#tio2o
Kiedyś wracałam z pracy do domu. Kupiłam bilet w kiosku, po czym jak zawsze upchnęłam portfel na spód i wsiadłam do autobusu. W domu zorientowałam się, że nie mam portfela, nie było w nim i tak nic cennego, może około 20 zł w drobnych, dowód i prawo jazdy. Od razu wszystko zgłosiłam, byłam pewna, że ktoś musiał mi go jakoś ukraść, bo nie było opcji, żebym przez 15 minut mogła go zgubić. Na policji nie mogli sprawdzić mi nagrań z kamer w autobusie - bo nie i tyle. Nie wiem co mogło się stać, nie było dużo ludzi, czułabym, jakby ktoś grzebał mi w torebce.
Po 2 tygodniach przyszedł do mnie list, w którym pani podała mi swój numer, żebym mogła odzyskać zgubę. Ucieszyłam się, bo jednak miałam w nim zdjęcia bliskich. Kupiłam pudełko najdroższych czekoladek, jedynie na to było mnie wtedy stać. Pani około pięćdziesiątki wygłosiła mi przemowę na temat mojej nieodpowiedzialności i oznajmiła, że jej syn znalazł portfel na ostatnim przystanku trasy mojego autobusu, mimo że wysiadam 6 przystanków przed nim. Wręczyłam czekoladki, podziękowałam jeszcze raz, a pani mówi „Tylko tyle? To to ja sama zjem, synowi też się coś należy”. Uśmiechnęłam się i powiedziałam, że niestety na więcej mnie nie stać - mało zarabiałam, utrzymywałam się sama, do tego studia dzienne. Pani tylko się zaśmiała i powiedziała, że należy jej się znaleźne, bo wyrobienie nowych dokumentów kosztuje więcej niż głupie czekoladki. Lekko przestraszona zabrałam portfel, jeszcze raz podziękowałam i szybko odeszłam na przystanek.
Minął tydzień i dzwoni telefon, numer kojarzyłam, więc odebrałam. Pani od portfela dzwoniła do mnie, aby przekazać mi, że syn cieszy się, że odzyskałam swoją własność i w sumie jesteśmy w podobnym wieku, więc czy nie mogłabym się z nim umówić. Zamurowało mnie, nie wiedziałam co mam jej odpowiedzieć. Powiedziałam tylko, że mój chłopak byłby niezadowolony ze spotkania, niestety jestem w pracy i nie mogę rozmawiać, ale może podać mi numer telefonu syna i wtedy skontaktuję się z nim i osobiście podziękuję. Zaczęła krzyczeć na mnie, że nie doceniam tego co zrobiła dla mnie i będę tego żałować.
Kolejny tydzień później dzwoni znów. Przepraszała za poprzednią sytuację - syn po rozstaniu cierpi i mogłabym go pocieszyć, ale jeśli nie chcę, to wystarczy jak kupię mu jego ulubione wino za 120 zł. Rozłączyłam się i zablokowałam numer.
Podejrzewam, że ukradła mi portfel, a że nie było w nim pieniędzy, to postanowiła je ode mnie wyłudzić. Nigdy nic nie zgubiłam i jestem pewna, że to kradzież. Bezczelność ludzi mnie przeraża.
Ja po odzyskaniu zguby bym nie odbierała od niej telefonu o ile wszystko było.
Zaraz, jak to - rozliczyłam się? 120 złotych? Znaleźne to 1/10 wartości tych rzeczy, dałaś jej jeszcze czekoladki, ten używany portfel był wart 1300-1400 złotych???
Raczej literówka
Jaką literówka, kto by kogoś prosił o wino za 12/20zł?
dnoiwodorosty po prostu wyraża oburzenie nieproporcjonalnym żądaniem.
Zrozumiałam Swiezychlebek, że chodziło o literówkę "rozłączyłam się", a nie "rozliczyłam się". Albo autokorekta poprawiła i autorka przegapiła. Zresztą teraz jest o rozłączeniu się, więc mogli poprawić.
A to tak.
pewnie te czekoladki byly warte wiecej niz kasa w portfelu...
Może była nie całkiem zdrowa psychicznie. Za takie dopominanie się znaleźnego w podobnej sytuacji już kilka osób miało problemy na policji. Bo pierwsze skojarzenie jest że to złodziej który się nie obłowił. A teraz kieszonkowcy mają ciężkie życie i mogą sobie co najwyżej pogrzebać w dupie.
Jeśli tak było to masz telefon do złodziejki.
Ten synek to musial dobrze cie obserwowac, skoro wiedzial, ze to byl twoj portfel, a ty sama wysiadlas 6 przystankow wczesniej.
Jak wspomniano w , w portfelu były dokumenty autorki.
no ale oni nie wiedzieli, kiedy ona wysiadla
babsko opierniczylo ja, ze portfel znaleziony na petli
Było jej wręczyć 2zl - 10% od znalezionej kwoty ;)
Jarkowe trzynastki dają i jeszcze malo
Nie rozumiem: to ty nie zablokowalas skradzionych dokumentow?
Co z tego ze sie znalazly? W dwa tygodnie to ktos mogl sobie kupic wyspe na kajmanach na twoj rachunek...
Ty sie moze zorientuj u kogos kto zajmuje sie tego typu sprawami (skradzione dokumenty i wyludzenia na nie - np. jakiegos prawnika czy detektywa) czy i jak bardzo zawalilas oraz jak to ewentualnie odkrecic.
Tak było, aha :) ciekawe skąd mieli Twój numer.
oj, chyba zostałaś okradziona przez syna tej dzwoniącej a potem jeszcze dopłaciłąś. Grunt, że dokumenty są.