#XFzD7

Od zawsze byłam kochliwa. Platonicznie kochliwa. Oznacza to mniej więcej tyle, że podobało mi się naprawdę wielu chłopców i wielu z nich zaprzątało moje myśli na długie godziny. W zdecydowanej (absolutnie zdecydowanej) większości przypadków, znajomości takie nie wykraczały poza sferę moich wyobrażeń. Nie zmienia to jednak faktu, że takie zauroczenia potrafiły mnie trzymać długimi miesiącami.

Większość takich przypadków do niczego nie prowadziła, bo po pierwsze w prawdziwym życiu jestem bardzo nieśmiała (w przeciwieństwie do tych licznych wyobrażeń). Druga sprawa jest taka, że ze strony tych chłopców też nie było zwykle oznak większego zainteresowania, w związku z tym znajomości takie nie wykraczały nigdy poza zwykłą koleżeńskość. Naturalnie marzyłam o jakiś czynach z ich strony, ale jako że takich było brak, znajomości te pozostały absolutnie niewinne. Taki stan rzeczy był całkiem wygodny, bo po przejściu zauroczenia mogłam zawsze udawać, że nigdy nie liczyłam na nic więcej.
Tyle tytułem wstępu.

Czas mijał, jeden z absolutnych numerów jeden na liście moich marzeń złapał się w moje sidła i od wielu lat tworzymy bardzo szczęśliwy związek. Teraz jesteśmy już pięć lat po ślubie, wszystko układa się dobrze, kochamy się, udało nam się wybudować wymarzony dom, myślimy o dziecku. Uwielbiamy spędzać ze sobą czas i naprawdę jesteśmy ze sobą blisko. Nie mamy bliskich przyjaciół, a cała rodzina mieszka dość daleko, więc większość czasu spędzamy w dwójkę na wycieczkach, basenach, rowerach i niczego nam nie brakuje. Mimo jakiejś tam rutyny i codziennych problemów czuję, że wciąż jest w nas świeżość.

Teraz czas na część anonimową. Mój kochliwy styl bycia nigdy mnie nie opuścił. W trakcie całego naszego związku było całkiem sporo mężczyzn, do których wzdychałam. Wizje gorących chwil, wyobrażenia naszych spotkań - było tego naprawdę dużo. Kiedy ktoś taki ze mną rozmawia, zawsze zachowuję się nie więcej niż koleżeńsko, ale wewnętrznie błagam przynajmniej o muśnięcie dłoni. Prawda jest taka, że pewnie byłabym przerażona, gdyby coś się faktycznie zaczęło dziać, ale nie zmienia to faktu, że czuję, że tego pragnę. Oczywiście gdy podchodzę do tego z racjonalnej strony i np. myślę, że miałabym rozstać się z moim mężem i zacząć faktycznie żyć z kimś innym, to z łatwością dostrzegam, że ci inni mężczyźni nawet do pięt nie dorastają mojemu mężowi. Najbardziej pociągające w nich jest po prostu to, że mogliby mnie zdobyć.

To właściwie całe wyznanie - pomimo że mam męża, fantazjuję często o kolegach ze studiów, z pracy, dalszych znajomych. Marzę o tym, żeby przeżyć z kimś takie namiętne chwile. Zdaje mi się, że pewnie bym tego jednak nie zrobiła, ale prawda jest taka, że nigdy też nie miałam ku temu tak naprawdę okazji.

#jkKPs

Mam bardzo niską samoocenę. Zawsze przewiduję tylko i wyłącznie najczarniejsze scenariusze. Co istotne, uważam, że jestem gorsza od wszystkich przez co szybko zniechęcam się do wszystkich planów, które chcę zrealizować.

Od pięciu lat studiuję dość wymagający kierunek. Z czasem przyszło zwątpienie w to co robię, że po co, skoro i tak są lepsi, i się nie przebiję w tym zawodzie. Zaczęłam odpuszczać, przez co zawaliłam rok. W międzyczasie poznałam swojego chłopaka, który jest dla mnie ogromnym wsparciem. Zanim poznał mnie, był w kilkuletnim związku z pewną dziewczyną, z którą później zerwał.

Teraz przejdę do historii właściwej, o której nigdy nikomu nie powiem. Nic mnie tak nie motywuje do działania jak częste sprawdzanie profilu byłej mojego chłopaka. Czuję się od niej gorsza, uważam że jest atrakcyjniejsza i boję się, że mój chłopak zacznie mnie do niej porównywać i wtedy przekona się, że ona jest "tą lepszą". Jest to zupełnie irracjonalny lęk, ale nie mogę nad nim zapanować. Choć niewątpliwie są tego "zalety". Wzięłam się za naukę i staram się nadrobić materiał, zaczęłam ćwiczyć, by mieć lepszą figurę i stracić zbędne kilogramy, a nawet zapisałam się na lekcje angielskiego, by szlifować język.

Wszyscy myślą, że się samorealizuje i inwestuję w siebie, a prawda jest taka, że po prostu chcę sobie udowodnić, że jestem lepsza od byłej mojego chłopaka. Chciałabym w końcu żyć swoim życiem i nie bać się porównywania do niej, bo wiem, że to jest chore i co najmniej nienormalne.

PS. Mój chłopak w żaden sposób nie daje mi odczuć, że jestem "gorsza". Wręcz przeciwnie. Często prawi mi komplementy, podkreśla, że jestem miłością jego życia i to właśnie na mnie czekał, więc moje zachowanie nie wynika z tego, że on mi nie daje do zrozumienia, że jestem przez niego kochana.

#DHRJV

Jakieś pół roku temu zostałam zaproszona przez chłopaka, z którym spotykałam się niecały miesiąc, na wesele. Nie znałam większości jego rodziny dlatego zależało mi, żeby na tym pierwszym spotkaniu wypaść po prostu dobrze.
Wesele sztos, piękna sala, pyszne jedzenie, super muzyka.... tylko ja niestety na moment musiałam zepsuć atmosferę.

Podczas jednego z bardziej skocznych tańców naszła mnie ochota na puszczenie bączka. Taki mały, niewinny pomyślałam - w takim tłumie i zamieszaniu panującym na parkiecie, gdzie większość była już podpita uznałam, że nikt mojego "wyczynu nie zauważy". Nie zauważyli, ale za to poczuli... Po chwili wokół rozległ się smród tak duży, że kilka osób zaczęło rozglądać się dookoła, robić krzywe miny, ktoś nawet otworzył okno.

Mój chłopak oczywiście też poczuł to co reszta i lekko zmieszany, podejrzewając mnie zapytał: "czy czujesz ten smród?, czy to TY?"... Byłam już bliska zemdlenia kiedy pojawił się on... mój wybawca. Na całe szczęście niedaleko nas była para, w której pan około 40-stki ledwo trzymał się na nogach. Był tak pijany, że właściwie przysypiał na ramieniu swojej partnerki. Wszystko spadło na niego. Jego (chyba) żona zaczęła na niego krzyczeć, że ma iść na górę spać, że zachowuje się jak świnia i robi jej wstyd. Reszta gości chyba również uznała, że to on. Jakiś chłopak pomógł tej pani zaprowadzić "mojego wybawcę " na górę. Tak oto zostałam uratowana i nie musiałam się tłumaczyć, że to nie ja przed moim chłopakiem .

Piszę to wyznanie, bo chociaż tu chciałabym przeprosić tego pana, za to, że przez moje "smrody" oberwało się jemu.

Kilka dni temu babcia mojego chłopaka obchodziła 80 urodziny. Kolejna wielka impreza, na której również spotkałam się "z moim wybawcą". Jak się okazało to bardzo sympatyczny gość. Opowiadał śmieszne żarty, dusza towarzystwa. Szczerze mi głupio, bo jego jedyną "winą" na tym weselu było to, że wypił troszkę więcej, przysypiał i nie mógł się bronić, że to nie on... :)

#J8Mua

W podstawówce miałem kumpla, który dostał chomika. Zwierzątko puchate, ruchliwe, fajnie się z nim bawiło. Pewnego razu, gdy odwiedziłem kumpla i spytałem o chomika, znajomy powiedział, że niestety kilka dni temu niespodziewanie zdechł, więc zakopał go w ogródku.

Minęło kilka lat, gdy pani na przyrodzie powiedziała, że chomiki zapadają w sen zimowy, a my z kumplem od razu przypomnieliśmy sobie o niespodziewanym "zgonie" jego chomika kilka lat wcześniej...

#gvlUp

Mam 26 lat. W tym roku przeprowadziłam się do innego miasta i otworzyłam tam swoją firmę inwestując wszystkie moje oszczędności. Zrobiłam to wszystko, żeby sobie spokojnie ułożyć życie z moim facetem. Jakież było wielkie moje zdziwienie, gdy po tym wszystkim w jeden dzień:

- upił się w pracy,
- wystawił mnie z pomocą przy przeprowadzce,
- stwierdził, że nic takiego się nie stało,
- sam poszedł na koncert, na który dostałam JA od niego bilet na mikołajki, a mi go w ten dzień ukradł i chciał iść z kolegą,
- na sam koniec napisał mi "żałuj, że Cię nie było".

A teraz się dziwi, że kopnęłam to w dupę.

#a8X2O

Jakiś czas temu przeczytałam na anonimowych wpis chłopaka, który zdał sobie sprawę z tego, że od zakończenia jego związku minęło 7 lat. I te 7 lat przeżył niczym wrak człowieka.



Czytając jego wyznanie, byłam bardzo poruszona. Ba, nie ma dnia bym o tym nie myślała. Po prostu czuję, że muszę poznać tego człowieka. Jednak nie wiem jak się za to zabrać. Wiem że wiele osób się poznało dzięki właśnie Wam anonimowi, więc proszę Was i liczę na Waszą pomoc :)

#QUnki

A teraz oblicze patologii, której nie mogę nazwać po imieniu, bo są przecież gorsze przypadki na świecie - niektórzy rodzice nałogowo piją lub biją swoje dzieci, nie to co u nas. Pomijam fakt, że człowiek, który jest moim biologicznym bratem, stosuje wobec nas przemoc psychiczną - rodzice to ku*wy, ja sama jestem ohydna, aż szkoda mnie kijem dotknąć. Grozi, że nas zabije. Ostatnio coraz częściej, aż zaczynam się serio bać, ale ludzie wkoło mówią, że to "okres dojrzewania, przejdzie mu, pogada sobie i przestanie".



Ta... Szczytem było jak nas nożem zaatakował, bo coś było nie po jego myśli. Powiedziałam rodzicom, że jak tak dalej pójdzie, zgłoszę to gdzieś, ale dostałam tylko opieprz, że co ja będę rodzinę rozbijać (?), "inni mają gorzej", a ja jeszcze sprowadzę kłopoty. Może i sprowadzę, ale mam dosyć patrzenia jak moja mama cierpi. Najlepsze jest to, że ten człowiek przy ludziach jest uprzejmy, inni go chwalą. Tak więc modlę się o to, żeby poczuł to co my przez niego czujemy. Wiem, że to jest złorzeczenie, ale nie mam siły na niego.
Musiałam się wygadać, bo nie wiem co robić.

#EOQAs

Od dziecka mam dziwne przeczucia. Czasem to jest po prostu niepokój, który pojawia się znikąd albo strach. Gdy pojawia się to drugie, w głowie mam tylko "coś się stanie". I wiecie co jest najgorsze? ZAWSZE się sprawdza, nigdy się nie pomyliłam.


Można uznać to za przypadek, ale to nie jest jedyna dziwna rzecz w moim życiu.

Jak miałam może z 15 lat, dwa razy śnił mi się starszy mężczyzna - ostrzegał mnie, a ja do tej pory pamiętam każde słowo, które mi powiedział. Obudziłam się rano i wiedziałam, że go znam. Po prostu to wiedziałam, jednak nie mogłam skojarzyć skąd, więc uznałam, że to pewnie jakiś aktor gdzieś z telewizji. Dopiero gdy miałam 20 lat udało mi się dobrać do albumu mojej prababci i wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy ze starego, czarno-białego zdjęcia uśmiechał się do mnie ten sam mężczyzna. Okazało się, że to mój pradziadek! Wiem, że teraz każdy myśli "pewnie widziała go wcześniej i zapamiętała twarz". Jednak nie mogłam go wcześniej widzieć. Zmarł 10 lat przed moimi narodzinami, a babcia schowała wszystkie zdjęcia i poza jego imieniem i nazwiskiem nie wiedziałam w sumie nic. Dopiero w wieku 20-stu lat gdy babcia nie może już chodzić i musiałam posprzątać jej mieszkanie, znalazłam ten album. A jego ostrzeżenia? Miał rację!


Raz w akademiku dziewczyny przyniosły karty tarota. Ot tak, stawiały dla zabawy, a że ja byłam wkręcona w temat już od jakiegoś czasu, to postawiłam karty koledze, który miał zaraz wyjeżdżać na staż za granicę. W sumie się ucieszył gdy wyszło, że wyjazd wyjdzie mu na dobre i będzie zadowolony, choć mina mu zrzedła gdy powiedziałam, że swoim wyjazdem przepłaci wieloletni związek. Uśmialiśmy się wiedząc, że to nie możliwe by się rozstał z Anką. No cóż, w połowie jego wyjazdu już nie byli razem.


Moje kumpele stwierdziły, że jestem czarownicą i sprezentowały mi karty i książki o tarocie i po jakimś czasie stawiałam tarota większości znajomych. Co do joty, każde moje słowo się spełniało. Zdrada? A jak! Nagłe wzbogacenie się? Pewnie!

Z początku było to fajne i lubiłam to, a znajomi śmiali się, że "znają czarownicę". Karty zawsze nosiłam przy sobie, aż do pewnego momentu.


Od dłuższego czasu z niewiadomych przyczyn miałam dziwny niepokój o moją przyjaciółkę. Cały czas patrzyłam na nią i czułam strach i tęsknotę. Zupełnie tak jakbym nie widziała jej co najmniej rok.
Któregoś dnia poprosiła, żebym postawiła jej karty. W dużym skrócie wyszła strata i śmierć.
Niedługo później jechała z chłopakiem na imprezę.
Nie dojechali.
Od tego czasu czuję się jak przeklęta, nie tknęłam więcej kart. Mam wrażenie, że parzą mnie i panicznie boję się swoich przeczuć, choć jednocześnie czuje, że to mój obowiązek. Zupełnie tak jakbym dostała swoje przeczucia i "rękę" do kart tylko po to by ostrzegać i pomagać innym, jednak nie potrafię. To mnie przeraża.

#kkmW3

Moja "aktualna" dziewczyna rzuciła mnie dla mojej byłej. Niby nic, zdarza się, a jednak od tamtego czasu zamiast olać temat, ja ciągle zaglądam na ich konta na fejsie, Instagramie itd. Śledzę je, czasami nawet chodzę do miejsc, w których pracują i wkurza mnie to, że są razem szczęśliwe. Czasami oglądając ich zdjęcia wkurwiam się do tego stopnia, że mógłbym rzucać meblami.
Dodaj anonimowe wyznanie