#ycgBF
Niestety, mój żołądek nie wytrzymał do przerwy. Zarzygałam ławkę, podłogę i wybiegłam do toalety, korytarza też nie oszczędziłam. Do szkoły została wezwana moja mama, by mnie zabrać do domu. Usłyszała, że zrobiłam to specjalnie i powinnam to sprzątać. Wstyd pozostał do dziś.
Jedno dobre, że potem na każdej kolejnej lekcji, gdy ktokolwiek chciał wyjść do toalety, ww. nauczycielka nawet się nie zastanawiała, tylko wypuszczała każdego.
Konieczność pytania o wyjście do toalety jest uwłaczająca. Współczuję wpadki z tego powodu.
Dziecko powinno co najwyżej oświadczyć dokąd wychodzi. Nie rozumiem idei pytania o zgodę. I co? Jak nauczyciel się nie zgodzi to dziecko ma się załatwić pod siebie? Czy wstrzymać przez całą lekcję?
modanaczekolade gdyby moje dziecko mogło się posikać, bo na przerwie łazienki były zajęte, a nauczycielka uznała, że może po drodze umrzeć to chętnie napisałabym taki dupochron. Tylko czy to zostałoby w ogóle uznane? :)
Gdy moje dziecko pójdzie do szkoły to chętnie złożę oświadczenie, dzięki któremu nie będzie musiał się płaszczyć przed nauczycielem. Dziecko może zwiać z lekcji zanim w ogóle trafi do szkoły. Po co miałby uciekać w trakcie prowadzonej lekcji?
Dokładnie, jak można pytać, czy można iść do kibla. Od najmłodszych lat fundują dzieciakom problemy z układem pokarmowym i moczowym (np. wstrzymywanie moczu czy gazów nie jest dobre). Powinno być podniesienie ręki i sygnalizacja, proszę pani, wychodzę skorzystać z łazienki. I tyle Uniknęło by się w taki sposób mnóstwo wstydliwych historii. Co do autorki - powinnaś obrzygać też tę babę "nauczycielkę".
PiratTomi
Może ewentualnie uciekać z konkretnej lekcji, bojąc się ciężkiego testu, albo wrednej nauczycielki, a nie chcieć robić sobie zaległości z porzednich zajęć.
Serwatka, ale to dzieciak ucieknie z całej lekcji. Przed lekcją (na przerwie), a nie w trakcie. Wychodząc do wc, nie zabierze plecaka i książek z ławki.
Nawet w szkole średniej nauczyciel się zastanawia czy puścić ucznia do toalety. Nawet podczas wyjścia tylko do łazienki to nauczyciel odpowiada jeśli coś się stanie uczniowi w tym czasie. Rodzice czy uczniowie w większości przypadków nie widzą w tym problemu, problemem jest nie zgadzanie się na wyjście do toalety, jednak różne przypadki się zdarzają. Gdy przyjdzie co do czego to będą tylko pretensje do nauczyciela czemu pozwolił uczniowi wyjść z sali podczas zajęć. Sama nie jestem za przetrzymywaniem uczniów gdy mają pilną potrzebę, ale nie chciałabym odpowiadać za to, że ktoś jakiemuś nieszczęśliwemu wypadkowi podczas moich zajęć.
To ja mam chyba dobrą szkołę średnią bo na niektórych lekcjasz bez pytania możesz wstać i pójść, na innych się pytasz i od razu puszczają.
@PaniPanda @PiratTomi
Uwłaczająca i naruszająca podstawowe prawa podmiotowe - ale kwestia w tym, że nauczyciel zgodnie z KN nie może ucznia "pozbawić opieki", czyli wypuścić ucznia do ubikacji samego, bo ma postępowanie dyscyplinarne, jak to dojdzie do odpowiednich instancji, a jeśli uczniowi coś się stanie poza klasą, to i postępowanie karne.
Na czym polega problem? Ano na tym, że nasi geniusze prawodawczy, wzorując się na prawie ucznia do "zaopiekowania" na Zachodzie, nie wzięli z zachodnich wzorców etatu nauczyciela asystującego. Wtedy taki asystent może zaprowadzić ucznia do wc, mamy tę opiekę, a nauczyciel właściwy nie pozostawia klasy.
Problem ma tyle lat, ile III RP (za PRL-u nikt się tym nie przejmował), a wciąż jest prawnie nierozwiązany.
Podobnym problemem jest kwestia wywiadówek, zgód, usprawiedliwień ucznia, który ukończył 18 lat. Zgodnie z prawem nadrzędnym dane np. dotyczące ocen ucznia dorosłego mogą być przekazywane rodzicom tylko za jego zgodą, usprawiedliwienia też pisze sobie sam (pamiętam, że ćwierć wieku temu sama szokowałam prawnie nauczycieli i dyrekcję, wskazując, że jako pełnoletnia sama sobie usprawiedliwiam nieobecności). Wprawdzie sejm wprowadzał jakieś poprawki do prawa oświatowego, że niby szkoła ma swoje prawa, ale prawnicy i tak mówią, że to nie ma mocy prawnej, bo jest sprzeczne z prawodawstwem wyższego rzędu.
an to jest pewien problem strategicnzy, bo szkola odpowiada tez za bezpieczenstwo dzieci i jak jedno chce siku czy cos to nauczyciel nie wiadomo co ma zrobic- wypuscic i modlic sie by nie zabilo sie po drodze czy eskortowac i zostawic pozostale samopas
Według mnie nauczycielka mogła myśleć, że w toalecie masz jakąś ściągę czy coś takiego i dlatego miała opory przed wypuszczeniem cię do łazienki. Chociaż to była 3 klasa podstawówki i nie wiem czy dzieci już wtedy zaczynają robić ściągi. Jeszcze to, że zrobiłaś to specjalnie... Tak napewno chciałaś zwymiotować na wszystko dookoła. To był twój jedyny cel.
Ja już wtedy miałam ściągi, więc tak, mogą zaczynać je robić w takim wieku.
Ale ona skończyła pisać ten test, więc już nie miała po co ściągać, mistrzu.
No właśnie skończyła, a jeśli nauczycielka nie wierzyła to mogła se go wziąć do siebie ;-;
Pamiętam, jakie to było żałosne, gdy jakiś uczeń wyszedł do wc więcej niż raz i nauczyciel rzucał dziwne komentarze, albo jak wymyślał, że trzeba przedłożyć zaświadczenie od lekarza, by móc wyjść do wc na lekcji. Dziewczyny też miały przedkładać zaświadczenie o okresie? Czy wystarczyłaby brudna podpaska rzucona na biurko belfra? Żałosne by się tłumaczyć przed nauczycielem z tego, po co się idzie do wc (a i takie wymagania belfra widywalam). Dzięki Bogu za pojemny pęcherz i niezbyt intensywne okresy w trakcie dorastania, bo nie wyobrażam sobie spowiadania się przed nauczycielem z potrzeb fizjologicznych.
Pamiętam takie wyznanie, gdzie nauczyciel nie chciał wypuścić autorki do toalety żeby zmienić podpaskę, więc wkurzona poszła w kąt sali, kucnęła i zmieniła.
@Daminguska Nie czytalam tego wyznania, musiało być boskie:D pozdrawiam jego autorkę, jeżeli jeszcze tu zagląda.
Mi kiedyś jeden powiedział, że jeśli nie jestem w stanie wytrzymać to może powinnam pójść do szpitala :D I co im tam niby miałam powiedzieć? "Panie doktorze, nie udało mi się dostać do toalety na 2 przerwach i po tych paru godzinach już miałam dość, macie dla mnie łóżko?"
zloto
mialam okres po 8 dni bedac nastolatka i pani od wf nie wierzyla, z emoge byc niedysponowana kolejny tydzien z rzedu, wiec zapytalam, czy majtki pokazac
na szczescie odpuscila...
Po tym wyśmianiu celowałbym strumieniem w nią.
Też o tym pomyślałam 😂
Uczniowie tego nadużywają zwłaszcza jeśli zauważą że nauczyciel jest trochę pierdołowaty. A cierpią na tym ci którzy naprawdę muszą a nie zostaną wypuszczeni.
A po czym nauczyciel poznaje kto musiał, a kto nadużył? Zmiana podpaski to już musi czy nie? Istnieje jakieś minimum oddanego moczu, które kwalifikuje wyjście na "naprawdę musiał"? Czy może musiał, gdy już mu ciekło po nogawce?
Chyba Vemonis chodzi o ludzi, którzy w ogóle nie muszą iść do łazienki, tylko chcą np. pobiegać sobie po korytarzu.
Studia na moim wydziale są w tym przypadku dobre, bo do toalety wychodzisz kiedy chcesz i nikogo nie pytasz.
A co do szkolnych wspomnień, jak kiedyś nauczyciele nie chcieli wypuszczać do toalety to ojcowie się zebrali i zrobili awanturę u dyrektora. Dotyczyło to szczególnie nauczycielki angielskiego.
Choć rozumiem też punkt widzenia nauczycieli, nie daj Boże coś się stanie i nikt nie zwróci uwagi, że wina nauczyciela w tym żadna. W przypadku Autorki jednak to było przegięcie.
Myślę, że to nie twój wydział był taki wyjątkowy. To po prostu standard, że studenci wychodzą i nie spowiadają się wykładowcy z tego po co wychodzą.
PiratTomi z ostrożności napisałem tylko o swoim wydziale, żeby nie wyskoczył ktoś z tekstem "jaki to standard jak u mnie nie można, trzeba pytać?!"
Sa w ogole wydzialy, na ktorych trzeba prosic o zgode na wyjscie do toalety?
byłbym zaskoczony gdyby istniał jakikolwiek taki wydział
Pewnie podczas specyficznego typu zajęć mogą być z tym problemy.
Może np. określone rodzaje laboratoriów.
Ewentualnie, sala wykładowa może być bardzo niewygodna i jedna przeciekająca się do końca rzędu osoba może robić dużo zamieszania, albo może to psuć jakieś zajęcia (np. ćwiczenia w parach na lektoratach).
na kazdym normwlnym wydziale ( studiowalam na 3 uczelniach, wiec mam jakies porownanie) tak jest, musisz wyjsc, to wstajesz i wychodzisz i nikogo nie obchodzi, czy masz wazny telefon czy sraczke
jestesmy dorosli
Studenci to dorośli ludzie - sami za siebie odpowiadają.
podeszlabym do niej i narzygala na nia z pelna satysfakcja
U mnie w szkole były dwa samobójstwa na jej terenie w odstępie kilku lat, przez co nauczyciele/dyrekcja/psycholog/pedagog stali się strasznie nadwrażliwi. Często mieliśmy tak zwaną rewizje szafek (przez anonimowe donosy, których uważam, że nigdy nie było) sprawdzali czy nie mamy ostrych przedmiotów i innych potencjalnie niebezpiecznych rzeczy. Był też zakaz wychodzenia do toalety podczas lekcji, ze względu na ten brak kontroli. Jedna koleżanka miała zapalenie pęcherza i nauczyciel nie chciał jej wypuścić. Dopiero ustąpił jak głośno to wykrzyczała... Tak swoją drogą te zasady plus okropna atmosfera sprawiły, że z 30 osobowej klasy pod koniec liceum została nas 12.
Pewnego razu grupa dziewczyn z klasy mojej i równoległych, które sikały dość często, spytała się WF-istki dla czego nie puszcza ich nigdy podczas lekcji (podwójny blok lekcyjny warto wspomnieć. Bez przerwy jeszcze) aby się załatwiły w toalecie. Ta użyła analogicznego argumentu - prewencja przed samobójstwami.
Sama miała w innej szkole, w której pracuje przypadek, gdy jedna z jej uczennic wymknęła się podczas lekcji WF do toalety i... nałykala się tabletek przeciwbólowych. Ledwo ja odratowali, a WF-istka mało co nie poszła pod sąd.
Skończyło się na tym, że trzeba się załatwiać przed lub po lekcji, gdy ona nie ponosi za nie odpowiedzialności.