#P403U
W pewnym momencie mojego życia wszystko się zawaliło. Wszystkie plagi w jednym czasie... Zmarła moja babcia, która mnie wychowała. Chłopak mnie zostawił, okazało się, że był ze mną tylko po to, żebym pomogła napisać mu magisterkę, a dzień po oddaniu pracy wyprowadził się i zamieszkał ze swoją nową miłością, z którą de facto mnie zdradzał przez około pół roku. W pracy nie przedłużyli ze mną umowy i nie stać mnie było, aby utrzymać się w lokum, które wynajmowałam z (byłym od kilku dni) chłopakiem, przez co straciłam kaucję.
Płakałam, szukałam pracy i mieszkania i jeszcze raz płakałam.
Po kilku dniach użalania się nad sobą stwierdziłam, że trzeba wywalić śmieci i kupić coś do jedzenia, żeby dalej się użalać. Była to zima, dwa lata temu, kilka bardzo mroźnych dni, gdzie temperatura spadła do około -10. Wieczorem, gdy wyrzucałam śmieci zobaczyłam, że za śmietnikiem siedzi kot. Telepało go z zimna, był chudy, brudny. Pomimo iż nigdy wcześniej nie miałam zwierzęcia, wiedziałam, że zamarznie jeżeli tu zostanie. Wzięłam go na ręce. Nawet nie próbował uciec. Wtulił się we mnie, szukając ciepła, schronienia.
Nakarmiłam go, napoiłam, rozgrzałam i pojechałam do całodobowej kliniki weterynaryjnej. Wet powiedział, że zwierzę zdrowe poza odmrożonymi łapkami, przepisał maści, sprawdził chip i polecił co robić dalej, gdzie go oddać...
Ale po kilku dniach wiedziałam, że go nie oddam. Był cudowny, grzeczny, wdzięczny, typowy kanapowiec. Wreszcie miałam kogoś, kto ze mną był i mnie potrzebował.
Po około miesiącu znalazłam pracę i tanie mieszkanie, a dzień przed przeprowadzką w osiedlowym sklepie zobaczyłam ogłoszenie, gdzie ze zdjęcia patrzyła na mnie gruba jeszcze wtedy mordka "mojego" znajdka. Pani na papierze błagała o wszelkie informacje na temat kotka, gdyż w domu czekała na niego niepełnosprawna córka, która bardzo tęskni za swoim przyjacielem.
Przez całą noc myślałam, co zrobić. Znalazłam ogłoszenia w internecie gdzie znajdek przewijał się kilkukrotnie. Ale w końcu przeprowadziłam się na drugi koniec miasta i kota wzięłam ze sobą.
Czy żałowałam tej decyzji? Nie. Wierzę, że jest mu ze mną lepiej, lecz wiem, że skrzywdziłam chore dziecko i jego rodzinę...
Kot jakby odmienił mój los. Nowa szefowa jest kociarą, więc szybko złapałyśmy kontakt. Zaczęłam spotykać się z jej bratem, który również uwielbia zwierzęta, bardzo dobrze mi w nowym związku.
Mam kota na punkcie kota. Stałam się kociarą.
Czasem myślę, że źle zrobiłam, ale kot jest ze mną już dłużej, niż był z tamtą rodziną. Liczę, że adoptowali nowego kotka. Jasne, co jakiś czas jakieś wyrzuty sumienia mam i w różny sposób usprawiedliwiam swoją decyzję, lecz jej nie żałuję.
"Wierzę, że jest mu ze mną lepiej", o ile nie wypuszczasz I nie podajesz whiskasa to bardzo możliwe, że tak jest
Uuu lady, chyba ma ktoś tu ból doopy bo wypuścił kota i nie wrócił hahahha
@Nordek
Ale ty jesteś głupim i złośliwym człowiekiem. Jak myślisz, że jesteś chodzącym ideałem, najcudowniejszym opiekunem zwierząt, to się jeszcze przekonasz, że tak nie jest. Mi jeszcze żadne zwierzę nigdy nie uciekło, ale takie coś zawsze może się zdarzyć, bo nie jesteś w stanie kontrolować wszystkiego.
Straszna z ciebie egoistka. Było ci źle, to odebrałaś komuś ukochaną istotę i teraz kto inny cierpi....
Z tego co napisałaś, wnioskuję, że już dość długo masz tego kota i się do niego przywiązałaś. To teraz wyobraź sobie, że z dnia na dzień go tracisz, bo ktoś go sobie wziął i nie ma zamiaru oddać. Tak jak ty kiedyś.
Jak ktoś rozwiesza ogłoszenia i szuka zwierzaka, to znaczy, że bardzo mu na nim zależy.
Tylko, żeby ktoś jej go zabrał najpierw musiałaby go wypuścić z domu. Gdyby mi zależało na moim kocie, to bym go nie puszczała samego na dwór.
Mysle ze gdyby ktoś kochał kota to nie byłby wychudzony
@Wiaderny
Kot na zdjęciu z ogłoszenia był "gruby", czyli jak autorka go znalazła, to minęło już trochę czasu i kot schudł po ucieczce.
@MartyMcFly
W teorii i internecie każdy jest mądry. Skąd wiesz, że go wypuszczali na dwór? Każdemu może się przytrafić ucieczka zwierzęcia, bo nie jesteś w stanie kontrolować wszystkich sytuacji.
Mam psa rasy husky. Jak wiadomo, psy te uciekają na polowania i żadne komendy nie są w stanie ich powstrzymać przed gonitwą. Moim odwiecznym problemem jest ulilnowanie go, aby nie uciekał. Jest to naprawdę uciążliwe. Pies był szkolony, chodził do behawiorysty, ale on sam stwierdził, że z niego taki uparty wolnoduch. I wkurza mnie, kiedy ktoś drze się na mnie, że powinnam psa zamykać. Niby gdzie mam go zamknąć? W kojcu? Czasami zdarzy się, że ucieknie i muszę go gonić a słuchanie wyrzutów po drodze, że nie pilnuję psa jest strasznie denerwujące. No bo ja rozumiem, że ktoś może się przestraszyć, naprawdę zdaje sobie z tego sprawę, ale nic nie poradzę, że czasami zdarzy mu się zwiać. Sama nie wiem po co to piszę, bo nic to nie wnosi, ale jakoś tak mi to przyszło do głowy. Nie ma żadnego rozwiązania tego problemu. Dla żadnej ze stron.
Żartujesz sobie? Trzymanie psa na smyczy jest OBOWIĄZKOWE. Strasznie boje się psów i nienawidzę ludzi, którzy puszczają je samopas. Życzę ci wszystkiego najgorszego i że policja zobaczy te twoje spacerki i wlepi ci mandat. Zwierzęta są nieobliczalne, a ty się dziwisz, że ci ludzie uwagę zwracają?
@Mmpp00
Co? A jak dziecko będzie Ci uciekać i w końcu wpadnie pod samochód to czyja to będzie wina? Dziecka czy rodzica? Tak samo z psem/kotem/czymkolwiek za co masz odpowiedzialność. Są smycze, klatki kennelowe itd, jeśli stać Cię było na huskyego i behawiorystę to na pewno też stać Cię na sprzęt aby się tym psem zająć. Jeśli Cię nie stać to po co brać psa?
Ale ja go nie puszczam samopas. Wystarczy, że nie upilnuję durnego kuriera, który furtki nie umie domknąć, żeby pies zwiał. Nie robię tego specjalnie i nic nie poradzę, że czasami mi ucieknie i jak głupia muszę go gonić. Tak jak mówię, nie ma rozwiązania dla mnie ani dla ludzi na spacerach. I ja sobie zdaje sprawę, że to może być dla kogoś straszne, ale przecież ja również nic nie poradzę na to, że mój pies ucieka raz na pół roku. Żeby nie było, biegnę za nim tak długo aż się zmęczy i zawsze krzyczę do ludzi, że nie gryzie, aby chociaż się nie bali i wiedzieli, że za nim biegnę. Dziecku wytłumaczysz, że nie wolno uciekać. U mojego psa to instynkt i straciłam już nadzieję, że kiedykolwiek go tego oduczę.
Mmpp00 co za durne usprawiedliwienie. Mam dwa bardzo samowolne psy i kota. Żadne nigdy nie.uciekło. Co to.w.ogóle za pomysł żeby otwierać kurierowi jak pies jest luzem? Ty na.pewno powinnaś mieć zwierzęta?
Mmpp00 nie wiem jakbyś chciała dwu czy trzylatkowi wytłumaczyć, że ma nie uciekać ;) chyba dzieci nie masz. I nie wiem czy wiesz, ale nie musisz wpuszczać kuriera, wystarczy dzwonek przy furtce. Twoje argumenty ogólnie są tak śmieszne, że podejrzewam, że psa mają Twoi rodzice pewnie, a nie Ty, to po pierwsze, a po drugie macie psa, aby go mieć. Niby lepsze niż schronisko, ale jak pies wpadnie pod samochód to nawet mi Ciebie nie żal. Nie umiesz zajmować się zwierzęciem i nie powinnaś go mieć. Nie masz nawet za grosz pojęcia na temat psa i żadnego behawiorysty nie było, prawda? Szkoda, że prawo w Polsce jest kompletnie pod tym względem niewyregulowane.
@Redhairdontcare
Akurat zależy od miasta, u mnie trzeba mieć smycz ALBO kaganiec (z pominięciem "ras agresywnych").
rozumiem jakbys wiedziala ze ktos sie zneca nad tym kotem itp ale tak nie mozna bez powodu
mam nadzieje ze tobie tez ktos kiedys zabierze kota. moze zrozumiesz
No i dobrze się stało, na co niepełnosprawnemu dziecku kot? Żeby położył się na twarzy i udusił? Albo przegryzł tętnicę? Możecie się śmiać, ale niejedno w życiu widziałem. Co do trzymania kota w domu - kot ma polować na szkodniki, innego sensu trzymania kota nie widzę. Oczywiście są osoby z odfuterkowym zapaleniem mózgu, jak np autorka, które uważają zwierzę za członka rodziny i w ten sposób chcą zapełnić swoją emocjonalna pustkę, ale ci normalni mają kota do tego do czego piszę. W innym przypadku kot jest bezużyteczny i się go nie trzyma. U nas na wiosce jest lekka nadprodukcja, więc co roku rozstawia się trutki po podwórkach. Ostatnio widziałem jak dzieciaki sąsiadów dorwały jednego jak niósł upolowaną kurę. Benzyna, zapałki i były kocie cuda.
Strasznie negatywny wydźwięk ma ten komentarz...
Bo to troll liczący na pożywkę
Teraz to naprawdę zatęskniłam za minusami...
Dylan. Ty masz jakieś wiejskie zapalenie mózgu. Kot to też zwierzę. Istnieją nawet rasy, które nie wychodzą z domu na łowy, bo nie lubią polować. Wolą za to leżeć i wylegiwać się na kanapie. Wtedy jest mowa o futrzaku kanapowym. Co sądzisz w takim razie o kotach wystawowych? O hodowlach? Ludzie zarabiają na takich zwierzętach zupełnie jak na koniach wystawowych. Ale Ty się ograniczasz do swojego wiejskiego (w gorszym tego słowa znaczeniu) myślenia, że wszystko ma być użyteczne do roboty i zamykasz się w swoim kąciku światopoglądowym zamykając się na świat zewnętrzny. Straszne.
Aha i dodam jeszcze tak. Nienawidzę wszystkich ludzi rozstawiających trutki na koty. Nienawidzę was wszystkich całym sercem. Gdyby nie wy, nie musiałabym patrzeć na cierpienie mojego kota, któremu ta wasza trutka zniszczyła całą wątrobę. Nie znalazłam jej na usg, bo była tak zniszczona, w strzępach. Nienawidzę tym bardziej, że musiałam trzymać go na ręce, kiedy cofał mu się kał i wyrywał się ze strachu, kiedy weterynarz wstrzykiwał mu zastrzyk usypiający. Do tej pory mi się to śni. Jego ciało, z którego brązowy płyn wylewał się wszystkimi otworami ciała. Mam ochotę zatłuc osobę, która robi takie rzeczy. Kot ci przeszkadza to go przegoń. Miej świadomość, że gdzieś tam płacze dziecko lub dorosły człowiek za swoim przyjacielem, bo tobie przeszkadzał kotek chodzący po trawniku.
Co sądzę o kotach wystawowych? Chętnie bym napisał, ale obawiam się, że komentarz poleciałby za ilość inwektyw, więc ograniczę się do tego, że niektórzy ludzie mają nierówno pod sufitem i odbija im od dobrobytu.
Hodowle to nic innego jak maszynka do robienia pieniędzy - rozmnażają pchlarze i sierściuchy bez opamiętania i robią niesamowitą kapuchę na tym, że piesek ma taki a nie inny kolor umaszczenia i jak się rodzi to dostaje papierek, który winduje jego cenę na grube tysiące. Do tego w hodowlach utrwala się u zwierząt niekorzystne cechy w imię widzimisię, jakim jest wpasowanie się zwierzęcia w konkretną rasę.
Co do trutek, nie wiem jak w twojej okolicy wygląda sytuacja, ale tu, gdzie ja mieszkam nie dałoby się bez nich obejść. Na wsiach jest pełno bezdomnych kotów, jak świat stary i nikt się nad ich losem nie roztkliwia. Na wiosnę jest to szczególnie kłopotliwe, bo to wszystko zaczyna się ze sobą mnożyć i sierściuchów jest w bród - polują na kury, pchają się do domów, a wieczorem jak ci się zbierze taka chmara pod oknami i zacznie swój koncert, to nie zmrużysz oka do świtu.
Odfuterkowe zapalenie mózgu? Chyba to mam 🤭
A mnie zastanawia inna rzecz. Jak to jest, że ludzie ot tak z nieudanych związków gładko przeskakują do nowych, już idealnych. To aż nieprawdopodobne i wyk*rwiście nie fair.
Mnie bardziej bawi, gdy ludzie mają przez chwilę partnera, nazywają go miłością życia i wszędzie się z tym obnoszą, potem zrywają i po kilku tygodniach znajdują kolejną osobę, miłość życia... Też mi miłość :D Ale tutaj akurat nie jest nawet powiedziane, kiedy zaczęła się z nim spotykać. Wiemy tylko, że po miesiącu zaczęła pracę, a nieokreślony czas później nowego chłopaka.
Kwestia farta i tyle. Brodzisz x lat w tym szambie, znajdujesz tam bobki, a nie mężczyzn i nagle jakimś cudem trafiasz na płetwonurka, który też do tej pory znajdował tylko bobki. Ot historia jakich wiele. Ja znalazłam bo przestałam szukać, więc może Tobie też się tak uda?
Bo dopiero po przejściu przez nieudany związek, który uważasz za idealny jesteś w stanie docenić coś lepszego. Masz wtedy porównanie.,, No w porównaniu do Maćka, Szymon jest po prostu ideałem". A potem,, Jak mogłam nie zauważyć, że ten Szymon jest taki nieogarnięty.. Ten Mateusz jest o wiele lepszym człowiekiem. A tego Maćka to w ogóle szkoda wspominać... ''
W sumie to też zależy od szczęścia i podejścia dwóch osób. I rozwagi trochę. Bo jak widzę jak niektórzy się rzucają na pierwszego lepszego potencjalnego partnera i dziwią się że ciągle nie wychodzi to trochę mi smutno. I nie mówię o wybrzydzaniu tylko rozwadze.
Ja tam uważam, że jeśli ktoś nie pilnuje zwierzęcia to mu się nie należy. Tak więc popieram, karm go jeszcze porządnie i będzie gites :D
Powodzonka!
Interesujące, obstawiam, że zwierzaka to Ty nie masz. Całe pilnowanie huja znaczy, jeśli goście otworzą drzwi na oścież i nawet nie raczą poinformować, że zwierz przez nie czmychnął. Albo jak sobie sami do czyjegoś ogrodu wchodzą
KlaraBarbara nie zapraszasz idiotów i nie ma kłopotu.
Mam zwierzaki,wiedzą co im wolno i jakoś NIGDY nie uciekały
@Nordek
Cieszę się, że masz samych rozważnych gości i nigdy nie dzieją Ci się sytuacje losowe. Mojej babci mam nie zapraszać bo bywa nie uważna? 100 razy będzie pamiętać a za 101 nie. Kiedyś miałam sytuację, że osoba wchodząc niefortunnie upadła a w czasie spadania drzwi były otwarte i kot czmychnął (na szczęście na podwórko i zaraz wrócił). No niesamowicie świadczy to o mojej umiejętności zajęcia się zwierzęciem.
Nie chodzi o to żeby goście byli rozsądni,tylko żeby zwierzęta wiedziały co im wolno
Też bym nie oddała. Gdyby tak im zależało na kocie to by go pilnowali.
A to ma znaczenie, że niepełnosprawnemu dziecku kotka "ukradłaś"? A gdyby było pełnosprawne, to wina mniejsza? A gdyby to nie było dziecko tylko starsza pani? A gdyby to był dorosły, wysportowany, bogaty facet?
Daj sobie na luz z tym poczuciem winy. Z kotami już tak jest, że dają nogę i nie wracają. I niepełnosprawne dziecko, starsza pani albo bogaty koleś musza się z tym liczyć tak samo. I każde z nich cierpi tak samo. I każde tak samo musi nauczyć się żyć ze stratą.
A z kotami jest tak, że to ONE wybierają sobie "właścicieli". Znam dziesiątki wręcz nieprawdopodobnych historii na ten temat, które przydarzyły się bliskim mi osobom i kotom.
I ja też raz tak straciłam kota. Poszedł i nie wrócił. Bolało jak diabli. Pojawił się po dwóch latach, spasiony jak świniak... Zadowolony z siebie jakby nigdy nic wlazł do mieszkania, wyżarł co było w misce i walnął się na moją poduszkę.
Następnego dnia pogonił go mój drugi kot, który właśnie wrócił z włóczęgi. Więcej go nie widziałam, może poszukał kolejnego domu a może wrócił tam, gdzie to tak utuczyli.
Czy mam żal do ludzi, co mi go "ukradli"? Nie. Cieszę się, że ktoś inny też go pokochał.
Widocznie Twój kot doszedł do wniosku, że czas na zmianę domu :)
Na toksoplazmoze nie poradzisz.