#8vNHm

Mam 35 lat, świetną pracę, zarabiam bardzo dobrze, jeżdżę dobrym samochodem, ostatnio kupiłem dom, można rzec sielanka. Z wyglądu też niczego sobie; dobry garnitur, modne dodatki, regularnie trenuję taekwondo i chodzę na basen, a z gęby też podobno ujdzie. Więc w czym problem, po co to wyznanie, zapytacie?
Odpowiedź brzmi: Nigdy nie uprawiałem seksu. Dlaczego? Nie wiem sam, w czasach szkolnych nie miałem na to czasu (pełno zajęć pozalekcyjnych), na studiach podobnie, potem praca, gonitwa za awansem i... nagle się okazało, że mam 35 lat i jestem sam.

A najsmutniejsze w tym temacie jest to, że ja już nie potrafię być z kimś, nawet próbowałem, ale po dwóch spotkaniach zrezygnowałem, nie wiem dlaczego, jakoś nie potrafiłem...

Heh, wygadałem się, jakoś mi lżej. Tylko szkoda, że do końca życia będę sam.

#ievO6

Kiedy studiowałam, nie miałam zbyt dużo pieniędzy. Wieczorami wychodziłam na miasto i szukałam drobnych pieniędzy w automatach sprzedających bilety. Przynajmniej złotówkę dziennie na pączka uzbierałam. Czasem znajdowałam dwa złote, czasem więcej niż piątkę. Na widok każdych dwudziestu groszy miałam banana na mordce!
Teraz mam 28 lat. Straciłam pracę, szukam nowej. Mam jakieś tam oszczędności, ale przeznaczone na remont i wolałabym ich jak najdłużej nie naruszać, dlatego wczoraj i dziś, jak za dawnych lat ,spacerowałam szukając pieniędzy w automatach. Zarówno wczoraj, jak i dziś z uzbieranych pieniędzy stać mnie na cały okrągły bochenek dobrego chleba.

Wydaje mi się, że głowę na karku mam, więc liczę na to, że szybko znajdę nową pracę. Trzymajcie kciuki!

#3Pqy3

Mój wpis będzie chyba nieco inny, od panującej tutaj konwencji. Nie lubię się użalać nad sobą, pomimo że też mam problemy. Ale mimo wszystko moja historia ma happy end.

Od dziecka miałem poczucie bycia kimś gorszym. Myślę, że częściowo wynikało to z mojej niepełnosprawności (poważne problemy ze wzrokiem). Częściowo jednak także z tego, że nikt nie nauczył mnie wiary w swoje siły. Przeciwnie, przez większość dzieciństwa byłem pod wpływem człowieka, który zniszczył moją samoocenę - mojego ojca. Cały czas słyszałem od niego, że jestem groszy od moich rówieśników, że chodzę do gorszej szkoły (którą sam mi wybrał), że musi się mnie wstydzić, że jestem zbyt słaby, by jakakolwiek kobieta chciała się ze mną związać. Mam siostrę, która zerwała z nim kontakt praktycznie po tym, jak wyjechała na studia. Ja mając 30 na karku zazdrościłem jej tego, bo sam nie byłem w stanie się od niego uniezależnić.  Przez wiele lat moim jedynym oparciem była mama - odeszła, kiedy miałam 30 lat. Wtedy pojawiły się też inne problemy.

Skończyłem studia, ale przez 2 lata nie mogłem znaleźć pracy w swoim zawodzie, a w związku z niepełnosprawnością miałem liczne przeciwwskazania medyczne. Kiedy udało mi się znaleźć pracę, przez 3 lata radziłem sobie zawodowo całkiem nieźle. W międzyczasie skończyłem studia podyplomowe, związałem się z kobietą. Wszystko załamało się, jak miałem 30 lat. Zmarła moja mama, straciłem pracę, a moja kobieta wybrała kogoś innego. Pomimo mojego doświadczenia przez parę miesięcy nie mogłem znaleźć innego zatrudnienia.

Pewnego wieczora po nieudanej rozmowie kwalifikacyjnej usłyszałem od mojego ojca, że zawszę będę nieudacznikiem, i zawszę będę „nikim”. To była nasza ostatnia rozmowa. Następnego dnia jak tylko wyszedł do pracy spakowałem swoje rzeczy i zostawiłem kartkę na stole, żeby mnie nie szukał. Wyjechałem najpierw do siostry, która mieszkała w większym mieście. Pracę znalazłem po 2 miesiącach, znacznie poniżej moich kwalifikacji. Przez parę lat pracowałem jak głupi po 10 godzin dziennie. Parę razy ją zmieniałem, za każdym razem na lepszą. Na związki z kobietami nie miałem po prostu czasu. Izolacja od ojca bardzo mi pomogła, bo po psychoterapii moja samoocena bardzo poprawiła się.

Dlaczego piszę to wszystko teraz? Niedawno stało się coś, co uznałem za pewną cenzurę czasową w moim życiu - zostałem wspólnikiem dużej firmy. Nie tylko pracuję w swoim zawodzie, ale finansowo radzę sobie całkiem nieźle. Jaka była moja pierwsza myśl tego dnia? Telefon do ojca. Powiedzieć mu co osiągnąłem, że chyba już nie musi się mnie wstydzić, i chyba jednak nie jestem „nikim”. Ale przecież ja nie wiem, czy on w ogóle jeszcze żyje. Ani ja, ani moja siostra, nie utrzymujemy z nim kontaktu. Na przestrzeni ostatnich tygodni już parę razy brałem telefon do ręki, żeby zadzwonić. Ale bałem się, że jeśli odnowię kontakt z nim, wróci ten stary ja, który nie wierzy w swoje możliwości.

#0weq1

Po śmierci mojego męża córka zaczęła komunikować się ze światem tylko i wyłącznie za pośrednictwem pacynki-skarpetki. Nie pomagają wizyty u psychologów, psychiatrów, znachorów, nic. To moja córka i serce mi pęka, gdy patrzę na to, jak bardzo przeżyła śmierć taty, ale mimo to zaczynam się gotować w środku na widok tej cholernej skarpety i koniec końców sama czuję się z tego powodu okropnym człowiekiem.

#jGirb

Mam 18 lat, od zawsze miałam problemy z odżywianiem, od jakiś 2 lat wymiotuję, a potem głodzę się 2-3 dni, nikt z rodziny nie wie co robię, szkoła z internatem sprawia, że utrzymywanie tego wszystkiego w tajemnicy jest o wiele łatwiejsze.

Ale lubię jeść i to bardzo, a święta jak święta to doskonała okazja do jedzenia. Przez całe 3 dni tak się obżerałam, że nie mogłam patrzeć na siebie w lustrze i kilka razy wymiotowałam.

Dzisiaj kiedy wracaliśmy od rodziny przypadkiem powiedziałam, że jestem strasznie głodna, bo nic dzisiaj nie jadłam, nie pomyślałam co mówię, był to już drugi dzień, w którym praktycznie nic nie jadłam i spodziewałam się jakiejś negatywnej reakcji na moje słowa.
Tylko moja matka się odezwała i powiedziała „właściwie to dobrze, zrzucisz trochę świątecznego tłuszczu”.
Nie mam pojęcia co robić, czy śmiać się czy płakać, wiem tylko że potrzebuję pomocy.

#Xh8PQ

Ostatnio miałem ostry przypał.
Przed świętami chodzę po sklepie, odhaczam kolejne rzeczy z listy dla mnie i dziadków, bo robię im zakupy z racji ich wieku. Ludzi pełno, zaraz sklepy kilka dni nieczynne, więc robią zapasy stulecia.

Nie mogę znaleźć jakiegoś kefirku, margaryny i rozglądam się po tych lodówkach, rozglądam, ale nie widzę, a babcia prosiła, żebym wszystko co do sztuki kupił. Odwracam się, a tam w wózku, w kartonach, tuż za mną, przy lodówkach wózek i i cały karton kefirku i stosik margaryn, to biorę kilka sztuk. Jajka też były, to też pakuję. Pewnie nie zdążyli wyłożyć - myślę.

Zadowolony, że nie muszę po innych sklepach chodzić, idę do kasy, gdy nagle jakaś kobieta krzyczy "oddawaj to". Odwracam się zaciekawiony, a kobitka na oko pięćdziesięcioletnia podchodzi do mnie i zaczyna szarpać mój koszyk. Zaskoczony ratuję zakupy, myśląc o jajkach, gdy nagle ochroniarz do mnie podchodzi i również wyrywając mi koszyk mówi "wiem, co zrobiłeś, tak starszą kobietę okradać!". Po krótkiej rozmowie dotarło do mnie, że to był wózek tej kobiety, ale moje przekonywania na nic się nie zdały. Ochroniarz grzecznie poprosił, żebym wyszedł. Cisza w sklepie. Mój walk of shame...
Nigdy więcej nie wrócę do sklepu na moim osiedlu. Nigdy.

#MF45P

Gdy byłem mały, czasem do mojej babci wpadała jej kuzynka z córką. Była to siwiuteńka jak gołąbek staruszka, na oko 10 lat starsza od mojej babci, bardzo miła i łagodna. Jej córkę wspominam jako sympatyczną, elegancką i bardzo oddaną mamie, ale w ogóle nie podobną do nikogo z naszej rodziny. Szczególnie dobrze kojarzą mi się ich odwiedziny, bo gdy tylko zorientowały się, że oprócz naszych regularnych kotków i ich okazjonalnego przychówku przygarniamy każdego kociego przybłędę, wraz ze słodyczami dla mnie i sióstr zawsze przynosiły dla naszej miauczącej nierogacizny jakieś kocie przysmaki typu whiskas (które na początku lat 90. koty w okolicy oglądały głównie w telewizji).

Pewien czas temu zapytałem się mamę o tamte ciocie: "wiesz, mamo, ta siwiuteńka kuzynka babci, ta z 10 lat od niej starsza...". Odpowiedź mojej mamy totalnie mnie zszokowała.

Starsza ciocia wcale nie była starsza, była kilka dobrych lat młodsza od babci. Jako młodziuteńka dziewczyna trafiła do obozu koncentracyjnego, gdzie dr Mengele dokonywał eksperymentów na ludziach. Ciocia została tam wysterylizowana i jak to określiła kiedyś moja babcia "zszyta byle jak, zawinięta w papier toaletowy i wyrzucona na śmietnik". Udało jej się jednak przeżyć i po wojnie zamieszkała w jednym z większych polskich miast. Zakochała się tam nieszczęśliwie w facecie, który był przystojny, ale pił i ją krzywdził: wypominał, że nie jest prawdziwą kobietą, bo nigdy nie da mu dziecka. Ciocia tolerowała to jednak, tak samo jak jego liczne zdrady.

W końcu doszło do sytuacji, że zamieszkała z nimi jego ciężarna kochanka. Ciocia opiekowała się nią i pomagała jej, ale gdy tylko kobieta urodziła dziecko, wyniosła się i zerwała wszelkie kontakty. Ciocia zdecydowała się wychowywać maleństwo jako swoją własną córkę. Jej mąż nie zmienił się jednak za bardzo i zanim dziewczynka dorosła, ciocia opuściła go razem z córką. W okresie gdy było im ciężko, a on nadal nieźle sobie radził, ciocia zażądała alimentów, na które on oczywiście nie chciał się zgodzić. Gdy został sądownie do nich zmuszony, wysłał im miesięczną kwotę, która była niemal identyczna z ówczesną roczną opłatą za posiadanie psa. Razem z pieniędzmi nie omieszkał dołączyć małej karteczki z dopiskiem "podatek na psa".

Gdy dziewczynka dorosła, skończyła studia i miała dobrze płatną pracę, a jej ojciec stoczył się prawie na dno, to on zażądał od niej alimentów. Rozprawa w sądzie nie trwała jednak długo, bo dziewczyna zaniosła sędziemu kwitek, który lata temu dostała od ojca wraz z karteczką z napisem "podatek na psa".

Po poznaniu tej historii, jako dorosły facet, inaczej popatrzyłem na tamte ciocie. Mniej jak na dobre wróżki z kocią karmą, a bardziej z miłą refleksją, że można zachować swoje człowieczeństwo i wrażliwość pomimo krzywd i dostać od życia happy end.

#fbIrx

Prezentowane tutaj historie z harcerstwa to takie raczej pogodne opowiastki o przygodach dzieciaków na obozie. Moja historia jest z okresu, kiedy byłem harcerzem starszym (tak, tacy się jeszcze uchowali). Kiedy sobie o niej przypomnę, jeszcze dziś czuję wstyd, mimo że tak naprawdę nie zrobiłem nic złego. Nikomu też o niej nie powiedziałem, zaraz zrozumiecie dlaczego.

Do spotkania w komendzie hufca miałem jeszcze trochę czasu, więc postanowiłem pójść na pizzę. Zjadłem kilka kawałków takiej bardzo ostrej i po drodze poczułem, że muszę natychmiast do toalety. Wchodząc do komendy modliłem się w duchu, żeby nikt mnie nie zatrzymał i nie zagadał. Sytuacja mogła za chwilę wymknąć się spod kontroli. W biegu rozpinałem guziki rozporka, w drzwiach męskiej toalety opuściłem spodnie do kolan, otwieram kabinę, a tam... ukrył się jakiś harcerz z papierosem (wiadomo, harcerz nie pali). Mało nie zemdlał z przerażenia, bo myślał, że za chwilę zaatakuje go jakiś zwyrol.

Na szczęście nigdy więcej się nie spotkaliśmy.

#Ft7Eh

Wyjechałam z mężem w podróż poślubną do Grecji. Hotel ładny, jednak bardzo duży, składający się z kilku mniejszych budynków, do każdego z pokoi prowadził labirynt korytarzy. Po kilku dniach pobytu oraz najadania się do syta jedzeniem z all inclusive, czułam, że mój brzuch dłużej nie wytrzyma. Muszę iść do łazienki. Siedzę, czekam i nic. Przypomniałam sobie, że mam przy sobie tabletki na przeczyszczenie (noszę, bo czasem mam problemy). Wzięłam szybko jedną i niewiele myśląc oboje poszliśmy na basen. Mija pewnie z 5 godzin, ja na środku basenu i wtedy się zaczęło.

Zdezorientowana nie wiem co robić, staram się popłynąć do brzegu, jakimś cudem udaje mi się nie popuścić. Wychodzę z basenu, mijam męża opalającego się na leżaku, który zaczął coś do mnie mówić, ale nie słuchałam. Staram się dojść do pokoju, w ferworze zgubiłam drogę... zaciskając poślady z całych sił, udało mi się w końcu znaleźć trasę, jestem na ostatniej prostej, klucze czekają wyciągnięte w kierunku drzwi... i puściłam.

Majtki zasrane, korytarz zasrany, widać trasę, którą szłam. Na moje szczęście nie było wtedy nikogo, kto mógł to zobaczyć. Udało mi się wszystko posprzątać, dobrze, że mieliśmy dwie rolki papieru. Jak gdyby nigdy nic wróciłam na basen, oczywiście dokładnie umyta. Mąż o niczym nie wie.

Następnego dnia zobaczyłam, że po przeciwległej stronie jest kamera.
Dodaj anonimowe wyznanie