#MVRdA
Pewnego razu, w drugiej albo trzeciej klasie szkoły podstawowej, koleżanka zaprosiła mnie na noc do swojego domu. To była dla mnie wielka atrakcja. Wieczór spędziłyśmy na zabawach, a następnego dnia rano wstałyśmy i poszłyśmy zjeść śniadanie. Zwróciłam uwagę, że oni nie trzymali płatków w lodówce, a w zwykłej szafce. Spytałam ich, czemu tak robią. Byli zaskoczeni moim pytaniem - "A czemu ktokolwiek miałby trzymać płatki w lodówce?".
Niby nic, ale temat wydał mi się interesujący. Po powrocie do domu spytałam mamę, czemu trzymamy płatki w lodówce "Nie wiem, tata je tam zawsze wkłada". Poszłam więc do taty z tym samym pytaniem i usłyszałam "Spytaj mamę, od zawsze je wkładała do lodówki, a ja nie wnikałem".
Po dokładniejszym śledztwie okazało się, że gdy mama z tatą po ślubie zamieszkali razem, to któreś z nich musiało przez pomyłkę wsadzić te płatki do lodówki, a drugie się dostosowało nie zastanawiając się nad tym i tak już zostało.
To przypomina mi opowiastkę o pieczonym miesie. Przepis był z pokolenia na pokolenie. W nim było m.in. odkrawanie końcówek z obu stron. Wszyscy to robili. W końcu ktoś zapytał, dlaczego odkrawać dobry kawałek mięsa? Każdy mówi "tak było w przepisie". Aż doszli do nestorki rodu. Ona tako rzecze: "Mieliśmy małe brytfanny. Trzeba bylo odkrawać, żeby mięso weszło". :D
Fajne wyznanie 🙂