#0zsTQ

Moja historia zaczyna się, kiedy w wieku 20 lat poznałam Roberta. Byliśmy młodzi, dobrze się dogadywaliśmy, później przerodziło się to w coś większego. Po 8 latach znajomości wzięliśmy ślub, zamieszkaliśmy na początek w wynajętym mieszkaniu zanim nie kupimy swojego własnego kąta. Teraz jesteśmy 2 lata po ślubie, a ja coraz bardziej przychylam się do rozwodu.

Dlaczego? Robert jest alkoholikiem. Oczywiście widziałam symptomy już przed ślubem, ale teraz widzę, że ciągle go tłumaczyłam. Bo stresujący dzień w pracy, bo zbliża się ślub i się denerwuje, bo urodziny kolegi... Doszło do tego, że - już po ślubie - wpadał w naprawdę długie ciągi, potrafił nie pójść do pracy przez miesiąc. W którymś momencie nawet go zwolnili z powodu wiecznych nieobecności, on po dłuższym czasie znalazł sobie nową pracę. Byłam pewna, że bardzo nim to wstrząsnęło i że teraz już będzie dobrze.

Ale teraz ponownie wpadł w ciąg. Pije non stop, nie wiem już nawet skąd ma pieniądze, bo zablokowałam mu dostęp do konta i do gotówki. Zapisywałam go wielokrotnie do lekarzy i psychologów, próbowałam zaciągnąć siłą - wszystko na nic. To sprawiło, że zrobiłam retrospekcję swojego życia z nim i z perspektywy czasu widzę, że wszystko opierało się na mnie... Sprawy urzędowe, zakupy, posiłki, sprzątanie. I zadaję sobie pytanie - w takim razie do czego potrzebny mi Robert?

Zostałam wychowana w duchu "na dobre i na złe, dopóki śmierć nas nie rozłączy". Przysięgałam temu człowiekowi przed Bogiem, że nigdy go nie zostawię. Do tego dochodzi troska o niego - wiem, że jestem dla niego jedynym wsparciem, nawet nie będzie miał się gdzie wyprowadzić. Serce kroi mi się na myśl, że jakbyśmy się rozeszli, to załamałby się całkowicie. Są też przecież te dobre wspomnienia, zresztą nie znam życia bez niego. Po rozwodzie zostałabym 30-letnią kobietą bez niczego w życiu, nawet dzieci nie mamy.

Z drugiej strony męczę się, wiem, że Robert mną manipuluje. Wracam z pracy i widzę jego, leżącego pijanego. W domu syf, który muszę ogarnąć. Obiad muszę również ja ugotować, mimo, że on cały dzień siedział w domu. Martwię się o finanse, mieliśmy kupić mieszkanie i co uda nam się trochę odłożyć, to Robert to przepija.
Targają mną wątpliwości - na kogo wyjdę, kim będę, jeśli rozwiodę się z nim? Jeśli zostawię człowieka, który potrzebuje pomocy?
SelfishAngel Odpowiedz

Radzę Ci sprawdzić jego laptop/telefon, a dokładniej historię przeglądarki, czy czasem Twój mąż nie bierze tkz. chwilówek. Skoro zablokowalas mu dostęp do pieniędzy, a On dalej je ma.

PoraNaPiwo

Dokładnie tak. Jest duże prawdopodobieństwo, że ma, a właściwie macie chwilówki. Sprawdź to jak najszybciej. Poza tym koniecznie zrób rozdzielność majątkową i to migiem!

Doge2

Skrót od „tak zwany” to „tzw.”.

SelfishAngel

@typiara Z tego co wiem, założenie nowego konta bankowego nie jest takie trudne...

WrozkaSmierci Odpowiedz

A na kogo wychodzisz, jak z nim żyjesz? Na żonę pijaka. Wstyd ci za jego wybryki, boli cię brak pieniędzy... On się albo zacznie leczyć, albo będzie tylko gorzej. Czy on w ogóle ma pracę, skoro leży w domu pijany? To nie mąż, tylko menel. Na co liczyłaś? Że po ślubie się zmieni? Jeśli już to tylko na gorsze. Będzie pił częściej i więcej, aż siądzie mu zdrowie. Dożyje 40-50 lat, jak wątroba wysiądzie. Albo jak przytrafi mu się jakiś wypadek po pijaku, lub zadławi się rzygami. Jestem żoną alkoholika, już leczącego się, ale powiem że to nie zostało bez śladu. Do części rodziny i znajomych mamy spalone mosty. No i lata picia sprawiły, że mój mąż wygląda staro jak na swój wiek.

Corazwiecejpustki

@ Wrozka: Powoli odnosze wrazenie, ze w calym swoim dotychczasowym zyciu nie nudzilas sie ani chwili. Choc pewno wolalabys sie ponudzic, tak od czasu do czasu.
Pytanie: Jak wysokie sa szanse na trwala abstynencje po latach picia? Zakladam, ze jestes dosc gleboko w temacie.

Ostrzenozeinozyczki

Bardzo duże albo znikome.
Wszystko zależy od indywidualnej chęci zmiany i siły woli danego człowieka. Z tym, że alkoholik nie pijący nawet od wielu lat, nieustannie musi nad sobą pracować i w każdej chwili może poczuć ssanie.

WrozkaSmierci

Corazwiecejpustki Faktycznie, przygód mi nie brakowało :) Ale "atrakcje" dostarczane mi przez pijanego męża były męczące, kłopotliwe i wielokrotnie było mi za niego wstyd. Póki co wytrzymał bez alkoholu nieco ponad rok. To nie jest (chlał przez ponad 10 lat) długo, ale on ma wręcz obsesję na punkcie terapii. Co chwila jakieś mitingi, grupy dyskusyjne w sieci, aplikacje dedykowane leczącym się, programy ze sponsorem... Poza pracą całe jego życie skupia się na leczeniu i zaczynam już tym rzygać. Mnie też chciał wciągnąć w to towarzystwo wzajemnej adoracji. Poszłam z raz na jakiś wykład i ze dwa razy na terapię dla współuzależnionych. On i inni nawróceni byli zachwyceni wykładem, ja przysypiałam z nudów, bo usłyszałam oklepane informacje na temat życia rodzinnego pijaków. Z terapii zrezygnowałam, bo terapeutka prowadziła mnie w kierunku rozwodu, a nie współpracy z mężem. Najwyraźniej baba się nudzi i szuka wrażeń typu znajdź swoją wielką miłość w średnim wieku... albo wróć do wspaniałego eks, z którym ci nie wyszło, bo rozdzielił was zły los... Jakie są szanse na powrót do picia? Spore, bo nie brak takich, co sięgają po alkohol i po kilkunastu latach trzeźwości, z różnych powodów. Tak naprawdę to uzależnionym jest się dożywotnio, jedni wracają do picia bo myślą, że jak się jednorazowe napiją kieliszek, to nic się nie stanie i będą mogli pić w sposób kontrolowany. Inni po prostu pękają, zwłaszcza w momentach życiowych kryzysów. Różnica między pijącym a trzeźwym alkoholikiem jest taka, że jednemu życie kręci się wokół szukania możliwości sięgnięcia po alkohol, a drugiemu wokół terapii i wychwalania abstynencji. Mojemu mężowi włączyła się dodatkowo szajba religijna i tu jest kolejny zgrzyt, bo próbuje mnie nawracać, nie rozumiejąc jak ja mogę być ateistką. Ale przede wszystkim jego zainteresowania skupiają się wokół leczenia. Znajomych też sobie zaczął dobierać pod tym kątem, wręcz zachwycając się trzeźwymi nałogowcami, jacy to oni wspaniali bo przestali chlać.

WrozkaSmierci

Corazwiecejpustki Wychodząc za mąż nie zdawałam sobie sprawy, że mój mąż lubi wypić więcej niż odświętnie. Dobrze się z tym krył, a miał ułatwione bo nie miałam wspólnych znajomych w jego otoczeniu. Gdybym wiedziała, że ma skłonności do nadużywania alkoholu, to kopnęłabym w cholerę. Ja nie jestem naiwna i nie wierzę, że ślub naprawi czyjeś wady. Nie łudzę się, jak niektóre kobiety, że męża można sobie wychować. Wychować to można dziecko, a nie dorosłego. Można co najwyżej nie dostrzec czyichś wad na początku znajomości, ale zwykle po paru miesiącach zaczyna coś wychodzić.

PoraNaPiwo

WrozkaSmierci, jeśli ma obsesje, to też nie jest dobrze, bo może być tak, ze jeden nalóg zmienił w drugi. Często ludzie po odwyku idą w sport, bo daje im to emocje. Tak samo mogą się zacząć angażować w różne sprawy.

Corazwiecejpustki

@ Wrozka: Masz zadziwiajaco (nomen omen) trzezwe spojrzenie na zycie. Wydajesz sie byc bardzo silna, choc nieco pechowa. Zycze Ci szczerze aby zaczelo sie szczescic.
Mialem dluzszy, bardzo stresujacy okres. Wiec zaczalem sie odstresowywac. W najprostszy mozliwy sposob. Bez przesady ale wlasciwie codziennie. Po jakims czasie moja zona zorientowala sie co sie dzieje i oglosila bezwzgledna prohibicje. Uwazalem to za nonsens, przesade itd. No jak to, nawet malego piwa do obiadu, albo wieczorem, zwyczajowej butelki wina w piatek po kolacji. Teraz jestem zdania, ze mnie uratowala. Chyba. Mam nadzieje.

bazienka

sadzac po statystykach wyleczalnosci na przykladzie mojej pracy, w zyciu bym sie nie zdecydowala byc z alkoholikiem, ani czynnym, ani trzezwym

bazienka

Wrozka to jesden z powodow, dla ktorego warto zamieszkac razem przed slubem

WrozkaSmierci

Corazwiecejpustki Bo często zaczyna się od piwa po pracy lub wina do obiadu i zanim się obejrzysz to okazuje się, że pijesz alkohol codzienne od miesięcy. Łatwo wpaść w przyzwyczajenie a potem się uzależnić. Jeśli brak alkoholu wywołuje poczucie braku czegoś lub rozdrażnienie, to już jest sygnał alarmowy.
bazienka Czasem i bez mieszkania wychodzą pewne rzeczy. Mój pierwszy chłopak wykazywał skłonności do nadużywania alkoholu już jako 17-latek. I już wtedy jego rodzina i znajomi postawili mu warunek, że jak chce być w związku z jakąkolwiek dziewczyną, to musi ograniczyć alkohol do minimum. On już wtedy pojawiał się tylko na tych spotkaniach rodzinnych i towarzyskich gdzie było co wypić. Na imprezy bezalkoholowe nie chodził. Rzuciłam go przez to, że wybrał wódkę zamiast mnie i dobrze na tym wyszłam, bo jako pełnoletni pił częściej i więcej. Ważne jest obserwowanie podejścia do alkoholu. Czy ktoś musi się napić, czy po pracy spędza często pijąc piwo, czy kupuje regularnie alkohol, czy na imprezie umie zrezygnować z kolejnego kieliszka, czy wali do zgonu lub chodzenia na czworakach. Czy patrzy tolerancyjnie na pijących regularnie, bo to widać. Jak nosi przy sobie w kieszeni lub torebce (kobiety też chleją), jak zna ceny i smaki na pamięć, to już są sygnały że ktoś lubi wypić. A od lubi do musi jest blisko

nowysystemppoz

@wrozka
Nie wszyscy niepijący alkoholicy są tak zaabsorbowani tym cudem i wyjściem z nałogu, z reguły trzeba trochę odczekać, aż zaczną się interesować czymś prawdziwym(co często jest trudne, bo alkohol to jedyne prawdziwe hobby do tej pory wyrobione) :) ale fakt, to potrafi zmęczyć, tym bardziej kiedy wcześniej taki delikwent niszczył życie wszystkim obok siebie.

@autorka
Będziesz żałowała prawdopodobnie jeżeli nie odejdziesz, możesz podjąć próbę ratowania, ale to i tak zależy w 100% od męża, co jest mega trudne. Akurat nieposiadanie dzieci w tym przypadku to jest plus, nie chcesz mieć na sumieniu kolejnych DDA(z tego też się ciężko wyrwać/uświadomić/nabrać odpowiednich nawyków) w społeczeństwie.

Alabundy Odpowiedz

Po rozwodzie zostalabys 30 letnia kobieta, która w końcu miałaby szanse poznać fajnego faceta i znaleźć szczęście w życiu. No sorry, ale skoro wiesz, ze on tobą manipuluje, chla na umór i jeszcze wszystko jest na Twojej głowie to wyrzuty sumienia akurat należy odsunąć na bok.

Bimbownica

Dokładnie, i może się tylko cieszyć, że nie ma z nim dzieci.

ks2508 Odpowiedz

Jaka chora mentalność: lepiej męczyć się z mężem pijakiem niż być rozwódką bez dzieci...

nowyrokNOWAJA Odpowiedz

Sądze, ze zrobiłaś ile mogłaś. Odciełaś fundusze, umawiałaś lekarzy... A nie, czekaj. Nie postawiłas munultimatum: " albo się ogarniesz, albo się rozwodzimy". KAŻDY ma prawo do szczęścia, a Ty swojego przy alkoholiku mieć nie będziesz.

Nikjaknik Odpowiedz

Kim będziesz jak go zostawisz? Rozwódką, owszem. I osobą, która nie ma obowiązku niańczyć alkoholika, która i tak znosi to stanowczo za długo i zrobiła wszystko co mogła by mu pomóc. On nie zmieni się nigdy bo mu tak wygodnie. Nie zastanawiaj się kim będziesz, przede wszystkim zastanów się kim jesteś teraz. Czy tak wyobrażałaś sobie siebie w wieku 30 lat.

Wredna90 Odpowiedz

Zadbaj przede wszystkim o siebie. Słyszałaś o czymś takim jak współuzależnienie? Poszukaj najpierw pomocy dla siebie, potem przejmuj się mężem. Dodam tylko, że paradoksalnie zostając z nim mu szkodzisz. Skoro macie gdzie mieszkasz, wszystko sama ogarniasz, jakieś pieniądze są to jest w porządku. Przynajmniej według niego. Pierwsza zasada pomocy dla alkoholika jest przestać pomagać. Muszą zacząć ponosić konsekwencje swoich czynów. Przykro mi to pisać ale szansę, że się zmieni jak z nim zostaniesz są bliskie zeru. Zresztą jak przestanie pić to i tak nie rozwiąże problemu. Sama jestem w związku z trzeźwym alkoholikiem, nie pije ale za to mamy inne problemy z tego tytułu. Brak pewności siebie, jego próby manipulacji mną, głód alkoholowy. Stara się, walczy i dostrzega problem dlatego z nim jestem. Nie jest to jednak łatwe i nie polecam tego dla nikogo. Wymaga to dużej siły i determinacji.

Nikt0000 Odpowiedz

A kim jesteś będąc z nim?

grubytygrys Odpowiedz

Jeżeli będzie chciał się zmienić, bez udawania, pomóż mu. W innym przypadku odejście może być najbardziej korzystną opcją dla ciebie. Alkoholik, który z nałogu wyjść nie chce, przyniesie głównie ból i udrękę. A gdy umrze pozostawi po sobie jeszcze większy chaos.

zielona2203 Odpowiedz

No tak, bo ty nie masz prawa być szczęśliwa, tylko on. Bo zrobisz mu przykrość jak odejdziesz. Może wtedy się ogarnie i przestanie pić, a może nie i to nie będzie twoja wina. Jeśli z nim zostaniesz to prawdopodobnie przez całe życie będziesz opiekować się tym warzywem. Sprzątać jego syf, który zrobi po pijaku. Przepraszam, ale nie jestem obiektywna. Sama, choćbym kochała niewiadomo jak i miała cierpieć, zostawiłabym go. Bo ludzie jakoś się rozchodzą i po kilku latach znajdują nowych partnerów. Więc kalkulując kiedyś można być szczęśliwym, a będąc z pijakiem cały czas jest on jak kamień u nogi. Nie pozwala ci na szczęście. Polecam na pewno jakiegoś psychologa, bo pewnie jesteś współuzalezniona i trzeba to pewnie przerobić. Ja mogę tylko powiedzieć, że właśnie siedzę w jednym pokoju z tatą alkoholikiem. Jak byłam dzieckiem, mojej mamie udało się namówić go na odwyk. Przez wiele lat nie pił, miał jeden tylko epizod, al od 2 już lat wrócił do picia. Groźby i prośby nic nie dają, no bo jak mają dawać jak podobno on nie odczuwa normalnie emocji, nikogo nie kocha. Na pewno nie moją mamę. Bo nawet jak nie pił, nie pamiętam żadnego okazywania uczuć czy szacunku do mojej mamy. Ciągle ją torturował wiecznymi fochami, "ona wie za co" i ,,domysl się". Ale najgorsze jest to, że jest też cudownym człowiekiem i tatą i nie możemy patrzec jak się zabija. To są okropne tortury. Takie udawanie, że problemu nie ma, bo siłą go nie zaciągniemy na leczenie, a potem on znowu sie upija, obrzyguje pól salonu, po pijaku demoluje szafkę w łazience, czy kilka godzin jęczy i rzyga i te odgłosy. A ma już zepsutą wątrobę i każde picie to dla niego męczarnia później, mimo że gdy sie upija to zazwyczaj po prostu śpi, czasami płacze. Nic nie możemy zrobić. Ostatnio było już bardzo źle, myślałam że może się uda przekonać go do odwyku, ale nie, on nie pójdzie. Pracy jakoś strasznie nie zaniedbuje, upija się wieczorami. Nie możemy go ubezwlasnowolnić, możemy tylko rozkladac ręce. No i wyobraź sobie, że

zielona2203

Jesteś z takim człowiekiem. I im dłużej z nim będziesz, tym będzie gorzej. Mama musi sprzątać ten syf, który on robi, znosić to wszystko. Ja mogę się odciąć, ona nie może. Po tylu latach razem gdzie ona ma pójść. Tyle włożyła w ten dom, to jej miejsce do życia. Zwłaszcza, że dziadkowie dorzucili się do budowy, a ich dom jest wujka i po rozwodzie jedynym wyjściem bylaby sprzedaż, przeciez z nim mieszkała wciąz nie będzie. No i to myslenie, że on sobie bez niej nie poradzi, że jak go zostawi to się całkiem stoczy i umrze i się będzie za to czuła odpowiedzialna. No to tak to wygląda 30 lat w małżeństwie z alkoholikiem. Im dłużej, tym gorzej.

Zobacz więcej komentarzy (16)
Dodaj anonimowe wyznanie