Swojego czasu pracowałam w KFC i jednocześnie odbywałam praktyki w szpitalu. Byłam w tym okresie niesamowicie przemęczona, bo spałam po 3h dziennie. Tego dnia w KFC miałam stanowisko pakera - zajmowałam się pakowaniem zamówień. Było mnóstwo klientów, serwis ledwo z realizacją zamówień, przez co był niezły młyn. Wróciłam strasznie zmęczona koło 2 w nocy, wykąpałam się i położyłam się spać koło mojego chłopaka.
Po jakimś czasie obudziłam się i zaczęłam szturchać mojego lubego:
- Masz wszystko do zestawu?
- Co??
- Czy masz wszystko do zestawu? Longerów chyba brakuje.
- O czym ty do mnie mówisz?
- Już nic ku*wa!
I obrażona poszłam spać. Rano miał ze mnie niezły polew. Ale to nie koniec. Na drugi dzień udało mi się szybciej wrócić z pracy i już o 22 poszłam spać zadowolona, że w końcu sobie odpocznę. Chłopak grał na komputerze. Przebudziłam się i zaczęłam intensywnie szukać czegoś pod łóżkiem.
- Czego szukasz? - zapytał mnie.
- Ziaren.
- Jakich ziaren?
- No ziaren, kukurydzy. Były gdzieś tutaj.
- Kukurydzy? O co Ci chodzi?
- A ty co ku*wa, z księżyca spadłeś, że nie wiesz? - zakrzyczałam na niego i poszłam do łazienki w myślach przeklinając, jak on może nie wiedzieć, o jakie ziarna mi chodzi. Dopiero na kibelku uświadomiłam sobie, co ja właśnie odwaliłam...
Miałem nadgodziny w pracy i wyszedłem z firmy nieco po 23. Ale następny dzień wolny, więc się zregeneruję. Do domu dotarłem prawie na czworakach, taki byłem zmęczony. A tu co? U sąsiadów balanga - muzyka na cały regulator, jakieś ryki, piski. Nie miałem siły na nic, więc tylko walnąłem się na łóżko i tak leżałem, zasnąć nie ma szans. Koło północy przyjechała policja, zrobiło się u nich ciszej na pół godziny, potem to samo. Dopiero po czwartej towarzystwo się rozeszło.
Obudziłem się o 8. Przecierając oczy z niewyspania przypomniałem sobie, że mam dwie duże antyramy do powieszenia na ścianie. Akurat na tej, która oddziela mnie od rozrywkowych sąsiadów. Wyciągam więc wiertarkę i jazda. Nie minęły dwie minuty, a słyszę sąsiada z balkonu "Ej! Sąsiedzie! Ciszej tam! My tu śpimy!". Podszedłem do okna i odparłem "A ku**a w nocy hałasy wam jakoś nie przeszkadzały?!".
Jestem młodą osobą, bo mam 20 lat. Pracuję w markecie już sporo czasu.
Z takim chamstwem jak tutaj nie spotkałam się nigdy. Krótko mówiąc - ludzie to świnie. Potrafi taki zabrać mięso z lodówki, przejść jedną alejkę i zostawić pośród ciuchów, bo jednak się rozmyślił.
Niektórzy to nawet czytać nie potrafią - na paragonie drukuje się informacja o promocji na następny dzień (nawet zdjęcie jest), a pytają co to za promocja i na co to jest, bo jedyne co potrafią to cenę przeczytać i że "PROMOCJA".
Kilka dni temu przyszła klientka i pyta o cenę kwiatów, sztuk 3. Odpowiadam jaka cena, ona mówi, że nie bierze. Jak zwykle mówię, że w takim razie proszę odnieść na miejsce. Klientka oburzona przesuwa te rzeczy w moją stronę i mówi "A od czego wy jesteście?!". Zablokowałam kasę, wstałam i odniosłam towar na miejsce. Obsłużyłam ją dopiero jak wróciłam, ona wkurzona. Na koniec usłyszałam, że sobie z kierowniczką porozmawia.
Niech rozmawia, to że pracuję w sklepie nie znaczy, że jestem czyjąś służącą. Kasjerki nie są od tego by usługiwać jaśnie państwu.
Ja staram się być grzeczna, ale oczekuję szacunku. Jeśli ktoś go do mnie nie ma, to działa to w drugą stronę.
Ciekawe, czy ludzie u siebie w domu też mają taki syf jaki robią na sklepie?
Z powodu trudnej sytuacji materialnej wyjechałem do Niemiec. Z kasą póki co bardzo krucho, ale parę dni temu postanowiłem zaszaleć i na obiad kupić sobie kebaba. Usiadłem na ławce, aby go zjeść. Miałem na sobie koszulkę z polską flagą. Podszedł do mnie facet i spytał po niemiecku, czy jestem Polakiem. Odpowiedziałem, że tak i okazało się, że on też i że nawet pochodzimy z tego samego miasta.
Pogadaliśmy o rodzinnych stronach, a w końcu spytał jak sobie radzę. Podzieliłem się swoją smętną historią, że niedawno przyjechałem, nie mam stałej pracy, trudno związać koniec z końcem, jest ciężko, ale że jestem dobrej myśli. Wyciągnął portfel, dał mi 200 euro i powiedział "Jak ja przyjechałem, też nic nie miałem, ale ktoś mi tak pomógł, dzisiaj ja pomagam tobie, a w przyszłości ty może komuś pomożesz". Próbowałem odmówić, ale nalegał.
A mówią, że najgorsi za granicą są Polacy. Pozdrowienia dla Marka z Bydgoszczy!
Mężczyźni w mojej rodzinie są romantykami, ale patrzącymi daleko w przyszłość. Mój dziadek oświadczył się mojej babci słowami "Czy chciałabyś zostać pochowana w naszym rodzinnym grobowcu?".
Wyznanie na temat polskich szpitali. Opis może trochę zniesmaczyć.
Niecałe dwa tygodnie temu daliśmy babcię do szpitala. Tego dnia zasłabła, majaczyła i miała gorączkę. Sami doszliśmy do tego, że powodem jest ropniak na palcu od stopy, o którym babcia nie mówiła. Prawdopodobnie nie chciała dokładać nam problemów ze swoim zdrowiem, a my przecież nie zaglądamy do jej stóp.
Dając ją do szpitala babcia była osobą chodzącą. Mimo swojego wieku (prawie 90 lat) sama się myła, chodziła na spacery, a nawet (mimo ciągłych zakazów z naszej strony i reszty rodziny) na upartego szła zrywać pokrzywy rano.
Tylko, że była osobą chodzącą...
Kiedy rozmawialiśmy przez telefon z babcią ciągle mówiła, że lekarz przekłada jej oczyszczenie palca. Musiała leżeć w łóżku ładnych 6 dni zanim jej coś robili. Lekarz zaś nie odbierał od nas telefonu. Dowiedzieliśmy się, że został jej założony pampers mimo tego, że w domu bez problemu szła do toalety.
Kiedy wróciła, a jest to dzień przed pisaniem tego wyznania, nie chodziła. Zastali ją w szpitalu. Nie dała rady podnieść nogi ze względu na brak siły, palca i coś jeszcze...
Nie wiedzieć czemu martwa tkanka pojawiła się na całej stopie. Lekarz jedyne co zrobił to oczyścił ją trochę i kazał przyjść za 2 tygodnie na chirurgię. Co ciekawe skłamał w papierach co do zajęcia się babcią. Wg daty na papierach rany zostały opatrzone... 2 dni po przyjęciu babci! Mimo, że 3 dni po przyjęciu on sam mówił że nie mają czasu. Jak się okazało zrobiły się jej odleżyny. Przez te wszystkie tabletki (które wiem, że są potrzebne) wydala krew podczas załatwiania się i boli ją to.
W dodatku na papierach nie ma napisane jak zmieniać jej opatrunek, a trzeba jej to robić.
Dzisiaj o 5 rano niestety nie dała rady się normalnie załatwić, w efekcie czego pobrudziła parę miejsc, w tym łóżko. Nikt nas na to nie przygotował. Nikt nie powiedział, że pokończyły się leki i trzeba iść po recepty. Każdy w domu pracuje, nikt nie może zrezygnować z pracy, a do ośrodka jej nie oddamy. Zwyczajnie byłoby jej przykro...
Mam żal, mam duży żal, że nie potrafili się nią zająć. Muszę patrzeć na jej zawstydzoną twarz kiedy ją karmimy, przebieramy, wycieramy. Szpital zniszczył chęci do życia mojej babci, już zdążyłam usłyszeć od niej, że nie chce jej się żyć. Jedyne co mogę to napisać tutaj o tym co nam się przytrafiło.
Jeśli w życiu znowu przyjdzie wybierać co zrobić, pójdę prywatnie do lekarza nawet jeśli dużo zapłacę. Osobiście nigdy nie zaufam lekarzom na NFZ. Boje się, że babcia podłamie się na tyle, że odejdzie szybciej niż powinna. Nikomu nie życzę takich doświadczeń.
Ostatnio urodzaj wyznań nastolatków z depresją i grubasków. Ja też jako dziecko byłem gruby, dokuczali mi i miałem z tego powodu "depresję". Byłem mały, tłuściutki i słabiutki, nienawidziłem wf-u i sportu. Miałem ksywkę ''Salceson'', nienawidziłem jej, nienawidziłem siebie i cierpiałem. Co gorsza nawet moja własna matka mi dokuczała. Gdy miałem 11 czy 12 lat, kupiła mi na mieście jeansy i gdy je przymierzyłem, okazało się, że się na mnie nie mieszczą - oberwałem, bo oczywiście była to moja wina, że byłem za gruby. Smutek zagryzłem tortem, ptasim mleczkiem i zozolami.
Do szkoły nie brałem śniadań, za pieniądze kupowałem sobie czipsy, żeby zdobywać pokemon tazo, które wszyscy wtedy kolekcjonowali. Na kolację co wieczór babcia smażyła mi ociekającą tłuszczem ogromną porcję kiełbasy z cebulą, którą pochłaniałem z białym chlebem. Wolny czas spędzałem przed telewizorem, zajadając się słodyczami. Nie mogło być dobrze.
Postanowiłem jednak to zmienić. Nigdy nie przyszło by mi do głowy, żeby się zabijać czy zaakceptować swoje ohydne, tłuste ciało. Zaczęła się walka, żeby niczym bohater grany przez Toma Hanksa w Cast Away opuścić bezludną wyspę tłustości. Jako amator robiłem to metodą prób i błędów. Zaczęło się od diety, ale moje diety były debilne. Z minimalną wiedzą o własnej biologii głodziłem się, lub jadłem przez cały dzień tylko pomidory, jabłka i... cytryny. Gdy opadałem z sił rzucałem się na ciemny chleb by potem obalić korytko lodów czy czekoladę. Z ćwiczeniami też nie było łatwo. Z trudnością wykonywałem 10 żałosnych pompek. Ale katowałem się nimi codziennie. Najpierw 5 serii x 10. Z czasem udało się robić 15, a potem 20 serii po 20 pompek - i były coraz zgrabniejsze. Podczas jednego z rodzinnych obiadów, gdy odmówiłem deseru, szwagier zasugerował mi, żebym zaczął biegać. Nienawidziłem biegania na wfie, było jednak coś co lubiłem - chodzenie po lesie. Postanowiłem połączyć te rzeczy i wtedy zaczęła się prawdziwa magia. Po około 3 tygodniach zakwasów i brutalnego zmuszania się do przebiegnięcia jeszcze do tego jednego zakrętu, nabrałem wystarczającej kondycji by przebiec wyznaczone przez siebie 60% mojej trasy spacerowej. To co kiedyś zajmowało mi 2- 3 h spaceru teraz obalałem w 30 minut biegu. Z czasem moja wiedza i doświadczenie rosły, nauczyłem się szukać odpowiedniego info w necie, przebiegałem całą trasę. Tłuszczyk zniknął, pojawił się piękny kaloryfer i mocne ramiona i łydki. Wszyscy docenili moją przemianę i ja zacząłem się sobie podobać i być z siebie dumny.
Nic jednak nie przyćmi radości i poczucia kontroli i siły podczas biegu po moich niewysokich górach: w śniegu, w deszczu, w upale, o wschodzie, nocą przy świetle świetlików. Wtedy poczułem się naprawdę wolny i szczęśliwy i wtedy to wyparowały tłuszcz i skończyły się ''depresje''.
Zazwyczaj staram się zachowywać jak dama. Czasem mi wychodzi, czasem się przewrócę, ale z natury zawsze próbuję. Niestety, są takie miejsca, gdzie nawet król nie wygląda zbyt majestatycznie i właśnie do tych momentów uciekają moje myśli za każdym razem, kiedy ktoś pyta o najbardziej żenującą historię w moim życiu.
Niestety Bóg poza urodą i inteligencją obdarzył mnie również zespołem jelita wrażliwego. O tyle problematyczne, że kocham jeść wszystko, co wpadnie mi w ręce, co kończy się zazwyczaj tragicznie. Całe szczęście nie jest to coś, o czym mówisz każdej nowo napotkanej osobie, dlatego nawet mnie zdarza się mieć randki. Właśnie po takim super wieczorze spędzonym w kinie z colą i natchosami, przyszło mi rano iść do pracy.
Pracuję jako animatorka na festynach, więc kiedy znajdując się daleko od domu zaczęłam odczuwać naglącą potrzebę skorzystania z toalety, zmuszona byłam udać się do najbliższego znajomego. Nie wdając się w szczegóły, jak Boga kocham, nigdy w życiu nie postawiłam takiego klocka!
Nic dziwnego, że toaleta tego nie wytrzymała i mogłam z lekkim niepokojem obserwować podnoszący się poziom wody. Wciąż nie tracąc nadziei postanowiłam spłukać to jeszcze raz, co było pomysłem idiotycznym ponieważ woda zaczęła prawie wylewać się z muszli.
Z przerażeniem stwierdziłam, że w łazience nie ma przepychaczki. A uwierzcie, bardzo nie chciałam wkładać tam ręki (co może okazałoby się lepszym wyjściem), więc błyskotliwie (jak woda w kiblu) stwierdziłam, że użyję szczotki do czyszczenia toalet, która nie dość, że jeszcze pogorszyła i zagęściła sytuację, to jeszcze się popsuła. Zrozpaczona nie miałam innego wyjścia, niż zapytać panią domu, czy mają tak niezbędną w moim życiu przepychaczkę.
Chyba nie muszę opisywać jak bardzo żenująca była to sytuacja, zwłaszcza, że kobietę widziałam 3 raz w życiu. Jako młode małżeństwo nie dorobili się jeszcze wyżej wymienionego przedmiotu, ale widząc ogrom problemu, po szybkich konsultacjach z mężem (z którym do dziś widuję się często ponieważ razem pracujemy :( ) stworzyli coś, co na szczęście wypaliło. Otóż do jakiegoś kija przyczepili siatkę foliową tak, aby otwarta strona była skierowana ku dołowi i wierzcie lub nie, ale stali nad tym kiblem tak długo, aż wszystko idealnie zadziałało.
Nie wiem, jak wyglądają teraz ich realcje, ale wierzę, że związek zbudowany na tak solidnych fundamentach, jak odpychanie kibla zapchanego przez niemalże obcą osobą, przetrwa wszystko.
Jedyny pozytyw tego dnia jest taki, że miałam katar, więc niczego nie czułam.
Wszystkim znajomym oraz osobom w pracy, gdy pytają o rodziców mówię, że nie żyją. Jedynie moja przyjaciółka oraz najbliższa rodzina wie, że mój tata nie żyje, a mama wyrzuciła mnie z domu po jego śmierci. Miałam wtedy 18 lat i gdy się sprzeciwiłam jej roszczeniom (finansowym) kazała się wyprowadzić do końca dnia.
Nie miałam z nią kontaktu przez 10 lat i nagle chce poznać wnuki, pożyczać kasę i decydować o moim życiu. Anonimowe jest to, że gdy kiedyś pojawiła się u mnie w pracy i powiedziała, że jestem jej córką, to patrząc jej w oczy powiedziałam, że moja mama nie żyje i to jakaś wariatka. Nie potrafię jej wybaczyć tego co zrobiła i że tyle lat miała mnie gdzieś.
Mam brata, który ma 14 lat, ale w rozwoju zatrzymał się gdy miał 4 lata i od tamtego czasu dorastanie umysłowe idzie mu bardzo wolno. Stwierdzono mu opóźnienie globalne, po prostu. Jest to dość nowa choroba, do tego doszło uzależnienie od gier przez co jest potwornie gruby, bo nie ma w ogóle ruchu (130 kg). Na nic zdają się próby odchudzenia go czy nauczenia czegokolwiek. Moi rodzice już go mają dość. Czasem odwala takie rzeczy, że pozostaje się tylko śmiać.
Lodówka musi być na klucz, bo wcześniej chodził jeść w nocy płatki z mlekiem.
Wszystko bierze do buzi, dodatkowo często zjada te rzeczy np. Często je kapcie.
Wyciera kupę w swoją pościel. Gdyby mama nie zauważyła, to spałby w takiej.
Nie wspominając, że trzeba wycierać mu po wiadomej czynności. Moi rodzice od raz myją mu gąbką, bo tak szybciej.
Nie umie czytać i pisać.
Raz się wkurzył, skoczył i zarwał podłogę. Do tego notorycznie zarywa fotel, po czym ucieka do swojego pokoju, że to niby nie on.
Strasznie głośno krzyczy gdy chce mu się coś powiedzieć.
Ale najgorsze jest to, że on dorasta i hormony w nim buzują. Cały czas trzyma w rękę w gaciach. W dodatku ostatnio, gdy przyszłam do nich zdjął gacie, które były całe od kupy, położył się do łóżka i robił ruchy posuwiste. W całym domu było słychać skrzypienie łóżka. Dostał opieprz od mamy, a i tak dalej to robi, nawet się nie wstydzi.
Tego co wyprawia jest cała masa. Zawsze gdy przychodzę to zostaję uraczona nową historyjką. Kiedyś bardzo współczułam, ale im dłużej tego słucham tym bardziej śmieszne mi się to wydaje, że nastolatek może się tak zachowywać. Nie wyobrażam sobie jak trudno musi być mieć takie dziecko. Co z tego, że dostają na niego pieniądze i to niemałe. Rozważają oddanie go do ośrodka.
Dodaj anonimowe wyznanie