#wmwid

Jestem otyły, ale z tym walczę.

Niemożebnie W K U R * I A mnie ten cały ruch "body positive".
W Polsce tak tego nie widać, ale za granicą, gdzie często bywam, jest masa ludzi dopierdzielających się do tego że... w ogóle próbuję schudnąć.
Powiem wprost - imprezowy styl życia studenciaka, a potem stażysta imprezowy, gdzie pić nie wolno było, ponieważ trzeba dyrektora odwieźć do domu, więc się dla zabicia czasu podżerało zimną płytę i inne duperele, a potem rozdęty żołądek, jednym słowem nie wyszło mi to na dobre.

"Grube jest piękne, nie musisz nic robić" - guzik prawda.
Gdy byłem chudy, wszystkie laski na mnie leciały, byłem aktywniejszy. Mogłem skoczyć na lody na rowerze, mogłem bez zadyszki przebiec dwa piętra z dokumentami. Teraz nawet gonienie za windą na dworcu sprawia, że sapię jak parowóz, a w sypialni nie jestem aktywny, to kobieta robi mi przyjemność, sam staram się unikać zbliżeń, bo czuję się jak knur rozpłodowy. Nie wspomnę nawet, że w ciągu dwóch lat 8 razy zmieniałem garnitury na większe, bo już mi bęben było widać.

Chodzę gdy mogę, pływam jak mam okazję, idę do marketu zamiast jechać autem, podnoszę ciężary i staram się ten kałdun zrzucić.
Z powodu mojej pracy nie mogę kupić sobie karnetu na siłownię, bo i tak go nie wykorzystam, dlatego właśnie w ruch wchodzą wszelkie siłownie na świeżym powietrzu, drabinki etc., a od biedy i po spacerniaku chodziarstwo uprawiam.
Właśnie na takich chodnikach, gdy odpoczywam między rundkami, często mnie zaczepiają miejscowi, pytają po co to robię. Czemu się męczę, jak wyglądam jakbym miał zaraz na zawał zejść. I zaczyna się ta durna gadka, że po co, że dlaczego, że ważne, że się sobie podobam i tyle.

Dyskusja nie ma sensu, bo od razu zostanę zakrzyczany(a i tak bardziej moje usta próbują nie wyglądać jak karpia wyciągniętego z wody, niż formować argumenty i to jeszcze w obcym języku), więc przez jakieś 5-7 minut odpoczynku jestem uwięziony z trajkoczącym aktywistą/dobroludziem wciskającym swoje "mundrości".
A potem idę dalej, w myślach mając chęć rozwalenia mu betonowego kloca na łeb.
I nie, z racji godzin pracy nie mogę chodzić wtedy, kiedy nie ma ludzi na deptakach i pasażach.
Gdyby mnie wzięli na odległość mojej ręki do każdego takiego głoszącego "nie przejmuj się jak wyglądasz", to bym wziął i za...

#i28yA

Zawsze mówię swoim nowym partnerom, że jestem dziewicą. Udaję, że się wstydzę, nigdy nie dotykałam penisa i tym podobne. Ze względu na tabletki antykoncepcyjne mój okres jest bardzo skąpy i decyduję się na swój "pierwszy raz" pod koniec krwawienia.

Wszystkich moich byłych rozpierała duma, że mogli mnie "rozdziewiczyć", komplementowali jaka jestem ciasna i bardzo podobało się im, że to właśnie oni mogli mnie nauczyć wszystkiego od podstaw. Jednocześnie bawi mnie to i w pewien sposób podnieca.

Żaden z moich facetów nigdy się nie zorientował. Na początku zgrywam nieśmiałą w tych sprawach dziewczynę, jestem niepewna, unikam kontaktu wzrokowego w trakcie zbliżeń, po czym stopniowo "nabieram doświadczenia" i z czasem decyduję się na coraz więcej. Dzięki tej metodzie nauczyłam się naprawdę wielu łóżkowych sztuczek i odkryłam swoje ciało w zupełnie nowy sposób.

Natomiast kiedy nie jestem w związku, zdarzają mi się jednorazowe przygody, podczas których prezentuję pełen wachlarz swoich umiejętności.

#6zBe6

Lubię straszyć moją rodzicielkę. Wiecie, nic wymyślnego. A to zakradanie się na palcach i głośne "Helooł, it's me!!" albo wyskakiwanie zza drzwi, okazjonalnie wyskoczenie spod kołdry itp. - takie proste rozweselanie, nic spektakularnego. Zaznaczę, że już dość wyrośnięta ze mnie dziewoja, ale to jest po prostu wewnętrzna potrzeba. Raz matula miała wielki rewanż, może niezamierzony, ale efektywnie podziałał.

Nie wiem, czy każdy kojarzy horror z taką dziewczynką co wychodzi ze studni? Tak...
Zazwyczaj późno kładę się spać, w przeciwieństwie do reszty domowników. Była godzina około 2 w nocy. Szłam po wodę, czy do łazienki, ciemno w korytarzu, a tu nagle z przeciwnej strony widzę, że idzie na mnie toto szkaradztwo. Włosy rozpuszczone tak, że twarzy nie widać, kiecka biała, i lezie powłócząc nogami. W życiu swoim się tak nie przestraszyłam. Nawet brwi mi stanęły dęba.

To była właśnie droga mamusia, która lubi sobie spać w długich koszulach nocnych, a że pęcherz dał się we znaki, szła taka na wpół śpiąca.
Zupełnie nie wiem czemu, ale straciłam zapał do straszenia.

#xY2PU

Jestem zdiagnozowaną psychopatką. Nie chodzę po świecie i nie morduję, jak wielu z was mogłoby się wydawać. Nauczyłam się naśladować emocje do tego stopnia, że nikt poza moim psychiatrą o tym nie wie. Mam pracę i znajomych, ale co kilka lat zmieniam kraj lub miasto, bo ludzie jednak oczekują, że nawiążę z nimi bliższe relacje po takim czasie.
Ot, wyznanie po ósmej przeprowadzce w moim życiu.

#i38va

Mam niespełna dwadzieścia sześć lat i zniszczyłam sobie życie.

W liceum związałam się z Mateuszem. Kochaliśmy się bardzo, wszystko układało się dobrze, nawet kiedy wpadliśmy i urodziła się Sonia. Wzięliśmy ślub. Bardzo pomagali nam rodzice.
Kiedy mała poszła do żłobka, ja dostałam pracę, Mateusz od dawna pracował. Po jakimś czasie poznałam Wiktora. Po trzydziestce, zadbany, przystojny, obyty... Zaczął mnie adorować, nawiązaliśmy romans. Byłam zakochana po uszy. Odjęło mi rozum do tego stopnia, że odeszłam od męża i córki. Mateusz próbował ze mną rozmawiać, tłumaczyć, że Sonia mnie potrzebuje, żebym pomyślała chociaż o niej. Ja chciałam jednak trochę poszaleć, za czas, kiedy córka była malutka. Wtedy oboje z Mateuszem rzadko wychodziliśmy.
Mąż i tak nie wybaczyłby mi romansu, więc się rozwiedliśmy, nie walczyłam o dziecko, Mateusz i Sonia zamieszkali u jego rodziców.

Ja zachłysnęłam się nowym życiem, wstyd mi, że rzadko odwiedzałam córkę i były to krótkie wizyty. Wszystko było super, dopóki nie zaszłam w ciążę. W czerwcu miałam urodzić dziecko Wiktora. Kiedy powiedziałam mu, że będziemy rodzicami, zdenerwował się. Powiedział, że nie ma ochoty najpierw męczyć się z ciężarną, a potem marnować czas na siedzenie w pieluchach. Ponieważ nie potrafiłam zdecydować się na aborcję, zostawił mnie. Wkrótce potem poroniłam.

Dopiero teraz wiem, jaka byłam głupia. To było głupie zauroczenie, nadal kocham Mateusza, ale on mi nie wybaczy, mimo że nie ma dziewczyny.
Nie robi żadnych problemów, kiedy chcę zobaczyć się z Sonią, ale kiedy chciałam pogadać o nas, powiedział, że możemy rozmawiać tylko o tym, co dotyczy naszej córki.

Mieszkam u matki, przez wirusa nie pracuję. Przez swoją głupotę straciłam też przyjaciół. Planuję wyjazd za granicę, nic mnie tu nie trzyma. Owszem, mam Sonię, ale coraz bardziej czuję, że bycie matką mnie przerasta, lepiej jej u ojca. On lubi bycie tatą i jest dojrzalszy ode mnie.
Naprawdę nie wiem, co mi wtedy odbiło. Byliśmy dobranym małżeństwem, pożycie było bardzo udane, miałam przyjaciół.
Przez głupie zauroczenie nie mam nic.

#1iE4W

To najbardziej żenująca rzecz, jaka mi się przytrafiła. Jeśli nie uda mi się dzięki temu wyznaniu wyrzucić tego z głowy, chyba pójdę na terapię do psychologa.

Jakiś czas temu spotkałam się ze znajomymi w pubie. Oprócz nasze stałej paczki wpadło też kilku chłopaków – przyjaciół mojej kumpeli z grupy. W pewnej chwili, gdy już wszyscy byli podpici, towarzystwo zaczęło dogryzać jednemu z tych nowo przybyłych gości. Z treści żartów wywnioskowałam, że lubi on starsze kobiety. Ku mojemu zdziwieniu chłopak wcale się tego nie wstydził, a wręcz zrobił cały wykład na temat zalet sypiania z paniami w okolicach pięćdziesiątki.
Podpuszczony przez kolegów, wyjął telefon, aby pochwalić się intymnymi zdjęciami, do których z chęcią pozowały jego kochanki. „O, ta była najlepsza! Od lat żyje w małżeństwie z facetem, który bez niebieskiej tabletki nie daje rady… Rozumiecie?” - wyraźnie rozentuzjazmował się, pokazując moim przyjaciołom telefon. Ci nie zareagowali jednak śmiechem, jak w przypadku oglądania pozostałych „aktów”, tylko spojrzeli z przerażeniem na mnie. Wyrwałam im smartfona i zobaczyłam na nim moją własną mamę w wyjątkowo wulgarnej pozie.
Wybiegłam z lokalu i od tego czasu unikam kontaktu z kimkolwiek z tamtej grupy.

Minęło już wiele miesięcy, a ja ciągle chcę zapaść się pod ziemię.

#vTcsr

Chcę już wrócić do szkoły, naprawdę. Lekcje on-line są w porządku, ale denerwuje mnie to, że przez ten czas kwarantanny mam dwa razy więcej nieobecności tylko dlatego, że nauczyciel nie powiadomił nas dzień albo tydzień wcześniej o lekcji na Zoomie, tylko 5 albo 10 min przed rozpoczęciem lekcji - nagle, po miesiącu pisania notatek tylko na Gmaila! Dodatkowo nauczyciele na Facebooku piszą nam jakieś ważne informacje nie w godzinach prowadzenia swoich lekcji, np. lekcja jest o 13.30, a nauczyciel pisze do nas o godzinie 18.00 czy 19.00,  a zdarza się, że piszą do nas w godzinach 22.00 - 00.00 i informują nas np., że na drugi dzień rano jest kartkówka. Potem pretensje, że przecież na komputerach i telefonach młodzież spędza 24 godziny, a nie jest doinformowania.

No cóż, nie każdy jednak korzysta z telefonu cały dzień i noc, chociaż teraz będę to stosować, żeby nie doszło do żadnych przeoczeń. Chcę wrócić do szkoły!

#RlePa

Moja dziewczyna zawsze była szalona, ale że aż tak, to nie przewidziałem. W marcu zerwała ze mną przez SMS. Jako powód podała… swój WIEK.

Uznała, że jest dla mnie za młoda i boi się ze mną dłużej spotykać, bo „nie chciałaby przypadkiem zarazić mnie koronawirusem”. Dodam, że mam 35 lat i jest między nami 6 lat różnicy.

Teraz już mogę się z tego śmiać, ale nie powiem, na początku bolało.

#31sGh

Moja dziewczyna prowadzi swoją działalność. Przez pomoc od państwa, którą otrzymała w czasach koronawirusa, zaoszczędziła sobie jakąś tam sumę na koncie. Teraz dosłownie na każdym kroku wypomina, jak to ona potrafi świetnie dysponować pieniędzmi oraz przechwala się, ile to ona ma oszczędności. Szkoda, że już zapomniała, jak jeszcze 2 miesiące temu musiałem jej pożyczać kasę na czynsz i kremiki do buzi – czego zresztą do tej pory mi nie oddała. Kocham ją i nie chcę od niej pieniędzy, ale mogłaby się już zamknąć z tymi tekstami o tym, jak to ona świetnie zarabia i jaka jest samowystarczalna.
Dodaj anonimowe wyznanie