#5RDDb

Poligon w połowie listopada. Pierwszy przymrozek, szron na trawie. Gdzieś tak 3-4 stopnie na minusie.

Dowódca plutonu podał temat zajęć, omówił wszystkie czynności itd. Miał przejść do podania „warunków bezpieczeństwa”. Zwykle to standard – zakaz celowania do ludzi i sprzętu, zakaz przeładowywania broni bez komendy, rozkładania broni itd. Ale nie tym razem.

„Podaję warunki bezpieczeństwa! Kategorycznie zabraniam dotykania językiem metalowych elementów broni!”

Miło, jak dowódca wierzy w inteligencję swoich żołnierzy...

#dbGoW

Obudziłam się wcześnie rano jak nigdy. Nie obudziło mnie słońce, nie obudził budzik, nawet koty mnie nie obudziły. Obudził mnie paskudny zapach. No dobra, obudził mnie ohydny smród... Było ciemno, więc czym prędzej wstałam, by zapalić światło i sprawdzić, skąd ten smród dobiega. 
Najpierw sprawdziłam kuwety – czysto. Inne pomieszczenia – nic podejrzanego nie znalazłam. Ale ten smród było czuć bez przerwy! Dobra, może to coś z zewnątrz? Tak pomyślałam i wróciłam do pokoju. Mą uwagę przyciągnął dziwny kolor pościeli. Z różowo-białej zrobiła się różowo-biało-brązowa. Cała górna część kołdry, poduszka, prześcieradło były brudne i śmierdzące. Spojrzałam w lustrze na siebie. I tego obrzydliwego widoku nie zapomnę do końca życia. Cała góra od piżamy, twarz, ręka, włosy... Wszystko żółto-brązowe z jakimiś kawałkami jedzenia... Wtedy przypomniałam sobie o tym, co śniło mi się dzisiejszej nocy.

Śniło mi się, że cała treść żołądkowa podchodzi mi do gardła. Ale że nie chciało mi się wstać, to ułożyłam się na boku i zwymiotowałam w łóżku... Było tego dosyć sporo! Ja leniwa nie chciałam wstawać, by sprzątnąć te rzygowiny, więc wpadłam na okropny pomysł. To, co zwymiotowałam... zjadłam. Tak o, po prostu.

Nigdy nie zapomnę tego, jak połączyłam fakty i zorientowałam się, że zjadłam nieświadomie to, co zwymiotowałam. To był dla mnie szok. Ta myśl mnie tak obrzydziła, że zwymiotowałam ponownie. Na szczęście tego już nie zjadłam, tylko należycie posprzątałam.

#8noAS

Nie jest mi z tym łatwo, ale muszę przyznać, że jestem nimfomanką. Kiedy to robię, czuję się jak po zastrzyku adrenaliny – daje mi to niewiarygodną przyjemność. Z drugiej strony czasami nagle ogarnia mnie obrzydzenie do siebie i zastanawiam się, czy nie pora z tym skończyć. Jednak nie umiem. Gdy zachowuję erotyczną abstynencję przez jakiś czas, zaczynam czuć „głód”, wpadam w histerię, płaczę i tak dalej. Nie ma dnia, kiedy bym o tym nie myślała. To utrudnia mi życie. Ale terapia? Nie, to nie dla mnie – jestem niepełnoletnia, a mama myśli, że jestem jeszcze dziewicą. 
O, i jeszcze jedno – znowu to zrobiłam i znowu się popłakałam.

#xcmJx

Matka dziewczyny mojego brata zakleszczyła się w lesie, uprawiając seks z jakimś żulem. Przyjechało pogotowie i ich zabrali. Mimo że było to w lesie kilka wsi obok, na wsi mojego brata kolejnego dnia już wszyscy wiedzieli. Ogólnie tam sytuacja jest nieciekawa, ojciec tej dziewczyny dużo pije, matka pije i się puszcza, brat jest agresywny i też pije. Mój brat i rodzice wiedzą o incydencie w lesie, ona już też raczej wie (prawdopodobnie siostra jej powiedziała, ale nie jestem pewien w 100%).

Rodzice zaczęli ostatnio gorzej ją traktować. Mama czepia się, że nie pomaga i nie zajmuje się dzieckiem. Nikt nie wie, że to ja jestem ojcem jej córki. Zaszła w ciążę, gdy rozstała się z moim bratem. Szybko do siebie wrócili, ale testy potwierdziły moje ojcostwo. Zdecydowałem się niczego nie mówić. Martwię się jednak o atmosferę, w której wychowuje się moja córka. Rodzice mają pretensje do brata, że wziął sobie dziewczynę z patologii. W domu są ciągłe krzyki, rzucanie talerzami i lamentowanie „bo ludzie mają jej rodzinę na językach”. Dziewczyna brata kilka razy w tygodniu bierze swoje auto i jedzie gdzieś rano, a wraca w nocy, gdy córka śpi. Pytałem co wtedy robi, powiedziała, że spotyka się z przyjaciółkami, bo potrzebuje relaksu. Od początku ma chłodny stosunek do dziecka. Zawsze wolała się napić i poimprezować, niż zostać w weekend z dzieckiem. Wtedy córką opiekujemy się moja mama i ja.

Coraz mniej mi się to wszystko podoba i coraz częściej mam ochotę powiedzieć, że mała to moje dziecko, i zabrać ją do siebie. Bardzo ją kocham, poświęcam jej czas gdy tylko mogę. Ona lgnie bardziej do mnie niż do brata czy jego dziewczyny. Serce mi pęka, gdy mówi do mnie „wujek” zamiast „tata”. Chciałbym, żeby wiedziała, że jestem jej ojcem, ale nie wiem, czy powinienem wyjawić rodzinie ten sekret.

#FtHsw

Mój chłopak w piątek zdenerwował się na mnie, po czym stwierdził, że w niedzielę do mnie nie przyjedzie. W sobotę zmienił zdanie, aczkolwiek powiedziałam mu, że nie wiem, czy dam radę się spotkać, ponieważ po tym, jak odwołał spotkanie, zaplanowałam sobie całą niedzielę i po prostu nie wiem, czy się wyrobię. Zaproponowałam mu spotkanie za tydzień, bo w tygodniu też odpada.

Dzisiaj wielmożny pan całą noc nie spał, zapewne grając w gry. Namawiałam go, żeby poszedł spać, bo nadal nie jestem pewna, czy spotkanie się uda, a jeśli już, to dopiero o 16.
On stwierdził, że nie, bo się nie dobudzi w razie czego, etc.

Gdy zauważyłam, że na pewno się nie wyrobię, napisałam, żebyśmy przełożyli spotkanie na za tydzień. Wtedy chłopak zdenerwował się na mnie, podziękował za brak snu i za „zawracanie dupy”, po czym obraził się na mnie i rozzłoszczony poszedł spać.

Aha.

#9y5tB

Od kilku lat choruję na bielactwo. Choroba objawia się u mnie białymi (jasnymi) plamami na skórze twarzy, rąk i miejsc intymnych. Leczenie nie przyniosło pożądanych skutków, chociaż czego się można spodziewać przy nieuleczalnej chorobie... Przyzwyczaiłem się już, że nic z tym nie zrobię, ale choroba doprowadza mnie na skraj załamania. Przez mało estetyczne wzorki w okolicach krocza moja samoocena spadła do zera. Jeżeli nadarza się okazja na intymną relację, wycofuję się, żeby przez przypadek nie stracić w czyichś oczach. Wbrew pozorom z plamami na widocznych częściach ciała nie mam żadnego problemu.
Psycholog tutaj nic nie da, powie dokładnie to samo, co moi znajomi, że przecież to nic takiego, druga osoba to będzie akceptować... Jak grochem o ścianę, już przerabiałem tę akceptację i nie są to dla mnie wyjątkowo dobre wspomnienia (na szczęście druga osoba nie narzekała).
Nie wiem co robić, blokuję się coraz bardziej i nikt do tej pory nie był mi w stanie pomóc. Nie chcę zatracić się w swoim problemie.

#pUUMI

Ostatnio moja przyjaciółka chodziła bardzo strapiona. W końcu zapytała, czy może mi coś wyznać, ale poprosiła jednocześnie, abym zachowała spokój i nie unosiła się emocjami. Powiedziała, że jest w ciąży i że ma wielki problem, bo nie ma pojęcia, kto jest ojcem.
To było do przewidzenia – moja przyjaciółka od lat zmienia partnerów niczym rękawiczki, rzadko się zabezpiecza i już dawno uważałam, że prędzej czy później jej zabawa skończy się w taki sposób. Pomyślałam sobie jednak, że to jej życie, jej wybory i swoim postępowaniem nie skrzywdzi nikogo poza samą sobą.

Przyjaciółka stworzyła listę facetów, którzy mogą być odpowiedzialni za tę „wpadkę”. W zasadzie to wcale by mnie to nie ruszyło, gdyby nie fakt, że jednym z potencjalnych ojców jest mój mąż...

#ke5td

Jakiś dziwny listonosz roznosi na moim osiedlu listy oraz paczki. Żeby zrozumieć dokładniej to, o czym zaraz napiszę, wyobraźcie sobie: blok składa się z czterech klatek, po nim jest przerwa, dzięki której można wstąpić „za bloki” (ludzie wyprowadzają tam psy i parkują). Takich bloków na jednej ulicy jest czwórka. A naprzeciwko każdego jest linia takich czterech bloków. I tak wygląda parę ulic, na Grafice Google przedstawia się to jak schody 2D.

Mieszkam w takiej ostatniej klatce przed tą przerwą. I zawsze, kiedy jest poczta, na skrzynkach pocztowych widzę to samo. Parę jakichkolwiek list, awizo, cokolwiek, zaadresowanych do klatki wyżej, pierwszej po „mojej” przerwie. I nie mam pojęcia, o co chodzi listonoszowi, bo i tak podąża w górę bloków – a u mnie w klatce pozostawia wszystko, co należy się klatce oddalonej od mojej może 20 metrów. Trwa to ponad rok i zawsze korespondencja konkretnych osób widnieje na skrzynkach – to już nie może być zbieg okoliczności czy pomyłki.

Ile to było skarg, że ktoś płacił podwójnie za przesyłkę, bo nie dostał żadnych listów. Ile razy ktoś narzekał, że dopłacał do rachunków, bo mu nic nie przyszło, a termin minął i się naliczały kary. Ile było krzyków na ulicy, że ktoś czekał na coś ważnego, a to nie dociera i nie dociera... Ktoś z sąsiadów znalazł list z klatki następnej? Wyrzucał albo zwyczajnie odkładał do skrzynki na zwrot. Zgłosiłam tę sytuację, to powiadomili, że wszystko wykonywane jest poprawnie.

Mam koleżankę z tamtej klatki i już nieraz mi mówiła, że czekała i czekała na awizo, a nic nie dostała. I teraz umawiamy się z nią tak, że raz w tygodniu, w weekend, przekazujemy zagubione listy. Ja zbieram do domu wszystko, co widzę i co należy do tamtej klatki, a ona będąc przy okazji z psem, zabiera ode mnie pocztę i roznosi sąsiadom do ręki.

I już nieraz dostało mi się po uszach, że zbieram nie swoją korespondencję. Nawet miałam wizytację policji za rzekome otwieranie i przeglądanie czyjejś korespondencji,  jednak nic mi nie zrobiono, bo listy były i są nienaruszane. A skargi na listonosza nadal są jak niewidzialne.

Bycie doręczycielem stało się moim zajęciem charytatywnym. I oczywiście, mojej koleżanki. Przynajmniej teraz jest mniej afer, że ktoś ma niepopłacone rachunki albo płaci podwójnie za przesył swojej paczki. Szkoda tylko, że gdyby nie nasze ciche interwencje, nadal ludzie byliby pełni awantur.
Dodaj anonimowe wyznanie