#9ZG2t

Przed chwilą pisząc z koleżanką z roku, która często dawała mi notatki, przez przypadek kliknąłem naklejkę z napisem I LOVE YOU. Było mi głupio, bo spotykaliśmy się tylko na uczelni i tylko o nauce gadaliśmy. Już pisałem przeprosiny, gdy napisała, ze czuje to samo...
Chyba mam dziewczynę.

#ufGDc

Mam 20-letniego brata. Razem z rodzicami nie wiemy już jak możemy otworzyć mu oczy. Od 3 lat spotyka się z dziewczyną, której nikt nie lubi.

Wszyscy się śmieją z niego. Jego dziewczyna nie pracuje, nie uczy się, siedzi w domu i ogląda tv. I uważa, że jest najmądrzejszą i najpiękniejszą na świecie. Mój brat pracuje, co chwilę ją sponsoruje, sam nigdzie nie może pojechać, nawet do sklepu, bo ona musi z nim. Brat nie ma już żadnych kolegów, bo ona żadnego nie lubiła, liczą się tylko jej koleżanki.

Nasz kontakt słabnie, bo ona uważa, że jesteśmy potworami, bo od kasy nam się przewraca w głowie, a kolejnym razem, że jesteśmy biedni i nie umiemy dysponować pieniędzmi (brat jej się spowiada ze wszystkiego, co się dzieje w domu). Dodatkowo jeśli zwrócimy mu uwagę na jej temat, brat wpada w furię, wyzywa nas, rzuca się na rodziców, jest w stanie nawet rzucić krzesłem. Ta dziewczyna tak go omamiła, że nam się to nie mieści w głowie. Nie pojechał na praktyki, bo ona sobie tego nie życzyła, nie chciała, żeby zdawał maturę, bo po co komu matura, miała pretensje, że dostał się na studia. Wyzywa go na ulicy, krzyczy, a on stoi obok niej jak sługa i ją przeprasza.

Nie wiemy jak mu pomóc, widzimy, że ta relacja idzie w złą stronę i ona oczekuje od niego tylko pieniędzy, jednak brat jest ślepy i nie da sobie wytłumaczyć, że to co się dzieje to nie jest ani miłość, ani związek. Nie pomogły ani prośby, ani groźby rodziców.

Jest to mój brat i bardzo to kocham, jednak nie rozmawiamy ze sobą od ponad miesiąca. Te święta chyba będą najsmutniejsze w moim życiu.

#ascwo

Każdy z całą pewnością ma jakąś spożywczą zmorę dziecięcą.
U mnie to były cukierki lukrecjowe oraz mięso wieprzowe z sosu (teraz wcinam bez zastrzeżeń).
Ale jak miałam te 4-5 lat i umiałam już sama jeść, to zawsze zaczynałam od ziemniaczków z buraczkami i jak to zjadłam, to wtedy napychałam się mięsem. Czasem zjadłam kęs lub dwa, ale wolałam szybko zjeść i iść się bawić. Problem był taki, że jak ładowałam tak dużo mięsa do buzi, to wraz z szybkością żucia zwiększała się gumowatość mięsa oraz malały szanse na połknięcie tego.
I co robiłam w takiej sytuacji?
Wychodziłam z domu z pełną mordką mięsa i na dworze wypluwałam wszystko psu do miski. Piesek to zjadał (nawet mu smakowało chyba), a ja byłam szczęśliwa, że nie musiałam tego jeść.
PS Czasem kot też dostawał.

#YAJPi

Chyba w każdej rodzinie jest taki "typowy wujek" z dowcipem na każdą okazję. U mnie rolę takiego wujka pełni (nie)stety tata.

Zwykła sobota, poranne godziny, kilometrowe kolejki i dziki szał w supermarketach. Jako że mój tata pracuje w szkole, został wydelegowany przez dyrektorkę po produkty spożywcze na jakąś szkolną imprezę. Produkty kupowane były na szkołę (fakturę), więc wcześniej odbyła się jakaś inna (nieznana mi) procedura i nie było zwykłego nabijania poszczególnych produktów na kasę, a opłaty były już zrealizowane. Kiedy koszyk już pękał w szwach, tata przepraszając ludzi zaczął przeciskać się przez kolejkę zniecierpliwionych zakupowiczów w celu opuszczenia sklepu. Wtedy nagle jakaś zbulwersowana kobieta krzyknęła:
- Co pan się pcha?! Kolejka jest!
Na co mój tata z miną wyrażającą jednocześnie radość i powagę odparł:
- Spokojnie, ja tylko przechodzę, bo dziś co dziesiąty klient ma zakupy za darmo.
Po czym faktycznie z wypchanym koszykiem "bez płacenia" wyszedł ze sklepu.

Kiedy zobaczyliśmy, jak kobieta odlicza która jest w kolejce i cofa się, żeby wygrać "darmowe zakupy", mało nie umarliśmy ze śmiechu.

#d0jFe

Od zawsze miałem zamiłowanie do komputerów, dlatego postanowiłem pójść do technikum o profilu informatycznym. Odkąd sąsiedzi Janusze się dowiedzieli o kierunku mojego kształcenia, zaczęły się niewinne prośby "Coś mi w komputerze nie działa, mógłbyś sprawdzić?". Mnie jako dumnemu informatykowi głupio było odmawiać, dlatego spędzałem wolny czas naprawiając te ich zabytki. Rzadko bywała to jakaś pierdoła, często musiałem spędzać przy tym parę godzin, a w nagrodę dostawałem tanią czekoladę.

Pewnego dnia sąsiedzi kupili sobie drukarkę, od razu przylecieli do mnie, żebym wszystko poinstalował jak trzeba, bo oni na pewno coś zepsują. Tym razem także odwalałem czarną robotę, zainstalowałem sterowniki, udostępniłem w grupie domowej tak, żeby dało się drukować z każdego komputera i udałem się szczęśliwie do domu. Wtedy nie dostałem nawet tej czekolady, usłyszałem tylko od pana domu "Dziękuję, do zobaczenia". Pomyślałem sobie "No tego już za wiele" i zacząłem obmyślać plan zemsty.

Wpadłem na genialny pomysł, napisałem w Wordzie raport o błędzie: "Error 404: printer not found" i jakieś losowe parametry poniżej, a następnie korzystając z haseł jakie sam ustawiałem wydrukowałem go w dużej ilości drukarką sąsiadów. Nie minęło 5 minut i przybiega wystraszony Janusz, żebym szybko przyszedł, bo mu drukarka wariuje. Zszedłem na dół, zobaczyłem własne dzieło i z kamienną twarzą mówię "Wygląda mi to na poważny błąd, a nie mam teraz czasu się tym zająć". Sąsiad był nieustępliwy, w końcu był gotowy mi zapłacić. Zgodziłem się, zabrałem drukarkę do siebie i nic nie robiąc zarobiłem pierwszą w życiu stówę.

Tym sposobem i zemściłem się, i znalazłem nowe źródło dochodu, bo sytuację powtórzyłem już 3 razy.

#QwXBT

Moja mama została wychowana w wierze chrześcijańskiej. W domu zagorzałych fanatyków. Kiedy wyprowadziła się od rodziców, tego samego dnia wypisała się z Kościoła.
Kilka lat później urodziłam się ja i tu zaczyna się historia.

Mama nigdy nie broniła mi poznawania wiary czy chodzenia z dziadkami do kościoła. Kiedy spędzałam u nich czas (bardzo rzadko, bo nie lubiłam tam być), słuchałam ciągle nauk, a raczej ostrzeżeń wygłaszanych grzmiącym głosem o piekle, szatanie i o tym gdzie trafię, jeśli się nie nawrócę. Jeden jedyny raz wspomniałam babci (powtarzając nieświadomie to, czego zawsze uczyła mnie mama), że przecież istnieją inne religie i tych ludzi nie czyni to ani mniej wartościowymi, ani gorszymi. Nawrzeszczała na mnie, że tacy idą do piekła, bo to grzesznicy.
Pamiętam ten jeden raz, kiedy po powrocie do domu, będąc świeżo pod wpływem nauk dziadków, napyskowałam mamie, że ja nie idę do komunii, a wszyscy idą. Mama odpowiedziała spokojnie, że jeśli chcę, pójdę, ale to ma być moja świadoma decyzja, a nie "bo sukienka i koleżanki". Jeśli naprawdę wierzę i chcę z wewnętrznej potrzeby, to mogę iść.
Prychałam na mamę kilka dni, ale ostatecznie mi przeszło.
Z czasem, kiedy dorastałam, zaczęłam widzieć różnice między domem moim a dziadków. Tam wszystko było podporządkowane religii. Słonik na półce to grzech śmiertelny. Krzyki o podwiniętą bluzkę. I ten brak miłości między nimi.
U mamy spokój, cisza. Ciepło bijące od tej kobiety i mojego ojca. Sposób, w jaki traktowali siebie nawzajem
Dwa różne światy.

Niedawno byłam odwiedzić mamę i wypiłyśmy trochę za dużo. Temat zszedł na babcię i mama opowiedziała o swoim i wujka dzieciństwie. Płakałam całą noc.
Mama na koniec powiedziała coś takiego "Córeczko, wiem, że było ci czasem ciężko. Płakałaś. Chciałam dla ciebie jednego. Jeśli w coś wierzysz, to powinnaś rozumieć w CO. Nie jak ślepy za stadem, bo tak trzeba, nie rozumiejąc nawet za czym idziesz. Iść, bo chcesz, a nie dlatego, że boisz się piekła. Bo widzisz, piekło można mieć nawet na ziemi, i to we własnym domu".

#4OqXz

Koledzy z pracy dziwią się, że z naszą pensją ok. 2500 zł latam sobie dość często po europejskich miastach. Myślą, że mam bogatych rodziców albo dorabiam na boku.
A prawda jest taka, że oprócz szukania jak najtańszych lotów i hosteli, zdarza mi się kimać po parkach lub dworcach. I taki wyjazd kosztuje mnie zwykle nie więcej niż 500 zł. Czyli tyle, ile oni wydaja w miesiącu na fajki :)

#D7rqb

Mam ponad 20 lat i każdy mi mówi, że nie wyglądam na swoje lata. Zawsze dają mi jakieś 15 lat maksymalnie.
Od zeszłego roku w naszej parafii jest nowy proboszcz. Na jednej z pierwszych mszy mszy nowy ksiądz zbierał na tacę. Podchodzi do mnie, ja oczywiście wrzucam pieniążek, a on co? Pogłaskał mnie po głowie. Dziwnie się poczułam, ale cóż, zaakceptowałam fakt i kilkanaście razy byłam głaskana po głowie, jak reszta dzieci, za danie ofiary na tacę.
Wielkie było jego zdziwienie, gdy był u nas w domu na kolędzie i powiedziałam, ile mam lat. Od tamtego czasu tylko się uśmiecha, jak podchodzi z tacą.

#eQLGF

Działo się to około 13 lat temu, kiedy to dumnie uczęszczałam do zerówki. Nie były mi obce liczby powyżej dziesięciu oraz czytanki na dwie strony, jednak z jedną rzeczą miałam problem - z nieśmiałością. Nigdy nie miałam odwagi zapytać jakiegoś dorosłego o coś, z czym miałam problem. Niestety pewnego feralnego dnia nie wyszło mi to na dobre.

Wybraliśmy się na wycieczkę około godzinę drogi od domu. Była to wycieczka całodniowa, bez rodziców, wreszcie poczułam zew wolności i samodzielności, kiedy nagle, gdy szłam przez jakąś leśną dróżkę, zachciało mi się zrobić kupkę. W pobliżu nie widać żadnej toalety, to przecież nie powiem pani, że chcę do ubikacji, to takie nierozsądne. Postanowiłam sama rozwiązać problem. Razem za rączkę z moją parą cofnęłam się na koniec kolejki brzdąców i po cichutko zaczęłam wyduszać z siebie w majtki niechcianą materie. Niestety bardzo przeszkadzało mi uczucie ciężaru w majtkach, wiec niewiele myśląc usiadłam na jakiś pobliski kamień, żeby zawartość mojej bielizny się zgniotła i ładnie dopasowała do moich małoletnich pośladków. Nie wiem co mną kierowało, ale kilka godzin zwiedzania z kupskiem przyklejonym do tyłka nie było najmilszym doświadczeniem dzieciństwa :-)
Dodaj anonimowe wyznanie