#Cuq5p

Kilka dni temu korzystałyśmy z koleżanką z pięknej pogody, spacerując po parku. Zobaczyłam psa załatwiającego potrzebę obok chodnika. Jako osoba troszcząca się o okoliczne tereny zielone, upomniałam właścicielkę (trochę młodszą ode mnie), że powinna po psie posprzątać. Na co ona odchodząc odpowiedziała mi tylko "Spier*alaj!".

Gdy się zdenerwuję, to odruchowo wpycham ręce do kieszeni. W jednej z nich znalazłam reklamówkę. Podniosłam produkt z ziemi. Koleżanka spojrzała na mnie badawczym wzrokiem, a ja cisnęłam g*wnem, zakreślając piękną trajektorię, kończącą się na karku chamskiej właścicielki psa. Dziewczyna rzuciła parę wyzwisk i poszła dalej w swoją stronę. Bałam się, że koleżanka zesra się ze śmiechu, a drugiej reklamówki już nie miałam.

Sprzątajcie po swoich pupilach, bo miotacz g*wna może być wszędzie!

#UUgF7

Mam chłopaka, który mimo 30 lat na karku zachowuje się jak dzieciak. Ma w zwyczaju wykorzystywać fakt, że boję się węży. Średnio raz na tydzień kupuje gdzieś gumową żmiję, aby położyć ją w jakimś widocznym miejscu i cieszyć się z moich wrzasków.

Rok temu byliśmy na wycieczce w Wietnamie. Wieczorem, gdy wyszłam z łazienki w naszym hotelu, zobaczyłam (a jakżeby inaczej!) żmiję zwiniętą na naszym łóżku. „Bardzo, ku#a, śmieszne! Zaczynasz być już nudny z tymi zabawkami!” - krzyknęłam, chwytając pozostawiony na prześcieradle przez miłość mojego życia, „prezent”. Ku mojemu zaskoczeniu gumowy wąż okazał się całkiem żywy i momentalnie użarł mnie w rękę. Jazgot, którego narobiłam przywołał mojego chłopaka, który siedział na balkonie i delektował się ostatnimi tego dnia promieniami słonecznymi. Czym prędzej pojechaliśmy do szpitala. Podano mi serię zastrzyków i spędziłam tam kolejne dni na obserwacji. Połowę wakacji szlag trafił.

#GLU3n

Nic mnie tak nie denerwuje jak tekst "Boooże, jaka ty jesteś chuda". Naprawdę jestem chuda, jak i cała moja rodzina. Taka uroda, jak to lekarz stwierdził. Miałam robione różne badania i jestem zdrowa jak ryba. Zresztą moja rodzina też. Jem bardzo dużo, ale po mnie tego nie widać. I co słyszę? "Ale ci zazdroszczę, jesz ile chcesz, a nie tyjesz". Bardzo mnie to boli, bo słyszę to kilka razy dziennie, mimo tłumaczeń, że po prostu tak wyglądam. Wyobrażacie sobie jak to jest będąc osobą, która ma nadwagę i przychodzi taki jeden i mówi "Booooże, jaka ty jesteś gruba". To już jest brak szacunku, prawda? No bo jak tak można? Zasrane stereotypy. Dlaczego nikt nie pomyśli o tych "szczypiorach" jak na przykład ja. Takie teksty również bolą. Staram się o dietę, w sensie zrobić masę, być może na końcu rzeźbę. Bo ja sobie też się nie podobam. Nie lubię moich wystających kości. Nie lubię zakładać paska do każdych spodni. Mnie to tak samo boli jak ludzi, którzy nie mogą włożyć na siebie ulubionych spodni, bo są "zbyt grubi". Zapisałam się na dietę, ale przez wirusa muszę jeszcze poczekać. Kto wie, może mi się uda. Chciałbym mieć choć trochę "tłuszczu", a nie wyglądać jak anorektyczka.

PS Moi bracia są pod kontrolą dietetyka, ćwiczą, a i tak są bardzo szczupli. Tylko mięśnie widać po treningu. Więc pewnie mnie też to czeka. Nie chcę mięśni, chcę, żeby moje kości "zniknęły".

#A2EB9

Jestem 30-letnią kobietą z dwójką dzieci. Moje małżeństwo trwa 8 lat - ja nigdy nie miałam orgazmu... ba, seks mógł by dla mnie nie istnieć - zero chęci. Co w tym anonimowego? Mąż myśli, że mi dobrze podczas seksu, a tymczasem w środku się gotuję, niech skończy i będzie spokój. Teraz, gdy już mam swoje upragnione dzieci, seks jest dla mnie jak przykry obowiązek małżeński. Kocham mojego męża, ale nie wiem jak to zmienić. Boję się rozmowy, bo wtedy bym musiała wyznać, że udawałam tyle czasu, że było mi dobrze.

#VceE8

Mam 30 lat. Kilka lat temu zaszłam w nieplanowaną ciążę... Początkowo byłam przerażona, ale z czasem przywykłam do myśli, że w moim życiu pojawi się ktoś ważny. Po porodzie moje życie wywróciło się do góry nogami. Wszystkie plany musiałam odsunąć i ''poświęcić'' się wychowaniu maleństwa... Początkowo mi to odpowiadało, jednak z czasem zaczęło męczyć. Dotarło do mnie, że wczesna ciąża (urodziłam w wieku 23 lat) tak naprawdę zabrała mi najlepsze lata życia, że straciłam wiele szans, momentów, które nigdy już nie wrócą. Patrzę na ''wolność'', jaką mają moje koleżanki i ściska mnie w środku z zazdrości.

Kocham moje dziecko mimo wszystko. Do siebie jednak mam ogromny żal, że dopuściłam do tej nieplanowanej ciąży, tracąc tym samym kontrolę nad własnym życiem. Czuję, że żyję wbrew sobie - poświęcając się 1. Dziecku, 2. Mężowi - który co rok, dwa musi, z racji wykonywanego zawodu, zmieniać pracę, przez co odczuwam totalny brak stabilności... Nie mogę robić ''kariery'', nawiązać przyjaźni, myśleć o przyszłości - to życie praktycznie z dnia na dzień...
To wszystko i wiele więcej sprawia, że popadam w depresję... Oddałabym wiele, by cofnąć czas i nigdy nie dopuścić do tego, by związać si z mężem, a nawet by urodzić...
Tęsknię za życiem, gdy żyłam sama dla siebie i żałuję wielu, z perspektywy czasu, błędnych wyborów.

#AgGSG

Moja babcia była wielką fanką serialu "Moda na sukces". Oglądała każdy odcinek, a potem przychodziły sąsiadki, jej koleżanki, i omawiały z przejęciem co się wydarzyło w serialu. Babcia wierzyła, że to co ogląda jest prawdą. Gdy w jednym z odcinków Brooke i Taylor się kłóciły, szarpały, babcia głośno komentowała "Ty suczko, ty suczko" - kierując te słowa do Taylor, gdyż kibicowała Brook.
W kolejnym z odcinków główny aktor Ridge wpadł do jakiegoś pieca w ogień. Jak babcia przeżywała, że umarł, że się spalił... Ja, 10-letnie dziecko, miałam z tego trochę ubaw i postanowiłam wykorzystać sytuację. Powiedziałam babci, że to główny aktor i niemożliwe żeby go uśmiercili i że pewnie zaraz po 2-3 odcinkach cudownie się odnajdzie. Babcia oczywiście lamentowała dalej, łzy w oczach i upierała się, że on już nie żyje. "No to się załóżmy o 100 zł - jak się okaże, że żyje, ty mi dajesz stówę, a jak przez 10 odcinków go nie będzie, to ja ci dam" - tak powiedziałam do babci, a ona z rozpaczą w oczach zakład przyjęła i dodała, że zapłaci mi więcej, oby tylko się odnalazł zdrowy.

Oczywiście było tak jak mówiłam. Po około 2-3 odcinkach Ridge się pojawił, ponoć z tego pieca wyszedł popielnikiem. Babcia uradowana, bo Ridge żyje. Nawet nie musiałam przypominać jej o tym zakładzie, bo po skończeniu się odcinka przyniosła mi 200 zł...

#vVJKI

To zaczęło się miesiąc temu. Mam 20 lat i mieszkam z rodzicami i dwa lata młodszą siostrą. Moja siostra ma zwyczaj, że przychodzi o mojego pokoju (mamy pokoje obok siebie) i bierze sobie różne rzeczy, których akurat potrzebuje, ale nigdy ich nie odnosi na miejsce. Potem muszę chodzić po całym domu i szukać. Wymyśliłem plan zemsty, aby dać jej nauczkę.

Ona dba o linię i żywi się chyba głównie jogurtami. Któregoś dnia przyuważyłem gdy zjadła jogurt i wyrzuciła plastikowy kubeczek do kosza. Poszedłem i niepostrzeżenie go wyciągnąłem z kosza, a potem odłożyłem na stół, tam gdzie go przed chwilą jadła. Godzinę później gdy przyszła do kuchni i go zauważyła, to znowu go wyrzuciła. Potem wieczorem gdy jadła jogurt powtórzyłem manewr. Tak samo w kolejnych dniach, raz do dwóch razy dziennie. Tydzień później podsłuchałem, jak przez telefon mówiła przyjaciółce, że nie czuje się ostatnio najlepiej i coś jest z nią nie tak. Wtedy wiedziałem, że jestem na dobrej drodze. Postanowiłem przenieść zabawę na wyższy poziom. Kupiłem trzy takie jogurty jak ona je, zjadłem je (co za poświęcenie dla dobrej sprawy) i gdy poszła spać w nocy zakradłem się do jej pokoju i zostawiłem trzy puste kubeczki na szafce koło jej łóżka.

Następnego dnia rano obudził mnie jej krzyk :) Ale gdy tego samego dnia powiedziała mamie, że chciałaby się wybrać do psychiatry, to uznałem że sprawy zaszły za daleko i przyznałem się. Efekt? Od tygodnia siostra się do mnie nie odzywa, ale też nie bierze moich rzeczy.

#XB3IO

Uważam za niesprawiedliwe, że niektórzy rodzą się bardzo ładni, a inni bardzo brzydcy.
Ja zaliczam się do tego drugiego grona. Co bym nie zrobiła, będę wyglądać źle. Ile makijażu bym nie nałożyła, nic to nie da, bo mam brzydki kształt twarzy, z profilu jak półksiężyc, wystająca do przodu dolna szczęka i cofnięta górna. Jak się uśmiecham, widać mi dużą część dziąseł. Mam haczykowaty nos, małe, głęboko osadzone oczy i ich zewnętrzne kąciki są skierowane w dół. Do tego wory pod oczami, wystające kości policzkowe, bardzo wąskie usta, nad nimi wielka owłosiona brodawka, silnie zaznaczone bruzdy nosowo wargowe, szeroki, męski podbródek z bardzo mocno zaznaczonym przedziałkiem, odstające uszy, rzadkie włosy.

Nie mogę na siebie patrzeć w lustrze. Zazdroszczę kobietom, które wygrały loterię genetyczną i mają piękne, delikatne twarze, nie muszą za wiele robić, żeby dobrze wyglądać. Ja czuję się przy nich jak jakieś monstrum.
W szkole byłam wyśmiewana z powodu wyglądu, więc cieszę się, że mam już to za sobą. Pracuję zdalnie, bo nie chcę wychodzić do ludzi. Nie mam znajomych, nawet zakupy zamawiam online, żeby ograniczyć wyjścia.

Niektórzy pewnie napiszą, że nie ma brzydkich kobiet, są tylko zaniedbane. Ale to nieprawda. Dbam o siebie na tyle, na ile jestem w stanie. Próbowałam już wielu rodzajów makijażu, fryzur, ubioru, żeby wyglądać lepiej. Próbowałam nawet modelowania twarzy na taśmę, ale efekt był marny. Nosiłam peruki, żeby zakryć moje rzadkie kłaki. Kiedyś zaprosiłam do domu makijażystkę, która miała mi pomóc ogarnąć twarz. Ale nawet to nie przyniosło efektu i ostatecznie wyglądałam w tym makijażu jak drag queen, a nie jak kobieta.
Myślę nad operacją plastyczną, ale nawet nie wiem od czego zacząć, bo do zmiany jest wiele rzeczy. No i nie dam rady raczej ogarnąć tego finansowo w krótkim czasie, więc zanim wszystko poprawię zdążę się zestarzeć.

Dla sprawdzenia, czy mogę się w ogóle komuś podobać, weszłam na losowy wideo czat. Mężczyźni po zobaczeniu mnie szybko się rozłączali. Na co najmniej kilkuset facetów w ciągu kilku tygodni nie porozmawiał ze mną nawet jeden.

Proszę nie pisać mi "zrób to czy tamto, to będziesz wyglądała lepiej", bo ja już naprawdę próbowałam wielu rzeczy. Po prostu chciałabym wystosować taki apel. Jeśli widzicie brzydką osobę, to nie śmiejcie się z niej "ha, ha, ha, jaki ryj". Bo ta osoba na wiele cech swojego wyglądu nie ma wpływu. To czy urodzimy się brzydcy czy ładni zależy od tego, jakie geny dostaniemy, nie możemy sobie wybrać wyglądu jak w simsach. Nie każdego stać też na operacje czy inne cuda.
Ja wiem, że nigdy nie będę ładna. Tylko w mojej wyobraźni jestem piękna, ale gdy przejdę obok lustra, moja wyobraźnia przestaje działać, bo widzę moją brzydotę. Moi rodzice są ładni, więc naprawdę nie wiem po kim mam taką twarz.

#O1nql

Gdy byłam mała, mój brat miał akwarium z rybkami. Któregoś dnia, gdy się mną zajmował sam w domu (oczywiście "zajmował" oznaczało "baw się i mi nie przeszkadzaj, a ja posiedzę w pokoju obok") zapatrzyłam się w akwarium i próbowałam zrozumieć podwodny świat. Nagle dotarło do mnie, że przecież rybki nie mają czym oddychać pod wodą, więc je wyjęłam, żeby nie umarły. 

Po około 30 minutach mojej "rozmowy" z ususzonymi rybkami przyszedł mój brat, bo stwierdził, że jestem za cicho. Gdy zobaczył swoje ulubienice ułożone równiutko na biurku wpadł w szał i powiedział, że jestem morderczynią i pójdę do więzienia. 

Popłakałam się i wrzuciłam wszystkie rybki do ubikacji, bo byłam przekonana (dzięki jednemu z odcinków "Laboratorium Dextera"), że rybki trafiają do "świata zmarłych rybek" w oceanie. Kochany braciszek powiedział,  że jak tylko ktoś gdzieś znajdzie te ryby, to spędzę całe swoje życie w więzieniu, nie dość, że za morderstwo, to jeszcze za zacieranie śladów. No ale kto przecież mógł je znaleźć w podwodnym świecie zmarłych gdzieś w oceanie.

Płakałam przez 3 dni na każdy dzwonek do drzwi, bo brat za każdym razem komentował "policja po ciebie".

#ZNBGO

Kiedy byłam w trzeciej klasie podstawówki bardzo nie chciałam chodzić do szkoły. Zaczęłam więc udawać, że boli mnie brzuch. Udało mi się tak okłamywać wszystkich przez 3 tygodnie i nie chodzić do szkoły. By dać jeszcze większe wrażenie chorej, co jakiś czas chodziłam do toalety, po czym wracałam, i mówiłam, że zwymiotowałam. Mama karmiła mnie tylko sucharami, bo bała się, że „zwymiotuje”.

Po trzech tygodniach mama zabrała mnie do szpitala. Myślałam, że moje kłamstwo wyjdzie na jaw, ale oni mnie przebadali i powiedzieli, że naprawdę jestem chora (już nie pamiętam na co). Tydzień spędziłam w szpitalu, a potem wróciłam do szkoły na dwa tygodnie.

Po dwóch tygodniach znowu postanowiłam udawać, że jestem chora. Tym razem rodzice od razu odstawili mnie do szpitala. Znowu mnie przebadali i tym razem powiedzieli, że jestem chora na celiakię (nie tolerancję glutenu). Doktor mi wyjaśnił, że moje jelita były w okropnym stanie i jeszcze pare lat jedzenia zboża i bym umarła.

Możecie mnie nazwać okropnym kłamcą, lecz to kłamstwo mnie ocaliło. Jednak do dziś muszę żyć z tym okropnym poczuciem winy, że okłamała wszystkich moich bliskich.
Dodaj anonimowe wyznanie