#vkQMW

Mam taki charakter, że bardzo nie lubię marnować czasu, każde stracone pięć minut mnie denerwuje, a już najbardziej półgodzinne stękanie na kiblu. Dlatego zawsze wypróżniam się dopiero wtedy kiedy czuję, że już naprawdę muszę. W domu nie mam z tym problemu, bo mieszkam sam, w pracy, jako przełożony średniego szczebla, też mogę dość swobodnie dysponować czasem. Mam też kluczyk do zapomnianej łazienki na parterze, z której korzystam tylko ja, no i oczywiście sprzątaczka.

Tego dnia zaniosłem jakieś dokumenty na ostatnie piętro i poczułem, że czas udać się do mojego cichego zakątka. Wsiadłem do windy, coś zazgrzytało i winda stanęła między piętrami. Ze zdenerwowania po chwili sytuacja stała się zero-jedynkowa: albo narobię w spodnie, albo...

Tak, tak - dobrze zgadliście. Zrobiłem kupę w rogu windy. Na szczęście udało mi się nie pobrudzić rąk ani spodni. Naprędce wymyśliłem historię, którą opowiem, jak już mnie uwolnią (że biegłem do windy, żeby nie uciekła, a jak poczułem, że coś śmierdzi, to drzwi się zamknęły i było już za późno, znalazłem się w pułapce. No taki pech!).

I wtedy stał się cud! Winda sama ruszyła. Na parterze drugi cud - zawsze stała kolejka, a tym razem nikt nie czekał na windę. Szybko pobiegłem do łazienki i doprowadziłem się do porządku.

Od tego czasu minął już ponad rok, a do tej pory w firmie krążą opowiadania jak odwiedziła nas jakaś świnia i zesrała się w windzie.

PS Dobrze, że wtedy w windzie byłem sam.

#O3PHe

Brat buduje dom, wziąłem dzień wolny, aby pomóc mu na budowie. Po pracy piwko i w efekcie wróciłem do domu późnym wieczorem. Coś zjadłem, umyłem się, ręce miałem całe suche, popękane i szorstkie, więc wziąłem z szafki żony tubkę kremu do rąk i nasmarowałem grubą warstwę. Pooglądałem trochę TV i poszedłem spać.

Rano zadzwonił budzik, sięgnąłem ręką, aby go wyłączyć. Ale to nie była moja ręka, tylko jakby łapa trędowatego Cygana. Patrzę na drugą - to samo. W stanie przedzawałowym pobiegłem do lustra, morda na szczęście nie brzydsza niż zwykle.

Ten "krem do rąk" to był samoopalacz.

#HNwXe

Mam dwoje dzieci. Córkę i syna. Już będąc w ciąży z drugim ciągle słyszałam życzenia, żeby to był chłopiec. Teraz też jak ktoś mnie pyta o dzieci, to najczęściej pada tekst "fajnie, że trafiła ci się parka". Jak mnie ten tekst irytuje... Jak rodzeństwo ma być parką? Co, mają się pobrać czy jak?
Czy ktoś mi wytłumaczy o co chodzi z tym parciem na parkę? Czy posiadanie dzieci tej samej płci umniejsza bycie rodzicem?

#MCafC

Mam wielu kumpli, o których wiem, że przyjaźnią się ze mną w dużej mierze dlatego, bo jestem z bogatej rodziny. Przyzwyczaiłem się do tego, a nie jest dla mnie problemem np. od czasu do czasu zapłacić rachunek za kolegów. Nie jestem jakoś szczególnie uzdolniony i wiem, że gdyby nie rodzice, to pewnie sam nie za wiele bym osiągnął. Mam natomiast przyjaciela, którego znam prawie całe życie, od czasów podstawówki. Mimo że nigdy im się nie przelewało, to on nigdy nie pozwolił, abym cokolwiek za niego zapłacił, cokolwiek mu dał. Już dawno temu powiedział, żebym mu nic nawet nie proponował, bo sobie sam daje radę, a jak kiedyś będzie potrzebował pomocy, to sam się do mnie zgłosi.

Niedawno zrobiliśmy grilla i jak byliśmy na osobności, to zagadał, że jego żona zaszła w ciążę, a firma, w której pracuje upada i że szuka nowej pracy. Powiedziałem, że nie ma sprawy i żeby przyszedł do naszej firmy następnego dnia. To nasza rodzinna firma, pogadałem wieczorem z tatą i dał mi zielone światło, bo zna Michała i wie, że to porządny i pracowity człowiek.
Tak więc następnego dnia Michał przyszedł do mojego biura i pytam go, co chciałby u nas robić. Odpowiedział "Przecież wiesz, że jestem mechanikiem...". Uśmiechnąłem się i mu mówię, że mogę mu zaoferować stanowisko zastępcy kierownika floty samochodowej. A ten na to "Nie, jestem mechanikiem, wystarczy, że będę mechanikiem". Pełen szacun, oby jak najwięcej takich ludzi.

#jCMRg

Moja nauczycielka fizyki była potworną egoistką. To, że zrobiła kilka doktoratów sprawiło, że jako istotę ludzką stawiała siebie bardzo wysoko i sprawiała problemy nawet innym nauczycielom. Ogólnie nikt jej nie lubił, nawet dyrektor. Sęk w tym, że to nawet nie była szkolna hierarchia, ale ona wysoko się ceniła w życiu codziennym. Fun fact, nie miała męża ani dzieci. W klasie ja byłem najbardziej wygadany, więc nie trwało to długo, jak powstał spór między nami. Mówiłem teksty "Doktorat nie daje pani wiedzy o tym, jak być człowiekiem" lub też "Wszyscy jesteśmy równi jako ludzie, gnojenie innych przynosi pani to samo". Raz wzięła mnie do dyrektora zapewniając mnie, że wyrzucą mnie ze szkoły. Przy niej dostałem jazdę od dyrektora. Oczywiście powiedziała mu co gadam z ubarwieniem. Dyrektor chciał mnie zatrzymać u siebie, więc tak też zrobił. Gdy nauczycielka poszła usłyszałem "To proszę mi opowiedzieć jak było naprawdę".
Opowiedziałem wszystko słowo w słowo. Dyrektor zdjął okulary, westchnął przecierając je i powiedział: "Nie pochwalam tego co robisz, ale..." tu zmienił ton wyraźnie sugerując coś, po czym dokończył "Uważaj na słowa. Może w końcu sama będzie chciała zmienić szkołę".

Nie wtajemniczył mnie, myślałem, że jakby chciał ją zwolnić, to pewnie by to zrobił. Gadałem z kumplami o tym więc doszliśmy do wniosku, że ona albo ma jakieś papiery, albo umowa uwzględnia zakaz zwolnienia przez jakiś czas, albo sama dofinansowała do funduszu szkoły, by wykupić sobie gwarancję stałej pracy. Skoro jeździła czarnym Subaru WRX STi oraz niebieskim Mitsubishi Lancerem Evolution X, zmieniając te auta każdego dnia, no to obstawialiśmy tę drugą opcję.

Później było trudniej jej coś nawrzucać, nagrywała mnie telefonem, trafiało to do dyrektora, zaraz ja byłem wzywany, a zasadniczo wszyscy w szkole wiedzieli, że subtelnie uprzykrzam życie nauczycielki. Dyrektor potem zaczął mi robić herbatę, byśmy posiedzieli te 20 minut i potem wracałem na zajęcia. Wiadomo, warunek, uzupełnienie notatek, co jednak sprawdzał po moich lekcjach.
Nauczycielka zauważyła, że poza wezwaniem do dyra nie przestawałem sprowadzać jej na ziemię, więc chciała mnie uwalić. Na sprawdzianach dostawałem gorsze oceny, celowo wstawiała mi jedynki, nawet gdy ściągałem od kumpla, który dostał czwórkę. Zgadałem się z nim i fotografowaliśmy nasze sprawdziany przed oddaniem. Oczywiście poszliśmy do dyrektora, pokazaliśmy mu, że wszystko było identyczne, poza nazwiskami, wyjaśniając mu jakie dostaliśmy oceny. Wtedy ona została wezwana do dyrektora. Po tym poprawiła mi wszystkie oceny, jakie zaniżyła, na te właściwe.
Cały rok był dość interesujący, zdałem bez problemu. Po wakacjach okazało się, że ta nauczycielka postanowiła się zwolnić. Mogłem odpocząć, wreszcie przestałem być wzywany do dyra, on sam mógł odetchnąć jak i reszta.

#0GOEu

Kiedy byłem mały (gdzieś 7 lat) podsłuchałem rozmowę taty z mamą na temat nowej wody toaletowej. Nie chcąc być gorszy postanowiłem, że też użyję wody toaletowej. Poszedłem do ubikacji i oblałem się wodą z klozetu.

Historia jest regularnie powtarzana na rodzinnych spotkaniach, a ja udaję wtedy, że nie istnieję.

#t0XgE

Jakiś czas temu korzystałam z usług pewnej pani. Była to usługa związana ze zdrowiem, nie chcę pisać konkretnie, bo chcę pozostać jak najbardziej anonimowa.
Pani przepisała lekarstwa, po których mój stan zdrowia  się pogorszył. Stwierdziła, że skoro leczenie nie pomaga, to mam się iść leczyć u psychologa, bo to problem psychiczny. Pani ogólnie potraktowała mnie w niemiły sposób, zero zrozumienia, bo ona jest w zawodzie, to wie wszystko i nie może być inaczej, nie otwierała się na inne leki czy możliwości. Tak mnie wkurzyło jej ograniczenie, że w rozmowie z chłopakiem krzyknęłam "niech jej to wszystko spłonie! "

I wiecie co? Spłonęło. Mimo to ja wcale nie czuję ulgi, dalej czuję do niej żal tak wielki, że napisałam w kulturalny sposób co o tym myślę. Wiem, że nie powinno się źle życzyć innym ludziom, ale po prostu byłam wściekła, bo za usługę zapłaciłam niemałe pieniądze, a pani mogłaby wykazać się współczuciem albo chociaż powiedzieć ''przepraszam, nie umiem ci pomóc, spróbuj kogoś innego''. I wiem, że to mógł być tylko przypadek z tym pożarem, ale jednak...

#NVzGT

Był to początek kursu na prawo jazdy i siedziałem na miejscu pasażera, a za kierownicą siedział inny kursant. Przestraszony mówił, że więcej niż 30 nie pojedzie, bo nas pozabija. Instruktor obok niego dodawał mu otuchy.

Chłopak po woli zaczął się rozpędzać. Instruktor zadał mu pytanie:
- Akceptujesz taką prędkość?
- Tak - odpowiedział śmiało chłopak.
- No to trójka.
Chłopak zmienił bieg i depnął gazu, na co instruktor po chwili:
- Teraz czwóreczka.
Kursant coraz bardziej zadowolony z siebie wrzuca wyższy bieg, zwiększa prędkość. Instruktor widząc, że auto coraz bardziej się rozpędza, entuzjastycznym tonem:
- I piąteczka.
Na co dumny z siebie chłopak wystawił dłoń, żeby przybić z instruktorem piątkę. Ja z tyłu powstrzymywałem wybuch śmiechu. Instruktor na szczęście zachował się bardzo profesjonalnie, przybił piątkę, po czym dodał:
- A teraz piąty bieg.

#vieQv

Krótka opowieść o tym, jak w mniej niż dziesięć sekund docenić życie i się nim cieszyć.

Tydzień jechałem sobie nocą po mieście, parę godzin wcześniej przez miasto przeszła ładna burza, a że nie należę do rodziny Stiga z Top Gear, to nie mam najlepszych umiejętności kierowania pojazdem. Prędkość przekroczyłem może o 10 kilometrów, gdy nagle na drogę wybiegł mi prawdopodobnie kot, którego postanowiłem uchronić przed skończeniem żywota pod kołami auta. Wcisnąłem hamulec, skręciłem kierownicą, trwało to może parę sekund, ale mi wydawało się, że czas stanął w miejscu. Kota udało się nie potrącić, niestety ja wpadłem w poślizg... Obróciło mnie i walnąłem w słup od świateł, czego konsekwencją było wylądowanie na boku auta.

Poduszka wystrzeliła, przez co nie jestem szczerbaty, pasy zadziałały, dzięki czemu nie poruszam się na wózku. Można by powiedzieć, że gdyby nie obtarcie od poduszki na nosie, to wyszedłem z tego bez szwanku. Momentalnie podbiegła do mnie grupka ludzi, którzy zaczęli sprawdzać, czy żyję krzycząc do mnie. Odpiąłem pasy i wyszedłem z auta, przy czym zacząłem tylko pytać o papierosy, ponieważ moje zaginęły w akcji. Bardzo miły Pan Policjant z drogówki wszystko mi powiedział i cierpliwie odpowiadał na moje pytania.

Ludzie, kurde, cieszcie się życiem.
Dodaj anonimowe wyznanie