#hoFcM

Mam dość duże przyrodzenie. Nie, nie chwalę się, raczej żalę. Jakoś trzeba pomieścić sprzęt w spodniach, ale prawie zawsze to widać, jak się układa mój penis. Krępuje mnie to ogromnie, nie wspominając o spojrzeniach na ulicach czy... w szkole. Jestem nauczycielem w liceum i mam wrażenie, że dzieciaki, zwłaszcza dziewczyny, potrafią przez 45 minut gapić się w to jedno miejsce, jeśli tylko ruszę od stolika.
W związkach też nie jest aż tak różowo. Na początku zawsze jest tak jakby zachwyt. Przerabiałem to już kilka razy. Partnerka ciekawa dużego rozmiaru, jest ekscytacja, ale potem coraz gorzej z pożyciem. Bo muszę partnerkę dobrze rozgrzać, żeby nam obojgu było dobrze. Jestem tego świadom, nie rzucajcie we mnie błotem, ale to po prostu zabiera dużo czasu, dużo fatygi i tak jakoś się odechciewa (szczególnie jej) cokolwiek zaczynać. Nie ma też szans na szybki numerek na spontana. Inne pozycje też są problematyczne z uwagi na mój rozmiar. Serio, wolałbym już być mały.

#H4dPV

Opowiem wam o najgłupszej i najbardziej irracjonalnej rzeczy, jaką kiedykolwiek zrobiłam i do której nie zamierzam nigdy nikomu się przyznać.

Niecały rok temu zaczęłam mieć serdecznie dość swojego starego telefonu, więc zabrałam się za poszukiwanie innego fajnego modelu w dobrej cenie. Szukałam i znalazłam. Telefon miał bardzo dobre recenzje, dobrze się prezentował i był naprawdę tani jak na dobry smartfon. Decyzja zapadła. Biorę. Kupiłam go przez Internet i czekałam z niecierpliwością. Cudeńko przyszło, a ja byłam przeszczęśliwa. Tutaj zaznaczę, że pracuję i zarabiam, ale mieszkam jeszcze z rodzicami. Telefon sprawował się bardzo dobrze, mijały tygodnie, a u mnie sporo się wydarzyło, rozstałam się z narzeczonym, zmieniłam pracę, musiałam jakoś odreagować i wyszłam z przyjaciółką. Do tej pory nie wiem, jak to się stało, ale w drodze powrotnej zauważyłam, że szybka w telefonie jest pęknięta i to konkretnie. Analizowałam przebieg wieczoru i niestety nie udało mi się dotrzeć do tego, jak to się mogło stać.

Telefon ukrywałam przed światem, bo już słyszałam ten krzyk rodziców... Wiem, że moje pieniądze i moja sprawa, ale po prostu nie chciałam się przyznać. Chciałam wymienić szybkę, ale serwisant stwierdził, że to się nie opłaca. Na jaki więc genialny pomysł wpadłam? Kupię drugi taki sam i będę na niego chuchać i dmuchać. Zamówiłam w jeszcze lepszej cenie niż poprzednio. Nowiutki telefon przyszedł, a ja parę dni po zakupie wyszłam do pracy i musiałam coś na szybko sprawdzić. Niestety wykręciła mi się noga, poleciałam jak długa, a telefon tak zarył o asfalt, że padł wyświetlacz. Nie działał kompletnie, ale niestety co rano włączał się budzik, którego nawet nie mogłam wyłączyć, pozostało czekać, aż rozładuje się bateria.

Cóż, skoro kolejny telefon mogłam spisać na straty, to postanowiłam sprawdzić wytrzymałość szybki. Rzucałam nim o podłogę i nic, ani jednej ryski. Tymczasem wściekła na siebie, że jestem taka idiotką, kupiłam trzeci model, który już - odpukać - mam do teraz. Coś jeszcze anonimowego? Od tamtego momentu noc w noc śni mi się mój telefon z uszkodzoną, porysowaną szybką. Autentycznie od paru miesięcy mam sny z uszkodzonym telefonem, z których wybudzam się i z ulgą odkrywam, że wyświetlacz jest cały, bez ani jednej ryski. Po prostu mózg mi zwariował. Być może spotkała mnie kara za bezmyślność.

#4l9ar

Parę dni temu po raz pierwszy zaprosiłam do siebie na obiad Kamila - chłopaka, z którym od niedawna się spotykam. Jeszcze kończył drugie danie, kiedy poszłam do kuchni, aby przygotować deser. Jako że mam wyjątkowo dobry słuch, zarejestrowałam, jak Kamil szepcze do mojego psa: „Masz, zjedz to szybko. Jeśli mamy trafić do szpitala, to wszyscy!”.

#AAGB0

Moi rodzice czasami zachowują się młodziej ode mnie. Ogólnie rzecz ujmując - nie nudzą się. Mają jakieś swoje "zabawy" w stylu mama chowa się za firanką, tata wraca z pracy, no widać mamę od razu, ale nie... "Hyyymmm, no gdzie ta mama jest, może tu... oj, tu jej nie ma, a może tuuu?". Tak że macie zarys moich rodziców.

Któregoś razu leżałem sobie u rodziców w pokoju, oglądałem TV i nagle mama wychodzi spod stołu. Ja sobie myślę "CO TU W MOIM DOMU SIĘ ODPIE***LA?!".

Okazało się, że mama była w 100% pewna, że to tata przyjechał z pracy. Schowała się przed nim pod stołem, żeby ojciec jej szukał, a wtedy ona wyskoczy i go przestraszy. Jak wszedłem do ich pokoju, to spod stołu było widać same nogi, więc mama myślała, że to tata i siedziała pod stołem 40 MINUT, czekając aż jej zacznie szukać, zanim uznała, że coś jest nie tak :D

#MVRdA

Odkąd pamiętam u mnie w domu chowało się płatki śniadaniowe do lodówki. Jako samodzielne dziecko też dość wcześnie zaczęłam sobie ja sama brać z lodówki, a po jedzeniu jak należy je tam odkładałam.

Pewnego razu, w drugiej albo trzeciej klasie szkoły podstawowej, koleżanka zaprosiła mnie na noc do swojego domu. To była dla mnie wielka atrakcja. Wieczór spędziłyśmy na zabawach, a następnego dnia rano wstałyśmy i poszłyśmy zjeść śniadanie. Zwróciłam uwagę, że oni nie trzymali płatków w lodówce, a w zwykłej szafce. Spytałam ich, czemu tak robią. Byli zaskoczeni moim pytaniem - "A czemu ktokolwiek miałby trzymać płatki w lodówce?".

Niby nic, ale temat wydał mi się interesujący. Po powrocie do domu spytałam mamę, czemu trzymamy płatki w lodówce "Nie wiem, tata je tam zawsze wkłada". Poszłam więc do taty z tym samym pytaniem i usłyszałam "Spytaj mamę, od zawsze je wkładała do lodówki, a ja nie wnikałem".

Po dokładniejszym śledztwie okazało się, że gdy mama z tatą po ślubie zamieszkali razem, to któreś z nich musiało przez pomyłkę wsadzić te płatki do lodówki, a drugie się dostosowało nie zastanawiając się nad tym i tak już zostało.

#Xz0Ou

Prawdopodobnie dla wielu będzie to "wyznanie" nudne, które nie powinno znaleźć się na tej stronie. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, jednak nie jestem w stanie znaleźć strony, na którą powinno to trafić. Chciałem opowiedzieć o sobie i swoim problemie.

Wśród znajomych bardzo się wyróżniam. Chodzi mi tu głównie o to, że pomimo wieku, w jakim się znajduję, a jest to 16 lat, jestem bardzo nudny i, jak to wielu określa, "bardzo dojrzały". W moim towarzystwie jako jeden z niewielu czytam książki. Bardzo dużo książek. W międzyczasie oczywiście wychodzę ze znajomymi, pogram w koszykówkę czy po prostu z nimi porozmawiam. Alkohol pijam bardzo rzadko, z czego nie jestem dumny, bo wiem, że nie powinienem wcale.

Jak to często bywa, założyliśmy dla naszej "paczki" grupową konwersację na Facebooku. I tu się zaczyna problem, który wszystkich razi. Strasznie mi przeszkadza niepoprawna pisownia. Denerwuje mnie to do tego stopnia, że potrafi mi zepsuć humor na cały dzień. Dla mnie nieprzyjemne jest pisanie bez przecinków, pomimo bardzo długich wiadomości, nieużywanie znaków takich jak "ą" czy "ę". Dla mnie jest to wyraz braku szacunku zarówno do rozmówcy, jak i samego języka polskiego. Pokazuje się w ten sposób, że szkoda tych dwóch sekund na drugą osobę. Mam świadomość tego, że to taki wiek, ale jednak to nie tyczy się tylko osób młodych, lecz również osób dorosłych, co jeszcze bardziej mnie zatrważa. Wiem, że takich "młodzików" jak ja jest wiele. Takich, co często są zamyśleni, ale nie o tym, kiedy będą pić, lecz o swojej przyszłości, nawet tej dalekiej.

Jest to moje pierwsze wyznanie, dlatego zdaję sobie sprawę, że może ono być źle napisane bądź też może być tu wiele błędów. Jestem również świadom, że będą komentarze, które będą doradzały "wyjąć kija z dupy" albo coś w tym stylu, jednak nie jestem w stanie się do nich zastosować. Po prostu taki już jestem.
Dziękuję za doczytanie do końca, z chęcią przeczytam pomocne i prawdziwe rady z komentarzy.

#DKes2

Zacznijmy od tego, że jestem dość gruby. Mam 13 lat i ważę 63 kg, z czego ok. 10 kg to tłuszcz. Może nie jest to bardzo duża waga, ale ja naprawdę się siebie wstydzę. Przez 3 lata starałem się schudnąć. Miałem wtedy jakieś 10 diet. Niestety, zawsze chudłem po 2, czasami po 3 kilo i kiedy byłem już z siebie bardzo dumny, zaczynał działać efekt plateau (jest to moment, w którym waga staje w jednym miejscu i dopiero po kilku dniach zaczyna znowu spadać). Problem w tym, że przez 3 lata nie potrafiłem przejść przez te kilka dni i poddawałem się, co prowadziło do ponownego tycia. Do tego mam znajomego, który jest sadystą i za każdym razem jak miał się z kogoś wyśmiewać, to wybierał sobie mnie, bo wiecie "On jest gruby, to mi nie podskoczy". Naprawdę byłem blisko od depresji. Starałem się to ukrywać, lecz widać było, że po kolejnej nieudanej diecie byłem bardziej ponury. Dobrze, że mam tak dobrą rodzinę. Mama jest dietetykiem i bardzo mnie wspierała, a tata starał się zrobić wszystko, żebym był szczęśliwy z tego jak wyglądam. Dostałem BARDZO duże wsparcie.

W czerwcu zacząłem kolejną dietę, teraz wszystko miało być pięknie. Trzymam się wszystkiego - ćwiczeń, porcji, godzin itp. Jednakże tak pięknie być nie mogło. 2 tygodnie później wyjechałem na wyjazd, gdzie oczywiście się rozleniwiłem i przestałem trzymać się zasad. Po powrocie zrobiliśmy pomiary (sprawdziliśmy, czy przytyłem i czy urosły mi mięśnie). Co się okazało? Przytyłem to co schudłem. A więc wychodzę z kolejną porażką. Wracam do domu i w trakcie powrotu męczą mnie myśli różne (nawet te samobójcze). Lecz kiedy dotarłem do domu zacząłem całkiem inaczej myśleć. Pomyślałem "Ale słuchaj, tak dobrze ci szło, osiągnąłeś już pewnego rodzaju sukces, czemu chcesz się poddawać, po prostu rób to co robiłeś". I w tym momencie zacząłem ćwiczyć na nowo z większą frajdą z samego siebie.

Co w tym anonimowego? Po 1 dalej wstydzę się samego siebie i nie chcę, żeby ludzie o tym wiedzieli, po 2 wiem, że jest dużo ludzi z podobnymi problemami jak ja, więc chcę im coś też przekazać przez tę długą rozpiskę - nawet jeśli coś ci nie wychodzi, po prostu rób to dalej. Przyjdzie prędzej czy później. Jeśli masz taki sam problem jak ja, to licz się z tym, że może to potrwać jeszcze albo kilka lat, albo kilka dni. Bądź cierpliwy i nie poddawaj się, bo kiedyś przyjdzie ten czas, kiedy DASZ RADĘ!

#yUQlv

Kocham mojego chłopaka. Jesteśmy razem 2 lata i wiem, że świadomie podjęłam się rozwoju mojego uczucia w coś prawdziwego, bo nie wierzę, że miłość przychodzi sama z siebie. I naprawdę chcę z nim być, czuję w nim bratnią duszę, umiemy rozmawiać godzinami i nie możemy się sobą znudzić. Ale od jakiegoś czasu widzę spadek mojego libido. Przez półtora roku, od samego początku związku, było nam cudownie w łóżku. Nawet nie wiedziałam, że seks może być aż tak dobry. Ale od około 6 miesięcy on mnie nie podnieca. Dalej potrzebuję bliskości, ale czuję się dziwnie, kiedy on próbuje pchnąć to dalej. Jest mi z tym okropnie, bo wiem, że on tego potrzebuje, ale nie mam siły i nie chcę się zmuszać. Myślałam, że to antykoncepcja coś zmieniła. I to mu powiedziałam. Ale myślę, że powód jest inny.

Od jakiegoś czasu fantazjuję o kobietach, często łapię się na patrzeniu na dziewczyny, które mijam. Zawsze podobały mi się niektóre z moich znajomych, ale były to pojedyncze jednostki o bardzo konkretnym typie urody i charakterze, więc myślałam, że jestem biseksualna, ale kobiety interesują mnie o wiele mniej niż mężczyźni. A teraz czuję, że moja cała seksualność przychodzi rewolucję i nie wiem jak na to zareagować. Nie chcę niszczyć mojego związku, nie chcę też żyć w takiej niepewności. Nigdy nawet nie całowałam kobiety. Mam nadzieję, że to przejdzie, że to jakiś kryzys tożsamości.

#whQ0F

Tuż po odebraniu prawa jazdy kupiłam samochód. Mały i gruchot, ale ważne było tylko to, że jest własny. Od razu zaczęłam nim jeździć do szkoły, ale z powodu braku parkingu, parkowałam w pobliżu szkoły przy jakichś domach. Ulica była pod górkę i pobocza zawsze zapełnione, dlatego zatrzymałam się na samym jej końcu, w najbardziej stromym miejscu.

Wracając ze szkoły wsiadłam do samochodu. Przede mną był zaparkowany samochód w takiej odległości, że musiałam wycofać żeby wyjechać. Okazało się, że coś nie gra ze skrzynią biegów. Do tego ta górka. Ilekroć starałam się cofać, dodawać więcej gazu itd, to zjeżdżał. A przede mną nowa, wypolerowana czarna BMKa. Byłam przerażona. Próbowałam ciągle cofać, ale przód mojego samochodu był już tylko centymetr przed tamtym. Zestresowana zadzwoniłam po tatę, ale był na końcu miasta więc musiałam trochę poczekać. 

Siedziałam tak w tym samochodzie i zauważyłam kilku napakowanych łysych gości na podwórku przed domem obok. Jeden wyskoczył na chodnik jak tylko mnie zobaczył. Zaczął krzyczeć teksty w stylu "CO TY K... ZROBIŁAŚ?!" i inne, pełne przekleństw. Uchyliłam okno i przerażona mówię, że coś nie działa w skrzyni i nie mogę wycofać. Obejrzał, czy na pewno nie wgniotłam się w jego auto, po czym zawołał "Chłopaki chodźcie, wypchniemy panią!".

Grzecznie wytłumaczył co mam robić, a kilku karków w mgnieniu oka wręcz przeniosło mój samochód tak, że jedyne co musiałam zrobić, to tylko pojechać do przodu. Myślałam, że wyciągną mnie z tego samochodu i pobiją, ale okazali się być bardzo pomocni :)

#ycgBF

W 3 klasie podstawówki pisaliśmy test z angielskiego w celu podziału na grupy do 4 klasy (na początkujący i bardziej "zaawansowany"). Skończyłam pisać i poprosiłam nauczycielkę o wyjście do toalety, bo zwyczajnie się źle czułam. Zgoda nie została mi udzielona, mimo że chęć wyjścia argumentowałam tym, iż chce mi się wymiotować. Zostałam przez nauczyciela "wyśmiana".

Niestety, mój żołądek nie wytrzymał do przerwy. Zarzygałam ławkę, podłogę i wybiegłam do toalety, korytarza też nie oszczędziłam. Do szkoły została wezwana moja mama, by mnie zabrać do domu. Usłyszała, że zrobiłam to specjalnie i powinnam to sprzątać. Wstyd pozostał do dziś.

Jedno dobre, że potem na każdej kolejnej lekcji, gdy ktokolwiek chciał wyjść do toalety, ww. nauczycielka nawet się nie zastanawiała, tylko wypuszczała każdego.
Dodaj anonimowe wyznanie