Moja babcia była wielką fanką serialu "Moda na sukces". Oglądała każdy odcinek, a potem przychodziły sąsiadki, jej koleżanki, i omawiały z przejęciem co się wydarzyło w serialu. Babcia wierzyła, że to co ogląda jest prawdą. Gdy w jednym z odcinków Brooke i Taylor się kłóciły, szarpały, babcia głośno komentowała "Ty suczko, ty suczko" - kierując te słowa do Taylor, gdyż kibicowała Brook.
W kolejnym z odcinków główny aktor Ridge wpadł do jakiegoś pieca w ogień. Jak babcia przeżywała, że umarł, że się spalił... Ja, 10-letnie dziecko, miałam z tego trochę ubaw i postanowiłam wykorzystać sytuację. Powiedziałam babci, że to główny aktor i niemożliwe żeby go uśmiercili i że pewnie zaraz po 2-3 odcinkach cudownie się odnajdzie. Babcia oczywiście lamentowała dalej, łzy w oczach i upierała się, że on już nie żyje. "No to się załóżmy o 100 zł - jak się okaże, że żyje, ty mi dajesz stówę, a jak przez 10 odcinków go nie będzie, to ja ci dam" - tak powiedziałam do babci, a ona z rozpaczą w oczach zakład przyjęła i dodała, że zapłaci mi więcej, oby tylko się odnalazł zdrowy.
Oczywiście było tak jak mówiłam. Po około 2-3 odcinkach Ridge się pojawił, ponoć z tego pieca wyszedł popielnikiem. Babcia uradowana, bo Ridge żyje. Nawet nie musiałam przypominać jej o tym zakładzie, bo po skończeniu się odcinka przyniosła mi 200 zł...
To zaczęło się miesiąc temu. Mam 20 lat i mieszkam z rodzicami i dwa lata młodszą siostrą. Moja siostra ma zwyczaj, że przychodzi o mojego pokoju (mamy pokoje obok siebie) i bierze sobie różne rzeczy, których akurat potrzebuje, ale nigdy ich nie odnosi na miejsce. Potem muszę chodzić po całym domu i szukać. Wymyśliłem plan zemsty, aby dać jej nauczkę.
Ona dba o linię i żywi się chyba głównie jogurtami. Któregoś dnia przyuważyłem gdy zjadła jogurt i wyrzuciła plastikowy kubeczek do kosza. Poszedłem i niepostrzeżenie go wyciągnąłem z kosza, a potem odłożyłem na stół, tam gdzie go przed chwilą jadła. Godzinę później gdy przyszła do kuchni i go zauważyła, to znowu go wyrzuciła. Potem wieczorem gdy jadła jogurt powtórzyłem manewr. Tak samo w kolejnych dniach, raz do dwóch razy dziennie. Tydzień później podsłuchałem, jak przez telefon mówiła przyjaciółce, że nie czuje się ostatnio najlepiej i coś jest z nią nie tak. Wtedy wiedziałem, że jestem na dobrej drodze. Postanowiłem przenieść zabawę na wyższy poziom. Kupiłem trzy takie jogurty jak ona je, zjadłem je (co za poświęcenie dla dobrej sprawy) i gdy poszła spać w nocy zakradłem się do jej pokoju i zostawiłem trzy puste kubeczki na szafce koło jej łóżka.
Następnego dnia rano obudził mnie jej krzyk :) Ale gdy tego samego dnia powiedziała mamie, że chciałaby się wybrać do psychiatry, to uznałem że sprawy zaszły za daleko i przyznałem się. Efekt? Od tygodnia siostra się do mnie nie odzywa, ale też nie bierze moich rzeczy.
Uważam za niesprawiedliwe, że niektórzy rodzą się bardzo ładni, a inni bardzo brzydcy.
Ja zaliczam się do tego drugiego grona. Co bym nie zrobiła, będę wyglądać źle. Ile makijażu bym nie nałożyła, nic to nie da, bo mam brzydki kształt twarzy, z profilu jak półksiężyc, wystająca do przodu dolna szczęka i cofnięta górna. Jak się uśmiecham, widać mi dużą część dziąseł. Mam haczykowaty nos, małe, głęboko osadzone oczy i ich zewnętrzne kąciki są skierowane w dół. Do tego wory pod oczami, wystające kości policzkowe, bardzo wąskie usta, nad nimi wielka owłosiona brodawka, silnie zaznaczone bruzdy nosowo wargowe, szeroki, męski podbródek z bardzo mocno zaznaczonym przedziałkiem, odstające uszy, rzadkie włosy.
Nie mogę na siebie patrzeć w lustrze. Zazdroszczę kobietom, które wygrały loterię genetyczną i mają piękne, delikatne twarze, nie muszą za wiele robić, żeby dobrze wyglądać. Ja czuję się przy nich jak jakieś monstrum.
W szkole byłam wyśmiewana z powodu wyglądu, więc cieszę się, że mam już to za sobą. Pracuję zdalnie, bo nie chcę wychodzić do ludzi. Nie mam znajomych, nawet zakupy zamawiam online, żeby ograniczyć wyjścia.
Niektórzy pewnie napiszą, że nie ma brzydkich kobiet, są tylko zaniedbane. Ale to nieprawda. Dbam o siebie na tyle, na ile jestem w stanie. Próbowałam już wielu rodzajów makijażu, fryzur, ubioru, żeby wyglądać lepiej. Próbowałam nawet modelowania twarzy na taśmę, ale efekt był marny. Nosiłam peruki, żeby zakryć moje rzadkie kłaki. Kiedyś zaprosiłam do domu makijażystkę, która miała mi pomóc ogarnąć twarz. Ale nawet to nie przyniosło efektu i ostatecznie wyglądałam w tym makijażu jak drag queen, a nie jak kobieta.
Myślę nad operacją plastyczną, ale nawet nie wiem od czego zacząć, bo do zmiany jest wiele rzeczy. No i nie dam rady raczej ogarnąć tego finansowo w krótkim czasie, więc zanim wszystko poprawię zdążę się zestarzeć.
Dla sprawdzenia, czy mogę się w ogóle komuś podobać, weszłam na losowy wideo czat. Mężczyźni po zobaczeniu mnie szybko się rozłączali. Na co najmniej kilkuset facetów w ciągu kilku tygodni nie porozmawiał ze mną nawet jeden.
Proszę nie pisać mi "zrób to czy tamto, to będziesz wyglądała lepiej", bo ja już naprawdę próbowałam wielu rzeczy. Po prostu chciałabym wystosować taki apel. Jeśli widzicie brzydką osobę, to nie śmiejcie się z niej "ha, ha, ha, jaki ryj". Bo ta osoba na wiele cech swojego wyglądu nie ma wpływu. To czy urodzimy się brzydcy czy ładni zależy od tego, jakie geny dostaniemy, nie możemy sobie wybrać wyglądu jak w simsach. Nie każdego stać też na operacje czy inne cuda.
Ja wiem, że nigdy nie będę ładna. Tylko w mojej wyobraźni jestem piękna, ale gdy przejdę obok lustra, moja wyobraźnia przestaje działać, bo widzę moją brzydotę. Moi rodzice są ładni, więc naprawdę nie wiem po kim mam taką twarz.
Gdy byłam mała, mój brat miał akwarium z rybkami. Któregoś dnia, gdy się mną zajmował sam w domu (oczywiście "zajmował" oznaczało "baw się i mi nie przeszkadzaj, a ja posiedzę w pokoju obok") zapatrzyłam się w akwarium i próbowałam zrozumieć podwodny świat. Nagle dotarło do mnie, że przecież rybki nie mają czym oddychać pod wodą, więc je wyjęłam, żeby nie umarły.
Po około 30 minutach mojej "rozmowy" z ususzonymi rybkami przyszedł mój brat, bo stwierdził, że jestem za cicho. Gdy zobaczył swoje ulubienice ułożone równiutko na biurku wpadł w szał i powiedział, że jestem morderczynią i pójdę do więzienia.
Popłakałam się i wrzuciłam wszystkie rybki do ubikacji, bo byłam przekonana (dzięki jednemu z odcinków "Laboratorium Dextera"), że rybki trafiają do "świata zmarłych rybek" w oceanie. Kochany braciszek powiedział, że jak tylko ktoś gdzieś znajdzie te ryby, to spędzę całe swoje życie w więzieniu, nie dość, że za morderstwo, to jeszcze za zacieranie śladów. No ale kto przecież mógł je znaleźć w podwodnym świecie zmarłych gdzieś w oceanie.
Płakałam przez 3 dni na każdy dzwonek do drzwi, bo brat za każdym razem komentował "policja po ciebie".
Kiedy byłam w trzeciej klasie podstawówki bardzo nie chciałam chodzić do szkoły. Zaczęłam więc udawać, że boli mnie brzuch. Udało mi się tak okłamywać wszystkich przez 3 tygodnie i nie chodzić do szkoły. By dać jeszcze większe wrażenie chorej, co jakiś czas chodziłam do toalety, po czym wracałam, i mówiłam, że zwymiotowałam. Mama karmiła mnie tylko sucharami, bo bała się, że „zwymiotuje”.
Po trzech tygodniach mama zabrała mnie do szpitala. Myślałam, że moje kłamstwo wyjdzie na jaw, ale oni mnie przebadali i powiedzieli, że naprawdę jestem chora (już nie pamiętam na co). Tydzień spędziłam w szpitalu, a potem wróciłam do szkoły na dwa tygodnie.
Po dwóch tygodniach znowu postanowiłam udawać, że jestem chora. Tym razem rodzice od razu odstawili mnie do szpitala. Znowu mnie przebadali i tym razem powiedzieli, że jestem chora na celiakię (nie tolerancję glutenu). Doktor mi wyjaśnił, że moje jelita były w okropnym stanie i jeszcze pare lat jedzenia zboża i bym umarła.
Możecie mnie nazwać okropnym kłamcą, lecz to kłamstwo mnie ocaliło. Jednak do dziś muszę żyć z tym okropnym poczuciem winy, że okłamała wszystkich moich bliskich.
Zawsze w wakacje sobie dorabiałem i raz wylądowałem na roznoszeniu ulotek. Musiałem każdą z osobna zahaczać o klamkę drzwi. Pewnego dnia, standardowo roznoszę ulotki w wysokim bloku. Dochodzę na samą górę, jest zupełnie ciemno. Nie mogę znaleźć przełącznika światła, więc na ślepo idę i szukam klamki. Szukam i szukam. W pewnym momencie zrobiło się trochę jaśniej, patrzę a obok mnie komoda, kapcie, odgłos telewizora... po chwili zorientowałem się, że ktoś miał otwarte drzwi i wszedłem mu do mieszkania!
Ja i mój chłopak mieszkamy z dość specyficznym współlokatorem. Gość lubi częstować się nie swoimi rzeczami. Mam na myśli między innymi jedzenie, kosmetyki, szampony, pasta do zębów, naczynia (gdyby jeszcze je po sobie zmywał, ale nie, po co?) , doszło nawet do podkradania maszynek do golenia ( fuj). Facet chodzi do pracy, więc wątpię, że chodzi tu o kwestię braku pieniędzy. Ogólnie nie mam problemu z dzieleniem się, o ile ktoś zapyta, a jeśli zużyje, to po prostu odkupi. Próśb, rozmów i ostatecznie kłótni dotyczących tego tematu nawet nie jestem w stanie zliczyć.
Dziś szala goryczy się przelała. Wstaję sobie rano, już myślę o pysznej kawie z mlekiem do śniadanka, otwieram lodówkę, a tu nic. Mleka nie ma. Patrzę do kosza na śmieci, skąd pięknie uśmiecha się do mnie opróżniony karton (mój facet mleka nie pija, bo nie może). Przyznam ,że wk*rwiłam się nieźle. W odwecie wrzuciłam do kosza na śmieci jego [współlokatora] całe opakowanie kakao, połowę kostki masła, resztę jajek, żel pod prysznic i pastę do zębów wlałam do zlewu. Wiem, że to i tak nic nie da, ale dało mi to chwilową satysfakcję. Wątpię, że kolejne rozmowy z nim mogą coś pomóc. Byle do przeprowadzki... :)
Pisze to wyznanie, bo nie wiem co mam robić.
Jestem z chłopakiem od wielu lat, zaczęliśmy się spotykać w szkole średniej, teraz jestem w trakcie studiów. Na początku wszystko było cudownie, ciągle się spotykaliśmy i pisaliśmy. Bywały mniejsze i większe kryzysy, ale zawsze byłam bardzo za nim. Jest jednak problem, z którym nie potrafię sobie poradzić :jego rodzice.
Po prostu nie lubię ich. Na początku jakoś znosiłam drobne dogadywanie i umniejszanie mi. Jednak, gdy skończyłam szkolę i poszłam na studia stwierdziłam, że nie chce być tak traktowana i nie zasługuje na to.nMoi rodzice traktują chłopaka dobrze, ponieważ też od nich tego wymagam i nie pozwoliłabym powiedzieć coś niemiłego. Natomiast chłopak sprawia wrażenie jakby się bal odezwać i zwrócić uwagę, że powinni mnie lepiej traktować, ponieważ jestem JEGO dziewczyną. Nie wyobrażam sobie rozstania, bo bardzo go kocham. Jednak nie jestem w stanie tolerować tych ludzi, ponieważ już wielokrotnie między nami mieszali i doprowadzali do sprzeczek. Chłopak nie widzi problemu, albo nie chce się z nim skonfrontować. Jestem tą sytuacją zmęczona, chciałabym powrócić do czasów młodości, gdy nie było takich problemów.
Czy powinnam walczyć o taki związek i co jeszcze mogę zrobić? Uważam, ze ci ludzie w końcu wejdą mi na głowę i ciągle będą nastawiać chłopaka przeciwko mnie. A ja nie będę mogla sobie z tym poradzić, bo jestem wyjątkowo nieśmiała i wrażliwa osoba. Nie potrafię zrozumieć dlaczego ludzie są tak okrutni..
Wstydzę się swojej żony. Roztyła się na tyle, że nie tylko wygląda bardzo niesmacznie, ale też przestała mnie podniecać i nie mam ochoty na seks z nią. Na domiar złego zgnuśniała umysłowo, jedyne o czym da się z nią porozmawiać to seriale i plotki od jej koleżanek.
Kiedyś rozmawialiśmy o wszystkim, od kosmosu poprzez psychologię i na nieprzyzwoitych żartach skończywszy. Kiedyś piekła, gotowała, a teraz przygotowanie obiadu staje się odświętne. Wstydzę się ją gdziekolwiek zabierać, a tym bardziej przedstawiać obcym ludziom. Najbardziej mnie przeraża fakt, że ona pomimo próśb nie zamierza nic z sobą zrobić. Cztery lata małżeństwa wystarczyło, żeby wyhodować sobie w domu potwora. Już nie uprawiamy seksu i nie mamy o czym rozmawiać. Rok temu podjąłem decyzję o rozwodzie, chcę też żeby opieka nad naszą córką, była przyznana mnie, a jej tylko ustanowić widzenia, więc po zasięgnięciu porady prawnej od prawie roku zbieram dowody na rozpad pożycia małżeńskiego z winy mojej żony.
Teraz okazja do rozwodu jest najlepsza. Małżonka nie pracuje, straciła pracę w związku z pandemią, ja nieźle zarabiam, dom jest mój, co za tym idzie ja spełniam wszystkie ekonomiczne przesłanki, żeby zatrzymać dziecko. Tym bardziej, że córeczka jest bardziej za mną, to ja poświęcam jej więcej czasu, ja z nią rozmawiam, a moja żona to krzykaczka i rozwiązuje tak każdy problem, nawet ten dotyczący dziecka. Jedyne co jest z mojej strony niemoralne, to fakt, że od 10 miesięcy zdradzam żonę. Mecenas mnie przestrzegał przed takimi krokami, bo jak to ujrzy światło dzienne, to bardzo zaszkodzi, ale powiedzcie sami, ile można znosić w małżeństwie brak seksu i choćby ciekawej rozmowy? Każdy człowiek tego potrzebuje. A nie dość, że ona mnie nie podnieca, to wręcz odpycha.
Kiedy widzę, jak opycha się pizzą lub kebabem na noc, a sosy jej ściekają po drugim podbródku, to mi się aż niedobrze robi. Kiedyś próbowałem ją odwieźć od takich praktyk, ale widać ona wie lepiej, co jest dla niej dobre. Przerażające jest to, że można się tak zapuścić i jeszcze mieć pretensje do ludzi którzy chcą jej pomóc. Mam nadzieję, że z eksmisją nie będzie, aż tak dużego problemu, mecenas zapewniał mnie, że w razie komplikacji, dołoży wszelkich starań żeby nie było większych problemów z mieszkaniem socjalnym dla niej. Chcę sprzedać szybko ten dom, żeby mi się z nią nie kojarzył i zacząć układać sobie życie z nową kobietą. W przypadku, kiedy po wszystkim, już była żona wpadnie na pomysł robienia mi problemów w życiu, ja też jej stworzę problem i podam o alimenty.
Swojego czasu pracowałam w KFC i jednocześnie odbywałam praktyki w szpitalu. Byłam w tym okresie niesamowicie przemęczona, bo spałam po 3h dziennie. Tego dnia w KFC miałam stanowisko pakera - zajmowałam się pakowaniem zamówień. Było mnóstwo klientów, serwis ledwo z realizacją zamówień, przez co był niezły młyn. Wróciłam strasznie zmęczona koło 2 w nocy, wykąpałam się i położyłam się spać koło mojego chłopaka.
Po jakimś czasie obudziłam się i zaczęłam szturchać mojego lubego:
- Masz wszystko do zestawu?
- Co??
- Czy masz wszystko do zestawu? Longerów chyba brakuje.
- O czym ty do mnie mówisz?
- Już nic ku*wa!
I obrażona poszłam spać. Rano miał ze mnie niezły polew. Ale to nie koniec. Na drugi dzień udało mi się szybciej wrócić z pracy i już o 22 poszłam spać zadowolona, że w końcu sobie odpocznę. Chłopak grał na komputerze. Przebudziłam się i zaczęłam intensywnie szukać czegoś pod łóżkiem.
- Czego szukasz? - zapytał mnie.
- Ziaren.
- Jakich ziaren?
- No ziaren, kukurydzy. Były gdzieś tutaj.
- Kukurydzy? O co Ci chodzi?
- A ty co ku*wa, z księżyca spadłeś, że nie wiesz? - zakrzyczałam na niego i poszłam do łazienki w myślach przeklinając, jak on może nie wiedzieć, o jakie ziarna mi chodzi. Dopiero na kibelku uświadomiłam sobie, co ja właśnie odwaliłam...
Dodaj anonimowe wyznanie