#TaAIg

Ostatnio urodzaj wyznań nastolatków z depresją i grubasków. Ja też jako dziecko byłem gruby, dokuczali mi i miałem z tego powodu "depresję". Byłem mały, tłuściutki i słabiutki, nienawidziłem wf-u i sportu. Miałem ksywkę ''Salceson'', nienawidziłem jej, nienawidziłem siebie i cierpiałem. Co gorsza nawet moja własna matka mi dokuczała. Gdy miałem 11 czy 12 lat, kupiła mi na mieście jeansy i gdy je przymierzyłem, okazało się, że się na mnie nie mieszczą - oberwałem, bo oczywiście była to moja wina, że byłem za gruby. Smutek zagryzłem tortem, ptasim mleczkiem i zozolami.

Do szkoły nie brałem śniadań, za pieniądze kupowałem sobie czipsy, żeby zdobywać pokemon tazo, które wszyscy wtedy kolekcjonowali. Na kolację co wieczór babcia smażyła mi ociekającą tłuszczem ogromną porcję kiełbasy z cebulą, którą pochłaniałem z białym chlebem. Wolny czas spędzałem przed telewizorem, zajadając się słodyczami. Nie mogło być dobrze.

Postanowiłem jednak to zmienić. Nigdy nie przyszło by mi do głowy, żeby się zabijać czy zaakceptować swoje ohydne, tłuste ciało. Zaczęła się walka, żeby niczym bohater grany przez Toma Hanksa w Cast Away opuścić bezludną wyspę tłustości. Jako amator robiłem to metodą prób i błędów. Zaczęło się od diety, ale moje diety były debilne. Z minimalną wiedzą o własnej biologii głodziłem się, lub jadłem przez cały dzień tylko pomidory, jabłka i... cytryny. Gdy opadałem z sił rzucałem się na ciemny chleb by potem obalić korytko lodów czy czekoladę. Z ćwiczeniami też nie było łatwo. Z trudnością wykonywałem 10 żałosnych pompek. Ale katowałem się nimi codziennie. Najpierw 5 serii x 10. Z czasem udało się robić 15, a potem 20 serii po 20 pompek - i były coraz zgrabniejsze. Podczas jednego z rodzinnych obiadów, gdy odmówiłem deseru, szwagier zasugerował mi, żebym zaczął biegać. Nienawidziłem biegania na wfie, było jednak coś co lubiłem - chodzenie po lesie. Postanowiłem połączyć te rzeczy i wtedy zaczęła się prawdziwa magia. Po około 3 tygodniach zakwasów i brutalnego zmuszania się do przebiegnięcia jeszcze do tego jednego zakrętu, nabrałem wystarczającej kondycji by przebiec wyznaczone przez siebie 60% mojej trasy spacerowej. To co kiedyś zajmowało mi 2- 3 h spaceru teraz obalałem w 30 minut biegu. Z czasem moja wiedza i doświadczenie rosły, nauczyłem się szukać odpowiedniego info w necie, przebiegałem całą trasę. Tłuszczyk zniknął, pojawił się piękny kaloryfer i mocne ramiona i łydki. Wszyscy docenili moją przemianę i ja zacząłem się sobie podobać i być z siebie dumny.

Nic jednak nie przyćmi radości i poczucia kontroli i siły podczas biegu po moich niewysokich górach: w śniegu, w deszczu, w upale, o wschodzie, nocą przy świetle świetlików. Wtedy poczułem się naprawdę wolny i szczęśliwy i wtedy to wyparowały tłuszcz i skończyły się ''depresje''.

#Tr8Me

Zazwyczaj staram się zachowywać jak dama. Czasem mi wychodzi, czasem się przewrócę, ale z natury zawsze próbuję. Niestety, są takie miejsca, gdzie nawet król nie wygląda zbyt majestatycznie i właśnie do tych momentów uciekają moje myśli za każdym razem, kiedy ktoś pyta o najbardziej żenującą historię w moim życiu. 

Niestety Bóg poza urodą i inteligencją obdarzył mnie również zespołem jelita wrażliwego. O tyle problematyczne, że kocham jeść wszystko, co wpadnie mi w ręce, co kończy się zazwyczaj tragicznie. Całe szczęście nie jest to coś, o czym mówisz każdej nowo napotkanej osobie, dlatego nawet mnie zdarza się mieć randki. Właśnie po takim super wieczorze spędzonym w kinie z colą i natchosami, przyszło mi rano iść do pracy.

Pracuję jako animatorka na festynach, więc kiedy znajdując się daleko od domu zaczęłam odczuwać naglącą potrzebę skorzystania z toalety, zmuszona byłam udać się do najbliższego znajomego. Nie wdając się w szczegóły, jak Boga kocham, nigdy w życiu nie postawiłam takiego klocka! 

Nic dziwnego, że toaleta tego nie wytrzymała i mogłam z lekkim niepokojem obserwować podnoszący się poziom wody. Wciąż nie tracąc nadziei postanowiłam spłukać to jeszcze raz, co było pomysłem idiotycznym ponieważ woda zaczęła prawie wylewać się z muszli. 

Z przerażeniem stwierdziłam, że w łazience nie ma przepychaczki. A uwierzcie, bardzo nie chciałam wkładać tam ręki (co może okazałoby się lepszym wyjściem), więc błyskotliwie (jak woda w kiblu) stwierdziłam, że użyję szczotki do czyszczenia toalet, która nie dość, że jeszcze pogorszyła i zagęściła sytuację, to jeszcze się popsuła. Zrozpaczona nie miałam innego wyjścia, niż zapytać panią domu, czy mają tak niezbędną w moim życiu przepychaczkę. 

Chyba nie muszę opisywać jak bardzo żenująca była to sytuacja, zwłaszcza, że kobietę widziałam 3 raz w życiu. Jako młode małżeństwo nie dorobili się jeszcze wyżej wymienionego przedmiotu, ale widząc ogrom problemu, po szybkich konsultacjach z mężem (z którym do dziś widuję się często ponieważ razem pracujemy :( ) stworzyli coś, co na szczęście wypaliło. Otóż do jakiegoś kija przyczepili siatkę foliową tak, aby otwarta strona była skierowana ku dołowi i wierzcie lub nie, ale stali nad tym kiblem tak długo, aż wszystko idealnie zadziałało. 
 
Nie wiem, jak wyglądają teraz ich realcje, ale wierzę, że związek zbudowany na tak solidnych fundamentach, jak odpychanie kibla zapchanego przez niemalże obcą osobą, przetrwa wszystko.

Jedyny pozytyw tego dnia jest taki, że miałam katar, więc niczego nie czułam.

#ew01s

Wszystkim znajomym oraz osobom w pracy, gdy pytają o rodziców mówię, że nie żyją. Jedynie moja przyjaciółka oraz najbliższa rodzina wie, że mój tata nie żyje, a mama wyrzuciła mnie z domu po jego śmierci. Miałam wtedy 18 lat i gdy się sprzeciwiłam jej roszczeniom (finansowym) kazała się wyprowadzić do końca dnia.

Nie miałam z nią kontaktu przez 10 lat i nagle chce poznać wnuki, pożyczać kasę i decydować o moim życiu. Anonimowe jest to, że gdy kiedyś pojawiła się u mnie w pracy i powiedziała, że jestem jej córką, to patrząc jej w oczy powiedziałam, że moja mama nie żyje i to jakaś wariatka. Nie potrafię jej wybaczyć tego co zrobiła i że tyle lat miała mnie gdzieś.

#xiVua

Mam brata, który ma 14 lat, ale w rozwoju zatrzymał się gdy miał 4 lata i od tamtego czasu dorastanie umysłowe idzie mu bardzo wolno. Stwierdzono mu opóźnienie globalne, po prostu. Jest to dość nowa choroba, do tego doszło uzależnienie od gier przez co jest potwornie gruby, bo nie ma w ogóle ruchu (130 kg). Na nic zdają się próby odchudzenia go czy nauczenia czegokolwiek. Moi rodzice już go mają dość. Czasem odwala takie rzeczy, że pozostaje się tylko śmiać.

Lodówka musi być na klucz, bo wcześniej chodził jeść w nocy płatki z mlekiem.
Wszystko bierze do buzi, dodatkowo często zjada te rzeczy np. Często je kapcie.
Wyciera kupę w swoją pościel. Gdyby mama nie zauważyła, to spałby w takiej.
Nie wspominając, że trzeba wycierać mu po wiadomej czynności. Moi rodzice od raz myją mu gąbką, bo tak szybciej.
Nie umie czytać i pisać.
Raz się wkurzył, skoczył i zarwał podłogę. Do tego notorycznie zarywa fotel, po czym ucieka do swojego pokoju, że to niby nie on.
Strasznie głośno krzyczy gdy chce mu się coś powiedzieć.
Ale najgorsze jest to, że on dorasta i hormony w nim buzują. Cały czas trzyma w rękę w gaciach. W dodatku ostatnio, gdy przyszłam do nich zdjął gacie, które były całe od kupy, położył się do łóżka i robił ruchy posuwiste. W całym domu było słychać skrzypienie łóżka. Dostał opieprz od mamy, a i tak dalej to robi, nawet się nie wstydzi.

Tego co wyprawia jest cała masa. Zawsze gdy przychodzę to zostaję uraczona nową historyjką. Kiedyś bardzo współczułam, ale im dłużej tego słucham tym bardziej śmieszne mi się to wydaje, że nastolatek może się tak zachowywać. Nie wyobrażam sobie jak trudno musi być mieć takie dziecko. Co z tego, że dostają na niego pieniądze i to niemałe. Rozważają oddanie go do ośrodka.

#dV4e8

W zeszłym roku postanowiliśmy z kumplem wybrać się do Niemiec. Ani ja, ani on nigdy tam nie byliśmy, żaden z nas nie znał języka. Po kilku dniach zabrakło nam kilku produktów, więc postanowiliśmy udać się do marketu. Niestety pech chciał, że nie umieliśmy znaleźć wielu z nich, a z językiem u nas słabo. Kumpel rozejrzał się i zobaczył na kasie kobietę. Powiedział coś w stylu "Ta jest ładniejsza od pozostałych, stawiam dychę, że jest z Polski" i podszedł do niej. Powiedział grzecznie "Dzień dobry", zapytał o produkty, a kobieta uśmiechnęła się i w naszym ojczystym języku powiedziała gdzie co leży.

#Ewv7v

Byłam na wakacjach w małym miasteczku. Szłam chodnikiem i minął mnie nieduży pies z foliowym workiem w pysku. Po chwili przeszedł przez ulicę na przejściu dla pieszych. Zaintrygował mnie. 

Byłam ciekawa po co mu ten worek, więc poszłam za nim. Śledziłam go tak może 200 metrów, gdy nagle wszedł do sklepu. Sprzedawca wziął worek z pyska psa, wyjął z niego monety i dał mu gazetę. Pies z gazetą w pysku wyszedł ze sklepu i pobiegł z powrotem tą samą drogą. Spytałam sprzedawcę co to za pies, odpowiedział, że codziennie tak przychodzi po gazetę dla swojej 85-letniej pani. 

Wcześniej bałam się psów, ale od tego dnia patrzę na nie inaczej.

#boZ1L

Pochodzę z małej miejscowości. Nigdy mi to nie przeszkadzało, bo i tak jestem odludkiem i nie potrzebuję towarzystwa. Gdy przeprowadziłem się na studia do dużego miasta to była to dla mnie wielka zmiana. Uznałem, że czas trochę się otworzyć na ludzi.

Ta przygoda zdarzyła mi się zaraz w pierwszym tygodniu studiów, czyli 7 lat temu. Padał deszcz, a mi jak na złość akurat uciekł autobus. Stałem na przystanku z wizją czekania 15 minut na następny, gdy zagadał do mnie starszy facet, tak ok. 50 lat. Że pogoda kiepska, że też nie zdążył na autobus itp. Na koniec zaproponował “Może zamiast stać w deszczu skoczymy na kawę, o tu zaraz obok, do kawiarni?”. Pomyślałem, że to pewnie taki wielkomiejski zwyczaj i zgodnie ze swoim postanowieniem otwierania się na ludzi zgodziłem się.

Poszliśmy zatem do tej kawiarni, usiedliśmy przy stoliku. Kawa była tam droga, ale ku mojemu zdziwieniu facet spytał, czy może za mnie zapłacić. Co za miła niespodzianka, miasto akademickie to widać ludzie wspierają studentów. Chętnie się zgodziłem, każdy grosz się liczy.

Siedzieliśmy z tą kawą, facet opowiadał mi o sobie, jaką ma pracę, że się rozwiódł, że mieszka sam. Jednak gdy zaczął opowiadać, że ma w mieszkaniu dużą wygodną wannę, to trochę poczułem się nieswojo. No ale wytłumaczyłem to sobie, że pewnie miły starszy pan bardzo dba o higienę. Dokończyliśmy kawę i powiedziałem, że muszę już iść, a on na to, że mnie odprowadzi.

Gdy wyszliśmy z kawiarni po paru metrach chwycił mnie za ramię. W tym momencie nie miałem już wątpliwości, że coś tu jest poważnie nie tak, nawet jak na duże miasto. Szedłem jak sparaliżowany, nie wiedziałem jak tu zareagować. Wtedy facet wypalił “Mógłbym cię podotykać? Może wpadniesz na kąpiel do mnie?”. Odpowiedziałem tylko “Nie!”, co on chyba uznał za odpowiedź na tylko drugie pytanie, bo złapał mnie za tyłek! Wyrwałem mu się i jak sprinter pomknąłem na przystanek, gdzie akurat stał autobus. Wskoczyłem do środka i z ulgą zobaczyłem, jak drzwi zamykają się za mną. To że to nie był mój autobus, to był już nieistotny szczegół.

#WxEqI

Postaram się w skrócie, wpis będzie dotyczył w sumie oklepanego tematu - samotności. Od podstawówki do gimnazjum nie byłem lubianą osobą, więc sobie żyłem własnym światem. Natomiast w liceum trafili mi się spoko ludzie, ale ja nie byłem chętny do integracji (totalny brak zaufania do ludzi). Po szkole średniej motałem się tu i ówdzie, jeśli chodzi o edukację, w końcu znalazłem swoją życiową ścieżkę po 4 latach. Przez ten czas poznałem wielu ludzi, poszedłem do pracy, nabrałem śmiałości, zmieniłem się.

Jednak ostatnio uświadomiłem sobie, że tak naprawdę cały swój wolny czas spędzam samotnie. Sam sobie organizuję czas, czasami próbuję kogoś zaprosić chociażby na rolki albo rower, jednakże ciągle jestem zbywany. Czasami ogarnia mnie niemoc w rozwijaniu więzi społecznych; staram się, podtrzymuję kontakt - nie otrzymuję tego od nikogo, a uwierzcie mi, że nawet krótkie "jak się czujesz, jak tam twoje samopoczucie?" uszczęśliwiłoby mnie mocno.

Jeśli chodzi o czyjeś problemy, to zawsze ja jestem na miejscu. Jeśli chodzi o moje problemy, to nikogo nie obchodzę. Z jednej strony gdy ktoś się dzieli ze mną swoimi rozterkami, to widzę, że ta osoba mi ufa, a ja czuję się potrzebny. Jednakże gdy dojdzie do zażegnania kłopotu, to ta osoba rozmywa się. Więcej kontaktu nie podtrzymuje.

A piszę to, bo ostatnio poznałem pewną osobę. Przyjaźniliśmy się, spędzaliśmy fajnie czas, dopóki ta osoba nie postanowiła wejść w związek. Stałem się w sumie niepotrzebny, mieliśmy razem iść pozwiedzać sklepy, a tu dupa zimna. Ktoś inny jest ważniejszy i zmiana planów, a ta osoba nawet nie raczy się do mnie odezwać.

Mam 23 lata i boję się, że w moim życiu nic się nie zmieni. Nie mam żadnych znajomych z dzieciństwa, a im człowiek starszy, tym ciężej jest kogoś poznać na stałe. O paczce znajomych nawet nie marzę, bo nie mam na to szans.
Jeśli chodzi o kwestie miłosne - ciężko mi się przebić na portalach randkowych, nie jestem osobą nachalną, nie wiem czym trafić.

#RYutH

Jakiś czas temu pojawiło się tu wyznanie kobiety, że dzieci jej męża nie są z nim spokrewnione...

Mojego męża poznałam, będąc w ciąży. Zdecydowaliśmy, że dziecko wychowamy razem jako nasze. Córka ma pewne schorzenie, przez które musi mieć specjalna dietę. Początki były trudne, ale już sobie z tym radzimy.
Syn jest adoptowany, nieco inne schorzenie, ale wymaga tej samej diety. Szybko podjęliśmy decyzję o adopcji.
Na kolejne dziecko szanse mamy marne, cudem jest, że urodziłam jedno. Chyba że kolejna adopcja.

Obydwie nasze rodziny wiedzą o sytuacji. Uwielbiają dzieciaki i traktują normalnie.
Mąż uważa, że dzięki mnie ma swoją wymarzoną rodzinę, nasza trójka jest dla niego najważniejsza.

Czytając tamto wyznanie myślałam o tym, że jeśli coś mi się stanie i mąż się z kimś zwiąże, to będzie to samo. Brak pokrewieństwa. U nas wiedzą wszyscy, ale to nie ma znaczenia, więc nie porusza się tego tematu.

Taki psikus.
Życie potrafi pisać zaskakujące scenariusze :)

#OI0tQ

Czytam często komentarze w internecie. Ludzie myślą, że w Polsce nie ma agresji w stosunku do osób innego koloru skóry czy orientacji. Niestety sama doświadczyłam agresji kilkukrotnie, głównie na imprezach w klubach. Nachalni, pijani faceci próbują cię zaciągnąć siłą na parkiet, stoją na czatach przy toalecie. Naprawdę agresywnie zaczyna być, gdy widzą cię w towarzystwie kobiet i patrzą jak dobrze się bawicie. Wtedy podchodzi taki jeden czy dwóch i zaczyna zaczepiać. Gdy mówisz, że nie jesteś zainteresowana, wyzywa od lesb, popycha, szarpie. Wykrzykuje, że zaraz cię wyleczy i trzyma się za krocze w naprawdę obrzydliwy sposób. Moja znajoma skończyła raz z podbitym okiem, bo odmówiła nachalnemu dresikowi. Ja straciłam przytomność po duszeniu przez ochroniarza. A tylko dobrze bawiłyśmy się w swoim towarzystwie (zwykłe tańce, picie drinków). Co nas zdradziło? Tęczowy pasek koleżanki i malutka naszywka na mojej marynarce. Innym razem miałam przyłożony do twarzy kastet. Cudem uciekłam.

Takich historii było dużo więcej. Gdy ktoś mówi, że w Polsce nie ma nietolerancji, gdy ktoś mówi, że nie ma żadnej agresji w stosunku do mniejszości - kłamie. Nigdy nie był taki jak my i nie przeżył tego co my, nie znalazł się w takiej sytuacji.
Dodaj anonimowe wyznanie