#tJd4D

Zacznę od tego że jestem kobietą i mam faceta, z którym jestem już szmat czasu. Nieskromnie, ale oboje możemy podziękować loterii genetycznej za wygląd, On przystojny, bardzo męski, coś w stylu Jason'a Statham'a, tylko że z pełną czupryną. Przywykłam już do tego, że na co dzień faceci taksują mnie wzrokiem, mimo wszystko nie mogę się przyzwyczaić, że oglądają się za nim kobiety, od dojrzałych po nastolatki. Praktycznie na każdym kroku łapię je na tym jak na niego zerkają.

Pomyślicie, że to kolejne wyznanie o zazdrości. Otóż nie. Co w tym Anonimowego?

Mianowicie, kiedy widzę ładną dziewczynę oglądającą się za nim, to oczami wyobraźni widzę jak uprawiają seks. Nie delikatnie, tylko na ostro. A co najlepsze ja jestem przy tym, patrzę jak bierze jego przyrodzenie w usta, jak On bierze ją wypiętą. Czasami odgrywam w głowie sceny niczym z gwałtu np. oboje ją do tego stosunku zmuszamy, ja pomagam mu ją trzymać, ona próbuje się bronić itp. Niesamowicie mnie to podnieca, dosłownie jestem wtedy cała mokra.

Z racji, że nie lubicie wyznań nie dokończonych, to nie, nie czuję się z tym źle, nie mam żadnego podświadomego kaca moralnego, ze swoim facetem o tym nie rozmawiałam. Lubię świadomość, że te wyobrażania są tylko "moje", to że są dla mnie intymne sprawia, że działają na mnie jeszcze mocniej. Mimo wszystko wiem, że to nie jest normalne.

#TtE72

Krótki opis mojej sytuacji: Jest niedziela wieczór, właśnie się przeprowadziłem do wynajmowanego pokoju w mieście, w którym studiuję. Oprócz mnie w mieszkaniu pokój wynajmują jeszcze 2 osoby, a łazienka jest jedna.

Wróciłem wieczorem do mieszkania, idę do pokoju i nagle tramwaj przejeżdża mi przez jelita i myślę sobie „zapalę jeszcze papierosa, aby „dwójeczka” poszła szybciej”. Zapaliłem, a w jelitach już jeździło pendolino, krótko mówiąc miałem około 27 sekund, żeby zdążyć zasiąść na tronie. Wychodzę z pokoju, szybkim krokiem zmierzam do łazienki i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, ktoś akurat bierze prysznic. Wracam do pokoju i walczę sam ze sobą, aby wytrzymać... Nie wytrzymałem i poszedłem się wysrać na balkon.

Jest to najbardziej kompromitująca sytuacja mojego życia, tym bardziej że sytuacja była na tyle głośna, że właścicielka mieszkająca piętro niżej przyszła się zorientować co się stało :/

#inRTH

Zbieram "zgubione" smoczki dziecięce. Po nic, po prostu leżący na ulicy/chodniku smoczek wydaje mi się być najbardziej osamotnionym przedmiotem na świecie. Zagubionym, rozłączonym z "właścicielem". Już do niczego nikomu się nie przyda. Najczęściej znajduję smoczki w okresie jesienno-zimowym, pewnie dlatego, że wcześnie robi się ciemno. Staram się zabierać je ukradkiem, żeby nikt nie zauważył. Po zabraniu szoruję, pozostawiam do wyschnięcia i odkładam do szuflady. Pewnie jest ich już z 30, nie liczę, dokładam. Raz, wiele lat temu, powiedziałam o tym ówczesnej "przyjaciółce" - komentarzom o podświadomym parciu ku macierzyństwie i konieczności zajścia w ciążę nie było końca. Nie lubię dzieci, drażnią mnie, sama myśl o dziecku napawa mnie odrazą. Nie chcę ich mieć, mój partner też tego nie chce. Po prostu zbieram te nieszczęsne smoczki i pewnie kiedyś je wyrzucę.

#eFMsx

Nie wiem jak rozmawiać z ludźmi, więc się ich boję. Najbardziej boję się, gdy ktoś zaczyna się na mnie denerwować, zwłaszcza, kiedy się staram. Bardzo mocno mnie to dotyka. Moją reakcją obronną jest ucieczka, a nie mogąc w dosłownym tego słowa znaczeniu zniknąć, zamieram w bezruchu i udaję, że mnie nie ma. Nie jestem w stanie tego przezwyciężyć. Podejrzewają u mnie Aspergera, leczę się na depresję i nerwicę. Mam silną fobię społeczną i stale towarzyszą mi myśli samobójcze. Jestem na antydepresantach i lekach na uspokojenie. Mimo tego staram się robić coś ze swoim życiem. Skończyłam studia, poszłam na następne, zrobiłam kilka kursów, znalazłam pracę, miałam pasję.

Pasję zabiły ambicje, nie moje. Kiedy się nie udawało, krzyczeli. Kiedy się udawało - nikt nie był zadowolony. Żeby motywować. Na mnie zadziałało to zupełnie odwrotnie i bojąc się reakcji innych na moją porażkę, po prostu to zostawiłam. Teraz nawet myśląc o tym jest mi przykro i wiem, że coś czym zajmowałam się całe życie nie będzie dawać mi radości. Jest mi bardzo ciężko, a jedyne co słyszę to wyzwiska i krzyki, bo zrezygnowałam. Zero wsparcia, zero nawet prób zrozumienia.

Ostatnio w pracy jedna dziewczyna zaczęła na mnie krzyczeć, bo coś nie wyszło. Nie była to moja wina, bo zrobiłam wszystko co mogłam. Początkowo próbowałam załagodzić sytuację, ale było tylko gorzej. Więc, swoim zwyczajem, przestałam się odzywać i ruszać. Siedziałam, patrzyłam, łzy leciały mi do oczu. Z nerwów zaczęłam cała drzeć. Po prawie godzinie krzyków i wyzywania mnie dziewczyna w końcu zostawiła mnie w spokoju, oznajmiając wszystkim dookoła, że jestem chora na głowę.
Zabrałam rzeczy i uciekam z płaczem do domu.

Tak, jestem chora na głowę. Nie uważam tego za coś złego, nie mój wybór, taka się urodziłam. Nie liczę już nawet na to, że będę mieć przyjaciół. Ale chciałabym, żeby moje zaburzenia nie były tematem drwin. Nie rozumiem emocji, nie odróżniam, czy ktoś mówi coś w złości, czy faktycznie tak myśli. Kiedy ktoś krzyczy momentalnie zaczynam płakać i jestem przerażona. Nie potrafię się tym nie przejmować. Czy naprawdę tak ciężko zaakceptować, że ktoś jest inny? Ciężko zrozumieć, że ktoś może nie być tak przystosowany jak reszta? Wiem, że wymagam trochę innego traktowania niż inni. Ale nikogo nie zmuszam do kontaktów ze mną. Jeżeli ktoś nie wie jak ze mną rozmawiać, wcale nie musi tego robić.

#dOjcx

Na dzień dobry informacja dla panów (i wrażliwszych pań) - lepiej przestańcie na tym etapie czytać. Mówię Wam!

Od trzech okresów używam kubeczka menstruacyjnego. Dla nieświadomych: taka silikonowa miseczka, którą umieszcza się we wiadomym miejscu i tak jak w tampon wsiąka, tak do kubeczka wpływa i potem wyciąga się z całą zawartością, tę wylewa się, kubeczek obmywa i aplikuje z powrotem tam, gdzie jego miejsce. W każdym razie przez te 3 okresy nabrałam już wprawy w zakładaniu i wyciąganiu na tyle, by czuć się z produktem higienicznym zupełnie komfortowo. Z tego też powodu przeprosiłam się z białymi spodniami, których zawsze unikałam w tych dniach.

OK, tyle wstępu. Kubeczek pozwala na nieprzerwane noszenie do 12 godzin, więc zwykle mogłam go rano włożyć i wieczorem po pracy wyjąć. Niestety wczoraj szef poprosił, bym została dwie godzinki dłużej, bo ma przyjechać do firmy ważny klient, on nie może zostać, więc ja mam go podjąć (zajmuję jedno z wyższych stanowisk). OK, nie ma sprawy. Uznałam, że w takim razie zrobię co trzeba w służbowej toalecie, szybciutko, żeby nie przejmować się jakoś szczególnie, że dojdzie do jakiegoś wypadku. Jak postanowiłam, tak zrobiłam…

No, prawie. Bo w niewyjaśniony dla mnie sposób, jak tylko wyjęłam kubeczek, straciłam równowagę i łupnęłam na podłogę, a zawartość kubeczka wylądowała na moich białych spodniach, tworząc malowniczy rozbryzg. Nie, nie miałam żadnych na zmianę. Nie, nie miałam już tyle czasu do przyjazdu klienta, by szybko pobiec coś kupić.

Klient powiedział, że zastanowi się nad warunkami i da znać, czy się na nie zgadza. Sądząc po jego wzroku, uparcie wbijanym w moje nogi, transakcję szlag trafił.

#Hmjt8

Mój ojciec jest patologicznym kłamcą, mitomanem. O ile jego dziwne opowieści nie przeszkadzają aż tak w życiu codziennym, to w niektórych sprawach naprawdę komplikują życie. Dla jasności, rodzina wie o tej przypadłości ojca, wielokrotnie namawiali go na chociażby psychologa, ale jego zdaniem wszystko jest w porządku i coś sobie wymyśliliśmy. Typowe jak na mitomana.

Ogólnie całe to jego zaburzenie głównie opiera się na opowiadaniu irracjonalnych historii, w których niby brał udział. Na przykład opowiadał raz, że wracając z pracy, w autobusie poznał sławnego aktora i potem razem z nim jeździli ferrari po mieście. Wiecie, nic szkodliwego, po prostu lekko żenujące, gdy się tego słucha. Zbywamy te opowieści, żeby nie zachęcać ojca do dalszego wymyślania. Ale do sedna.

Ojciec nie raz przez to nieźle mnie skompromitował albo utrudnił życie. Przykład? Nie było mnie w szkole przez kilka dni, bo miałam grypę. Wychowawca kontrolnie zadzwonił do domu. Niestety odebrał ojciec. Owszem, potwierdził, że to przez grypę, ale dodał jeszcze, że zaraziłam się od egzotycznych owadów, które podobno uciekły komuś z hodowli w okolicy mojego domu. Potem w szkole pytano mnie czy nie roznoszę jakiegoś choróbska... Na szczęście mama wyjaśniła sytuację w szkole. Do tego było wiele momentów, przez które chciałam się zapaść pod ziemię.

Przykładowo zaczepiła mnie raz sąsiadka, mówiąc, że chciałaby złożyć u mnie zamówienie na portret, bo słyszała od ojca, że jestem wybitną malarką na skalę światową i właśnie wróciłam ze swojej wystawy w Paryżu. A umiem jedynie patyczaka narysować... Innym razem przyszła po mnie koleżanka, ale była ciut za wcześnie, bo jeszcze brałam prysznic. Tata ją wpuścił. A potem przez dobrą godzinę musiałam zapewniać koleżankę, że wcale nie planuję wyjeżdżać na studia do Stanów, gdzie zamierzam zostać pilotem.

I o ile z tych przypadków można się pośmiać, to raz było mi bardzo przykro, bo umówiłam się z pewną dziewczyną, że będę jej udzielać darmowych korepetycji z matematyki, w zamian za to będę miała darmowe korepetycje z historii, co było mi bardzo potrzebne. Znajoma miała wpaść do mnie na matematykę, jednak tak się niefortunnie złożyło, że wyszłam do sklepu pod domem akurat w tym czasie. Zaznaczę też, że tylko mamie o korepetycjach wspominałam, bo myślałam, że ojca nie będzie. No i gdy przyszła, jednak otworzył ojciec i zamiast powiedzieć, że wrócę za kilka minut, powiedział, że wyjechałam do Himalajów ze znajomymi. Cóż, dziewczyna zablokowała mnie później na portalach, bo musiała poczuć się oszukana, a ja nie miałam już jak się nawet wytłumaczyć. Więc tak wygląda moje życie z ojcem, który nie chce się leczyć.

#NxpeL

Moja krótka historia z polską policją.

To co się stało w tę niedzielę kilka lat temu było dla mnie czymś okropnym i odbiło w mojej głowie swoje piętno. Chcę się nią podzielić, bo tak naprawdę nie wie o tym nikt z poza mojej rodziny, a wczoraj zostało mi to brutalnie przypomniane i pragnę się tego pozbyć.

Moja mama dowiedziała się, że ojciec kogoś sobie znalazł, więc trochę popiła i zaczęła go wyzywać, a on na to zadzwonił na policję, że dzieci nie mają opieki. Policjanci przyjechali i powiedzieli mu, że on też jest opiekunem i może sprawować opiekę nad nami (są po rozwodzie). To było ok. 9 rano.

Policja została wezwana kolejny raz o godzinie ok. 16 przez sąsiadów, bo mój ojciec zaczął okładać matkę. Przeciągnął ją za włosy 10 metrów, a potem usiadł na niej i bił, kiedy ja i mój młodszy brat staraliśmy się go powstrzymać. Jeśli zastanawiacie się co może zrobić 50-kilowa dziewczyna wobec 90-kilowego faceta, to nic. Policja przyjechała i kazała mu wyjść z mieszkania, nie zabrali go. Moja mama powiedziała im, że on wróci i znów ja pobije, bo to nie jest pierwszy raz.

Kolejny raz wezwali policję moi wujkowie o godzinie 21. Zanim do tego doszło, mój ojciec wrócił pijany i nie był zadowolony, że nie chcemy go wpuścić do domu. Więc na moich oczach z buta zrobił dziurę w drzwiach, włożył przez nią rękę i przekręcił zamek. Byłam tak sparaliżowana, że mimo tego, że prosiłam swoje ciało, żeby albo mu przeszkodziło, albo uciekło, nadal stałam w miejscu i patrzyłam, jak wchodzi do domu. Moja mama schowała się za mną, a on patrzył na mnie z furią w oczach, nigdy tak bardzo się nie bałam. Jednak odszedł i schował się w pokoju. Moja mama albo ja zadzwoniliśmy do cioci, w związku z tym co się stało. Przyjechali i zadzwonili po policję, kiedy mój ojciec zachowywał się jakby nic się nie stało.

Policja przyjechała trzeci raz tego dnia i zapytali się mojej mamy, czy nie ma gdzie iść z dziećmi. Rozumiecie? My mieliśmy wyjść z domu, nie on. Mój wujek ich wyśmiał i rozmawiał z nimi o czymś, kiedy ja pośpiesznie się pakowałam.

Wujkowie zabrali nas do siebie na 3 miesiące, kiedy on spokojnie mieszkał sobie w domu. Na obdukcji lekarz powiedział mojej mamie, że cyt. "przesadza" - miała dwa złamane żebra i siniaki na całym ciele.
Ojciec wyprowadził się i nadal nas gnębi o połowę mieszkania, a jedyne co policja zrobiła do tej pory, to założyła nam niebieską kartę.
Chciałam powiedzieć jedno.
Dziękuję.

#52BZ0

Pozbyłam się z mojego życia wszystkich "przyjaciółek", chociaż może to one pozbyły się mnie.

Nasza czwórka była nierozłączna od przedszkola, byłyśmy jak czworaczki przez całą podstawówkę i gimnazjum. Zawsze i wszędzie razem, nawet ubierałyśmy się podobnie. Nic dziwnego, wychowałyśmy się w małej miejscowości, w tych bardziej zamożnych rodzinach, nasi rodzice również się przyjaźnili, więc byłyśmy na siebie skazane (w tym momencie opowieści w pozytywnym sensie). W liceum nastąpił przełom, bo one musiały do "wielkiego miasta", ja wybrałam liceum w małym miasteczku blisko domu, ale wciąż często się widywałyśmy i dzień w dzień pisałyśmy na messengerze. Liczyły, że dołączę do nich na studiach, ale dostałam się na wymarzoną uczelnię w innym mieście, nasza przyjaźń przetrwała również to. Psuć się zaczęło, gdy poznałam D. Na początku cieszyły się, że ich samosia w końcu też znalazła swoją miłość, ale potem dowiedziały się więcej o moim wybranku. Nic im nie pasowało. Rodzina za biedna, studia nie takie (ekonomia), praca nie taka (wtedy pracował w banku na wyspie w galerii, krótko po studiach otworzył własną, małą firmę), zęby za krzywe, ubiór nie taki (tylko dlatego, że nie nosi markowych ubrań).

Miarka się przebrała gdy po zaręczynach pochwaliłam się pierścionkiem, a one go wyśmiały. "Tylko na tyle było stać tego biedaka", "to ma być diament?" (sama poprosiłam o pierścionek z małym diamentem osadzonym wewnątrz, nie lubię odstających pierścionków, przeszkadzają mi w pracy), "Dziwię się, że go po czymś takim nie zostawiłaś", "Ciekawe jaki będzie ślub po takim pierścionku".

Wstałam i wyszłam bez słowa. Nie odzywały się przez ponad dwa lata, odezwały się kilka dni po moim ślubie, pytając z oburzeniem, czemu nie zostały zaproszone. Odpisałam krótko "Nie zaprosiłam was, ponieważ na ostatnim spotkaniu zrozumiałam, że nasze wesele będzie zbyt skromne, by móc podjąć tak znakomitych gości jak trzy bezrobotne kobiety z wielkimi kamieniami na rękach oraz ich mężów robiących za pachołków w firmach tatusiów". I zablokowałam suki. Nigdy nie byłam z siebie tak dumna. Nie żałuję tej straty, teraz skupiam się na znajomych, których przede wszystkim obchodzi kim jestem, a nie ile posiadam.

#eYdkM

Dwa lata temu myłem naczynia, z pełnego zlewu wyłowiłem biały talerz.
Talerz wyślizgnął mi się, gdy odstawiałem go na suszarkę, z głośnym brzękiem tłuczonego szkła rozbił się na płytkach, byłem bardzo rozkojarzony, wszystkie moje myśli i całe skupienie krążyły wokół tego, co miałem zamiar zrobić, gdy już skończę sprzątać mieszkanie.

Nachyliłem się do okruchów i zacząłem je układać na powrót w kształt rozbitego talerza, nie miało to nic wspólnego z chęcią posklejania go, ale zawsze tak robiłem, nauczyła mnie tego babcia - jeśli są wszystkie większe kawałki, wystarczy je zebrać, a resztę pozamiatać i nie ma strachu, że jakiś większy kawałek wbije się w stopę, gdyby gdzieś daleko odleciał.
Na tą sytuację - 32-letni przeciętny facet składa talerz z okruchów na podłodze w wysprzątanym mieszkaniu - wchodzi moja żona, która wróciła wcześniej z pracy.
Uklęknęła przy mnie, objęła mnie ręką i powiedziała, że razem się z tym uporamy.

To miał być mój ostatni dzień, miałem wszystko uporządkować i odebrać sobie życie, rozbity talerz, a potem żałosny widok jak układam okruchy sprawił, że moja żona z miejsca zrozumiała, że ten gorszy humor od ostatnich miesięcy, brak ochoty na seks, ciągła niechęć do wszystkiego, brak chęci do życia to tak naprawdę depresja, którą cały czas wypierałem, bo przecież jestem silnym facetem.

Gdyby nie ten talerz i jej wcześniejszy powrót... Teraz wiem, że moja choroba okazałaby się śmiertelna, a różowa woda w wannie nie zdążyłaby ostygnąć nim bym odszedł.
Bez morału.

#vuwPc

Mój dziadek ma od pewnego czasu okropne zmiany w mózgu. Potrafi popuścić w spodnie w komunikacji miejskiej, pierdzieć bez hamulców niezależnie od miejsca, w którym się znajduje. Jest jeszcze jedna rzecz - sfera seksualna.

Dzisiaj rano nakryłem go na tzw. "mlecznym starcie". Walił równo pod kołdrą bez skrupułów, że ja z babcią jemy za ścianą śniadanie. Dodatkowo gdy wszedłem do niego mówił na głos, chyba do siebie, "ooo, jak mi dobrze". Babcia też już ledwo z nim wyrabia, osobiście odnoszę wrażenie, że będzie mieć spokój dopiero wtedy, gdy dziadek umrze.

Dziadek co jakiś czas robi też objazd miasta komunikacją miejską. Mam niestety wrażenie, że jest on jednym z tych typów, którzy ciągle patrzą się na dziewczyny, widziałem tutaj takie wyznania właśnie na ten temat. Nie jest on jeszcze taki stary, bo ma dopiero, albo aż, 75 lat. Dodatkowo mam młodszą siostrę i nawet nie chcę myśleć, co byłoby, gdyby to ona nakryła go na dogadzaniu sobie.
Dodaj anonimowe wyznanie