewczyna?". Ten strzał zranił, mocno...

Udawajmy, że nic się nie stało, na pewno mi to w czymś pomoże

dziękuję wszystkim, którzy dotrwali do końca i przepraszam, że zmarnowałem wasz czas ...

#boM30

Ostatnio poznałam moją przyjaciółkę z dobrym znajomym. Oboje bardzo dobrze się dogadują, te same zainteresowania, spokojne charaktery. Oboje samotni, pasują do siebie. Tylko że nie chcę, żeby byli parą. Z czystej zazdrości i obawy, że jak nie wyjdzie, to i nasze relacje się zepsują.

#SRS5y

Mój tata pracował, a matka "zajmowała" się domem i nami. Zawsze to ona szykowała jedzenie, kąpała nas i tak dalej.
Miałam już prawie 12 lat i wciąż nie umiałam zrobić wielu rzeczy sama. Nie umiałam chociażby umyć głowy. Na dodatek panicznie bałam się wody i nienawidziłam kąpieli. Matka zawsze drapała nam głowy podczas mycia, bardzo bolało, szampon i woda leciały często na twarz i do oczu.
Bałam się jej, wydawało się, jakby podczas tego mycia rozładowywała emocje. Gdy miałam umyć głowę przy niej sama, bo o to poprosiłam, przerwała mi, bo uznała, że robię to źle.
Ale pewnego razu pojechała do rodziny, do innego miasta. Wtedy tato odkrył, że ja i rodzeństwo nie umiemy sami zrobić kanapki, herbaty, wody do kąpieli...

Miałam prawie 12 lat, gdy tata nauczył mnie, jak myć głowę. Nie bolało, oczy nie szczypały. Okazało się, że mogę zrobić to sama, że to całkiem miłe uczucie. Nie czułam się dziwnie, w końcu to mój tata. Na dodatek wydawał się zmartwiony tym stanem rzeczy, naszą całkowitą zależnością.

Później matka wydawała się zła. Gdy pytałam, czy ktoś chce do łazienki, bo idę się myć, kazała "zawołać się na głowę". Odpowiedziałam, że sama umyję, bo potrafię - tata nas uczył. Matka przez trzy dni nie odzywała się do taty, mijała go jak powietrze. Później, czasami, rzucała w naszą stronę teksty typu "idź się sama umyj, przecież potrafisz!", przesiąknięte jakimś takim gniewem.

Do dziś nie wiem, dlaczego tak się nad nami pastwiła i dlaczego tak bardzo nas uzależniła od swojej pomocy. Jestem też wdzięczna, że pojechała do tej rodziny i tato pomógł nam się trochę usamodzielnić. A dziś ta kobieta lubi chwalić się swoimi sukcesami w wychowywaniu i wspominać, jak wielu rzeczy nas nauczyła...

#Nq2R9

Nie cierpię swojego ojca. Unikam go jak tylko mogę odkąd pamiętam. Najlepsze dni to te, w których nie muszę go widzieć, a przynajmniej z nim gadać. Nigdy nie traktował mnie poważnie. W życiu nie usłyszałem od niego jakiejkolwiek pochwały. Za to obelgi i krytyka są praktycznie na porządku dziennym. Wymaga, żeby chwalić go za wszystko co robi. A z jego strony wygląda to tak:
"Zrobiłeś coś dobrze? I tak jest źle, ja to zrobię lepiej".
"Umiesz coś, czego ja nie umiem? Masz się nie przechwalać, bo ja zawsze wiem lepiej i więcej niż ty".
"Coś cię boli? Ty wiesz, co to jest ból? Gówno wiesz. Ciebie nie ma prawa boleć".

Narzeka na wszystko i wszystkich, tylko nie na siebie. I hipokryzją jest to, że uczy mnie przyznawać się do błędu, lecz sam nigdy tego nie robi, bo nigdy nie jest jego wina. Oszczędza na wszystkim jak tylko może. Nie potrafi zdzierżyć tego, że chcę wyjść w jedyny dzień w tygodniu ze znajomymi. Bądź na kursy, które mam po południu - bo i tak mi się to nie przyda. Jakakolwiek nauka? I tak gówno umiem, jego zdaniem. Ma pretensje, że nikt mu nie pomaga, mimo że większość rzeczy robię w domu ja bez jego wiedzy, bo on jest zmęczony i wszystko go boli. Nie zauważa nawet tego, że gdyby nie to, że jestem na kierunku jakim jestem, to nie miałby dostępu ani do telewizji, ani Internetu. A narzeka cały czas, że to najgorszy kierunek jaki mogłem wybrać. Co ciekawe, moja rodzicielka nic sobie nie robi z traktowania mnie przez ojca.

Został mi rok do ukończenia technikum i chciałbym uciec jak najdalej stąd. Mam co prawda już trochę uprawnień i doświadczenia z pracą związaną z kierunkiem, ponieważ firma, u której miałem praktykę, zechciała mnie zatrudnić na weekendy. Niestety nie są to wysokie sumy i pokrywają praktycznie całe moje wydatki związane ze szkołą.

#Sqz0Y

Pracuję w firmie sprzątającej. Ogólnie jest tak, że mam stałe miejsce pracy i stałe godziny (2h dziennie), ale czasem jak ktoś gdzieś wyjeżdża, to mogę go zastąpić w innym miejscu. No i się zgłosiłam... Przyszłam na trening, a raczej żeby tylko pokazano mi miejsce i co mam dokładnie robić. Jest to wielki obiekt z biurami i fabryką. Starsza pani, która sprząta to wszystko sama od 16 lat, pokazywała mi wszystko. Bardzo miła i tak dalej, mówiła że tu sporo roboty, bo aż 8 h samego sprzątania od wczesnego rana do południa. Łącznie zastępuję ja tylko przez 3 dni i właśnie kończy się ta ostatnia zmiana. Siedzę na podłodze i czytam anonimowe, bo nie mam co robić.

Kiedy zaczęłam, był tu starszy syf. Toalety widać że nietknięte, bo umywalki były pokryte zieloną mazią, a toalety cóż... Przyklejonym gównem. W jadalni pełno okruchów na podłodze, jakby w ogóle tam nie zamiatano. Nie wspominając o toalecie obszczanej w każdym możliwym miejscu. Wyglądało to tak jakby ta pani zmieniała tylko worki na śmieci i dokładała papier toaletowy. Wzięłam się za porządne sprzątanie i ogarnęłam to miejsce w miarę. I wiecie co, oni tutaj się czepiają o głupoty typu, że papier nie jest zawieszony na haczyku, choć leży obok i zawieszenie go to dosłownie 2 sekundy. Zresztą co za problem dołożyć sobie papier, powinni się skupiać na innych rzeczach jak te wyżej wymienione. Sama robotę zrobiłbym tutaj w 4 h wszystko, wcale nie jest potrzebne aż 8 h. Rozumiem, że pani starsza ode mnie, ale nie jest też na tyle stara i niedołężna żeby nie móc wykonać tego sprzątania.

I tak przez cały spędzony tu czas zastanawiam się co ona może robić przez te 8 godzin i czy jej nie wstyd, że dostaje za to sowitą wypłatę, a nic tutaj nie jest zrobione. Wygląda to tak, że ja przyszłam za nią tu posprzątać i wszystko zrobić, a ona znowu będzie nic nie robić. Wolę wykonać swoją pracę niż ściemniać, choć i tak ściemniam, bo zrobiłam wszystko co mogłam i siedzę w kantorku z rzeczami do sprzątania od kilku godzin i czasem tylko wyjdę i poudaję, że coś robię żeby nie było.

Więcej tu nie przyjdę.

#1q7qh

Anonimowe wyznanie szkolnego oprawcy - czyli jak to wygląda z drugiej strony.
Na tej stronie częściej można spotkać wyznanie pod tytułem "znęcano się nade mną, teraz chodzę do psychologa i nie mogę się pozbierać" jednakże jeszcze ani razu nie dostrzegłam opisu od drugiej strony... 

Z racji, że miałam okazję być takim bydlakiem - zapraszam do lektury. 
Przez około 3 lata podstawówki znęcałam się nad dziewczyną. To nie było nic lekkiego - co przerwę a nawet w trakcie lekcji. Potem dołączyła do mnie reszta klasy a nauczycielka wydawała się nie zauważać problemu. 
Wiedziałam jak bić. Ślady po walkach zostały na ofierze maksymalnie 5 razy - w końcu nie chciałam mieć problemów. 

Ale właściwie skąd bierze się to całe zło? 
Geneza jest prosta. W podstawówce (tak jak do tej pory swoją drogą) byłam drobną istotą. Zawsze kilka centymetrów mniej nawet od innych najniższych w swoich klasach ludzi. 

W trzeciej podstawówki byłam zastraszana. Kilkukrotnie, skargi do nauczycieli tylko pogarszały sprawę (np. Rozmowa z oprawcą na korytarzu w trakcie przerwy). W końcu kiedy stałam przyciśnięta do ściany i z braku wyjścia zaczęłam się odgrażać 2-3 lata starszej dziewczynie... Podziałało. Dała mi spokój a moja lekcja wobec niej do tej pory jest wspominana przez pewnego przypadkowego świadka. 

Wtedy jako młody człowiek zrozumiałam - nauczyciele nie pomogą, rodzicom się nie poskarżę bo to dla dzieci... Więc jeśli nie będę się zachowywać jak typowa ofiara - będę miała spokój. "Zjeść albo zostać zjedzonym" - takie motto mi towarzyszyło. 

W pewnym momencie życia doszło do kłótni pomiędzy mną a dziewczyną z klasy. To były początki głupich zaczepek ze strony chłopaków i większych dziewczyn wobec mnie. Wykorzystałam tą sytuację czyniąc ze swojego - na tamtą chwilę - wroga ofiarę. 
Potem do tego linczu dołączyli moi potencjalni oprawcy dzięki czemu wiedziałam, że będę miała spokój. 

Było kilka głośnych sytuacji - na tyle głośnych, że wiedzieli o tym uczniowie a dyrekcja i nauczyciele nie reagowali w żaden sposób. Powstała swego rodzaju "fama" wokół mnie. Nikt ze mną nie zadzierał co dawało mi poczucie bezpieczeństwa. 
Gnębienie trwało 3 lata ale "sława" przeszła też do gimnazjum dzięki czemu i tam mogłam się czuć bezpieczna. 
Tak więc zafundowałam sobie bezpieczeństwo własne kosztem innej osoby (która w gimnazjum już miała spokój). 

Jeszcze pewnie zapytacie - skąd wiem, że nauczyciele wiedzieli? 
Ano wychowawczyni dała cynk dręczonej dziewczynie, że w gimnazjum będzie w klasie ze mną. 

Nie rozumiem tylko jednego... Jak nauczyciele mogą dopuszczać do takich akcji? Żeby dzieciak 10 lat stosował prawo dżungli? 
Jedno nagranie z czasów podstawówki się zachowało. Kiedy je zobaczyłam uznałam, że jakby to trafiło do TV to byłabym w poprawczaku. Szczególnie teraz. 
"zjeść albo zostać zjedzonym"...

#r6cPD

Jestem fotografem i fotografowałem komunię.

Rodzice zarzucają mi teraz różne rzeczy. Oczywiście większość jest zadowolona, ale zawsze znajdzie się paru upierdliwców. A to zdjęć za mało, a to synek ma dziwną minę, ale apogeum dopiero nastąpiło.

Zostałem oskarżony, że nie ma zdjęć z przyjęcia weselnego, na którym miało komunię kilkoro dzieci.

Najgorsze jest to, że nigdy na tym przyjęciu nie byłem, nawet nigdy w życiu nie byłem w tej restauracji oraz nigdy nikomu nie obiecywałem, że będę tam i będę robił zdjęcia.
Dodaj anonimowe wyznanie