#t7Lxd

Jestem kobietą w wieku 26 lat.
Wychowywałam się w normalnym domu. Odkąd się urodziłam, tylko tata pracował, mama czasem łapała się jakiejś dorywczej pracy. Gdy podrosłam, mama zdecydowała się na studia, lecz z powodu drugiej ciąży przerwała je.Urodziła się moja siostra. Młoda ma teraz 13 lat, a mama nadal się nią opiekuje jak maluszkiem. Tu zaczyna się cały kocioł. Tata zwraca jej uwagę, że trzeba młodej dać trochę luzu, ale jego uwagi komentowane są brakiem odpowiedzialności, brakiem dbałości o dziecko itp.

Mama ciągle przestrzega mnie, że dzieci to najgorsze, co może się człowiekowi w życiu przytrafić. Że to nieustanna męka. Że dzieci zniszczyły jej życie. Że nic nie może zrobić dla siebie (halo! młoda ma już 13 lat! Nie potrzebuje opieki 24h na dobę!). Kiedy mówię, że ja też przecież jestem jej dzieckiem, ona na to najczęściej odpowiada "Ale ty już na szczęście jesteś dorosła". Wystarczy, że młoda dostanie katarek, a mama już świruje i odprawia swoje lamenty.

Mam totalnie zakrzywiony obraz macierzyństwa... Ryczeć mi się chce, bo z jednej strony chciałabym mieć w przyszłości dzieci, ale z drugiej... widzę, jak to zniszczyło psychicznie moją matkę. Przez te wszystkie lata uwierzyłam, że dzieci to zło. Że zostając matką, stajesz się więźniem. Nie ma morału. Tylko tyle, że boję się życia, boję się przyszłości.

#DolnV

Będzie trochę obrzydliwie, więc jeśli jesz, odłóż na chwilę.

Dzieci bywają głupie. Gdy miałem niecałe 10 lat, bawiłem się na balkonie, zobaczyłem wtedy pazur, prawdopodobnie od stopy, dosyć pokazanych rozmiarów. Był cały brudny zarówno od balkonu, jak i od brudu, który zbiera się naturalnie pod paznokciami. Zacząłem go jeść i zjadłem go całego.

Przypomniałem sobie o tym dzisiaj, jak obcinałem paznokcie u stóp, do dzisiaj mi to zostało i czasami "jem" paznokcie ze stóp. Cudzych już nie jem, tylko swoje ;) (aczkolwiek wiem, że to nie jest niczym wyjątkowym i dużo ludzi tak robi).

#5Z7ad

Najgorsze kłamstwo, z jakim w życiu się spotkałam, to "kochanie, muszę ci wyznać, że jestem bezpłodny". To był początek naszego związku. Wiadomość mnie nawet ucieszyła, bo nie chciałam być nigdy matką. Nie miałam też powodów, aby mu nie ufać, bo znaliśmy się dość długo i jak sądziłam, całkiem dobrze.

Jak poznałam prawdę? Przeczytałam kiedyś jego wiadomość do jego własnej matki o treści typu "ona się niczego nie domyśla, wiec w końcu pewnie pojawi się maluszek". Jak się okazało, on od początku bardzo chciał dzieci, a słysząc, że ja absolutnie nie, wymyślił sobie bezpłodność, żeby po trupach osiągnąć swój cel.

W ciążę na szczęście nie zaszłam, a jego wykopałam z domu i planuję go pozwać.

#k5wjO

Mam 21 lat, jestem zwykłą dziewczyną i zdecydowanie daleko mi do bycia imprezowiczką. Stąd też na pierwszą imprezę poszłam w wieku 18 lat. Była to impreza z okazji zakończenia liceum, więc pojawiło się na niej wiele osób ze szkoły, ale też mnóstwo obcych, będących znajomymi znajomych. Z początku bawiłam się tam całkiem dobrze. Jednak nie miałam zbyt dużego doświadczenia z alkoholem i gdy w grę weszła wódka, nie hamowałam się, bo nie wiedziałam, że efekty pojawią się dopiero po chwili. Tak więc zaledwie 20 minut później leżałam na fotelu, ledwo kontaktując i z trudem powstrzymując wymioty.

Koleżanki zaprowadziły mnie do wolnego pokoju, dały miskę, przykryły kocem i powiedziały, żebym odpoczęła, a one będą zaglądać do mnie co jakiś czas. A to wszystko dlatego, że o 8 rano miała przyjechać po mnie siostra, a wracanie w środku nocy z jakiegoś zadupia do miasta, nawet taksówką, byłoby problematyczne albo zbyt kosztowne na moją kieszeń.

Leżałam w tym pokoju, aż w pewnym momencie zajrzał do niego jakiś pijany chłopak. Nie znałam go, nawet nie kojarzyłam, ale na pewno był sporo starszy ode mnie. Próbował coś do mnie mówić, ale widząc, że słabo kontaktuję, po prostu usiadł obok mnie. Pamiętam to jak przez mgłę, więc prawdopodobnie zaczęło się od tego, że zaczął gładzic mnie po plecach, a potem zszedł niżej. W niewielkim stopniu wiedziałam co się dzieje, ale byłam w takim stanie, że nawet nie dałam rady otworzyć oczu na dłużej niż kilka sekund. Nie wiem, czy zasnęłam czy nie, ale pamiętam tylko prześwity, gdy on wdrapuje się na mnie. Ocknęłam się, jak otworzyły się drzwi i stanęła w nich moja przerażona koleżanka. Uderzyła tego chłopaka w twarz, po czym siłą wyciągnęła mnie z łóżka i wyprowadziła przed dom. Gdy ja próbowałam utrzymać równowagę, siedząc na jakiejś ławce, ona z mojego telefonu zadzwoniła po moją siostrę.

Z racji odległości siostra była na miejscu dobrą godzinę później, a ja w tym czasie zdążyłam dojść do siebie i zrozumieć co się stało. Płakałam. Zadzwoniłyśmy na policję. Gdy siostra przyjechała, funkcjonariusze właśnie wyprowadzali tego potwora. I tu można byłoby zakończyć, mówiąc, że po czasie i terapiach doszłam do siebie. Bo w zasadzie tak było, ale zajęło mi to 3 lata. Samo pogodzenie się z gwałtem to jedno, a radzenie sobie z reakcją znajomych typu "pewnie sama chciałaś", "Tomek pewnie ci się spodobał, ale cię nie chciał, dlatego to zmyśliłaś" itp. to drugie. Byłam prześladowana, wyszydzana i wyzywana. Ktoś nawet napisał mi wiadomość, że pewnie chciałam Tomka na dziecko złapać, bo jest bogaty. Nawet gdy go skazano dostawałam groźby, że przeze mnie niewinny chłopak siedzi. Kiedyś też jego rodzice skontaktowali się z moimi, mówiąc, że wychowali bezduszną kłamczuchę, bo ich syn jest dobry i na pewno nie było tak jak mówię ja i kilku świadków.

Minęło dużo czasu, a ja nadal mam łatkę dziwki-oszustki. Po mojej próbie odebrania sobie życia rozeszła się plotka, że robię to, bo dostałam za niskie odszkodowanie...

#E2tLY

W listopadzie miałem 25. urodziny, zważywszy, że jest to symboliczny wiek, postanowiłem przywitać ten dzień (a właściwie noc, bo było po północy) czymś emocjonującym, czego nigdy nie robiłem.
Postanowiłem sprawdzić, czy jest możliwość spędzenia darmowej nocy w hostelu, nikomu z obsługi oraz gości o tym nie mówiąc.
Wybrałem lokalizację, wypiłem kilka drinków na odwagę, by w razie czego zwalić na upojenie i do dzieła.

Okazało się, że jest to możliwe, bo w hostelach na ogół pokoju się nie zamyka, na recepcji nikogo nie było o tej porze, a że miałem farta, bo w pokoju było wolne łóżko, to zacząłem kimać. Niestety nie był to ciągły sen, bo z każdym usłyszanym krokiem na korytarzu miałem obawy, czy to nie idzie ktoś, kto nie wykupił tego łóżka, względnie ktoś z obsługi mnie zweryfikować. Oczywiście z każdą godziną szanse na to malały, bo niby kto melduje się do pokoju o 4 nad ranem, ale wiadomo, jak jest z imprezowiczami w sobotę, ryzyko było.

Jednak dla tych emocji warto było, mimo że się nie wyspałem.
Zaoszczędziłem też 20 zł, za które poszedłem na śniadanie :)

#lJljv

Mam 18 lat i odkąd pamiętam zęby myłam sporadycznie. Raz na miesiąc, może dwa razy w miesiącu. Nie przeszkadzało mi to specjalnie, bo nigdy nie miałam z tego powodu problemów. Prawdopodobnie to wszystko dzięki genom. Moja babcia, obecnie 80-letnia, ma wciąż wszystkie zęby swoje. U dentysty na kontroli (przed kontrolą porządnie zęby wyszorowałam) dowiedziałam się, że wszystko jest super, zęby zdrowe, trzeba tylko trochę doczyścić z osadu. Zwykle, gdy zbierająca się płytka nazębna zaczynała mi przeszkadzać, to ją zeskrobywałam paznokciem i zjadałam. Ewentualnie, jak było już bardzo źle, to myłam zęby.

W zeszłym tygodniu wpadłam w ogromną panikę, bo zaczęłam, nawet nie wiem jak to nazwać, czuć trzonowca. Udałam się do drogerii i kupiłam płyn do płukania jamy ustnej. Zęby zaczęłam myć po każdym posiłku. Pierwsze użycie tego płynu było okropne. Nie dałam rady wytrzymać 30 s. Po 10 zaczynałam przysłowiowo chodzić po ścianach. Teraz już jest normalnie. Czy to syf w buzi to spowodował, czy już się przyzwyczaiłam, tego nie wiem. Co ciekawe, kolejnego dnia mój ząb magicznie wyzdrowiał. Wizytę u dentysty i tak mam umówioną, więc pójdę się upewnić, czy wszystko OK.

Dziwi mnie tylko dlaczego, jak każdy normalny człowiek, nie miałam wyrobionego zwyczaju mycia zębów. Czy mam mieć żal do rodziców? Nie wiem. Chyba tak, bo nie nauczyli mnie się nawet podcierać. Sama wyrobiłam sobie ten nawyk na koniec podstawówki, kiedy smrodzik mi zaczął przeszkadzać. Nie dbali też o to, bym się codziennie myła, choć sami dbają o higienę.

#1DMMl

Moja samotność ewoluowała do tego stopnia, że rozmawiam sama ze sobą. Nie jest to jakieś mruczenie pod nosem, tylko zwykła rozmowa. Wyobrażam sobie, że ktoś jedzie ze mną w aucie, siedzi ze mną w pracy lub pomaga mi w domu i opowiadam mu coś, co przytrafiło mi się w ciągu dnia. Od niedawna zaczynam moim zmyślonym przyjaciołom opowiadać na czym polega moja praca lub o kłótni z rodzicami. Kupując sobie jakąś biżuterię udaję, że ją od kogoś dostałam. Robiąc sobie kanapki udaję, że ktoś je zrobił dla mnie lub że ja je robię dla kogoś. Kiedy kładę się do łóżka mówię dobranoc. Kiedy wychodzę do pracy, to się żegnam, a jak wracam, to się witam. Często jeżdżę bez celu po mieście udając, że ten cel istnieje.

Wiem, że granice normy to już dawno przekroczyło. Ale chyba już nie potrafię inaczej. Najgorszy jest moment, w którym wraca świadomość, że przecież nikogo ze mną nie ma, że mówię sama do sobie i odpowiedzi, które słyszę to też ja. Czuję się wtedy jakbym była sama na świecie. Nagle mam w głowie pustkę, boli mnie całe ciało, mam ochotę wrzeszczeć i płakać, nie potrafię złapać oddechu i jedyne co wtedy do mnie dociera to pragnienie, żeby ktoś najzwyczajniej w świecie mnie przytulił. Marzę o rodzinie. O dzieciach, którym mogłabym pokazać świat i mężu, o którego mogłabym dbać. Pogodziłam się już z myślą, że nigdy tego mieć nie będę. Dlatego stworzyłam swój własny świat. W głowie.

Nie piszę tego, żeby wzbudzić czyjeś współczucie. Po prostu opowiadam cały swój dzień zmyślonym osobom, więc o tym chcę opowiedzieć prawdziwym. Wybrałam anonimowe, żeby pozostać anonimowa. Dziękuję za uwagę.

#p3ryt

Kilka dni temu myjąc się pod prysznicem skorzystałam z do tej pory nieznanej mi funkcji - deszczownicy. Puściłam strumień wody z góry i czułam się jak w teledysku pewnej piosenki. Zaczęłam tańczyć i śpiewać udając wokalistę i tak się wczułam, że za mocno machnęłam głową, uderzyłam w ścianę i straciłam przytomność.

#T0a52

Mam 26 lat, jestem po studiach, liceum w małym mieście. Okres licealny wspominam bez większych problemów, jednak było coś, co nie dawało mi spać po nocach. Niespełniona miłość, brzmi banalnie, powiecie - "to normalne". Byłem rok młodszy niż obiekt moich westchnień, rzadko ją widywałem, lecz wielkim plusem było to, że miała swoje miejsce w szatni niedaleko mojego. Wiedziałem od znajomych, że też jej się podobam, ale ja miałem wrażenie, że to nie moja "liga", nie miałem odwagi zagadać. Chyba trochę głupi liczyłem na to, że ona odważy się na jakiś krok. Przyszedł maj, jej matura i tym sposobem nigdy więcej jej nie spotkałem. Sam sobie wbiłem nóż w plecy.

Przekorny los sprawił, że jednak się spotkaliśmy, po latach, kiedy tylko mogłem o niej śnić. Na ślubie mojej kuzynki. Wczoraj. Przyszła ze swoim mężem i śliczną córeczką. Na weselu byłem nie dłużej niż pół godziny, nie wytrzymałem tego, usprawiedliwiłem się zatruciem, które oczywiście nie miało miejsca.

Dzisiaj po poprawinach odwiedziła mnie kuzynka ze swoim świeżo upieczonym małżonkiem i na wejściu przywitała się słowami "Rozmawiałam dzisiaj o tobie z X (moją miłością), nie uwierzysz! Powiedziała, że jako dzieciak zawsze marzyła o tym, żebyś zagadał do niej w szatni, nie wiedziałam, że się znacie! Ha, ha, komedia, prawda? Lepiej się już czujesz?".

O tak, przezabawne, przez trzy lata nie miałem świadomości, że ta dziewczyna wróciła do miasta rodzinnego i przez cały ten czas pracuje z moją siostrą w redakcji.

Chciałbym zakończyć to jakimś happy endem, ale jestem frajerem.
Dodaj anonimowe wyznanie