#nbRgy
Po drodze do domu weszli do sklepu. Przy zakupach mąż się skapnął, że w jego kieszeni tkwi mandarynka, a nie powiedział ochronie przed wejściem, że ją ma, ani przecież nie miał paragonu, więc nie myśląc zbyt dużo poszedł na dział z owocami i położył ją na kupkę z innymi mandarynkami.
Mózg roz***ny. Ale przynajmniej nie wzięli go za złodzieja :D
Nie ma podstaw, to nikt mu w kieszeń by nie zajrzał. Poza tym na kamerach sprawdzają w razie kradzieży czy akurat by sięgał po mandarynke
Ale często zanim sprawdzą robią chryję, a facet miał ze sobą dziecko. Ja go tam rozumiem, bo też się w sklepach boję, że mnie oskarżą o kradzież, mimo że absolutnie nic nie ukradłam i nie miałam nawet zamiaru kraść :D
Zazwyczaj dana osoba jest proszona do miejsc służbowych, nie powalają Cię na ziemie i nie zakładają kajdanek. Wszystko z kulturka.
Tak powinno byc. A jak jest w rzeczywistosci to juz inna bajka...
Eee aha?
A teraz sprawdzą na kamerach, że jakiś człowiek przychodzi i podkłada owoce w czasie "epodemii".
Super. Interesująca historia.
Od tego są kamery w sklepie, żeby takie wątpliwości ewentualnie rozwiać.
Wyszłaś za mąż za idiotę i zmajstrowalas z nim kaszojada. Gratuluję.
To rozumiem, że jak mam w plecaku batonika albo butelkę wody, to muszę od razu szukać ochroniarza i zawracać mu tym głowę? Nikogo nie obchodzi, co masz w kieszeni. Zgłasza się większe torby z zakupami.
Teraz sklep przetrzymuje niczego ducha winną mandarynke.
przeciez nikt by mu nie zagladal do tej kieszeni...
moga skontrolowac tylko jesli maja UZASADNIONE podejrzenia np. zapis z monitoringu, ze cos wzial i wsadzil do kieszeni
No tak, bo gdyby trzymał dalej tą mandarynkę w kieszeni, to ochroniarz z rentgenem w oczach na pewno by to odkrył i uznał za złodzieja. Mózg to się roz*****e, jak się czyta takie durnoty.