#8KtAR
Mieszkaliśmy niedaleko parku, przez park biegły tory kolejowe. Miejsce dla nas zakazane: park dziki, niezagospodarowany, można było tam spotkać jedynie pijaków i młodzież, nikt tam raczej nie chodził, czasem przemknął jakiś wędkarz.
Nie wiem kto wymyślił tę zabawę, ale powtarzaliśmy ją co roku, to była taka nasza inicjacja, test na odwagę. Zabawa polegała na tym, żeby wpasować się w wykonane przez nas zagłębienie między podkładami kolejowymi, nakryć się kawałkiem gazety czy jakąś bluzą i poczekać, aż nadjedzie pociąg, a następnie przeczekać, aż cały skład przetoczy się nad głową... Po przejeździe pociągu można było wyjść z tej dziury i napawać się podziwem koleżanek i kolegów obserwujących całą akcję z krzaków przy nasypie kolejowym.
Żadnemu z nas nic się nie stało, nikt przez pociąg nie został uszkodzony, czasem maszynista zatrąbił widząc grupę dzieciaków przy torach i tyle.
A ja dopiero po latach przeczytałam, że niektóre pociągi mają pod wagonem taki jakby pręt - gdyby którekolwiek z nas podniosło głowę zbyt wysoko, to zafundowałoby traumatyczne wspomnienia całej grupie dzieci i pracownikom kolei...
Aż mnie zmroziło... nawet nie wiem, jak bym miała zareagować na takie zabawy, jako rodzic. Chociaż też jako dziecko miałam różne pomysły, ale bardziej mi się wydaje, że to działo się przez jakieś zaniedbanie rodziców. Ale z drugiej strony... czasami mad dzieckiem non stop można skakać, a i tak coś się może stać.
Znam to uczucie przerażenia, jak niebezpieczne się okazały zabawy z dzieciństwa. Sam dzieciom o nich nie wspominam, a dzięki Tobie autorko będę zwracał uwagę także i na takie zabawy.
Choć czasami wychodzę z założenia, że wolę nie wiedzieć jakie zabawy dzieciaki mają, bo chyba już taki twardy nie jestem jak kiedyś :)
Jest anonimowo - przyznaję. To jednak wyznanie z gatunki takich, co włosy na plecach zjeżają.
Że też nikt nie skorzystał z toalety w pociągu idealnie w czas...
O tym samym pomyślałam. Po takiej akcji szybko by się oduczyli głupich zabaw.
Może to była linia towarowa.
O matulu... Więcej szczęścia niż rozumu
Moim koledzy mili równie głupia zabawę , klatka schodowa na jakiej mieszkaliśmy była tego typu ze schody były dookoła a w środku pusta przestrzeni, wchodzili na 4 piętro przechodzili przez obręcz i zwisali nad przepaścią na 4 piętra sprawdzając który dłużej się utrzyma, teraz jak o tym pomyśle to przecież prawie samobójstwo no ale chyba głupi faktycznie ma szczęście bo nikomu nigdy nic się nie stało.
Pamiętam z opowieści mamy, jak mój brat za dzieciaka biegł z kijem w ręku i otwarta buzią, potknął się, a kij wbił mu się w podniebienie :)))
Jakby akurat zrzucili zawartość toalety to byście sobie popływali.
boze... moi koledzy mieli zabawe na jakiejs drodze szybkiego ruchu za miastem, wyskoczyc przed maske jakiegos samochodu
najbardziej hardkorowi byli ci, co prowoali klepnac w maske -.-'''
Dzieciom trzeba uświadamiać czym takie zabawy mogą się skończyć.
Ostatnio w mojej okolicy, został śmiertelnie potrącony 11-latek. Na obwodnicy (tam jeżdżą ponad 100 km/h) wyskakując na drogę zza drzwi awaryjnych. Okazało się, że założył się ze znajomymi o to, że przebiegnie na drugą stronę.