#eQLGF

Działo się to około 13 lat temu, kiedy to dumnie uczęszczałam do zerówki. Nie były mi obce liczby powyżej dziesięciu oraz czytanki na dwie strony, jednak z jedną rzeczą miałam problem - z nieśmiałością. Nigdy nie miałam odwagi zapytać jakiegoś dorosłego o coś, z czym miałam problem. Niestety pewnego feralnego dnia nie wyszło mi to na dobre.

Wybraliśmy się na wycieczkę około godzinę drogi od domu. Była to wycieczka całodniowa, bez rodziców, wreszcie poczułam zew wolności i samodzielności, kiedy nagle, gdy szłam przez jakąś leśną dróżkę, zachciało mi się zrobić kupkę. W pobliżu nie widać żadnej toalety, to przecież nie powiem pani, że chcę do ubikacji, to takie nierozsądne. Postanowiłam sama rozwiązać problem. Razem za rączkę z moją parą cofnęłam się na koniec kolejki brzdąców i po cichutko zaczęłam wyduszać z siebie w majtki niechcianą materie. Niestety bardzo przeszkadzało mi uczucie ciężaru w majtkach, wiec niewiele myśląc usiadłam na jakiś pobliski kamień, żeby zawartość mojej bielizny się zgniotła i ładnie dopasowała do moich małoletnich pośladków. Nie wiem co mną kierowało, ale kilka godzin zwiedzania z kupskiem przyklejonym do tyłka nie było najmilszym doświadczeniem dzieciństwa :-)

#2axPb

Opowiem wam historię o moim nietypowym hobby.
Jestem studentem informatyki na politechnice. Osobiście jestem grafikiem i doskonalę się w tym właśnie kierunku, jednak 5 miesięcy temu z nudów (wiadomo jak to w wakacje) zrobiłem fałszywe konto na portalu randkowym. Dodałem na profilowe jakąś ładną dziewczynę i pisałem z ludźmi.

Początki były trudne, ponieważ musiałem wyrobić nawyk pisania w żeńskiej formie. Szybko jednak to opanowałem i pojawiła się inna kwestia, a mianowicie pojawiły się osoby, które były w stanie zweryfikować zdjęcie, które umieściłem. Doprowadziło to do zamknięcia mojego pierwszego konta. Nie poddałem się tak łatwo i zakładałem inne z mniej znanymi postaciami, jednak kończyły tak samo. Chciałem już odpuścić, ale wpadłem na pomysł idealny.

Kosztowało mnie to wiele przygotowania, jednak było warto. Napisałem nowej postaci cały życiorys, od dzieciństwa po aktualny stan, wielkość i imiona dla rodziny, cechy charakteru, upodobania. Udało też się rozwiązać problem ze zdjęciem. Znalazłem w internecie Instagrama dziewczyny, która nie była znana, z wyglądu mocne 3/10. Photoshopem zrobiłem ją na bóstwo. Na początku przerobiłem parę zdjęć tak dla testu.

Następnym wyzwaniem okazała się weryfikacja konta. Dla tych którzy nie wiedzą, chodzi o to, że wyświetlona jest pani, która pokazuje np 3 palce i naszym zadaniem jest skopiować ten gest aby autoryzować swoje konto. Przejście tego zabezpieczenia zajęło mi trochę czasu. Próbowałem wielu metod np. drukowanie przerobionego zdjęcia i kombinowania z aparatem w telefonie (ta aplikacja jest tylko na telefony), nie zadziałało. Potem przebierałem się za tą dziewczynę, jednak też to nie przeszło. W końcu uruchomiłem telefon przez komputer co nie było łatwym zadaniem, a następnie wykonałem moją powinność ManyCamem.

Udało się. Moje Wunderwaffe okazało się być niezawodne. W tamtym momencie byłem już nietykalny. W przeciągu paru miesięcy stworzyłem jej nie tylko więcej kont na innych portalach randkowych, ale i Facebooku czy Instagramie. Codzienną czynnością był powrót do domu po pracy dorywczej (potem wykładów) i szukanie zdjęć w internecie. Następnie PS wchodził w ruch i spędzałem parę godzin na przerabianiu ich tak, żeby pasowały do mojego obiektu. Aktualnie mam 258 polubień na FB, na Instagramie 2000 followers'ów. Teraz uczę się After Effects'a i robię jej model 3D żeby nie być uzależniony od zdjęć z internetu, tylko musi być to idealnie wykonane żeby nie stracić wszystkiego. Odezwę się za kolejne 5 miesięcy i opowiem co było dalej.

#RSjf4

To było 15-16 lat temu. W ostatnich klasach podstawówki znęcała się nade mną grupka popularnych dziewczyn. Do szkoły do miasteczka dojeżdżałam ze wsi zabitej dechami - nie miałam czasu po szkole, żeby się z kimś zaprzyjaźnić, nie miałam też super ciuchów i lubiłam się uczyć. Zaczęło się niewinnie - głośno obgadywały mnie na korytarzu, krytykowały ubranie, fryzurę, na co nie reagowałam. Potem szły za mną do toalety, oblewały wodą, zamykały w kabinie i dotykały szczotką do WC. Mieliśmy łączony WF i gdy chciałam się przebrać zabierały mi ciuchy, wrzucały biustonosz do kibla. Gdy padał śnieg, rzucały we mnie lodem. Udawałam, że nic sobie z tego nie robię, byłam obojętna, ale naprawdę strasznie bałam się chodzić do szkoły. Nie zapisałam się nawet na lekcje na basenie, bo się ich bałam.

Raz, gdy jedna z nich, prowodyrka całego znęcania, biegła bardzo szybko na korytarzu i przebiegała przy siedzącej na podłodze mojej klasie, podłożyłam jej nogę. Siedziałam oparta o ścianę i po prostu ją wysunęłam. Nikt tego nie zauważył, ona też oglądała się za siebie, chyba się z kimś goniła - wydawało się, jakby sama się potknęła. Zrobiłam to odruchowo, nie myśląc o konsekwencjach - chciałam się zemścić.

A zemściłam się za bardzo. Upadła tak fatalnie, że złamała sobie nogę i wykręciła ją w kolanie. Pamiętam jej przeraźliwy krzyk bólu, to wycie i jak potem zbiegli się wszyscy. Nauczyciele zabrali nas do klas, a dyrekcja i pielęgniarki wzywali pogotowie. Nie było mi przykro, że jej to zrobiłam, bałam się, że to wyjdzie. Ale nie wyszło, to nie był czas monitoringu, a mnie nigdy by nikt o coś takiego nie posądził. Miała indywidualne nauczanie przez rok, bo nie mogła się poruszać, kilka operacji, sepsę, rehabilitację. Znęcanie ustało z dnia na dzień, a ja byłam w centrum uwagi, bo siedziałam najbliżej i mogłam wszyto dobrze opisać...
Potem poszłam do gimnazjum w innym miasteczku, następnie liceum i z czasem o tym zapomniałam.

Kilka miesięcy temu znajoma z dawnych lat zaprosiła mnie przez fejsa do zbiórki na rzecz owej koleżanki. Na zdjęciu jest ona, matka z dzieckiem, na innym jej zmagania na przyrządach rehabilitacyjnych i ból w oczach, jak chodzi o kulach. Miała nawracające zakażenie kości i uszkodzone nerwy, a przez powikłania po operacji jeszcze inne mankamenty.

Zbiórka kasy miała być na operację w Niemczech, bo grozi jej kalectwo, wózek...
To było tak dawno temu, i tak wiele się w moim życiu zmieniło, że o niej zapomniałam. Patrzcie, jaki związek przyczynowo skutkowy. Znęcała się, podłożyłam jej nogę, od tego momentu żyje w strachu i bólu. Wpłaciłam stówkę i podpisałam się moim imieniem i nazwiskiem. Dostałam pięknego, automatycznego maila z podziękowaniami... Ciekawe, co by sobie pomyślała, gdyby wiedziała, że sama jest sobie winna, że mogła żyć inaczej.

#v7IxE

Chciałam Wam opowiedzieć o pewnych świętach sprzed paru lat, które zapamiętam do końca życia.

Wychowałam się w "szczęśliwym " domu jako jedynaczka, w domu, w którym nie brakowało pieniędzy, ale brakowało rodziców i ich miłości. Wychowywały mnie niańki, bo rodziców prawie nigdy nie było w domu, a nawet gdy byli, to wiecznie siedzieli przed komputerami i odbierali telefony, bo praca, praca, praca.
Od kiedy pamiętam święta nie różniły się prawie niczym od dni powszednich: w Wigilię rodzice do późna w pracy, a na 25.12 i 26.26 szliśmy na obiad do restauracji, czasem pojechaliśmy w odwiedziny do rodziny. Nikt nie szykował specjalnych dań - zwykłe połamanie się opłatkiem, kupne ciasto, prezenty i znowu nosy w telefony i komputery.

W wieku 18 lat chciałam coś zmienić, bo zawsze marzyły mi się święta jak z TV - rodzina, śpiewanie kolęd, ta ciepła atmosfera i bycie razem. Oznajmiłam rodzicom, że przygotujemy święta u nas, zapewniłam, że ja wszystko zorganizuję i rodzice zgodzili się... ale właśnie pod tym warunkiem, że o wszystko zadbam ja.

Zaprosiłam rodzinę, miało się u nas pojawić około 15 gości. Upiekłam 2 ciasta, części dań nie musiałam gotować, bo umówiłam się z dwiema ciociami, że one przywiozą po kilka dań. Udekorowałam dom i w dniu wigilii byłam z siebie bardzo dumna. Mimo że rodzice byli w pracy do 16:00, poradziłam sobie ze wszystkim sama.

Sama wigilia była mega przeżyciem, było tak jak chciałam: szczęśliwi goście, głośno, wesoło, każdy mnie chwalił, gratulował pysznych dań i pomysłu, by spotkać się w ten dzień razem.

W końcu przyszedł czas na prezenty. Ustaliliśmy, że każdy kupuje prezenty w ramach swojej rodziny, żeby nikt o nikim nie zapomniał i żeby każdy miał prezent. Tłumacząc to jaśniej - ja z rodzicami kupujemy tylko sobie, a reszta cioć kupuje tylko swoim dzieciom i mężom.

Prezenty, ubrana w czapkę Mikołaja, spod choinki rozdawałam ja, wytypowana jako pomysłodawca spotkania. Miło się patrzyło na uśmiechnięte twarze każdego z obdarowywanych do momentu, aż uświadomiłam sobie, że pod choinką nie ma już żadnego prezentu, a wcześniej żadnej paczki dla mnie nie było. Ktoś zapytał "a Mikołaj nic nie dostał?", ktoś zażartował "może był niegrzeczny?", ktoś zgadywał "może prezent jest tak duży, że nie zmieścił się pod choinką i jest gdzie indziej?"... Spojrzałam na rodziców (mówiłam im o prezencie dla mnie, prezenty dla nich obiecałam kupić ja), ojciec powiedział do mamy: "myślałem, że ty coś kupisz", mama tylko wzruszyła ramionami, a mi nigdy wcześniej ani później nie było tak przykro jak wtedy. Cała magia świat prysła jak bańka mydlana. Atmosfera zrobiła się na tyle gęsta, że rodzina po pocieszaniu mnie zaczęła się ulatniać... To były ostatnie święta, jakie spędziłam z rodzicami.
Wesołych i rodzinnych świąt, kochani.

#2Vsgm

Macie czasem takie wspomnienia, o których czasem sobie przypominacie i momentalnie czujecie nagły przypływ zażenowania? Otóż ja do dziś rumienię się, kiedy wspominam sytuację z wyjazdu na pewne zimowisko.

Miałam jakieś czternaście lat. Dopiero uczyłam się sztuki narciarskiej i nawet dobrze mi to szło. Tego dnia wypiłam dużo wody przed zajęciami i szybko zachciało mi się sikać. Nasz instruktor, który zajmował się kilkunastoosobową grupą młodzieży, powiedział, że w pobliżu nie ma żadnej ubikacji i kazał mi iść za krzaki porastające jedno ze zboczy. Tak też zrobiłam, bo mój pęcherz naprawdę bardzo mocno sygnalizował mi pilną potrzebę opróżnienia go.

Znalazłam sobie wygodne miejsce i nie zdejmując nart zabrałam się do roboty. Kiedy już ukucnęłam, poczułam, że krzaczek zaczął się ode mnie oddalać. Po chwili w pozycji „na Małysza”, z gołą dupą szorującą po śniegu mknęłam w dół stoku, znacząc po drodze szlag żółtą kreską własnego moczu. Na dole wyrżnęłam w jakiegoś Bogu ducha winnego grubego chłopczyka, który to rozdarł się płaczem. Jakby już tej całej żenady było mało, zaraz przybiegli rodzice i narobili rabanu, w czasie gdy ja usiłowałam, leżąc na ziemi, podciągnąć spodnie. A nie było to łatwe, bo nogi z nartami mi się zaplątały i nie za bardzo mogłam się ruszyć… Przez resztę zimowiska byłam ofiarą ciągłej szydery.

#j3Dy2

Mam pewien lęk, a jest to... Piłka siatkowa.

Za czasów podstawówki zazwyczaj graliśmy w siatkówkę. Za każdym razem piłkę przyjmowałam na twarz lub odbijała się o moją głowę. Nie wiem czy moja twarz po prostu przyciąga piłkę do siatkówki czy jak? Nie ważne czy gram na boisku, czy siedzę na "trybunach" - zawsze dostaję w twarz. Raz w gimnazjum była sytuacja kiedy zdawaliśmy serwowanie i powiedziałam nauczycielce, że źle się czuję, a ona od razu wyczuła ściemę i kazała mi zrobić to zaliczenie. Jakieś 5 minut później ktoś serwując przycelował mi prosto w twarz. Nauczycielka powiedziała, że mogę iść do szatni, a zaliczenie zrobi mi z czegoś innego.

Jak już zdarzy mi się iść na mecz siatkarski (np. znajomy gra amatorsko), to zawsze siedzę za ludźmi, bo wiem, że oni mnie obronią.
Co najlepsze? Grając w koszykówkę, piłkę nożną czy w piłkę ręczną, nigdy nie było takiej sytuacji.

#3a70r

W drodze do pracy usiadłem na przystanku i postawiłem plecak obok nogi w oczekiwaniu na tramwaj. Pojazd przyjechał, a ja wsiadłem do środka. Przez całą drogę towarzyszył mi nieprzyjemny zapach... co tu dużo mówić, śmierdziało gównem. Bylem przekonany, że jakiś menel załatwił swoją potrzebę wewnątrz tramwaju, którym jechałem, więc z ulgą opuściłem pojazd. Wszedłem do biura, usiadłem za biurkiem i wypakowałem swoje rzeczy z plecaka. Tramwaj był już daleko stąd, a mimo to nieprzyjemny zapach ciągle mi towarzyszył, a wraz z nim zniesmaczone miny współpracowników. Po chwili spojrzałem w dół. Całe spodnie miałem uwalone brązową mazią. Postawiłem plecak na gównie.

#7vdcA

Zdarzyło wam się kiedyś takie mimowolne beknięcie podczas mówienia? Czasem nawet w ten sposób, że jakieś słowo wypowiadacie beknięciem? Bo mi zdarza się bardzo często po gazowanych napojach.

Dlatego nie mam pojęcia co mi strzeliło do głowy, aby popijać gazowaną wodę podczas prowadzenia wykładu, dodatkowo przez mikrofon. Z tego względu zamiast powiedzieć "Juliusz Cezar był...", na całą salę rozległo się "Juliusz bee - Ce -eeeee - żar - eeer". Efekt był oczywiście wzmocniony przez mikrofon, więc mój głos brzmiał dosłownie jak z samych piekieł. Cóż, moi studenci mieli ubaw na dobre 15 minut. Ja niestety nie...

#HZsZX

Grudzień X roku. Jedziemy na święta w góry.

Był to dzień przed wigilią. Ciotki, babcie krzątają się w kuchni, więc musieliśmy iść wcześniej spać żeby nie przeszkadzać. Wszyscy zasnęli. Ja z całej gromadki siedziałam na materacu i patrzyłam przez okno wypatrując śniegu. Jako jedyna miałam swoje "łóżko''.

Słyszę kroki. Odwracam się. Widzę dziadka. Kładzie palec na usta, na znak abym była cicho. Siada obok mnie i razem oglądamy niebo. Sadza mnie na swoje kolana. Wkłada swoje grube place w moje spodenki. Dotyka mnie. Szepcze abym była cicho. Nie odpowiadam. Siedzę i czekam aż przestanie. W końcu przestaje. Szepcze, że to będzie nasza mała tajemnica, nie zrobił nic złego. Wychodzi.

Następny dzień. Wigilia. Wieczorem siadamy do stołu. Dziadek obok mnie. Jest w niebezpiecznej odległości. Czuję jego rękę na moim udzie. Nie wytrzymuję. Krzyczę żeby przestał i ma się odsunąć. Wszyscy się na mnie patrzą. Mama bierze mnie za rękę i wyprowadza z kuchni. Krzyczy na mnie, że nie dostanę prezentu. Miała rację. Idę na górę i leżę na moim materacu. Przychodzi znowu on. Szepcze, że mam nie krzyczeć, bo nikt mi nie uwierzy, mówi że wynagrodzi mi to, że nie dostałam prezentu. Wkłada rękę w pod moją sukienkę. Dotyka. Całuje mnie w policzek, wychodzi.

Nigdy nie powiedziałam nikomu o tym, bo nikt by mi nie uwierzył. Minęło od tego zdarzenia 20 lat. Przypomniałam sobie, bo dziś jest rocznica jego śmierci. Poszłam na cmentarz, bo rodzice kazali. Jego tu nie ma. Wspomnienia nigdy nie znikną. Smutne. Nie chce żeby ktoś się o tym dowiedział. Rodzice. Bądźcie czujni, bo waszym dzieciom może dziać się krzywda nawet gdy jesteście blisko nich.

#yWDQG

Opowiem wam historię, o której nie wie nikt poza mną. Historię, która mimo upływu wielu lat nadal gryzie moje sumienie.

Po liceum udało mi się dostać na moje wymarzone, ale bardzo wymagające i długie studia, na których potrzebowałam 100% wsparcia rodziców. Niestety w połowie drugiego semestru mój tata ciężko zachorował, przez co pieniędzy mi nie starczało nawet na akademik. Pierwszy rok ukończyłam, oszczędzając dosłownie na wszystkim, dzięki pomocy babci, która oddawała sporą część swojej i tak już niskiej emerytury. W wakacje po praktykach czułam się okropnie. Chciałam rzucić studia i wrócić do domu rodzinnego.

Wtedy się do mnie odezwał mój kolega, którego "uczucia" odrzuciłam 3 lata wcześniej. Nie był w moim typie, zarówno z charakteru, jak i wyglądu. Zapamiętałam go wtedy jako typowego zadufanego w sobie płytkiego chłopaka. Jednak miał coś, czego wtedy bardzo potrzebowałam - pełną stabilizację. Miał własne mieszkanie, 20 minut od mojej uczelni, oraz pochodził z "majętnego" domu. Odpisałam mu. Od rozmowy do spotkania zostaliśmy parą. Udawałam zakochaną po uszy dziewczynę, która miała tylko jeden cel - mieć lżej w życiu.

Stało się, zamieszkaliśmy razem. Nie pozwolił mi się dokładać nawet do czynszu. Dzięki niemu mogłam odciążyć rodziców i nie martwić się dniem kolejnym. Mimo tego, że nie czułam do niego absolutnie nic, to starałam się być dziewczyną jego marzeń. Traktowałam ten "związek" jak pracę i wkładałam dużo energii, aby moja rola była dobrze odegrana. Rodzicom i znajomym opowiadałam o wielkim szczęściu, będąc w środku zwyczajnie wyczerpana ciągłym udawaniem. W tamtym czasie każdy zdany semestr był dla mnie podwójnym szczęściem. Nie mogłam się doczekać aż będę samodzielna i będę mogła się z nim rozstać.
Jednak w pewnym momencie zauważyłam dużą zmianę. Zaczął się uśmiechać, dbał o mnie, a z wbitego w pretensje chłopaka zmienił się w poważnego, zadbanego i skromnego mężczyznę. Po 5 latach udawanego związku szczerze się w nim zakochałam. Miałam szansę odejść. Żyć na takim samym poziomie jak z nim. Zostałam, wzięliśmy ślub i mimo fatalnego początku teraz bardzo go kocham. Bardzo mi wstyd za przeszłość, ale nigdy mu nie powiem prawdy.
Dodaj anonimowe wyznanie