#dZfCm

Zawsze w wakacje sobie dorabiałem i raz wylądowałem na roznoszeniu ulotek. Musiałem każdą z osobna zahaczać o klamkę drzwi. Pewnego dnia, standardowo roznoszę ulotki w wysokim bloku. Dochodzę na samą górę, jest zupełnie ciemno. Nie mogę znaleźć przełącznika światła, więc na ślepo idę i szukam klamki. Szukam i szukam. W pewnym momencie zrobiło się trochę jaśniej, patrzę a obok mnie komoda, kapcie, odgłos telewizora... po chwili zorientowałem się, że ktoś miał otwarte drzwi i wszedłem mu do mieszkania!

#IAHKA

Ja i mój chłopak mieszkamy z dość specyficznym współlokatorem. Gość lubi częstować się nie swoimi rzeczami. Mam na myśli między innymi jedzenie, kosmetyki, szampony, pasta do zębów, naczynia (gdyby jeszcze je po sobie zmywał, ale nie, po co?) , doszło nawet do podkradania maszynek do golenia ( fuj). Facet chodzi do pracy, więc wątpię, że chodzi tu o kwestię braku pieniędzy. Ogólnie nie mam problemu z dzieleniem się, o ile ktoś zapyta, a jeśli zużyje, to po prostu odkupi. Próśb, rozmów i ostatecznie kłótni dotyczących tego tematu nawet nie jestem w stanie zliczyć.

Dziś szala goryczy się przelała. Wstaję sobie rano, już myślę o pysznej kawie z mlekiem do śniadanka, otwieram lodówkę, a tu nic. Mleka nie ma. Patrzę do kosza na śmieci, skąd pięknie uśmiecha się do mnie opróżniony karton (mój facet mleka nie pija, bo nie może). Przyznam ,że wk*rwiłam się nieźle. W odwecie wrzuciłam do kosza na śmieci jego [współlokatora] całe opakowanie kakao, połowę kostki masła, resztę jajek, żel pod prysznic i pastę do zębów wlałam do zlewu. Wiem, że to i tak nic nie da, ale dało mi to chwilową satysfakcję. Wątpię, że kolejne rozmowy z nim mogą coś pomóc. Byle do przeprowadzki... :)

#OFdhR

Pisze to wyznanie, bo nie wiem co mam robić.

Jestem z chłopakiem od wielu lat, zaczęliśmy się spotykać w szkole średniej, teraz jestem w trakcie studiów. Na początku wszystko było cudownie, ciągle się spotykaliśmy i pisaliśmy. Bywały mniejsze i większe kryzysy, ale zawsze byłam bardzo za nim. Jest jednak problem, z którym nie potrafię sobie poradzić :jego rodzice.

Po prostu nie lubię ich. Na początku jakoś znosiłam drobne dogadywanie i umniejszanie mi. Jednak, gdy skończyłam szkolę i poszłam na studia stwierdziłam, że nie chce być tak traktowana i nie zasługuje na to.nMoi rodzice traktują chłopaka dobrze, ponieważ też od nich tego wymagam i nie pozwoliłabym powiedzieć coś niemiłego. Natomiast chłopak sprawia wrażenie jakby się bal odezwać i zwrócić uwagę, że powinni mnie lepiej traktować, ponieważ jestem JEGO dziewczyną. Nie wyobrażam sobie rozstania, bo bardzo go kocham. Jednak nie jestem w stanie tolerować tych ludzi, ponieważ już wielokrotnie między nami mieszali i doprowadzali do sprzeczek. Chłopak nie widzi problemu, albo nie chce się z nim skonfrontować. Jestem tą sytuacją zmęczona, chciałabym powrócić do czasów młodości, gdy nie było takich problemów.

Czy powinnam walczyć o taki związek i co jeszcze mogę zrobić? Uważam, ze ci ludzie w końcu wejdą mi na głowę i ciągle będą nastawiać chłopaka przeciwko mnie. A ja nie będę mogla sobie z tym poradzić, bo jestem wyjątkowo nieśmiała i wrażliwa osoba. Nie potrafię zrozumieć dlaczego ludzie są tak okrutni..

#7KDEe

Wstydzę się swojej żony. Roztyła się na tyle, że nie tylko wygląda bardzo niesmacznie, ale też przestała mnie podniecać i nie mam ochoty na seks z nią. Na domiar złego zgnuśniała umysłowo, jedyne o czym da się z nią porozmawiać to seriale i plotki od jej koleżanek.

Kiedyś rozmawialiśmy o wszystkim, od kosmosu poprzez psychologię i na nieprzyzwoitych żartach skończywszy. Kiedyś piekła, gotowała, a teraz przygotowanie obiadu staje się odświętne. Wstydzę się ją gdziekolwiek zabierać, a tym bardziej przedstawiać obcym ludziom. Najbardziej mnie przeraża fakt, że ona pomimo próśb nie zamierza nic z sobą zrobić. Cztery lata małżeństwa wystarczyło, żeby wyhodować sobie w domu potwora. Już nie uprawiamy seksu i nie mamy o czym rozmawiać. Rok temu podjąłem decyzję o rozwodzie, chcę też żeby opieka nad naszą córką, była przyznana mnie, a jej tylko ustanowić widzenia, więc po zasięgnięciu porady prawnej od prawie roku zbieram dowody na rozpad pożycia małżeńskiego z winy mojej żony.

Teraz okazja do rozwodu jest najlepsza. Małżonka nie pracuje, straciła pracę w związku z pandemią, ja nieźle zarabiam, dom jest mój, co za tym idzie ja spełniam wszystkie ekonomiczne przesłanki, żeby zatrzymać dziecko. Tym bardziej, że córeczka jest bardziej za mną, to ja poświęcam jej więcej czasu, ja z nią rozmawiam, a moja żona to krzykaczka i rozwiązuje tak każdy problem, nawet ten dotyczący dziecka. Jedyne co jest z mojej strony niemoralne, to fakt, że od 10 miesięcy zdradzam żonę. Mecenas mnie przestrzegał przed takimi krokami, bo jak to ujrzy światło dzienne, to bardzo zaszkodzi, ale powiedzcie sami, ile można znosić w małżeństwie brak seksu i choćby ciekawej rozmowy? Każdy człowiek tego potrzebuje. A nie dość, że ona mnie nie podnieca, to wręcz odpycha.

Kiedy widzę, jak opycha się pizzą lub kebabem na noc, a sosy jej ściekają po drugim podbródku, to mi się aż niedobrze robi. Kiedyś próbowałem ją odwieźć od takich praktyk, ale widać ona wie lepiej, co jest dla niej dobre. Przerażające jest to, że można się tak zapuścić i jeszcze mieć pretensje do ludzi którzy chcą jej pomóc. Mam nadzieję, że z eksmisją nie będzie, aż tak dużego problemu, mecenas zapewniał mnie, że w razie komplikacji, dołoży wszelkich starań żeby nie było większych problemów z mieszkaniem socjalnym dla niej. Chcę sprzedać szybko ten dom, żeby mi się z nią nie kojarzył i zacząć układać sobie życie z nową kobietą. W przypadku, kiedy po wszystkim, już była żona wpadnie na pomysł robienia mi problemów w życiu, ja też jej stworzę problem i podam o alimenty.

#Fitxu

Swojego czasu pracowałam w KFC i jednocześnie odbywałam praktyki w szpitalu. Byłam w tym okresie niesamowicie przemęczona, bo spałam po 3h dziennie. Tego dnia w KFC miałam stanowisko pakera - zajmowałam się pakowaniem zamówień. Było mnóstwo klientów, serwis ledwo z realizacją zamówień, przez co był niezły młyn. Wróciłam strasznie zmęczona koło 2 w nocy, wykąpałam się i położyłam się spać koło mojego chłopaka. 

Po jakimś czasie obudziłam się i zaczęłam szturchać mojego lubego:
- Masz wszystko do zestawu?
- Co??
- Czy masz wszystko do zestawu? Longerów chyba brakuje.
- O czym ty do mnie mówisz?
- Już nic ku*wa!
I obrażona poszłam spać. Rano miał ze mnie niezły polew. Ale to nie koniec. Na drugi dzień udało mi się szybciej wrócić z pracy i już o 22 poszłam spać zadowolona, że w końcu sobie odpocznę. Chłopak grał na komputerze. Przebudziłam się i zaczęłam intensywnie szukać czegoś pod łóżkiem.
- Czego szukasz? - zapytał mnie.
- Ziaren.
- Jakich ziaren?
- No ziaren, kukurydzy. Były gdzieś tutaj.
- Kukurydzy? O co Ci chodzi?
- A ty co ku*wa, z księżyca spadłeś, że nie wiesz? - zakrzyczałam na niego i poszłam do łazienki w myślach przeklinając, jak on może nie wiedzieć, o jakie ziarna mi chodzi. Dopiero na kibelku uświadomiłam sobie, co ja właśnie odwaliłam...

#jiW6o

Miałem nadgodziny w pracy i wyszedłem z firmy nieco po 23. Ale następny dzień wolny, więc się zregeneruję. Do domu dotarłem prawie na czworakach, taki byłem zmęczony. A tu co? U sąsiadów balanga - muzyka na cały regulator, jakieś ryki, piski. Nie miałem siły na nic, więc tylko walnąłem się na łóżko i tak leżałem, zasnąć nie ma szans. Koło północy przyjechała policja, zrobiło się u nich ciszej na pół godziny, potem to samo. Dopiero po czwartej towarzystwo się rozeszło.

Obudziłem się o 8. Przecierając oczy z niewyspania przypomniałem sobie, że mam dwie duże antyramy do powieszenia na ścianie. Akurat na tej, która oddziela mnie od rozrywkowych sąsiadów. Wyciągam więc wiertarkę i jazda. Nie minęły dwie minuty, a słyszę sąsiada z balkonu "Ej! Sąsiedzie! Ciszej tam! My tu śpimy!". Podszedłem do okna i odparłem "A ku**a w nocy hałasy wam jakoś nie przeszkadzały?!".

#rEvtg

Jestem młodą osobą, bo mam 20 lat. Pracuję w markecie już sporo czasu.

Z takim chamstwem jak tutaj nie spotkałam się nigdy. Krótko mówiąc - ludzie to świnie. Potrafi taki zabrać mięso z lodówki, przejść jedną alejkę i zostawić pośród ciuchów, bo jednak się rozmyślił.

Niektórzy to nawet czytać nie potrafią - na paragonie drukuje się informacja o promocji na następny dzień (nawet zdjęcie jest), a pytają co to za promocja i na co to jest, bo jedyne co potrafią to cenę przeczytać i że "PROMOCJA".

Kilka dni temu przyszła klientka i pyta o cenę kwiatów, sztuk 3. Odpowiadam jaka cena, ona mówi, że nie bierze. Jak zwykle mówię, że w takim razie proszę odnieść na miejsce. Klientka oburzona przesuwa te rzeczy w moją stronę i mówi "A od czego wy jesteście?!". Zablokowałam kasę, wstałam i odniosłam towar na miejsce. Obsłużyłam ją dopiero jak wróciłam, ona wkurzona. Na koniec usłyszałam, że sobie z kierowniczką porozmawia.
Niech rozmawia, to że pracuję w sklepie nie znaczy, że jestem czyjąś służącą. Kasjerki nie są od tego by usługiwać jaśnie państwu.
Ja staram się być grzeczna, ale oczekuję szacunku. Jeśli ktoś go do mnie nie ma, to działa to w drugą stronę.
Ciekawe, czy ludzie u siebie w domu też mają taki syf jaki robią na sklepie?

#KUn6a

Z powodu trudnej sytuacji materialnej wyjechałem do Niemiec. Z kasą póki co bardzo krucho, ale parę dni temu postanowiłem zaszaleć i na obiad kupić sobie kebaba. Usiadłem na ławce, aby go zjeść. Miałem na sobie koszulkę z polską flagą. Podszedł do mnie facet i spytał po niemiecku, czy jestem Polakiem. Odpowiedziałem, że tak i okazało się, że on też i że nawet pochodzimy z tego samego miasta.

Pogadaliśmy o rodzinnych stronach, a w końcu spytał jak sobie radzę. Podzieliłem się swoją smętną historią, że niedawno przyjechałem, nie mam stałej pracy, trudno związać koniec z końcem, jest ciężko, ale że jestem dobrej myśli. Wyciągnął portfel, dał mi 200 euro i powiedział "Jak ja przyjechałem, też nic nie miałem, ale ktoś mi tak pomógł, dzisiaj ja pomagam tobie, a w przyszłości ty może komuś pomożesz". Próbowałem odmówić, ale nalegał.

A mówią, że najgorsi za granicą są Polacy. Pozdrowienia dla Marka z Bydgoszczy!

#IifUj

Wyznanie na temat polskich szpitali. Opis może trochę zniesmaczyć.

Niecałe dwa tygodnie temu daliśmy babcię do szpitala. Tego dnia zasłabła, majaczyła i miała gorączkę. Sami doszliśmy do tego, że powodem jest ropniak na palcu od stopy, o którym babcia nie mówiła. Prawdopodobnie nie chciała dokładać nam problemów ze swoim zdrowiem, a my przecież nie zaglądamy do jej stóp.
Dając ją do szpitala babcia była osobą chodzącą. Mimo swojego wieku (prawie 90 lat) sama się myła, chodziła na spacery, a nawet (mimo ciągłych zakazów z naszej strony i reszty rodziny) na upartego szła zrywać pokrzywy rano.

Tylko, że była osobą chodzącą...

Kiedy rozmawialiśmy przez telefon z babcią ciągle mówiła, że lekarz przekłada jej oczyszczenie palca. Musiała leżeć w łóżku ładnych 6 dni zanim jej coś robili. Lekarz zaś nie odbierał od nas telefonu. Dowiedzieliśmy się, że został jej założony pampers mimo tego, że w domu bez problemu szła do toalety.

Kiedy wróciła, a jest to dzień przed pisaniem tego wyznania, nie chodziła. Zastali ją w szpitalu. Nie dała rady podnieść nogi ze względu na brak siły, palca i coś jeszcze...
Nie wiedzieć czemu martwa tkanka pojawiła się na całej stopie. Lekarz jedyne co zrobił to oczyścił ją trochę i kazał przyjść za 2 tygodnie na chirurgię. Co ciekawe skłamał w papierach co do zajęcia się babcią. Wg daty na papierach rany zostały opatrzone... 2 dni po przyjęciu babci! Mimo, że 3 dni po przyjęciu on sam mówił że nie mają czasu. Jak się okazało zrobiły się jej odleżyny. Przez te wszystkie tabletki (które wiem, że są potrzebne) wydala krew podczas załatwiania się i boli ją to.

W dodatku na papierach nie ma napisane jak zmieniać jej opatrunek, a trzeba jej to robić.

Dzisiaj o 5 rano niestety nie dała rady się normalnie załatwić, w efekcie czego pobrudziła parę miejsc, w tym łóżko. Nikt nas na to nie przygotował. Nikt nie powiedział, że pokończyły się leki i trzeba iść po recepty. Każdy w domu pracuje, nikt nie może zrezygnować z pracy, a do ośrodka jej nie oddamy. Zwyczajnie byłoby jej przykro...
Mam żal, mam duży żal, że nie potrafili się nią zająć. Muszę patrzeć na jej zawstydzoną twarz kiedy ją karmimy, przebieramy, wycieramy. Szpital zniszczył chęci do życia mojej babci, już zdążyłam usłyszeć od niej, że nie chce jej się żyć. Jedyne co mogę to napisać tutaj o tym co nam się przytrafiło.
Jeśli w życiu znowu przyjdzie wybierać co zrobić, pójdę prywatnie do lekarza nawet jeśli dużo zapłacę. Osobiście nigdy nie zaufam lekarzom na NFZ. Boje się, że babcia podłamie się na tyle, że odejdzie szybciej niż powinna. Nikomu nie życzę takich doświadczeń.
Dodaj anonimowe wyznanie