#vkNeJ

Od kiedy pamiętam byłam bardzo ciekawskim i odważnym dzieckiem przypału, łatwo łączyłam fakty (co w tym przypadku nie do końca okazało się być dobre). Miałam ok. 4 lat. Jak co niedziela cała rodzina wybrała się do kościoła. Mi szybko zaczęło się nudzić, moja rodzicielka pozwoliła mi "zwiedzić" kościół, ale musiałam pozostawać w zasięgu jej wzorku.
Zwiedziłam cały kościół, obejrzałam każdy obraz i gdy moja wycieczka dobiegała końca, zauważyłam bardzo ciekawe pomieszczenie, a mianowicie konfesjonał (nie wiedziałam wtedy co to jest ani do czego to służy). Wybadałam, że w środku siedzi cicho jakiś pan. W tym momencie zaczęłam "łączyć fakty". Byłam wtedy mała, załatwianie swoich potrzeb do nocnika nie było jeszcze dla mnie do końca codziennością. Zawsze jak potrzebowałam zrobić numer 2, chowałam się gdzieś i cichutko załatwiałam swoją potrzebę.
Myślałam, że ksiądz siedzący w tej budce robi to samo, ale coś mi nie pasowało. Dorośli ludzie, gdy idą za potrzebą, zamykają za sobą drzwi, a tego pana było widać. Ot, zagadka. Jednak byłam już całkiem przekonana, że wiem co ten pan tam robi. Cisza w kościele, a tu czteroletnia ja z wydedukowanym sądem pełnym głosem do księdza w konfesjonale "Co ty tam tak cicho siedzisz? Srasz?". Z tego co pamiętam cały kościół wybuchnął śmiechem.

#jC7pG

Kiedy byłam nastolatką, umówiłam się z dużo starszym chłopakiem. Ja miałam 16 lat, on 24. Poszliśmy na kilka randek, potem byliśmy na imprezie naszych wspólnych znajomych. Po wszystkim odprowadził mnie do domu. Oboje byliśmy pijani. Już przed wejściem rzucił mnie na ziemię i zaczął rozbierać. Szarpałam się i walczyłam z całych sił. Po jakimś czasie, sama nie wiem ile to trwało, podniósł mnie i zaciągnął do domu. Nikt nic nie widział, bo akurat nikogo nie było. Rzucił mnie na łóżko. Walczyłam dalej. Udało mu się włożyć we mnie palec. Na szczęście on był mocno pijany, a ja wzmocniona adrenaliną. Ciągle walczyłam. Zdawało mi się, że minęły tak godziny. W końcu zrezygnował. A ja już po prostu odwróciłam się i tak leżałam. On obok mnie. Dopiero rano zebrałam się w sobie i go wyrzuciłam.
Ktoś doniósł mojej mamie, że widzieli, jak ktoś wychodzi rano. Powiedziała mi, że jestem dziwką. Zwierzyłam się dziewczynie, która uważałam wtedy za przyjaciółkę. Ona powiedziała, że sama jestem sobie winna i dając się odprowadzić dałam mu jasny sygnał, że chcę się z nim przespać.

Minęło niemal 15 lat, a ja wciąż czuję się brudna i żyję w strachu, że mężczyźni, z którymi mi spotykam, odrzucą mnie, bo też będą uważali, że jestem brudną dziwką i to wszystko moja wina. Teraz wiem, że byłam głupia i mogłam uniknąć tego wszystkiego. Z drugiej strony czuję się skrzywdzona i wykorzystana. Głupia małolata, która nie wiedziała czego od niej chce dorosły facet. Wciąż nie mogę przestać o tym myśleć.

#UAUQr

Mój ojciec i mama rozstali się po kilkunastu latach małżeństwa i unikali się przez następne 20 lat. Okazało się, że ojciec poważnie zachorował i potrzebuje stałej opieki. Niestety ani ja, ani reszta rodzeństwa nie jesteśmy w stanie się nim zająć.

Kiedy mama dowiedziała się, w jakim stanie jest ojciec, natychmiast poleciała na drugi koniec Polski i zajęła się tatą. Lekarze dawali ojcu kilka miesięcy, a dzięki mamie i jej zaangażowaniu, jest dzisiaj w pełni sprawny i przeżywa swoją nową "starą" miłość.

#auqXN

Jako młoda mama jestem zasypywana historiami o bąbelkach i tym jak to macierzyństwo potrafi wykończyć.

Jest czwarta nad ranem, mój "bąbelek" śpi, a ja jak na złość spać nie mogę i wiem, że raczej się nie wyśpię, więc napiszę wyznanie. To jest przy okazji komentarz do "jesteś niewyspana? Jak będziesz mieć dziecko, to będziesz niewyspana!". Jedna z matek napisała, że dziecko budzi się co godzinę, nie da się nawet zdrzemnąć i chodzi niewyspana, inna, że dziecko jest cały czas z nią i płacze jak tylko zniknie na chwilę, za to inne mamy mają "cudowne" dzieci.

Ja wiem, że dzieci mają różne temperamenty, każde jest inne, ale dzieci da się nauczyć i przyzwyczaić do różnych rzeczy. Niestety mój mąż nie zarabia tyle, aby nas utrzymać, więc po skończeniu macierzyńskiego będę wracać do pracy, dlatego już od małego przyzwyczajam dziecko, że to nie tragedia, jak mamy nie ma w pobliżu. Mam wrażenie, że mamy co siedzą z dzieckiem non stop, to myślą, że inne mamy mają jakieś cudowne dziecko, które nie płacze jak tylko ta odejdzie. To nie jest prawda. Dziecko płacze, bo mama idzie do toalety, a już o kąpieli nie wspomnę. Tylko da się powoli przyzwyczajać do tego, że można zostać z tatą, albo leżeć na macie, nad którą wiszą zabawki, czy siedzieć w bujaku. Bujak w bezpiecznym miejscu w kuchni pozwoli na zrobienie obiadu (zwłaszcza jak dziecko już troszkę lepiej widzi). Uczę dziecko od początku, że mama znika się wykąpać, a mały ma radar, bo może leżeć grzecznie, a "aktywuje się" jak tylko wejdę do łazienki, ale coraz częściej udaje mi się w spokoju wykąpać. Znikam, bo idę do kuchni, bo muszę posprzątać czy zrobić pranie. Dziecko jest z ojcem albo w tym samym pomieszczeniu, ale nie na moich rękach.
Inne mamy zazdroszczą, że mogę odejść i dziecko od razu nie zaczyna płakać, a to nie jest wyjątkowe dziecko. To ciężka praca nad dzieckiem, aby czuło się kochane i nie czuło opuszczone, jak mamy nie ma w pobliżu. Już niedługo powrót do pracy. Dziecko będzie w żłobku, mamy nie będzie obok, więc muszę nauczyć "chwili bez mamy". Naprawdę, da się wypracować chwilę dla siebie, a dziecko nie musi siedzieć cały czas blisko mamy, więc macierzyństwo nie musi polegać na całkowitym oddaniu i narzekaniu, że nawet wysikać się nie można.

PS Budzenie się dziecka co godzinę jest powodem do zmartwień i warto zgłosić takie problemy u lekarza, bo coś jest nie tak, jeżeli dziecko bez przerwy płacze i zasypia tylko na chwilę.

#iewhE

Rzecz działa się na drugim roku moich studiów, pierwszego dnia na uczelni po przerwie świątecznej. Zaznaczę jeszcze, że nigdy nie byłem śmiały wobec dziewczyn, ale ciężko nad tym pracowałem. A więc do rzeczy... 
Po zajęciach odbierając kurtkę z szatni zauważyłem również zbierającą się do wyjścia dziewczynę - drobnej postury z długimi blond włosami i śliczną twarzą, no po prostu cudo. Zwróciłem uwagę na ilość walizek, toreb i reklamówek, które miała przy sobie i na to, że chciała się do tego wszystkiego zabrać sama. Pomyślałem, że to idealna okazja, żeby zagadać i zaproponować pomocną dłoń, niczym rycerz w lśniącej zbroi. W końcu byłem po zajęciach i mogłem ją odprowadzić do przystanku albo gdziekolwiek planowała z tym wszystkim iść. Mimo kołatającego serca i trzęsących się rąk, jak pomyślałem, tak zrobiłem. Podchodzę i mówię: "Cześć, może ci pomóc z tymi torbami?". Uroczo się uśmiechając odpowiedziała, że w sumie przyda się jej pomoc i widać było, że była bardzo wdzięczna. Już mam się zabierać do części jej tobołów, ale najpierw zapytałem (jakby to miało jakieś znaczenie), w którą stronę idzie. Pokazała ręką, że idzie w prawo. Ja z tego całego stresu, niewiele myśląc, odruchowo pokazałem stronę, w którą się zwykle udaję - w lewo i powiedziałem: "No ja niestety idę w tę stronę". Obróciłem się na pięcie i poszedłem w swoją stronę. Dziarskim krokiem wracałem do domu cały dumny z siebie, że udało mi się chociaż zagadać do fajnej dziewczyny. 
Dopiero kiedy usiadłem na spokojnie w domu zdałem sobie sprawę, co ja zrobiłem...

#33Dow

Jak byłam mała, pojechałam na *zielone przedszkole*. Opowiadałam tam koleżankom, że tak naprawdę nie jestem tym za kogo się podaję, lecz księżniczką Pocahontas, dlatego ich obowiązkiem jest ubierać i sprzątać moje lalki.

Wszystkie uwierzyły, a reprymendę dostałam od przedszkolanki dopiero po tygodniu, gdy któraś z dziewczynek miała dość usługiwania mi. Moja mama nadal o niczym nie wie.

Mistrzyni zła :D

#bjy1l

Wczoraj obudziłam się wcześnie rano i za nic nie mogłam dalej zasnąć. Zrobiłam sobie kawę i pomyślałam, że wypiję ją przy oknie w kuchni.
Cisza, spokój, bo firmy, które niedawno zaczęły tu swoją działalność otwierają dopiero o 9.
W jednej chwili zobaczyłam idącego drogą przystojnego bruneta ubranego w niebieski garnitur, ze skórzaną aktówką w ręku. To pracownik jednej z pobliskich firm, nawiasem mówiąc pan bardzo mi się podoba, a że czasem mamy zawodowy kontakt, to lekko ze sobą flirtujemy. Patrzyłam na niego z zachwytem, on szedł sobie powoli, ale nagle skręcił w wolną przestrzeń pomiędzy dwoma budynkami. Tam zaczął odpinać spodnie.
"Fuj, będzie sikał w takim miejscu" pomyślałam... W tej samej chwili mój przystojniak zdjął spodnie, przykucnął, zrobił kupę, podtarł się czymś, podciągnął spodnie do góry i jak gdyby nigdy nic poszedł dalej.

Wciąż nie wierzę w to co zobaczyłam. Flirtowania z nim raczej już nie będzie.

#DZ2lR

Wydawałoby się, że jak się mieszka koło rodziców, to oni będą kontrolować młodych. W mojej rodzinie jest dokładnie odwrotnie.

Z siostrą miałam kiedyś naprawdę dobre kontakty. Ona jest ode mnie ponad 10 lat starsza. Zbudowała się na działce obok rodziców. Rodzice dużo pomogli jej w tym finansowo. Ja niedawno się wyprowadziłam z domu.

Zaczęło się niewinnie - od zerkania, czy ktoś do rodziców przyjechał. Odwiedzałam rodziców raz, dwa razy w tygodniu - wpadałam pogadać, czasem mama częstowała mnie obiadem, czasem dała coś na wynos. Zawsze wtedy przybiegała siostra, sprawdzała, czy coś jem u rodziców.
Zaczęło się dogadywanie.

Ona mieszka obok, co parę dni coś dostaje, rodzice jej dzieciom nieustannie kupują prezenty, ubrania czy rzeczy do szkoły. Ja nigdy nie zwracałam na to szczególnej uwagi i nie zazdrościłam.
W pewnym momencie siostra dostała paranoi na punkcie tego, czy rodzice coś mi kupują i dają.
Patrzy przez okno, kiedy rodzice gdzieś wyjeżdżają i wracają. Dzwoniła pytać się mnie gdzie byłam z rodzicami, jak nawet nie widziałam się z nimi przez dłuższy czas.

Ostatnio faktycznie pojechałam z nimi, pierwszy raz od chyba pół roku czy roku, oglądać rzeczy z Ikei, nie chciałam ich naciągać, po prostu potrzebowałam porady. Ona zadzwoniła do rodziców w tym czasie, bo zauważyła, że pojechali gdzieś razem, wypytywała co to za echo i gdzie są. Następnie siostrzenica zadzwoniła do mnie (nigdy nie dzwoni), a ja w słuchawce usłyszałam oddech siostry...

Dla mnie to paranoja, ona dostaje od rodziców trzy razy tyle co ja. Uważa, że jej się należy - bo ma dzieci. Mi natomiast wypomina zwykły obiad niedzielny u rodziców od czasu do czasu. Ciągle siedzi w oknie, bo nie pracuje. Jest śmiertelnie zmęczona odwożeniem dzieci do szkoły dwa razy dziennie.
Wykorzystuje mnie na każdym kroku i uważa to za normalne.

Rodzice zauważyli ten problem, po ostatniej akcji obiecali, że z nią porozmawiają.
Ja na razie postanowiłam ograniczyć kontakty.

#9CP1l

Będąc w pierwszej klasie szkoły podstawowej uczęszczałam na obowiązkowe zajęcia dodatkowe dla dzieci dojeżdżających z innych okolic, aby zapełnić im lukę oczekiwania na autobus. Na takich zajęciach mogliśmy grać, odrabiać lekcje, rozwijać się artystycznie. Ja oczywiście czułam powołanie do robótek plastycznych.

Pewnego dnia pani pełniąca dyżur poprosiła mnie i moje koleżanki o to abyśmy pomogły jej przy wycinaniu dekoracji z kolorowego papieru. Poczułam zaszczyt, że mogę się wykazać moim ogromnym talentem plastycznym (wtedy, myśląc jeszcze) dającym upoważnienie bycia następcą Jana Matejki. Przy takich zajęciach używaliśmy szkolnego asortymentu. Gdy skończyliśmy okazało się, że brakuje jednej pary nożyczek. Przeszukaliśmy stertę kolorowych papierów i nic. Diagnoza była jednoznaczna: w naszej grupce grasuje złodziej. Od nożyczek się zaczyna, a co będzie następne? Plastelina?! Wszystkie spoglądałyśmy na siebie z nieufnością, bo któraś z nas mogła dokonać tak haniebnego czynu zawłaszczenia świętych nożyczek szkolnych. Całą drogę powrotną o tym dyskutowałyśmy.

Po powrocie do domu rozpakowałam się. Zimny pot zalał moją szyję, strach i wizja pójścia do więzienia dobiły mnie. Na dnie mojego markowego tornistra Barbie spoczywała para czerwonych nożyczek. Spanikowałam. Rozejrzałam się dookoła. Szybko się ubrałam zgarnęłam łyżkę stołową z szuflady i wybiegłam z domu w stronę ogródka, gdzie rosły świerki. Kopałam dobre kilkanaście minut zanim dół był wystarczająco głęboki. Wrzuciłam nożyczki i przykryłam ziemią rozglądając się, czy nie ma żadnych świadków. Roztrzęsiona a zarazem szczęśliwa pozbyciem się dowodów zbrodni powróciłam do domu.

Było to jakieś 12 lat temu. Rok temu rodzice postanowili zmienić ogrodzenie co wymagało rozkopania tamtego terenu. Pewnego dnia, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu tata przyszedł z nienaruszoną rdzą parą nożyczek. Były jak nowe. Musiałam tłumaczyć się ze zbrodni popełnionej 12 lat temu. Do dziś nie wiem dlaczego ich po prostu nie zwróciłam.
Dodaj anonimowe wyznanie