#1q7qh
Na tej stronie częściej można spotkać wyznanie pod tytułem "znęcano się nade mną, teraz chodzę do psychologa i nie mogę się pozbierać" jednakże jeszcze ani razu nie dostrzegłam opisu od drugiej strony...
Z racji, że miałam okazję być takim bydlakiem - zapraszam do lektury.
Przez około 3 lata podstawówki znęcałam się nad dziewczyną. To nie było nic lekkiego - co przerwę a nawet w trakcie lekcji. Potem dołączyła do mnie reszta klasy a nauczycielka wydawała się nie zauważać problemu.
Wiedziałam jak bić. Ślady po walkach zostały na ofierze maksymalnie 5 razy - w końcu nie chciałam mieć problemów.
Ale właściwie skąd bierze się to całe zło?
Geneza jest prosta. W podstawówce (tak jak do tej pory swoją drogą) byłam drobną istotą. Zawsze kilka centymetrów mniej nawet od innych najniższych w swoich klasach ludzi.
W trzeciej podstawówki byłam zastraszana. Kilkukrotnie, skargi do nauczycieli tylko pogarszały sprawę (np. Rozmowa z oprawcą na korytarzu w trakcie przerwy). W końcu kiedy stałam przyciśnięta do ściany i z braku wyjścia zaczęłam się odgrażać 2-3 lata starszej dziewczynie... Podziałało. Dała mi spokój a moja lekcja wobec niej do tej pory jest wspominana przez pewnego przypadkowego świadka.
Wtedy jako młody człowiek zrozumiałam - nauczyciele nie pomogą, rodzicom się nie poskarżę bo to dla dzieci... Więc jeśli nie będę się zachowywać jak typowa ofiara - będę miała spokój. "Zjeść albo zostać zjedzonym" - takie motto mi towarzyszyło.
W pewnym momencie życia doszło do kłótni pomiędzy mną a dziewczyną z klasy. To były początki głupich zaczepek ze strony chłopaków i większych dziewczyn wobec mnie. Wykorzystałam tą sytuację czyniąc ze swojego - na tamtą chwilę - wroga ofiarę.
Potem do tego linczu dołączyli moi potencjalni oprawcy dzięki czemu wiedziałam, że będę miała spokój.
Było kilka głośnych sytuacji - na tyle głośnych, że wiedzieli o tym uczniowie a dyrekcja i nauczyciele nie reagowali w żaden sposób. Powstała swego rodzaju "fama" wokół mnie. Nikt ze mną nie zadzierał co dawało mi poczucie bezpieczeństwa.
Gnębienie trwało 3 lata ale "sława" przeszła też do gimnazjum dzięki czemu i tam mogłam się czuć bezpieczna.
Tak więc zafundowałam sobie bezpieczeństwo własne kosztem innej osoby (która w gimnazjum już miała spokój).
Jeszcze pewnie zapytacie - skąd wiem, że nauczyciele wiedzieli?
Ano wychowawczyni dała cynk dręczonej dziewczynie, że w gimnazjum będzie w klasie ze mną.
Nie rozumiem tylko jednego... Jak nauczyciele mogą dopuszczać do takich akcji? Żeby dzieciak 10 lat stosował prawo dżungli?
Jedno nagranie z czasów podstawówki się zachowało. Kiedy je zobaczyłam uznałam, że jakby to trafiło do TV to byłabym w poprawczaku. Szczególnie teraz.
"zjeść albo zostać zjedzonym"...
A najgorsze, że nauczyciele i tak powiedzą "ignoruj to przestanie ich bawić". Pół liceum to stosowałam, nie pomogło. Raz jednemu oddałam został ślad(przypadkiem zadrapałam paznokciami przy plaskaczu), to skończyła się przemoc fizyczna.
Ja też byłam oprawcą. I też z tego samego powodu. Lepiej zastraszać, niż być zastraszanym, tak myślałam będąc dzieckiem.
Najlepiej to nie być żadna ze stroni być biernym.
A jak nie można być biernym to? Nie zawsze sytuacja pozwala być neutralnym i trzeba wybrać swoje dobro ponad innych
to sie OBRONIC przed krzywdzeniem i dzialac TYLKO w obronie wlasnej lub nnych,a nie krzywdzic kogos innego z wlasnej inicjatywy?
takei to trudne?
Weź pod uwagę że ktoś może nie być na tyle silnym by ciągle się bronić. Ja raczej wolałbym zrobić tak żeby mieć spokój niż musiec się bronić ciągle
Co nie znaczy, że trzeba być zwyrolem dla wszystkich... Wystarczy zastraszać swoich oprawców a nie niewinnych też :|
Na przykład, gdy zaczepiali mojego brata w podstawówce, to mój tata podjechał z bratem na przystanek autobusowy, na którym zwykle stali jego oprawcy i ich nastraszył. Potem był spokój. Brat nie znęcał się nad innymi tylko dlatego, że grupka chłopców dała mu popalić.
Druga sytuacja, gdy ze mnie w podstawówce ciągle się śmiał kolega z klasy i rzucał obrażającymi żarcikami. Któregoś dnia, brat przyjechał po mnie do szkoły po lekcjach i kazał pokazać, który to. Nastraszył go, szarpnął raz za jego kurtkę. Potem miałam spokój od niego.
Nie zawsze zastraszanie przez starsze rodzeństwo działa. To że Tobie się udało, nie znaczy, że w każdym przypadku się uda, a już pomijam fakt, że nie każdy ma starsze rodzeństwo, więc spójrz z trochę szerszej perspektywy.
Jak mogą? Ano prosto, jak myślisz, łatwiej jest wyciągnąć konsekwencje wobec 20 oprawców czy kazać jednej ofierze siedzieć cicho albo wmówić jej, że to ona prowokuje?
Byłam tego typu ofiarą w podstawówce, byłam płaczliwa i delikatna więc mi dokuczali. Z czasem zaczęłam się bronić, skarżyć nauczycielom. I zawsze było mówienie że na pewno kogoś sprowokowałam, zwłaszcza gdy sprawa wędrowała do szkolnej pedagog. Zaczęłam wierzyć że to ja jestem złym dzieckiem, bo przecież pani tak mówi i prawie nikt mnie nie lubi. Dopiero po latach widzę jak było naprawdę. Wychowawczyni nie chciało się mnie bronić, wolała zrzucić na mnie winę bo to było łatwiejsze. Nie szkodzi że mnie bili, wyzywali, zastraszali, niszczyli moje rzeczy, kiedyś nawet rozwalili rękę.
Przecież musiałam ich do tego sprowokować
A ja byłam dręczycielką, która nawet nie żyła prawem "zjedz, albo zostaniesz zjedzona". Ja po prostu lubiłam uczucie władzy. Z racji wysokiego wzrostu od najmłodszych lat miałam posłuch, chłopaki z klasy nie latali za mną i nie smagali po tyłku smyczą, bo wiedzieli, że mogę być agresywna. I upatrzyłam sobie do dręczenia dziewczynę, typową szarą myszkę. Znęcałam się psychicznie, byłam manipulantką, która potrafiła tak się naigrywać, że inne dziewczyny automatycznie robiły to samo. Z tego też powodu niejako wyrobiłam sobie status samicy alfa, jakkolwiek to brzmi. Były skargi, matki przychodziły do szkoły, ja dostawałąm opierdziel od swoich rodziców, ale po prostu nie mogłam przestać. Byłam wredną suką, która wiedziała, gdzie ugodzić. W połowie gimnazjum mi przeszło, uspokoiłam się, przeprosiłam tamtą dziewczynę. Poszłyśmy razem do liceum, ale do innych klas i jakoś wszystko ucichło. Teraz jest mi zwyczajnie i po ludzku głupio. Dzieci potrafią być okrutne. I to nawet nie było w dobie telefonów i internetu.
To prawda o czym mówisz. Jak poszłam do liceum do większego miasta miałam podobnie. Ładna dziewczyna, nagle popularni chłopcy z wyższych klas zaczęli być dla mnie mili, a ich koleżanki wręcz przeciwnie. Nie rozumiałam co robię źle. Przecież nikomu nie zrobiłam krzywdy wiec czemu te dziewuchy ciagle się mnie czepiają. Ile razy pozwolisz żeby ktoś ci pluł w twarz ? Wkoncu pękasz i albo się załamujesz albo zmieniasz w oprawę. Ja się nie dałam, nauczyłam się żeby zawsze oddawać i po jakimiś czasie miałam spokój.
bylo wyznanie chlopaka, ktory stawial do pionu oprawcow fizycznych jadac im na psyche, ale zjedli chlopaka w komentarzach...
czemu nauczyciele nie reaguja...
- 1 nauczyciel na 20-30 osob niewielemoze
- 1-2 nauczycieli dyzurujacych na pare setek uczniow, tez kiepsko
- nauczyciele juz nie sa autorytetami jak kiedys
- durne przepisy kaza powiadamiac rodzicow ( np. iziesz do pedagoga, bo rodzice sie nad toba znecaja- pedagog ma obowiazek ich powiadomic) - debilny system
- kwestia wizerunku szkoly
- podejscie ludzi po 20-30-50 lat starszych do dzieciecych problemow "przejdzie im", "to konskie zaloty, ignoruj to sie odczepia"
- brak wyksztalcenia w strone rozwiazywania konfliktow
- ich ten problem nie dotyczy bezposrednio, wiec jakos ciezej im sie rpzejac cudza krzywda
00jor Kult bronienia agresora, bo bogatszy/ bardziej wpływowy/trudniejszy do ruszenia, a tępienie ofiary, bo słabsza to raczej prawacka sprawka.
Pamiętam wyznanie tego chłopaka! Byłam bardzo wkurzona, że go tak zjechali, a według mnie jego zachowanie było godne podziwu, jakkolwiek to dziwnie brzmi.
Ma ktoś może link do tego wyznania?
Niezla miurwa jestes.
"Mała Mi" z "Muminków"
Te wyznanie, to świetna rada dla ofiar przemocy. Nie zachowuj się jak ofiara, to przestaną. Prawo dżungli wygrywa.
W podstawówce i gimnazjum tez byłam oprawcą. W szkole zawodowej karma do mnie wrocila ;) dzisiaj dziewczyna, która zbierala ode mnie bęcki na korytarzu, ma meża, dziecko i znajomych, a ja nie mam pracy, nie mam znajomych, nie mam nawet z kim pogadać i mam depresje. Życie jest piękne...