#XryCi

Byłam dość bojowym (to ważne!) i odpowiedzialnym dzieckiem, toteż wcześnie zaczęłam zostawać sama w domu. Mieszkałam wtedy w bloku i miałam nakazane absolutnie nie otwierać nikomu drzwi, a jakby się ktoś dobijał, to mówić, że tata siedzi w wannie i proszę przyjść zaraz. Dłuższy czas nie było problemów. 

Pewnego dnia, miałam może z 11 lat, siedziałam w domu i słyszę dzwonek do drzwi. Stwierdziłam, że nieważne, nie będę podchodzić. Ale ten ktoś dobijał się uparcie. Ja się wystraszyłam, bo pomimo zapewnień, że tata się kąpie ten ktoś chciał się dostać. Wpadłam więc na genialny pomysł. Wzięłam wielką i ciężką patelnię, otworzyłam drzwi i niewiele myśląc zamachnęłam się uderzając w "napastnika". Już miałam zacząć wrzeszczeć, gdy obok spostrzegłam moją mamę. Okazało się, że znokautowałam ojca, który mnie "testował" i chciał nastraszyć.

#SWPct

#metoo

Miałam 4-6 lat. Słodka, sympatyczna dziewczynka będąca w przyjaźni ze wszystkim co istnieje (za wyjątkiem pająków). Tego popołudnia po powrocie z przedszkola jak zwykle udałam się na plac osiedlowy zabaw. Byli tam akurat mój nastoletni kolega i jego bliski sąsiad, też w tymże burzliwym wieku.

Używałam intensywnie zjeżdżalni, gdy któryś z nich krzyknął, że mi majtki widać. Wiecie, szczeniackie śmichy-chichy. Na tym niestety nie koniec. Mój kolega krzyknął, żebym pokazała majtki, więc uprzejmie podniosłam kieckę w górę. Wtedy Michał (kolega) i Wojtek zaprowadzili mnie za blok i poprosili, żebym ściągnęła majtki i nic nie mówiła mamie. Obrażona poszłam do domu, a Michał jeszcze nie wiedział w co mnie wkopał.

Następnego dnia siedziałam w piaskownicy z młodszymi ode mnie dziećmi i ich rodzicami. Wtedy podszedł do mnie Wojtek i spytał, czy się z nim pobawię. Zgodziłam się, ja byłam córką, a on tatą. Podczas zabawy nachylił się nade mną i spytał szeptem "Mogę ci wsadzić rękę do majtek na 3 sekundy?". Zgodziłam się. Wsadził tam tę swoją obleśną łapę i mi tam grzebał. Rodzice tamtych dzieci zupełnie nie zwrócili na to uwagi.
Po jakimś czasie powiedział, że czas wymienić mi pieluchę. Brał mnie w krzaki i mi tam grzebał.
Trwało to chyba z miesiąc. Za każdym razem mówił, żebym go nie wydała. Żebym nie mówiła rodzicom.

Do dziś nie wiedzą. Mieszkam zupełnie gdzieś indziej, a o Wojtku zapomniałam. Wspomnienia do mnie wróciły, gdy czytałam anonimowe.

#oDwUd

Mając może z 6 lat mieszkałam z rodzicami, bratem (5 lat starszym) i prababcią. Którejś niedzieli zaspałam do kościoła, do którego poszła sama prababcia z moim bratem. Po około godzinie przychodzi do domu ucieszony braciszek z babcią. Mama zapytała czemu jest taki szczęśliwy. Okazało się, że po drodze prababcię zaczepił młody chłopak, który oczywiście był z grupką znajomych. Już dokładnie nie pamiętam co powiedział, ale zwrócił się do niej per "babciu", a że moja prababcia do cichych nie należała, to odpowiedziała mu dokładnie takim tekstem: "Może i jestem babcią, ale nie dla ciebie, frajerze". 

Mina tego chłopaka musiała być bezcenna, ponieważ już nic nie powiedział, a jeszcze został wyśmiany przez własnych kolegów. Bo przecież jak można dać się zgasić babci. :D

#35v2v

Miałam jakieś 16-17 lat, kiedy przypadkiem dowiedziałam się, jak pieszczotliwie nazywają mnie rodzice.

Bardzo dużo jem. Nie dość, że jestem łakoma, to jeszcze moja przemiana materii sprawia, że wszystkie zachcianki jedzeniowe uchodzą mi płazem.
Pewnej leniwej niedzieli powoli dobudziłam się w swoim łóżku. Usłyszałam, jak ktoś delikatnie otwiera drzwi od mojego pokoju, ale nie chciało mi się otwierać oczu. Po chwili usłyszałam dźwięk zamykania drzwi i głos mojej mamy:

"Schowaj mleko! Wpie*dalator jeszcze śpi!".

#TSmTu

Pracuję w sklepie spożywczym pewnej sieci. Sklep nie jest duży, większość klientów znam z widzenia lub z imienia. Tego dnia stałem na kasie. W pewnej chwili podeszła dziewczynka, około pięciu lat, z lodem. Jak to zwykle bywa wśród kasjerów, nie miałem jak wydać grosika, więc dałem dwugroszówkę. Jakie było moje zdziwienie, kiedy godzinę później przyszła ta sama dziewczynka ze słowami - "Pan dał mi za dużo reszty, poszłam rozmienić, żeby panu oddać jeden grosz". Jeszcze chyba nigdy nie zrobiło mi się tak miło.

#Xo5ke

Jestem wykładowcą na uniwersytecie. W ubiegłym semestrze miałem przyjemność prowadzić zajęcia dla, jak się okazało, prawie 70 osób, z których większość widziałem pierwszy raz. Ścisk na sali był dość duży. Jako że wymagam od moich studentów nie tylko słuchania tego, co mam do powiedzenia, ale także i aktywności, co jakiś czas rzucałem w tłum pytanie. Jak ktoś znał odpowiedź, wstawał z krzesła i wypowiadał się.

Zajęcia przebiegały więc bardzo sprawnie, aż do pewnego momentu, kiedy to zadałem kolejne pytanie. Usłyszałem damski głos, jednak nie widziałem, do kogo należał. „Śmiało! Proszę wstać!” - rzekłem surowym tonem. - „Tego przecież wymaga szacunek dla przedmiotu oraz reszty studentów”. Nastąpiła krótka cisza przerwana cichym: „Kiedy, ja przecież stoję...”. I dopiero wtedy ją zauważyłem. Okazało się, że jedna z moich uczennic cierpi na karłowatość.

#whqAM

Historia za stażu w gabinecie dentystycznym.

Do gabinetu przyszła kobieta w celu usunięcia kamienia nazębnego, którego nagromadziło się dość dużo. W trakcie zabiegi pacjentka zaczęła odczuwać dość silny ból i poprosiła u znieczulenia. Jednak dentystka, u której miałam staż, powiedziała tylko coś w stylu "dasz radę, tylu ludzi wytrzymuje bez znieczulenia, taki ból to nic w porównaniu z porodem". Zdziwiło mnie to trochę, ale w końcu to ona miała dyplom i doświadczenie, więc nie zamierzałam podważać jej kompetencji.

Po skończonej wizycie ciekawość wzięła górę i zapytałam dentystkę dlaczego tak postąpiła. Odpowiedziała, że ta pani to jej wieloletnia pacjentka. Pracuje jako położna w szpitalu i w zeszłym roku odbierała jej poród. Na kilkukrotną prośbę o znieczulenie usłyszała tylko "dasz radę, młoda jesteś, nie będę zawracać głowy lekarzowi, tyle kobiet urodziło bez znieczulenia, to ty też możesz". Efekt był taki, że dentystka miała traumę po porodzie i przez miesiąc nawet nie zbliżała się do dziecka, bo za każdym razem gdy na nie patrzyła, przypominał się jej potworny ból, jakiego doświadczyła. Wtedy postanowiła dać do zrozumienia położnej, że leczenie zębów również można wytrzymać bez znieczulenia, ale takie męczenie się w imię idei jest bezcelowe i jeśli ktoś nie może wytrzymać, to należy zrobić wszystko, by złagodzić jego ból.

#pN72i

Byłam małą dziewczynką. Miałam 7, a może 8 lat, kiedy to się wydarzyło. Był dzień jak co dzień. Wymyślałam co chwilę nowe zabawy, każda szybko mi się nudziła. Najczęściej bawiłam się w opiekowanie się jakimiś misiami, lalkami albo nawet ślimakami.

Odbiegłam od tematu, a mianowicie jednego słonecznego popołudnia usiadłam sobie w pokoju, przeszukując szufladę w poszukiwaniu czegoś ciekawego do zabawy i nagle jest! Znalazłam balon, był trochę mniejszy niż te, które mama kupowała, ale to zawsze był balon. Stwierdziłam, że naleję do niego ciepłej wody i będę się nim bawić. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Nalałam starannie wody, zawiązałam i oto było moje nowe zwierzątko, które wzięłam położyłam na łóżku rodziców i pielęgnowałam tj. głaskałam, dawałam buzi, przytulałam, a nawet nadałam imię Kajtek. 

Mama stojąc w drzwiach, widząc, co ja robię, nie wiedziała, czy się śmiać, czy płakać. Była bardzo zdziwiona, zmieszana i nie chciała nic powiedzieć. A ja do niej, że to mój nowy przyjaciel i ma go pogłaskać. Mama zabrała go i powiedziała, żebym nikomu nie wspominała o tym, nawet tacie. Nie rozumiałam jej zachowania i było mi przykro, że nie chciała nawet mi wyjaśnić, o co chodzi. Tylko z uśmiechem rzuciła, że jestem jeszcze na to zbyt mało dojrzała. 

Nigdy nie wyrzucę z pamięci Kajtka, był odmieńcem wśród wszystkich balonów, pierwszy raz wtedy widziałam taką odmianę, był przezroczysty, mięciutki, prążkowany, przyjemny w dotyku... i teraz wiem, że był kondomem. Nie zapomne mojego zawstydzenia, gdy po latach połączyłam fakty i uświadomiłam sobie, że jako mała dziewczynka całowałam sie z prezerwatywą na oczach mojej mamy.

#tnTN8

Pewnego razu poszedłem ze swoją dziewczyną na jakąś imprezę, osiemnastka czy coś w tym stylu. Siedzieliśmy przy stoliku i gadaliśmy, aż nagle podeszła jej przyjaciółka i pyta się nas: "Trójkąty są dla chłopaków czy dla dziewczyn?". Jako że jestem osobą lubiącą dyskusje i ogólnie temat relacji damsko-męskich, z pasją zacząłem swą przemowę, że raczej dla chłopaków, bo to fajnie mieć dwie dziewczyny, no i takie tam, wiadomo. 

Dziewczyna słuchała uważnie i patrzyła na mnie z miną w stylu "No no, mów dalej, zaraz cię zabiję" (nie od razu zdałem sobie z tego sprawę), a wyraz twarzy jej przyjaciółki mówił "Co ty pieprzysz w ogóle człowieku, dobrze się czujesz?". Gdy po kilku minutach zakończyłem swój monolog usłyszałem od tejże przyjaciółki: "Ale mi chodziło o znaczek na drzwiach toalety"...

Wyobraźcie sobie moje zdziwienie.

#ihgkQ

Przeczytałem tutaj wyznanie kobiety, którą gnębi przełożony. Dostrzegłem w tej historii siebie. Też byłem kujonem w okularach z wadą wymowy, wiecznie kopanym przez "kolegów" i "koleżanki". Teraz stoję wysoko w hierarchii firmy, która daje pracę większości ludzi w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Mam dużą moc decyzyjną. Mój charakter na przestrzeni lat uległ znacznej przemianie, ale krzywd wyrządzonych wtedy nie zapomniałem i nigdy nie zapomnę. Jestem mściwy.

Był taki jeden. Wiedziałem, że marzy o własnym mieszkaniu, zatem uknułem plan zniszczenia mu życia. Powierzyłem mu stanowisko kierownika niskiego szczebla z umową na czas nieokreślony. Poczekałem, aż zaciągnie kredyt hipoteczny i kupi mieszkanie, po czym zwolniłem go dyscyplinarnie. Była też osoba będąca jedynym żywicielem rodziny, oczywiście też zwolniona dyscyplinarnie. Obaj zamieniali moje szkolne życie w piekło codziennym ośmieszaniem i biciem, więc teraz moja kolej. Poleciłem HR-owi (dział, którego jedną z funkcji jest rekrutacja na stanowiska), żeby wszystkie nazwiska przechodziły przeze mnie. Kiedy dostrzegam kogoś znanego mi z dawnych lat, osobiście przeprowadzam rozmowę. Sprawia mi przyjemność szok na ich twarzach. Płaszczenie się, wchodzenie w tyłek. W regionie bezrobocie jest na tyle duże, że mogę sobie pozwolić na wiele. Jest u mnie zatrudnionych kilku moich byłych szkolnych oprawców, skłócam ich i dla kilkuset złotych premii, wzajemnie siebie podpie.... i robią pod górę. Dbam o to, żeby pracowali w ciągłym stresie o utratę pracy i źródła dochodu. Sprawia mi to ogromną radość.

Tych wyżej opisanych nigdy nie zwolnię, mam w zamiarze wykończenie ich psychicznie. Ich stawki za pracę są na tyle wysokie, że nie dostaną tyle nigdzie indziej w okolicy, a mając rodziny i kredyty, prędzej nabawią się wrzodów żołądka lub choroby serca albo głowy niż odejdą.

Po co to wszystko piszę? Bo chcę. Jest to z jednej strony bardzo nieprofesjonalne i nie powinno mieć miejsca, ale nawet w przypadku powiązania faktów jest to za mało. Każdy przecież mógł coś takiego stworzyć. Natchnęła mnie do tego historia tej kobiety.
Dodaj anonimowe wyznanie