#ftaQY

Lubię traktować rzeczy jak ludzi. Większość sprzętu jaki posiadam ma swoje imię i jest częścią mojej rodziny. Moja materialna rodzina to m.in samochód Jurek, rower Romek, komputer Lucek i lodówka Samanta. Z niektórymi nawet rozmawiam, np. gdy za długo mam otwarte drzwi w lodówce, to wtedy ona zaczyna pikać. Wtedy mówię do niej, że już, wytrzymaj kochana, jeszcze tylko szynki włożę i już zamykam ci drzwi.

Samochód to w ogóle moje oczko w głowie. Jak chcę kogoś wyprzedzić, to mówię do mojego Jurka: No synuś dajemy na lewy i bierzemy go. Gdy już wyprzedzę kogoś to chwalę mojego "synka", że tak ładnie i szybko mu poszło. Tak po za tym to wiodę normalne życie. Mam męża, który też czasami nazywa nasze rzeczy tak jak je nazwałam i normalnie chodzę do pracy, a także mam też swoje artystyczne hobby. Mama często mi się pyta kiedy w końcu będzie miała wnuki, jednak ja jakoś nie przepadam za dziećmi. Wystarczają mi te moje materialne.

#RVqk5

Mam ogromną fobię społeczną, leczoną psychiatrycznie.

W ramach terapii postanowiłem "wyjść do ludzi" i wybrałem się do restauracji na obiad. Jedzenie, które zamówiłem, było zimne i ogólnie nie smakowało najlepiej. Tak bardzo bałem się powiedzieć o tym obsłudze, że poprosiłem o pojemnik na jedzenie, bo "za chwilę mam ważne spotkanie, o którym zapomniałem", tylko po to, żeby wyrzucić to jedzenie w domu.

#fF3gO

Ja świąt nie lubię, zupełnie szczerze, przez prezenty.
Jesteśmy biedni i tego się nie da ukryć. Po prostu nie znoszę, jak jedziemy na Wigilię do rodziny, która jest bogata. Nie, nie dostaję kosztownych prezentów i nie martwię się, jak to moje biedo podarki niczemu nie dorównują. Problem niestety w drugą stronę.

Bogaci robią między sobą bogate prezenty, tak że nikt nie jest na stracie. A że my dajemy co możemy, to wiadomo, nie będą tak po prostu kupować również nam niestworzonych rzeczy.

I zwyczajnie mi przykro. Co jak co, wszystkim by chyba było, jakby dostali kopertę, w środku 50 zł, doklejoną do podróbek oreo, a obok kuzynka otwiera potrójną paczkę - same firmowe i drogie rzeczy. Z kolei od drugiej strony ciocia rozpakowuje drogą biżuterię.
Osoby pomnożyć razy 7, bo na Wigilię się ich trochę zjeżdża.

Naprawdę sporo bym oddała, by rodzinkę odwiedzać w kolejny dzień świąt, gdzie te prezenty żadnej roli nie grają.
Oczywiście, nie mam żadnego żalu do rodziny, to zupełnie naturalna kolej rzeczy jak to się odbywa, no zwyczajnie mi przykro i tyle.

#a98w1

Wracałam późno z pracy. Było już ciemno, a ja szłam jakimiś odludnymi uliczkami. Nagle wyskoczył na mnie jakiś facet, zaczął szarpać i dobierać się do mnie. Próbowałam się bronić, ale nie miałam tyle siły, aby się wyrwać. Dlatego skupiłam się na tym, aby krzyczeć i wołać pomoc jak najgłośniej.

Dosłownie kilka sekund później zobaczyłam dość blisko parę staruszków, którzy wsiadali do samochodu. Gdy już byłam pewna, że zostanę uratowana, usłyszałam tylko "Patrz Heniek, co za puszczalska dziwka się tam rucha". Po czym wsiedli do auta. Dla jasności, nie doszło do żadnego stosunku, to była szarpanina. Na szczęście, gdy już ledwo dawałam radę odpychać tego potwora, ktoś przejeżdżał samochodem obok i mnie zauważył, po czym wysiadł i odstraszył oprawcę. Cała napaść trwała ledwie kilka minut, ale czułam jakbym broniła się kilka godzin.

Potem wszystko potoczyło się już szybko, policja, obdukcja, a na końcu sąd. Monitoring uchwycił całą napaść. Napastnikiem okazał się upośledzony 30-latek, którego matka nie reagowała na jego problemy psychiczne, a często atakował kobiety. Nie skazano go, trafił do psychiatryka na długie lata. A co do pary staruszków... Pozwałam ich za nieudzielenie pomocy. I przegrałam. Ich argument, że wydawało im się, że ja po prostu uprawiam seks i dlatego nie zareagowali, wygrał. Przed sędzią grali biednych, schorowanych starców, którzy niedowidzą i już im się obraz przed oczami miesza na starość. A po rozprawie zaśmiali mi się w twarz, po czym ta kobieta rzuciła do mnie ciche "dobrze ci tak dziwko". Jestem załamana.

#hvHl3

Kiedy chodziłam do gimnazjum, jedna z dziewczyn z klasy (nazwijmy ją Karolina) wraz z dwiema innymi dziewczyn upatrzyła mnie sobie jako kozła ofiarnego i popychadło. Gnębiła mnie tak, że ze szkoły wychodziłam pół godziny później, siedząc w kiblu po lekcjach, bo potrafiła stać pod szkołą i czekać na mnie żeby mnie skopać. Jako, że zawsze byłam alienem i stroniłam od ludzi, nikt nie stawał w mojej obronie.

Po latach kiedy skończyłam szkołę, poszłam do mojej pierwszej poważnej pracy. Jakiś czas potem był nabór na nowe stanowiska i kogo przyjęli? Właśnie Karolinę. Wróciły wszystkie złe wspomnienia z gimnazjum. Zaczęło się nawet spoko, bo kiedy mnie zobaczyła nawet powiedziała mi cześć. Mimo wszystko starałam się ją unikać. Nie trzeba było długo czekać aż zacznie odwalać numery utrudniając mi pracę. Międzyczasie dowiedziałam się, że urodziła dziecko w wieku 17 lat. Fakt ten podchwyciły starsze pracownice żyjące plotkami i zwyczajnie obrobiły jej dupę.

Informacja o tym dotarła w końcu do źródła plotki czyli do samej Karoliny, że stała się głównym tematem do rozmów jako matka nastolatka. Dowiedziała się także, kto najbardziej ją obgaduje (pani Beata). Po przerwie w pracy Karolina odczekała kiedy pracownicy będą wracać na stanowiska i pilnowała kiedy Beata będzie wracać. Karolina stanęła w wejściu, oparła ręce na biodra i starszej od siebie o 20 lat pani Beacie zrobiła raban, że co ona ją obgaduje, że ona ma dziecko w tak młodym wieku i ma się swojej dupy trzymać. Pani Beata wszystkiego się oczywiście wyparła. Sprawa była na tyle poważna, że pani Beata poszła do przełożonego poinformować o zaistniałym incydencie.

Była rozmowa na dywaniku. Nie byłam w stanie znieść zachowania Karoliny, jej złośliwości. Kilka osób również podzielało moje zdanie. 2 dni później poszłam do szefa oznajmić, że Karolina jest niezrównoważona psychicznie, utrudnia mi pracę, a ja się boję cokolwiek jej odpyskować, bo się jej obawiam. Szef powiedział, że nie jestem pierwszą osobą, która przychodzi do niego w tej samej sprawie i że jeżeli nic się nie zmieni, to Karolina wróci tam skąd przyszła. Nie minęły 2 tygodnie i Karolina została zwolniona. To był jeden z tych dni, który miło wspominam do dziś. Nawet teraz mam ochotę znaleźć tą qrve na FB i napisać jej jak bardzo się cieszę, że ją wyrzucili.

#C66N6

Moja dziewczyna jest strasznie zakręcona...

Jej tato zażyczył sobie pod choinkę siekierę ciesielską. Prezenty kupowaliśmy na ostatni moment. Podjeżdżamy pod wielki sklep budowlany, lecz miejsca parkingowego brak. No to dziewczyna mówi, że szybko poleci i kupi, a ja się pokręcę i za 20 minut podjadę pod drzwi wejściowe. OK.

Po jakimś czasie ją widzę, jadę w jej stronę. Zaznaczę, że mam niebieskie suzuki ignis. Przede mnie wyjeżdża niebieska mazda demio - te samochody są podobne kształtem. Wybranka mojego serca z siekierą w ręku tylko zerknęła na mazdę, która zwalniała przed progiem przed pasami na parkingu. Już wtedy wiedziałem, co się zaraz stanie, zatrąbiłem, ale totalnie to zignorowała i szybko wskoczyła na pasach do mazdy.

Mazda ruszyła jak szalona, ale nagle się zatrzymała. Oczywiście jadę za nimi i trąbię... Czerwona jak burak dziewczyna szybko wyskoczyła z samochodu, który od razu ruszył z piskiem opon.

Najlepszy prezent świąteczny ever.

#aucGY

Z dzieciństwa zapamiętałam głównie awantury, które babcia robiła ojcu, żeby "przestał już się bawić w tą opozycję, nie był jak jego ojciec i w końcu zatroszczył o rodzinę". Tata działał w Solidarności, dziadek był powstańcem warszawskim. Ojciec nie zarabiał nic, a możliwości miał duże, był magistrem inżynierem. Ale walka z władzą komunistyczną była ważniejsza. Jak nie siedział w aresztach, to na bezrobociu. Czasem przyjaciel rodziny zatrudnił go do kopania rowów, ale poza tym nic. Mama cudem dostała posadę w sklepie i zarabiała nędzne grosze. Kompletnie odcinała się od działalności ojca (by tą posadę utrzymać) i ojciec często ją za to bił jak popił z kolegami z konspiracyjnej drukarni. Ja i brat wiecznie chodziliśmy głodni. Pamiętam, jak kiedyś sąsiadce rozsypała się z siatki sucha, surowa fasola. Złapaliśmy w łapy ile się dało i jedliśmy to w krzakach dwie ulice dalej. Nawet nie macie pojęcia, jakie to było dla nas szczęście, mimo potwornej sraczki kilka godzin później.

Dziadek zostawił młodziutką, ciężarną babcię, z dwójką maleńkich dzieci i niepełnosprawną teściową (jego matką) w piwnicy kamienicy, a sam pobiegł "na bagnety" mimo próśb i płaczu. Prababcia została zasypana pod koniec września, babcia zdołała wypełznąć z gruzów razem z synem - trzecie dziecko poroniła leżąc na ulicy. Mój ojciec miał wtedy dwa lata. Babcia straciła wtedy prawą rękę, a skutek ran i zakażenia. Jej trzyletnia córka zmarła z niedożywienia. W pewnym momencie babcia została panią do towarzystwa, byleby ojciec nie umarł z głodu. Dziadek znalazł się po 8 latach, jak się dowiedział, babcię strasznie pobił i odszedł w siną dal. Z tego co się dowiedziałam, założył nową rodzinę. Nieco po 2000 roku widziałam w wiadomościach, jak podczas uroczystości sierpniowych roztkliwia się nad patriotyzmem i swoim losem. Babcia prawie ślepa, ledwie przytomna, ale jego głos poznała i po prostu się popłakała.

Moja mama też długo nie pożyła. Wyzywana od komunistycznych suk nawet na łożu śmierci, zmarła na raka niedługo po babci. Ja i brat zostawiliśmy ojca samemu sobie, by się kisił w swoim patriotyzmie. Oboje mamy swoje światy, swoje rodziny... i nikt z nas nie toleruje znaków typu "Polska Walcząca", "Roty" itp. Nie popieramy komunizmu ani nazizmu, nic z tych rzeczy. Nie "jeździmy" po "Żołnierzach Wyklętych", te tematy po prostu u nas nie istnieją. Dzieci dobrze wiedzą jak to u nas wyglądało...

A mój własny syn ostatnio nazwał mnie za to, przy swoim ojcu "kurwą z Kremla", bo dziadka i ojca nie darzę czcią. Mąż nie wytrzymał, spuścił mu lanie. Syn teraz kreuje się na ofiarę bolszewizmu, wyzywał nas i pluł mi pod nogi. Mąż wyrzucił go za to z domu, bo jest pełnoletni. A ja na pocieszenie znowu podjadam surową fasolę, gdy nikt nie patrzy.

#2y9Jf

Jestem 21-letnią studentką i absolutnie uwielbiam oglądać wszelkie filmy związane z II wojną światową. Dobrym spektaklem czy rekonstrukcją historyczną też nie pogardzę. Z powodzeniem wmawiam wszystkim, że to po prostu hobby - pasjonuję się historią.
Prawda jest jednak taka, że niesamowicie kręcą mnie faceci w SS-mańskich mundurach.

#dgaOH

Na początku chcę tylko zaznaczyć, że nie szukam współczucia (nie chcę, żeby ta historia wyglądała jak doszukiwanie się nadużyć względem siebie w przeszłości). Piszę ją, bo sama nie mam pojęcia jak interpretować to, co spotkało mnie i <jeden Bóg wie ile innych dzieciaków>.

Minęło już sporo czasu, mimo to, czasem łapię się na wracaniu do tamtych lat. Co ważne w tej historii, wtedy nie mogłam liczyć na moich rodziców (przechodzili załamanie), odcięłam się od znajomych z powodów osobistych. Miałam 16 lat i nikogo obok. Jako że byłam dość religijną osobą, z poczuciem że właśnie przegrywam własne życie, postanowiłam zrobić coś dobrego - padło na wolontariat w Domu Dziecka. Warto zaznaczyć, że miałam wtedy dość niskie poczucie własnej wartości i byłam troszkę zamknięta w sobie. Tam spotkałam jego - był księdzem w średnim wieku. Prowadził zajęcia, w których też uczestniczyłam (mój wolontariat polegał na kumplowaniu się z rówieśnikami). Był psychologiem (podobno), dość szybko zdobył moje zaufanie. W pewnym momencie uważałam go za jedynie bliską mi osobę.

Miał dość nietypowe sposoby na prowadzenie swoich zajęć. Żadne z nas nie chciało obok niego siedzieć, bo w trakcie tych zajęć lubował się w dotykaniu ramion/kolan/włosów osób obok. Wodzenie ręką po udzie też było dość częstą czynnością tego człowieka. Nikt niczego nie mówił na ten temat - darzyliśmy tego typka dziwnym rodzajem szacunku, wychowawcy chyba przymykali oczy na to wszystko.

W wakacje jeździliśmy nad morze. Tam szanowny duszpasterz całymi dniami chodził wśród nas w obcisłych kąpielówkach. Niby nic złego, ale było to trochę niepokojące. Pamiętam jedną sytuację, gdy namawiał mnie (dość nachalnie) do wspólnego opalania. Innym razem zaczął masować moje plecy. Skamieniałam, powiedziałam żeby przestał, bo tego nie lubię. Wtedy, wraz z innym wychowawcą wyśmiali mnie kwitując słowami w stylu: "Patrz, jaka sztywna". Wtedy chyba ostatecznie dotarło do mnie, że coś z tym człowiekiem jest nie w porządku i skończyłam wolontariat. Po dwóch latach znoszenia jego dotyku.

Problem w tym, że obecnie nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Niby do niczego nie doszło. Niby nie. Ale z drugiej strony, nie jestem w stanie zapomnieć tej jego ręki na moich udach... I na udach innych wychowanków domu dziecka. Czasem myślę, że sprawiało mu to jakąś przyjemność i że wykorzystał naszą złą sytuację życiową do swoich celów. Wiem, że ten człowiek nadal pełni tam tę rolę... Prawdopodobnie nadal używa tych samych metod.

Puenty brak. Dobrze było to w końcu komuś powiedzieć.

#8vNHm

Mam 35 lat, świetną pracę, zarabiam bardzo dobrze, jeżdżę dobrym samochodem, ostatnio kupiłem dom, można rzec sielanka. Z wyglądu też niczego sobie; dobry garnitur, modne dodatki, regularnie trenuję taekwondo i chodzę na basen, a z gęby też podobno ujdzie. Więc w czym problem, po co to wyznanie, zapytacie?
Odpowiedź brzmi: Nigdy nie uprawiałem seksu. Dlaczego? Nie wiem sam, w czasach szkolnych nie miałem na to czasu (pełno zajęć pozalekcyjnych), na studiach podobnie, potem praca, gonitwa za awansem i... nagle się okazało, że mam 35 lat i jestem sam.

A najsmutniejsze w tym temacie jest to, że ja już nie potrafię być z kimś, nawet próbowałem, ale po dwóch spotkaniach zrezygnowałem, nie wiem dlaczego, jakoś nie potrafiłem...

Heh, wygadałem się, jakoś mi lżej. Tylko szkoda, że do końca życia będę sam.
Dodaj anonimowe wyznanie