#IHA6A

Udajesz niedostępną? Na siłę robisz z siebie chłodną? Wrzucam to, żeby przestrzec Was dziewczyny przed różnymi manipulacjami i poddawaniu swoich facetów różnym gierkom, bo to nie działa, a na dłuższą metę zabija. Oto moje smutne story.

Poznaliśmy się nietypowo, bo na internetowym czacie. Jak się później okazało, dzieliło nas 400 km. Jednak to nas nie zrażało – przed naszym pierwszym spotkaniem praktycznie codziennie wieczorami rozmawialiśmy przez telefon i w ten sposób przecieraliśmy pierwsze szlaki znajomości. Trwało to około miesiąca, gdzie potem postanowiliśmy spotkać się na żywo. Spotkanie wspominam bardzo miło. Przyjechałam do jego miejscowości i spotkaliśmy się w umówionym wcześniej miejscu. Patryk (tak miał na imię) w ogóle jakby nie skupiał się na moim wyglądzie, widział we mnie rzeczy, których inni faceci nie dostrzegali. Był inteligentny i zabawny, inny niż wszyscy moi poprzedni partnerzy. Bardzo mnie to oczarowało i mimo tej okropnej odległości postanowiłam się w to zaangażować i poświęcić. Z początku bałam się zaryzykować i zaufać, ponieważ wcześniejsi partnerzy mnie zranili i przez jakiś czas miałam sceptyczne podejście do większości facetów. Jednak przełamałam się. Po pierwszym spotkaniu przez około dwa miesiące jeździliśmy do siebie na zmianę, raz on, raz ja. Było cudownie, widziałam, że bardzo mu zależy i z mojej strony działało to podobnie. Po tym okresie docierania się zostaliśmy oficjalnie parą.

Jako że byliśmy z tego samego rocznika, po obronieniu naszych prac licencjackich wybraliśmy się odpocząć nad polskie morze. Wynajęliśmy domek. On przynosił mi śniadanie do łóżka, wieczorami zaś zabierał na romantyczne spacery. Czułam się jak w bajce, czułam się w końcu komuś potrzebna, zakochałam się. Ale po jakimś czasie zaczęłam go olewać. Chciałam go po prostu sprawdzić, czy jest prawdziwym facetem, nie chciałam tego popsuć. Gdy mówiłam mu, że nie mogę do niego przyjechać, on bez wahania wsiadał w auto i przez 4 godziny do mnie jechał. Zaczęłam wykorzystywać jego zaangażowanie i po czasie stałam się chamska, w sumie sama nie wiedząc czemu. Chyba wpłynęło na mnie to, jak byłam traktowana w przeszłości i chciałam się odegrać, że mam nad nim pełną kontrolę, jednak pomyliłam się. Któregoś dnia niespodziewanie po ostatniej kłótni – wywołanej przeze mnie – przyjechał i zerwał ze mną. Próbowałam do niego wrócić, przepraszać. Obiecywałam, że się zmienię, jednak był nieugięty i nie chciał mnie już znać.

Stało się to pół roku temu, a ja po dziś dzień nie mogę sobie wybaczyć, że przez jakieś swoje głupie gry i dziwne posunięcia straciłam najbardziej wartościowego człowieka, jakiego spotkałam. Wstyd mi za to bardzo.

#1F96s

Pewnego pięknego dnia, gdy wraz z lubym odwiedziliśmy koleżankę, mój kochany postanowił zrobić koleżance psikusa. Wziął jej bezprzewodową myszkę i schował do kieszeni. Gdy koleżanka wróciła do pokoju, mieliśmy już wychodzić na dwór. Po 10 minutach spaceru, oddalając się coraz dalej od jej domu, luby pomyślał sobie, że to już ten czas, by pochwalić się zdobyczą. Wyciągnął ją z kieszeni i zaprezentował koleżance. Ona tępym wzrokiem patrzyła się na niego i zadała pytanie: „Po co ci myszka?”. Wraz z moim chłopakiem popłakaliśmy się ze śmiechu i dopiero po chwili zrozumiała, co się stało, odebrała co jej i musieliśmy wrócić się do jej domu, by mogła odstawić myszkę na swoje miejsce.

#s6nM6

Nowo otwarty prywatny ośrodek rehabilitacyjny pod Warszawą. Przyjechała do nas pacjentka z innej placówki. Też prywatnej.
Pani z odleżynami, ciało reagujące bólem na najdelikatniejszy dotyk. Leżąca. Wrak człowieka. Jak zobaczyłam ją pierwszy raz, to pomyślałam, że to chyba końcówka jej życia.

Kilka tygodni w naszym ośrodku wystarczyło, żebym tej pani nie poznała. Uśmiechnięta, na wózku inwalidzkim, odleżyny już prawie zaleczone (pomogli fizjoterapeuci i ich sprzęt). Wypielęgnowana przez nasze cudowne panie opiekunki, którym „się chce”. Uczestniczy w terapii zajęciowej i w rehabilitacji. JEST UŚMIECHNIĘTA. Można? Można!

Jestem przekonana, że gdyby ta pani została dłużej w poprzedniej placówce, to już by nie żyła.

#wvCSO

Wyznanie o tym, jak to byłam zmuszona srać do reklamówki kilkadziesiąt razy.
Na wstępie chcę tylko zaznaczyć, że robię naprawdę duże kupy (do 20 cm długości), często mam zatwardzenia i nie umiem się wypróżnić inaczej, niż kucając na sedesie*.

Zaczęło się to od kiedy przeprowadziliśmy się do starego bloku na 3 piętrze i kanalizacja była stara i rury strasznie wąskie. Dwa razy zatkałam kibel i musiałam przepychać i rozdrabniać gówno, żeby jakoś poszło w dół. Najbardziej anonimowa część – mieliśmy długą, dużą łyżkę, której mama używała do nakładania sałatek. Umyłam łyżkę i dałam pod zlew, chcąc potem mamę powiadomić o tym, by pod żadnym pozorem jej już nie używała, ale zapomniałam i skończyło się na tym, że przypomniałam sobie, jak wróciłam do domu, a rodzice mojego ojczyma z mamą i siostrą zajadają się sałatką nakładaną tą łyżką. Może miałabym wyrzuty sumienia, ale sama musiałam ją zjeść, więc no...

Za każdym razem, kiedy jedziemy gdzieś na 2 lub więcej dni, zawsze muszę brać ze sobą reklamówki, bo moje gówna się nie spłukują. A jak jedziemy w gości lub oni przychodzą do nas, to muszę trzymać kupę, dopóki nie wyjdą, no bo co mam powiedzieć? „A tak tylko sram sobie od czasu do czasu w reklamówkę”? (którą muszę wynieść do dużego kontenera koło bloku). 

PS Próbowałam wszystkiego na zaparcia i nic to nie dało. Do tego mimo mojego młodego wieku już mam hemoroidy i dochodzi do tego, że jak sram, to płaczę z bólu i bezsilności.

*siadam na kibel, opieram się plecami o klapę /spłuczkę (?), podkurczam kolana i daję stopy na sedes. Raz srając w ten sposób w toalecie publicznej, za przeproszeniem, wyjebałam się i byłam cała w gównie...

#1X5s1

Mam 26 lat i od dwóch lat nie miałam żadnego chłopaka. Moja rodzina jest tak zmartwiona tym faktem, że co chwilę ktoś urządza mi pogadanki na temat tego, że zostałam starą panną i że już nigdy sobie nikogo nie znajdę i właśnie marnuję swoje życie. Wszystkie szczyty przebiła moja mama, która tak przejmuje się moim losem, że ostatnio wzięła mnie „na rozmowę”, w trakcie której zaczęła mi tłumaczyć, że powinnam wrócić do mojego byłego, bo to dla mnie najlepsza szansa i w ogóle jestem totalnie głupia, że go zostawiłam. Nic nie zmieniło jej zdania, nawet argument, że notorycznie mnie zdradzał i bywał w stosunku do mnie agresywny. To dla niej nieważne, ważne, że powinnam kogoś mieć, za wszelką cenę, a te wszystkie moje „fanaberie” bym jakoś sobie „ułożyła w głowie” i w końcu przestałyby mi przeszkadzać.
worm Odpowiedz

fajna rodzinka, taka nie za normalna.

ArabellaStrange Odpowiedz

Mam nadzieję, że mieszkasz na swoim i masz możliwość się odciąć od takiego nachalnego wtrącania się w Twoje życie.

#4efhs

Piszę to wyznanie późno w nocy. Mój facet ze swoim synem właśnie śpią w sypialni, a ja zostałam przeflancowana do pokoju dla gości. Mały ma 5 lat i nie mieszka z nami, tylko ze swoją matką. W domu moim i mojego faceta ma swój pokój, jednak miewa koszmary nocne, po których boi spać się sam. Z tego tytułu mój facet zabiera go do naszej sypialni, a mnie z niej uprzednio wyprasza, bo mały podobno jest jeszcze do mnie nieprzyzwyczajony. 
Ta sytuacja trwa już od pół roku. 
Dziś uparłam się, żeby mały spał u siebie i owszem, zasnął. Za to mój partner wiercił się w naszym łóżku i nie mógł spać. Stwierdził, że on woli spać z synem, że zgodził się na tę sytuację, żebym nie robiła fochów, że to jest małe dziecko, on się tak martwi, że syn w nocy się wystraszy, że od teraz będzie spał z nim. Zabrałam więc swoją pościel i się wyniosłam. W międzyczasie usłyszałam kilka niemiłych słów na temat swojego zachowania od mojego faceta. Zaś kilka chwil później młody obudził się i przybiegł do mnie z płaczem i w zasikanych majtkach. Przebrałam go i otarłam łzy. W międzyczasie wstał (obudzony z głębokiego snu) tatuś, opieprzył syna za płacz i sikanie, po czym wziął go do sypialni, wyprzytulał i powtarzał, jak bardzo go kocha.
Jakiś czas wcześniej odbył się ślub kuzyna mojego faceta, na który pary zostały zaproszone z dziećmi. Nie zabrakło więc mnie oraz tatusia z synkiem. Cały wieczór chodziłam sama lub siedziałam przy stole sama, bo mały chciał gdzieś iść z tatą albo bawić się z dziećmi, więc tato szedł go pilnować, albo mały płakał i się obrażał, więc tato bez słowa wychodził go zabawiać. Czasem zagadywała mnie siostra mojego faceta, a czasem jego rodzice, lecz generalne siedziałam przy stole z winem i walczyłam ze sobą, czy zamówić taksówkę i jechać do siebie do domu.

Ja wiem, że mój partner z synem widuje się dwa razy w tygodniu, a między nimi jest wielka miłość i tęsknią za sobą. Ale ja czuję się jak manekin. Czuję, że coraz mniej we mnie miłości wobec dziecka mojego faceta, nikt nie docenia moich starań. Ba! Młody zaczyna mi być obojętny. A tatuś? Kocham go i strasznie mi go brakuje. I czuję, że powoli znikam w tym związku, zajmuję rolę drugorzędną albo i dalej. 
Teraz leżę sama w ciemnym pokoju i chce mi się wyć. Mężczyzna, którego kocham, śpi w sypialni ze swoim synem, a ja nie mogę być częścią tej rodziny. Dość mam tłumaczeń, że mały może być zazdrosny, że może czuć się odrzucony, że ja jestem dorosła, więc powinnam sytuację zrozumieć i ustosunkować się do niej. Ale zastanawiam się, po co tu jestem? Może sama miłość to za mało. Może spakuję jutro swoje rzeczy w walizki i wrócę tam, skąd przyszłam...?

#rxosM

Kiedyś poszłam pracować do najzwyczajniejszego burdelu. Na kilka lat, z przerwami. Nie było fajnie, ale na pewno nie gorzej niż w domu albo przy zrywaniu wiśni za 40 zł dniówki.

Nie żałuję. Miałam wtedy niecałe 17 lat i dowiedziałam się, jak to jest nie być głodnym i w dodatku widzieć, że jutro też nie będę. I jak się mieszka bez zaćpanej matki oraz szóstki rodzeństwa, które albo tak samo zaczęło ćpać, albo niedługo miało zacząć.
Dodaj anonimowe wyznanie