Robię kupę tylko siedząc po turecku.
(Może mało fascynujące, ale prawdziwe.
I ten nawias piszę tylko dlatego, że kazali dać ponad 40 znaków)
Jestem cholernie zazdrosna o byłe partnerki swojego chłopaka i mimo że wiem, że nie bez powodu są byłymi, to nie daje mi to spokoju. Porównuję się do nich na każdym kroku, chociażby pod względem zachowania (kiedyś usłyszałam, że jego była wiecznie była uśmiechnięta i zawsze pierwsza wyciągała rękę po kłótni, a ja taka nie jestem). Od dzieciństwa leczę się na depresję i mam niską samoocenę, wystarczy błahostka czy wspomnienie o którejś eks, a ja od razu łapę doła. Jest w tym ogromna wina mojego chłopaka, ponieważ nieraz po alkoholu potrafił mi powiedzieć, że tęskni za byłą, z którą wychowywał jej dziecko i czy byłabym zła, gdyby odnowił z nią kontakt. Taka sytuacja powtórzyła się kilka razy, od tamtej pory mam paranoję i cały czas ją stalkuję na Instagramie. Aktualnie jestem w ciąży i na każdym kroku mam myśli, że pewnie jej też mówił, że ich kocha i głaskał ją po brzuchu, jestem zazdrosna, że przeżył coś takiego z inną, a nie ze mną pierwszy raz. Tak samo ostatnio w łóżku była sytuacja, gdzie powiedziałam, że jak jestem na górze, to nie da się szybciej, a on odpowiedział, że się da, ale ja nie potrafię. Zabolało.
Wchodząc w ten związek, wiedziałam, że mieliśmy tyle samo partnerów, ale potem krok po kroku dowiadywałam się, że miał też jednorazowe przygody, co mnie dobiło. Wiem, że problem leży we mnie i nie powinnam zaprzątać sobie głowy tym co było, ale nie potrafię.
W wakacje byłam z narzeczonym w Turcji, gdzie zwiedzaliśmy Efez. Szliśmy po schodach amfiteatru. Były śliskie, więc narzeczony podał mi rękę. Szliśmy brzegiem, a niżej był dość duży spadek. Pomyślałam wtedy, że gdybym popchnęła narzeczonego, to by spadł i może nawet się zabił. Tam było dosyć niebezpiecznie i wysoko. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Nie wiem dlaczego. Niczego się nie spodziewał. Upadł na sam dół. Zobaczyłam, jak tam leży z nogą wygiętą pod dziwnym kątem. Widziałam też krew. Nie wiem, czy żył, nie ruszał się. Nie jestem pewna ,czy miał otwarte oczy, nie zauważyłam. Zaczęłam krzyczeć, przerażona. Z góry schodów zaczęli biec do nas ludzie - reszta naszej grupy wycieczkowej. Słyszałam głos przewodniczki, była najbliżej mnie. Odwróciłam się i widziałam w jej oczach szok, niedowierzanie, panikę i obrzydzenie do mnie. Co ja zrobiłam? Właściwie dlaczego? Zabiłam go? Nie wiem.
Budzę się. Serce mi wali jak oszalałe. Jestem przerażona. Narzeczony śpi obok. To się nigdy nie wydarzyło, to był tylko sen. Wszystko jest w porządku.
Tylko wiecie co? Naprawdę byliśmy na wakacjach w Turcji. Zwiedzaliśmy Efez i szliśmy po tych schodach. Dokładnie tak samo. Była tam też ta przewodniczka i reszta grupy turystów. Tyle że nie zepchnęłam narzeczonego ze schodów. Dlaczego miałabym to robić? Nie mam żadnego powodu. Kilka miesięcy po powrocie zaczął mnie jednak nawiedzać ten sen. Powtórzył się już kilka razy. Śni mi się średnio co kilka nocy. Zawsze tak samo. Zawsze bardzo realistycznie. Dokładnie widzę twarz tej przewodniczki i mojego narzeczonego, jak leży tam na dole. Nigdy nie mam jednak pewności, czy żyje, czy nie. Czuję moje przerażenie tym co zrobiłam, ale wcześniej bardzo wyraźnie czuję CHĘĆ zepchnięcia go z tych schodów. I to przeraża mnie jeszcze bardziej. We śnie chciałam to zrobić. Bardzo. Mimo to potem było mi żal, że jednak mi się udało.
Nie wiem dlaczego mi się to śni. Bardzo kocham mojego narzeczonego i nie wiem co to wszytko oznacza.
Nikt o tym nie wie. Nikomu nie powiedziałam.
Kiedy miałam 5 lat siostra wmówiła mi, że królowa mrówek jest wielkości naszego kota i nie wychodzi nigdy spod ziemi.
Pewno dnia w przedszkolu podsłuchałam rozmowy kolegów o tym jak brat jednego widział owego owada i mówił, że nie różni się niczym innym od pozostałych mrówek, tylko skrzydełka. Ja oczywiście ufając mojej o 5 lat starszej siostrze, wpadłam w szał i powtarzałam wszystkim, że on ich oszukuje.
Powstała z tego niezła kłótnia, aż w końcu pani przedszkolanka musiała nas rozdzielać. Nigdy więcej się do siebie nie odezwaliśmy, a ja dopiero po roku poznałam prawdę o mrówkach.
Jestem mężatką już od kilku ładnych lat, nie mamy dzieci. Wiadomo, że jak małżeństwo nie ma dziecka w niedługim czasie po ślubie, to rodzina musi zacząć interweniować i ich ponaglać swoimi pytaniami "kiedy dzidziuś?". I tak słucham przez ostatnie kilka lat. Każde spotkanie rodzinne: "kiedy dzidziuś?". Życzenia urodzinowe...? "Dzidziusia życzymy!". Świąteczne? No dzidziusia! Dostałam umowę o pracę na czas nieokreślony... "No to teraz czas na dzidziusia!".
Mamy w domu kota, ale według rodziny nie powinniśmy go mieć, ponieważ jak przyjdzie na świat dzidziuś, to kota będziemy musieć wyrzucić... (wtf?!).
Hitem był tekst pewnej osoby z rodziny, że skoro mój mąż nie umie zrobić dziecka, to niech wpadnie zobaczyć jak to robi kogut z kurą.
Powiedzcie mi o co chodzi z tym wpieprzaniem się w łóżko innych? Czy ktoś mi potem pomoże z utrzymaniem dziecka?
I jeszcze jedno: nawet nie wiecie jak to boli, kiedy poroniło się po ślubie i musi się słuchać takich tekstów...
Rano zabrałem worek ze śmieciami, żeby wyrzucić go do śmietnika na dole. Doszedłem z nim do samochodu, a że daleko z powrotem do śmietnika, to pomyślałem, że wyrzucę śmieci pod pracą. Pod pracą zapomniałem. Jak wróciłem do domu, to zabrałem worek, żeby pyrgnąć go do śmietnika, ale przyniosłem go do mieszkania.
Taki dzień z życia śmieci.
Mój mąż ma nerwicę.
Wiem o tym, odkąd go poznałam. Jego bliska rodzina również o tym wie. Kluczowe jest to, że żadni inni znajomi ani moja rodzina nie miała dostępu do tej informacji.
Nie zrozumcie mnie źle. To wspaniały człowiek i dobrze się z nim żyje. Jedyne, co jest osobliwe dla normalnej osoby to fakt, że czasem zdarzają mu się napady strachu, panicznego sprawdzania, czy wszystko ma przy sobie i czy nic mu nie wypadło i czasem płacze ni z tego, ni z owego. Nic, czego nie dałoby się przeżyć, nic groźnego.
W czasie świąt nasze rodziny się spotkały i, jak się potem okazało, moi teściowie przekazali moim rodzicom ten fakt w rozmowie, napomykając też, że mąż bierze drobne leki od psychiatry. Nie byli chyba świadomi, jakie konsekwencje wywołają.
Otóż od samych świąt moi rodzice ciągle dzwonią do mnie, pytają, czy jestem cała, czy bezpieczna i polecają szybki rozwód albo chociaż wysłanie męża do psychiatryka. Dzień w dzień, ciągle to samo. Niedługo sama oszaleję...
Skąd w ludziach takie przekonanie, że jeśli psycho-, to morderca?
Ostatnio trwała akcja WOŚP, więc idąc po mieście trafiłem na straganik z tymi wolontariuszami. Wśród nich była mała dziewczynka, wyglądała na jakieś pięć lat. Uśmiechnąłem się, wsadziłem do jej puszczeczki dziesięć złotych i bardzo ładnie podziękowałem za naklejkę. Dziewczynka miała również dla ludzi dwa rodzaje odblasków. Z jednego pudełka każdy brał (co widać było po pustych miejscach od tych odblasków), drugie natomiast wyglądało jakby nikt stamtąd nie wziął ani jednego. Stwierdziłem, że wezmę z tego drugiego. Powiedziałem do dziewczynki coś w stylu "wezmę to, żeby nie było im smutno, że nikt ich nie chce wybrać", myślałem, że to w miarę logiczne dla 5-latki i może nawet mnie w tym poprze. Ona odpowiedziała mi: "to tylko rzeczy, nie mają uczuć, a poza tym i tak wyglądają o wiele gorzej od tamtych pierwszych, pan się zastanowi jeszcze raz nad nimi".
Powiało chłodem.
Siedzę w autobusie. Obok mnie młoda kobieta w ciąży. Wtem wsiada kontroler biletów. Wyraźnie podirytowany, trochę zmęczony zaczyna sprawdzać bilety i w końcu zjawia się przy babce w ciąży, a ta patrzy na niego i mówi, że ona to biletu nie ma, ale "chyba go pojebało jeśli myśli, że ona będzie miała z tego jakieś konsekwencje".
On zaskoczony, patrzy na kobietę, a ona leci dalej i mówi, jak to jest w tej swojej ciąży i, że nie ma czasu myśleć o biletach, że jakim prawem w ogóle wykonuje swoją pracę itd.
W końcu koleś, chyba dalej będąc w szoku, zaczął tłumaczyć się kobiecie, a ta dalej na niego wrzeszczała. I tak przez jeden przystanek, bo potem wstała, praktycznie go popchnęła i wyszła.
Tak się złożyło, że ja również wysiadałam, a później siedziałam na przystanku, obok tej kobiety i czekałam na drugi autobus. Tak jakoś wyszło, że zerkając w prawą stronę, zjechałam wzrokiem na telefon tej kobiety. Co tam zobaczyłam? Ano anonimowe. Pisała wyznanie. Oczywiście mocno podkoloryzowane, żeby wyjść na ofiarę.
Poszłam ostatnio do przychodni, mam problem z nerkami i lekarz powiedział mi, że jeśli ból by się nasilał, miałabym problemy z moczem, to mam przyjść. Jestem w klasie maturalnej, więc poszłam do lekarza z plecakiem, żeby później móc pójść normalnie do szkoły. I właśnie z tej okazji dwie panie w wieku ok. 60 lat zgnoiły mnie.
Czekałam w kolejce, ból rozchodził mi się aż do biodra, więc usiadłam, bo kiedy stałam, robiło mi się słabo. Po chwili do poczekalni wszedł starszy pan, a panie zaczęły tyradę pod tytułem „dlaczego dziecko nie ustąpisz miejsca?”. Dodatkowo zaczęły mnie besztać, że na pewno wagary robię, bo przyszłam z plecakiem, że szukam wykrętów od nauki, że przez takich ludzi jak ja trzeba będzie płacić większe podatki na nierobów, bo zamiast się uczyć, to wagaruję i symuluję. Cała ta litania chwilę trwała, a ja nie miałam siły, żeby się odezwać i wyjaśnić sytuację, jedynie parę razy skrzywiłam się z bólu.
Dla świętego spokoju postanowiłam wstać i ustąpić miejsca temu panu, tak żeby po prostu panie przestały mówić o mnie, w końcu i tak jeszcze tylko dwie osoby były w kolejce przede mną, więc stwierdziłam, że dam radę. Ale kiedy zaczęłam się podnosić i powiedziałam do pana, żeby usiadł, on kazał mi spokojnie siedzieć, bo widzi, że mi coś naprawdę dolega, a on tylko przyszedł po receptę i jemu miejsce nie jest potrzebne. Potem powiedział paniom, żeby następnym razem nie oceniały kogoś przez pryzmat wieku, bo każdemu może coś dolegać, a on nie chce robić z siebie świętej krowy ze względu na wiek, bo czuje się dobrze. Dodatkowo zapytał się mnie, czy rzeczywiście robię wagary, a kiedy powiedziałam, że nie, bo po wizycie wracam do szkoły, stwierdził, że ma nadzieję, że lekarz da mi zwolnienie, ponieważ powinnam odpocząć, bo widzi zmęczenie na mojej twarzy.
Ot, taka historia jak to nieznajomi potrafią oceniać innych, a inni potrafią po prostu być ludźmi.
Dodaj anonimowe wyznanie