#s88TO

Mam 17 lat, jestem w drugiej klasie Liceum i CHOLERNIE mnie kręci jeden z nauczycieli. Niby na pozór całkiem normalne, jednak nie w zupełności.

Podczas gdy inne dziewczyny z mojej klasy szaleją za 30-letnim nauczycielem wychowania fizycznego, ja nie mogę przestać myśleć o 60-letnim historyku. Jest seksowny, kulturalny, miły i zabawny, a w dodatku tak inteligentny. Duża część klasy wyśmiewa go za jego specyficzny sposób bycia, strasznie mnie to irytuje. Odkąd tylko zaczął mnie uczyć, historia stała się dla mnie priorytetem. Obawiam się, że któregoś dnia się nie powstrzymam i powiem (albo zrobię!) coś czego nie powinnam. Nikt o tym nie wie, piszę bo trochę mi będzie lżej...

#P403U

O tym jak "ukradłam" niepełnosprawnemu dziecku kota...

W pewnym momencie mojego życia wszystko się zawaliło. Wszystkie plagi w jednym czasie... Zmarła moja babcia, która mnie wychowała. Chłopak mnie zostawił, okazało się, że był ze mną tylko po to, żebym pomogła napisać mu magisterkę, a dzień po oddaniu pracy wyprowadził się i zamieszkał ze swoją nową miłością, z którą de facto mnie zdradzał przez około pół roku. W pracy nie przedłużyli ze mną umowy i nie stać mnie było, aby utrzymać się w lokum, które wynajmowałam z (byłym od kilku dni) chłopakiem, przez co straciłam kaucję.

Płakałam, szukałam pracy i mieszkania i jeszcze raz płakałam.

Po kilku dniach użalania się nad sobą stwierdziłam, że trzeba wywalić śmieci i kupić coś do jedzenia, żeby dalej się użalać. Była to zima, dwa lata temu, kilka bardzo mroźnych dni, gdzie temperatura spadła do około -10. Wieczorem, gdy wyrzucałam śmieci zobaczyłam, że za śmietnikiem siedzi kot. Telepało go z zimna, był chudy, brudny. Pomimo iż nigdy wcześniej nie miałam zwierzęcia, wiedziałam, że zamarznie jeżeli tu zostanie. Wzięłam go na ręce. Nawet nie próbował uciec. Wtulił się we mnie, szukając ciepła, schronienia.

Nakarmiłam go, napoiłam, rozgrzałam i pojechałam do całodobowej kliniki weterynaryjnej. Wet powiedział, że zwierzę zdrowe poza odmrożonymi łapkami, przepisał maści, sprawdził chip i polecił co robić dalej, gdzie go oddać...
Ale po kilku dniach wiedziałam, że go nie oddam. Był cudowny, grzeczny, wdzięczny, typowy kanapowiec. Wreszcie miałam kogoś, kto ze mną był i mnie potrzebował.
Po około miesiącu znalazłam pracę i tanie mieszkanie, a dzień przed przeprowadzką w osiedlowym sklepie zobaczyłam ogłoszenie, gdzie ze zdjęcia patrzyła na mnie gruba jeszcze wtedy mordka "mojego" znajdka. Pani na papierze błagała o wszelkie informacje na temat kotka, gdyż w domu czekała na niego niepełnosprawna córka, która bardzo tęskni za swoim przyjacielem.

Przez całą noc myślałam, co zrobić. Znalazłam ogłoszenia w internecie gdzie znajdek przewijał się kilkukrotnie. Ale w końcu przeprowadziłam się na drugi koniec miasta i kota wzięłam ze sobą.

Czy żałowałam tej decyzji? Nie. Wierzę, że jest mu ze mną lepiej, lecz wiem, że skrzywdziłam chore dziecko i jego rodzinę...
Kot jakby odmienił mój los. Nowa szefowa jest kociarą, więc szybko złapałyśmy kontakt. Zaczęłam spotykać się z jej bratem, który również uwielbia zwierzęta, bardzo dobrze mi w nowym związku.
Mam kota na punkcie kota. Stałam się kociarą.
Czasem myślę, że źle zrobiłam, ale kot jest ze mną już dłużej, niż był z tamtą rodziną. Liczę, że adoptowali nowego kotka. Jasne, co jakiś czas jakieś wyrzuty sumienia mam i w różny sposób usprawiedliwiam swoją decyzję, lecz jej nie żałuję.

#FrGdh

Jakiś czas temu publikowałam tutaj wyznanie o tym, że wstydzę się własnej siostry, która nie utrzymuje higieny (#f2kMF). W skrócie - moja siostra jest niechlujna, bałagani i swoim zaniedbanym wyglądem zwraca uwagę rówieśników. Nie ma zbyt wielu znajomych (to znaczy nigdy nie wychodzi w czasie wolnym na spotkania, nie prowadzi życia towarzyskiego). Siostra jest bardzo otyła z własnej winy, ma problem z myciem się, z myciem włosów, zębów. Jej zachowanie i problem z nią opisałam w poprzednim wyznaniu.

Ostatnio stało się coś dziwnego. Podczas śniadania w sobotę, siostra ogłosiła mi i rodzicom, że od dłuższego czasu pisze z pewnym chłopakiem przez internet. Chłopak ma 18 lat, podobne zainteresowania do niej. Poznali się w jakiejś grze, później zaczęli pisać ze sobą. Nikt nie wiedział, że ona z kimś pisze - myśleliśmy, że ona po prostu gra. Siostra ogłosiła nam, że chłopak chce się z nią spotkać i przyjedzie do naszego miasta pociągiem. Rodzice ucieszyli się, bo siostra nigdy z nikim nie wychodziła. Zaproponowali, że chłopak może zostać na weekend, żeby się z nim lepiej poznać. Poprosili też siostrę o jego zdjęcie i pokazała jakieś stare z Facebooka, na którym miał może 16 lat - no ale ok. Dzień przed przyjazdem chłopaka siostra nie zrobiła NIC - nie zmieniła koszulki, nie umyła włosów mimo, że rodzice jej kazali. Dramat. Czułam, że chłopak prędzej ucieknie niż zostanie. Ona nawet zostawiła syf w pokoju.

Nadszedł ten dzień. Rodzice kazali jej ubrać nową koszulę, ale dopiero w aucie zorientowali się, że pod kurtką ma na sobie brudny polar. Pojechali na dworzec po chłopaka, ja zostałam w domu.

Po 20 minutach wrócili w czwórkę. Chłopak, którego ujrzałam był dosłownie męską wersją siostry. Brudny, śmierdzący, z ogromną nadwagą, trądzikiem i tłustymi, długimi i pomalowanymi na czarno włosami (oczywiście z ogromnym odrostem), z dziewiczym wąsem. Jedno i drugie nie zjadło obiadu z nami, wzięli go do pokoju siostry - puste talerze zostawili na dywanie. Przesiedzieli w pokoju cały dzień i grali. W nocy on poszedł spać do innej sypialni - nad ranem z mamą musiałyśmy wietrzyć, bo tak śmierdziało. Drugiego dnia rodzice pojechali do znajomych, my w trójkę zostaliśmy i miałam "nadzorować" sytuację. Nadal siedzieli w pokoju, grali i śmierdzieli. Później oglądali anime, jedli chipsy i pili fantę. Śmierdziało aż na korytarzu. Oczywiście ani jedno ani drugie nie wykąpało się ani razu w weekend.

Poszłam do siebie, żeby pogadać z koleżanką przez telefon, później wróciłam i zapukałam do ich drzwi. Po chwili weszłam. Siostra leżała półnaga na łóżku, chłopak masował jej ogromny brzuch. Byłam w szoku. Nie wiem. Są już dojrzali, ich sprawa. Rodzicom nic nie mówiłam. Siostra i chłopak polubili się, za tydzień ona ma do niego jechać. Najgorzej, że są identyczni w kwestii higieny i manier.

#2SMTX

Sytuacja sprzed może 10 lat, ze SOR-u, gdzie pracuje mój kolega.

Karetka przywozi kobietę w silnym stresie, z widocznym brzuszkiem. Razem z nią jej partner, agresywny, awanturujący się itd. Nie chciał pozwolić by została sama z lekarzem i pielęgniarkami. Wcisnął się podczas badania kobiety, coś tam jeszcze się do niej awanturował, aż w końcu podszedł do niej i kopnął ją w brzuch. Lekarz dyżurny nawet się nie zawahał, wstał od biurka, podszedł do tego debila i mu wypłacił prosto w twarz z pięści. Damski bokser poległ na podłodze, nie mógł się podnieść, jęczał, stękał. Lekarz powiedział tylko do pielęgniarzy: "zabierzcie go na chirurgię, niech go zszyją".

#xGCA4

Odziedziczyłem sporą firmę po rodzicach, spędzam w niej masę czasu, właściwie to ja prawie mieszkam w biurze...

Mam duży, pusty dom, piękne auto i jestem sam jak palec w nosie.

Firma przynosi spore zyski, wśród moich znajomych jestem uważany raczej za człowieka dogłębnie szczęśliwego i spełnionego, a ja po prostu czuję ogromną pustkę. Praca pochłania mnie na tyle, że w wieku 35 lat nie mam ani żony, ani dzieci, ani nawet przyjaciół, jedynie marnych znajomych. W tygodniu mam wolny jeden dzień, zazwyczaj przesypiam go albo zastanawiam się co robić... Na urlopie nie byłem od 5 lat, po prostu nie ma na to czasu, wiele spraw w firmie wymaga mojej decyzji. Moi rodzice nie mieszkają w Polsce, właściwie nie mam rodziny, a nawet psa, bo nie chcę skazywać zwierzęcia na samotność.

Jest prawie północ, właśnie skończyłem pracę, a siedzę tu od 8 rano, postanowiłem się wyżalić, za chwilę wsiądę w swoje wypasione, puste auto i pojadę do pustego domu by położyć się spać do pustego łóżka.

#nbRgy

Mąż poszedł po syna do przedszkola, przy odbiorze dostaje się zazwyczaj jakiś owoc dla dziecka na podwieczorek. Mąż zabrał wszystkie rzeczy syna, a otrzymaną mandarynkę wsadził  sobie do kieszeni.
Po drodze  do domu weszli do sklepu. Przy zakupach mąż się skapnął, że w jego kieszeni tkwi mandarynka, a nie powiedział ochronie przed wejściem, że ją ma, ani przecież nie miał paragonu, więc nie myśląc zbyt dużo poszedł na dział z owocami i położył ją na kupkę z innymi mandarynkami.

Mózg roz***ny. Ale przynajmniej nie wzięli go za złodzieja :D

#52MBC

Mam pewnego wujka. Jakiś czas temu poznał swoją teraz już żonę. Poznali się, zakochali, ona się do niego wprowadziła. Miała z poprzedniego małżeństwa 3 dzieci, swoje już dorosłych i najmłodszy wraz z nią wprowadził się do wujka. Bardzo polubiłam tego chłopaka, ogarnięty, robotny, mądry. Taki, wiecie... zainwestuj w niego czas i uwagę, a może wyrosnąć ktoś wielki.

Więc postanowiłam w niego inwestować czas i uwagę. Zapraszałam do siebie nad morze na wakacje, zawsze jak byłam w rodzinnych stronach to do niego zaglądałam, regularnie z nim pisałam i rozmawiałam. I też po czasie młody zaczął mi ufać i opowiadać pewne rzeczy.

Okazało się, że jego matka się nad nim znęcała i znęca. Tak samo nad rodzeństwem. Klęczenie na grochu przez parę godzin, bicie, wyzwiska, podwieszanie na linach w stodole. Brzmiało to naprawdę strasznie.

Lubiłam jego matkę i ciężko było mi sobie ją wyobrazić jako takiego kata, dlatego postanowiłam wybadać sprawę. Zagadnęłam ją po prostu o bezstresowe wychowanie i opowiedziałam jak dostałam pasem od ojca raz jak byłam mała. Zaczęła się śmiać, że ona pasem biła za byle co, że to lekka kara i zaczęła opowiadać dokładnie to samo co młody ze śmiechem na ustach i dumą w głosie jak to dobrze dzieci ustawiła.

Powiedziałam o tym moje mamie i poszłyśmy razem pogadać z wujkiem, ale nam nie uwierzył, a potem stwierdził, że od małego lania jeszcze nic się nikomu nie stało. Nie mogłam tego tak zostawić.

Zadzwoniłam anonimowo do szkoły młodego, że podejrzewam iż jest maltretowany w domu. Na szczęście szkoła zareagowała, od razu wszedł do gry pedagog, psycholog, a później też opieka i policja.

Problem jest taki, że minęło już trochę czasu od tego wszystkiego. Młody jest w domu dziecka, jego matka ma ograniczone prawa rodzicielskie i ciągnie się sprawa przeciw niej, a młody nie jest szczęśliwy z powodu tego wszystkiego. Sam mi nie raz mówił, że jeśli się dowie kto wtedy doniósł na jego rodzinę, to nie ręczy za siebie. Opuścił się w nauce, stracił ikrę. Chciałam go wziąć do siebie, ale nie pozwolili mi z racji na zbyt młody wiek i brak warunków.

Nie wiem co mam robić. Mam ochotę cofnąć czas i nigdy nie wykonać tego telefonu, a z drugiej strony cieszę się, że tę jego "matkę" czeka sprawiedliwość.

Nikt w rodzinie nie wie, że to ja ich zgłosiłam.

#pyhQG

Umiem jeździć konno w siodle i bez, biegam po kilka kilometrów, mam prawo jazdy, planuję kurs na większe autka.
Odbyłam kurs samoobrony, przez chwilę trenowałam sztuki walki.
Chodzę - nieregularnie, ale jednak - na strzelnicę.
Interesuje się szeroko pojętym survivalem, wiem jak przeżyć w górach czy lesie (co jest jadalne, jak chować jedzenie, zrobić ognisko czy szałas).

Poza tym jestem całkiem normalnym człowiekiem, który pracuje, uczy się, czasem poimprezuje i wyjdzie z psem na spacer.

Gdzie anonimowa część?
Robię to wszystko, ponieważ panicznie boję się apokalipsy zombie i chcę być przygotowana. Mam 20 kilka lat.

#xrzMe

Pod koniec ubiegłego wieku zostałam samotną matką. Praca, studia, wychowanie dziecka, to wszystko sprawiło, że nie miałam czasu na miłość, romanse i inne. Czas mijał, córka rosła, ja skończyłam studia, znalazłam dobrą pracę, a życie leciało, czasem z górki, czasem pod górkę. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że córka jest dorosłą kobietą, wyfruwa na studia, a ja... No właśnie, to była chwila, gdzie zaczęłam zastanawiać się co dalej, dużo myślenia, dużo kalkulacji. Stwierdziłam, że to właśnie teraz czas na nowy etap w życiu i na to, że może warto otworzyć umysł i serce na innego człowieka. Mężczyźni zawsze gdzieś byli, zapraszali na randki, flirtowali, ale nigdy nie ułożyłam sobie życia z żadnym. Będąc 40-letnią, nieźle chyba wyglądającą babką, otworzyłam małą cukiernię.

Jakiś czas temu zawitało do mnie dwóch klientów, Pan Władza (dwa pączki lub donaty) i Pan Corpo (jedno ciastko w zależności od humoru). Obaj panowie po czterdziestce, szpakowaci, uśmiechnięci, zagadujący żartem lub komplementem, zostali moimi stałymi klientami. Traf chciał, że pewnego dnia po wielu podchodach Pan Władza i Pan Corpo zdecydowali się umówić ze mną na randkę.

Pierwsza randka z Panem Corpo - świetny rozmówca, elokwentny, wygadany, zabawny, uśmiechnięty po same licówki, kurtuazją swą powalał... do czasu, aż jego dłoń nie wylądowała na moim udzie. Już pominę jego propozycje zakończenia randki, podziękowałam, stwierdziłam, że nic z tego nie będzie, zapłaciłam za siebie i wróciłam do domu. Dzień kolejny, randka z Panem Władzą - zwykły facet, z którym świetnie się bawiłam, kino i spacer... Zgadnijcie kogo spotkałam na tym spacerze? Tak... Pan Corpo stwierdził, że podejdzie i nagada głupot o tym, jak go zostawiłam (?). Oczywiście Pan Władza spytał się o co chodzi. Wyjaśniłam mu tak jak i wam i tyle. No cóż, telefon milczy (obraził się?), straciłam dwóch stałych klientów, i tak się zastanawiam, o co chodzi, bo raczej nie o ciastka.

Zrobiłam coś źle? Pierwsza randka przecież nie zobowiązuje do niczego. A może wyszłam z obiegu i teraz to inaczej się odbywa? Może nie powinnam umawiać się z jednym i drugim? Dziwnie się czuję, jakbym zrobiła coś złego, choć przecież nie zrobiłam... Chyba jestem za stara i wciąż nie ogarniam facetów

PS Ostatnio pojawił się nowy stały klient, Bob Budowniczy (remontują budynek obok), hurtowo kupujący szarlotkę i sernik... Zaczyna bąkać coś o tym, że fajnie byłoby iść na kawę. Już sama nie wiem...
Dodaj anonimowe wyznanie