#fF3gO
Jesteśmy biedni i tego się nie da ukryć. Po prostu nie znoszę, jak jedziemy na Wigilię do rodziny, która jest bogata. Nie, nie dostaję kosztownych prezentów i nie martwię się, jak to moje biedo podarki niczemu nie dorównują. Problem niestety w drugą stronę.
Bogaci robią między sobą bogate prezenty, tak że nikt nie jest na stracie. A że my dajemy co możemy, to wiadomo, nie będą tak po prostu kupować również nam niestworzonych rzeczy.
I zwyczajnie mi przykro. Co jak co, wszystkim by chyba było, jakby dostali kopertę, w środku 50 zł, doklejoną do podróbek oreo, a obok kuzynka otwiera potrójną paczkę - same firmowe i drogie rzeczy. Z kolei od drugiej strony ciocia rozpakowuje drogą biżuterię.
Osoby pomnożyć razy 7, bo na Wigilię się ich trochę zjeżdża.
Naprawdę sporo bym oddała, by rodzinkę odwiedzać w kolejny dzień świąt, gdzie te prezenty żadnej roli nie grają.
Oczywiście, nie mam żadnego żalu do rodziny, to zupełnie naturalna kolej rzeczy jak to się odbywa, no zwyczajnie mi przykro i tyle.
Też nie lubiłam świąt z tego powodu. Spędzaliśmy je u wujostwa (lub oni u nas) ze względu na wspólnego dziadka. Wujostwo i ich córki mieli znaczenie więcej pieniędzy niż my, u nas była bieda, więc ich prezenty były lepsze i było ich więcej. Teraz bym nie zwróciła na to uwagi, ale jak byłam dzieckiem, zawsze było mi przykro, kiedy kuzynki otwierały kolejne zabawki, a ja i moja siostra siedziałyśmy i patrzyłyśmy, bo zdążyłyśmy otworzyć już nasze prezenty - kredki i majtki. Do tej pory nie wiem, czy te majtki były od moich rodziców? Czy od wujostwa? Materializm materializmem, ale majtki dla 9-letniego dziecka, kiedy kuzynka dostaje Barbie, to żaden prezent.
Po śmierci dziadka Wigilii nie spędzamy już razem - no i też dorośliśmy - więc kłopoty się skończyły i nikomu nie jest przykro z powodu skromnych prezentów. Najbardziej boli porównanie.
Szczerze? To nie jest kwestia bogactwa tylko szpanu. Bogata osoba kupi wszystkim drogie prezenty żeby nie robić z siebie idioty bo ma na to pieniądze. Ja w tym roku wszystkim dzieciom w rodzinie kupiłam prezenty po 500pln. Dzieciom siostry oraz dzieciom koleżanki siostry która była na wigilii, a której tez mogłam kupić majtki prawda? I nikt nie był tym wzruszony bo wiedza ze po prostu mnie na to stać. Ja nie dostałam nic. Bo nic mi nie potrzeba oprócz ich uśmiechów. Tak robią osoby które stać na drogie prezenty. Reszta to szpanerzy którzy udają majstnych i chcą wzbudzić zazdrość po prostu
dokladnie
zawsze staram sie dzialac w druga strone, jesli mam akurat gorke finansowa, a kolezanka marudzila, ze kubek termiczny jej sie rozwalal, to kupilam jej taki z contigo, porzadny, na dlugie lata, a nie szajs z marketu za 15 zl
daje prezenty bez okazji, jak mi sie cos z kims skojarzy, to kupuje i wreczam
nigdy nie dalam nikomu odczuc, ze jest gorszy, bo biedny, organizowalam zbiorki na wozek dla mojej niepelnosprawnej przyjaciolki, jedenie typu puszki, maka, makaron dla kolezanki, ktorej maz celowo czekal na ostatni moment z oswiadczeniem o zarobkach tak, z epozbawil ja zasilku na niepelnosprawne dziecko na 2 miesiace ( potem jej to wyrownali, ale te 2 miesiace musiala jakos przezyc) itp.
staralam sie robic to naturalnie, w miare dyskretnie, bez obnoszenia sie
nie wyobrazam sobie powiedziec/pokazac- a ty dostaniesz gorszy prezent bo ejstes biedna :(
I takie podejście szanuję!
Mam pieniądze, stać mnie na "bogate" prezenty, ale nie kupuję wszystkim jak leci drogich podarunków wychodząc z założenia, że stać mnie to mogę sobie szastać pieniędzmi na lewo i prawo. Musiałam na te pieniądze zapracować i nie zamierzam wydawać ich na "byle kogo", bo akurat tak się złożyło, że spędzimy razem święta, a jako osoba "majętna" mogę przecież bezrefleksyjnie przepieprzyć całą kasę... Rodzinie/najbliższym kupuję zazwyczaj po kilka podarunków, nie dlatego, żeby się pokazać, że "mnie stać", ale właśnie dlatego, że lubię patrzyć jak się cieszą. Ale im mniej spokrewniona z daną osobą jestem tym mniejszy i mniej kosztowny prezent robię. Nie widzę powodu, żeby jakiejś córce adoptowanego brata nowego partnera mojej matki kupować prezent takiego samego kalibru jak, no nie wiem, młodszej siostrze (chociaż ja jestem jedynaczką, ale chodzi o przykład). Dla dalszej rodziny/znajomych mam po prostu symboliczne podarunki. I nie uważam, że jestem szpanerką, która udaje bogactwo i chce wzbudzić czyjąś zazdrość. Ale sponsorem też nie jestem.
Tym komentarzem właśnie pokazałaś, że robisz to tylko i wyłącznie dla szpanu. Prezenty robi się takie, jakie sprawią przyjemność obdarowanemu. Też zarabiam sporo, stać mnie by wydać na wszystkich w rodzinie ogromne pieniądze, ale nie o to chodzi w prezentach. Często daję drobne upominki lub nawet własnoręcznie robione, bo to one sprawiają największą radość ludziom i - co nie jest niczym dziwnym jak dla mnie - są najdłużej przez te osoby używane lub doceniane. W przeciwieństwie do różnych prezentów kupionych, które albo były poużywane tylko kilka razy, albo sprzedane, albo leżały w kartonach. Bogactwo prezentów nie mierzy się sumą na paragonie. Twoje prezenty są tylko i wyłącznie dla szpanu, jak i cały komentarz. Wstydź się.
Hehehe, aż mi się przypomniała ostatnia wigilia spędzona u matki mojego ojca. W tamtych czasach rodzice też nie mieli za dużo pieniędzy. Ojciec miał czworo rodzeństwa, oni swoje dzieci, więc gromadka spora. Im sie chyba nie podobało, że co roku mama robiła skromne upominki lub wcale, to też zadecydowali "W tym roku bez prezentów." Ok.
Byłam dzieckiem, młodsze kuzynostwo "gdzieś" zniknęło. Znalazłam ich w dużym pokoju z ciotkami. Zostałam grzecznie wyproszona, więc wróciłam do stołu, do mamy. Nic nie rozumiejąc. Kilka chwil później, kuzyn wygadał się przypadkiem, że dostali pieniądze, gdy byli w pokoju obok. Ciotki udały, że nie słyszały, matka ojca szybko zmieniła temat, wójkowie zaczęli dławić się karpiem, a ja płakałam całą drogę powrotną do domu.
porozmawiaj o tym z rodzicami i jezdzijcie w drugi dzien swiat?
strasznie przykra jest taka segregacja :(
no to nie jedź do nich na wigilię i po sprawie
jak jesteś nieletnia pogadaj z rodzicami - jak mają olej w głowie to jakoś to załatwią
tamci mogą się wymienić drogimi prezentami później albo wcześniej
można ustalić prezenty do 50 zł
a jeżeli tamci nie są na tyle taktowni żeby wejść w taki układ to szkoda jechać do buców i stanowić publiczność dla ich pokazówki
jeżeli rodzice też tego nie rozumieją, to następnego roku może się zdarzyć, że dostaniesz silnych bóli brzucha i nie będziesz w stanie jechać na wigilię albo będziesz musiała się położyć akurat po kolacji przed rozdaniem prezentów - no różne przypadki chodzą po ludziach, każdy może się źle poczuć prawda?
Moją rodzinę bogaci krewni zawsze traktowali jak biednych, którzy ucieszą się z byle śmiecia. I mimo, że mama zawsze starała się wymyślić coś fajnego na prezent dla nich, tak nam zawsze dostawały się jakieś brzydkie ubrania sprzed paru sezonów, które się im nie sprzedały w sklepie... A ubrana chodziłam o wiele lepiej, w upolowane w ciucholandach rzeczy. :P
Jako dziecko zawsze było to dla mnie ogromnym zawodem, zwłaszcza po patrzeniu jak inni otwierają wielkie, drogie i wypasione prezenty. Patrząc wstecz dla mamy to musiało być jeszcze mniej przyjemne...
U mojej bogatej części rodziny było tak, że oni sobie robili prezenty, a nam nie dawali nic, z tym, że my też nie dawaliśmy nic ani im, ani sobie. W moim domu nie było tradycji dawania prezentów w święta, a jedynie 6 grudnia. We wczesnym dzieciństwie trochę zazdrościłam kuzynkom, które odpakowywały obok mnie drogie prezenty, a ja siedziałam z pustymi rękami, ale dość szybko takie rzeczy przestały mieć dla mnie znaczenie i do dziś nie daję ani nie dostaję prezentów w święta, dla mnie to zbędny konsumpcjonizm.
To po co odwiedzacie rodzinkę w wigilię? Ja od 30 lat ją spędzam z rodzicami, rodzeństwem i babcią i jest idealnie. Resztę rodziny można zobaczyç w inny dzień.
o to nalezaloby spytac rodzicow autorki
chociaz musza byc wyjatkowo gruboskorni, skoro nie zauwazyli tego procederu
albo sa z gatunku "zrobie wszystko by nie urazic gospodarzy"
Ja bym nastepnym rwzrm, nie jechala do nich na swieta. i obylo by sie bez problem. Chcą robić sobie drogie prezenty to niech robią. Mogli by sami dać coś od siebie więcej, ale jak widać muszą się wywyższać.
pomysl dobry, ale autorka moze miec np. 12 lat i nic do gadania
W dzieciństwie tez nam się nie przelewalo, dodatkowo na święta zjezdzalo się sporo osób, więc rodzice robili nam drobne prezenty na Mikołaja, a na święta już nie. Rozumielismy to i żadnemu z nas to nie przeszkadzało. Tylko przykro było, kiedy ciotka przy nas dawała prezent kuzynowi. I to zawsze wtedy, kiedy my byliśmy w pokoju, żebyśmy widzieli, że coś dostaje.