#raE29

Od roku mam bardzo dobrze płatną pracę. Naturalnym jest dla mnie fakt, że to ja robię zakupy, opłacam rachunki itp. Wcześniej moje zarobki i zarobki mojego Towarzysza Życia były na podobnym poziomie, więc dzieliliśmy się opłatami.

Ostatnio TŻ oświadczył się, co – jak się dowiedziałam – planował już od roku.

Może nie byłoby mi przykro, że nie wydał na pierścionek nawet 200 zł (wiem, że nie wypada, ale sprawdziłam cenę), gdyby nie drogie przyjemności, na które wydaje „oszczędzone” na rachunkach pieniądze. Ostatnio kupił tablet, gry komputerowe, nowy rower... Rozumiem, że 200 zł to dla niektórych dużo i liczy się gest, ale on potrafi więcej wydać na obiad. Zaczynam się zastanawiać, czy po 11 wspólnie spędzonych latach moje ostatnie wypłaty nie wpłynęły na podjęcie decyzji o oświadczynach.

#CExX6

Nie mam dzieci i wakacje szkolne z reguły nie powinny mnie dotyczyć, ale mam dwoje siostrzeńców (obecnie 12 i 14 lat). Od czasu podstawówki na cały okrągły miesiąc dzieci przyjeżdżają do mnie na wakacje, mieszkam na wsi i do tego mam własną działalność, a to według rodziny oznacza czas i sielankę. Dzieciaki są w porządku, ale wkurza mnie, że od kilku lat nikt nawet dla pozorów nie zapyta, czy mogą do mnie przyjechać. 
W tym roku powiedziałam dość i oznajmiłam siostrze, że wyjeżdżam na trzy miesiące do pracy i inaczej muszą zorganizować wakacje dzieciom. Ale był kwik...

Anonimowe? Mogłam z łatwością wyjazd zorganizować na czerwiec, lipiec i sierpień lub wrzesień, październik i listopad, a wybrałam okres wakacyjny, by nie być oczywistą opcją i aby odczuli, że pomoc z mojej strony była duża.
Dzieci mają czworo dziadków, szwagier ma siostrę i brata, mogą jakoś zorganizować dzieciakom wakacje. Zwyczajnie byłam wygodną opcją, a zaczęło się kilka lat temu od mojej mamy, która wpadła na ten „genialny” pomysł.

#1imCN

Po śmierci mojego syna wszystko straciło rozpędu, radości i braku możliwości, żeby to wszystko gdzieś zniknęło.
Chcę zapomnieć, nie myśleć. Została mi tylko moja żona, która na pewno też cierpi, ale ja staram się tego nie zauważać, bo pewno jestem złym człowiekiem, egoistą. 
Nie mam już empatii do ludzi, a może nigdy jej nie miałem.
Boję się wszystkiego. Wstydu, niemocy, okrucieństwa ludzi, bólu, rozmowy. Nie wiem co dalej. Nie chce mi się już żyć.

#1VlAJ

Mam męża, który jest chory, przez tę chorobę ma ograniczone możliwości ruchowe. Kiedyś silny, pełen energii, teraz, zanim rano nie weźmie leków, ma problemy z podniesieniem kubka kawy. Jestem z nim szczęśliwa. Na początek znajomości ochrzaniłam go za „użalanie się nad sobą”, ale na szczęście to był tylko jego czarny humor (bo skoro nie może się wyleczyć, to przynajmniej się pośmieje). Był bardzo zadowolony, że w końcu ktoś traktuje go normalnie, a nie jak biednego kalekę. Kocham go bardzo. Wychodzimy razem na spacery, szukamy bardziej alternatywnych rozwiązań, które pomagają mu się rozruszać. Dzięki temu może w te wakacje będziemy razem jeździć na rowerze.
Szkoda tylko, że duża część znajomych odwróciła się od niego, jak zachorował. Powody: bo z nim już nie można było wyjść, zaszaleć jak wcześniej, albo nie wiedzą, jak się zachować.

#tyLyR

Nawet nie wiem, jak to nazwać, ale jestem osobą, która strasznie przeżywa głupie rzeczy, które wydarzyły się w moim życiu, i to nie tylko moje. Kiedy zamykam oczy, aby iść spać, przypomina mi się randomowy dzień, w którym zrobiłam coś głupiego i ot tak nie mogę zasnąć. Moje wyrzuty sumienia są tak ogromne, że przeszkadzają mi w zaśnięciu. Albo jak dowiedziałam się, że jakaś bliska mi osoba zrobiła coś głupiego, to było mi ogromnie wstyd, mimo że to nawet nie ja. Nie mam pojęcia, jak temu zaradzić.

#y2qkt

Byłam ostatnio na szkoleniu. Tak się złożyło, że było nas 12 kobiet w wieku od 25 do 45 lat. 
Na początku każda miała się przedstawić i powiedzieć coś o sobie. Jak każdy normalny człowiek by to zrobił? „Cześć, jestem Basia, mam 30 lat, pracuję tu i tu, mam męża i dwójkę dzieci”, prawda? Tutaj wyglądało to inaczej.

Co mnie strasznie zirytowało, to że te kobiety zaczynały swoją przemowę od tego, ile mają dzieci (byłam jedyną bezdzietną kobietą na kursie). Jedna to w ogóle nie podała swojego imienia na początku, tylko wypaliła: „Cześć, mam trójkę dzieci, Brajanka, Nikolę i Dżesikę. Mam na imię Ania”. Inna, zamiast o swoim hobby, zaczęła gadać o zainteresowaniach swoich dzieci. A reszta jej wtórowała.

Czy tylko dla mnie to dziwne, czy może to jest normalne?

#7Huv1

Jestem bardzo spokojnym, kulturalnym, nieśmiałym nastolatkiem, ale mam małą tajemnicę.
Znęcam się psychicznie nad osobami, które dokuczają słabszym. Najczęściej dokuczam bogatym bachorom lub patologicznym typkom.
Znęcam się nie tylko w internecie, ale i w realu.

Czemu tak, a nie fizycznie? Bo wyciągają z tego lekcję, je czerpię wręcz przyjemność z ich łez oraz tego, że doprowadzam ich do stanu, w jakim są ich ofiary bez brudzenia sobie rąk.
Dodatkowo nie mogą zrobić obdukcji w razie czego ;)

Czy ich ofiary o tym wiedzą? Niektóre (te, które mnie proszą o pomoc), a inne są zszokowane ich przeprosinami.

#AL2UQ

Po długim czasie milczenia któregoś pięknego dnia na fb napisał do mnie mój były. Pomimo tego, że rozstaliśmy się w dosyć niemiłej atmosferze, postanowiłam odpowiedzieć na jego wiadomość. Przez kilka dni prowadziliśmy dosyć niezobowiązujące rozmowy, aż zaproponował mi spotkanie na kawę. Oczywiście zgodziłam się. Dlaczego? Tylko po to, żeby prosto w oczy zdradzić mu finałowy odcinek jego ulubionego serialu, którego jeszcze nie zdążył obejrzeć.
Było warto.
Dodaj anonimowe wyznanie