#dgaOH
Minęło już sporo czasu, mimo to, czasem łapię się na wracaniu do tamtych lat. Co ważne w tej historii, wtedy nie mogłam liczyć na moich rodziców (przechodzili załamanie), odcięłam się od znajomych z powodów osobistych. Miałam 16 lat i nikogo obok. Jako że byłam dość religijną osobą, z poczuciem że właśnie przegrywam własne życie, postanowiłam zrobić coś dobrego - padło na wolontariat w Domu Dziecka. Warto zaznaczyć, że miałam wtedy dość niskie poczucie własnej wartości i byłam troszkę zamknięta w sobie. Tam spotkałam jego - był księdzem w średnim wieku. Prowadził zajęcia, w których też uczestniczyłam (mój wolontariat polegał na kumplowaniu się z rówieśnikami). Był psychologiem (podobno), dość szybko zdobył moje zaufanie. W pewnym momencie uważałam go za jedynie bliską mi osobę.
Miał dość nietypowe sposoby na prowadzenie swoich zajęć. Żadne z nas nie chciało obok niego siedzieć, bo w trakcie tych zajęć lubował się w dotykaniu ramion/kolan/włosów osób obok. Wodzenie ręką po udzie też było dość częstą czynnością tego człowieka. Nikt niczego nie mówił na ten temat - darzyliśmy tego typka dziwnym rodzajem szacunku, wychowawcy chyba przymykali oczy na to wszystko.
W wakacje jeździliśmy nad morze. Tam szanowny duszpasterz całymi dniami chodził wśród nas w obcisłych kąpielówkach. Niby nic złego, ale było to trochę niepokojące. Pamiętam jedną sytuację, gdy namawiał mnie (dość nachalnie) do wspólnego opalania. Innym razem zaczął masować moje plecy. Skamieniałam, powiedziałam żeby przestał, bo tego nie lubię. Wtedy, wraz z innym wychowawcą wyśmiali mnie kwitując słowami w stylu: "Patrz, jaka sztywna". Wtedy chyba ostatecznie dotarło do mnie, że coś z tym człowiekiem jest nie w porządku i skończyłam wolontariat. Po dwóch latach znoszenia jego dotyku.
Problem w tym, że obecnie nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Niby do niczego nie doszło. Niby nie. Ale z drugiej strony, nie jestem w stanie zapomnieć tej jego ręki na moich udach... I na udach innych wychowanków domu dziecka. Czasem myślę, że sprawiało mu to jakąś przyjemność i że wykorzystał naszą złą sytuację życiową do swoich celów. Wiem, że ten człowiek nadal pełni tam tę rolę... Prawdopodobnie nadal używa tych samych metod.
Puenty brak. Dobrze było to w końcu komuś powiedzieć.
Jeśli wiesz, że on nadal tam pracuje to może nawiąż kontakt z opiekunem (raczej jakimś nowszym, nie zasiedzianym) i podpytaj o księdza, zasugeruj, żeby mieli na niego oko. Ewentualnie naślij na nich kontrolę? Ktoś sprawdza takie placówki. Wiem, że to może niewiele dać, ale zasadzenie ziarnka niepewności to już coś, bo ten bydlak krzywdził Ciebie i pozostałych. Nikt normalny nie dotyka w ten sposób dzieci. Nikt normalny na to nie pozwala. Ty miałaś szczęście, że posłuchałaś swoich obaw, a prawdopodobnie są osoby, które skrzywdził bardziej.
Oczywiście, że to nie było normalne. Mieszkam w kraju, gdzie ludzie dużo bardziej się spoufalają niż w Polsce i dotyk jest na porządku dziennym a i tak to co on robił wydaje mi się ogromnym przekroczeniem granic.
Do niczego nie doszło? Doszło do molestowania. Nie musiał nikogo zaciągać do łóżka, wystarczy, że dotykał kogoś w sposób, jaki się tej osobie nie podobał. To wykorzystywanie swojej pozycji, na dodatek wobec osób słabszych, małoletnich.
mozesz
po 1 umowic sie na spotkanie z dyrekcja/wychowawcami i opowiedziec o swoich doswiadczeniach z tym czlowiekiem, uczulic na tego typu zachowania, niech nie zostawiaja go sam na sam z dzieciakami
2. doniesc do placowki nadzorujacej tego typu instytucje
3. jesli nie skonczylas 30 lat rozkrecic postepowanie karne wobec niego ( tak, dotykanie innych bez ich zgody to zgwalcenie i molestowanie)
mozesz tez nie robic nic i zastanawiac sie, czy nadal to robi, czy tez posunal sie dalej wobec jakiegos dziecka
Standard. U mnie na parafii (Gdańsk, nie zabita dechami wioska) również byli księżulkowie, którzy paradowali pół nago przed młodymi dziewczynami. Do tego proboszcz, o którym wszyscy wiedzieli, że jeździ na dziwki, wiele osób spotkało go w różnych klubach.
Proboszcz miał taki tupet, że młodym dziewczynom proponował seks. Mnie również.
Ale to jeszcze nic. Na kolędzie wziął sobie siedemnastoletnią dziewczynę na kolana i wypytywał ją o różne głupoty, jakby była małym dzieckiem. Przy tym głaskał ją po plecach i pośladkach na oczach jej rodziców. Nikt nie zareagował oczywiście. Rodzice udawali sami przed sobą, że to nic takiego, bo to przecież święty człowiek. A moja kumpela była sztywna z obrzydzenia i wstydu, nie potrafiła się obronić.
Po wielu latach, jako dorosła kobieta powiedziałam moim rodzicom o tym, co wyrabiał proboszcz i o jego propozycji seksualnej. Nie uwierzyli mi. Po co wierzyć własnemu, dorosłemu dziecku, kiedy można wielbić zboczonego klechę.
Powiedz to głośno - byłaś molestowania seksualnie. To nie tylko dotyk, to przestępstwo.
Zgłoś pedofila, nie możesz mu pozwolić bezkarnie krzywdzić dzieci, no dziewczyno!!!!