#b1fuV

Historia krótka, acz konkretna. Do dzisiaj wypominają mi ją czasami przy rodzinnych obiadach, albo jak przyprowadzę znajomych do domu...

Miałam nieco ponad roczek, ale mówiłam już dosyć dobrze, szybko też nauczyłam się chodzić. Któregoś dnia wesoło sobie hasałam po domu w moich czerwonych rajstopkach, nagle... stanęłam jak wryta.
- Oj, zesrałam się!
Moja mama z przerażeniem w oczach spojrzała na mnie i w drodze edukacji tłumaczy:
- Nie mówi się "zesrałam", tylko "pierdnęłam".
Na co ja zagrzebałam sobie rączką w rajstopkach i z szerokim uśmiechem odpowiedziałam:
- Nie, zesrałam się! :)

#DFm0F

Ta historia wydarzyła się rok temu w czerwcu. Pojechałam do mojego chłopaka do jego rodzinnego domu, a stamtąd mieliśmy wybrać się do kina. Jesteśmy razem już parę lat i warto nadmienić, że jego rodzice wręcz mnie uwielbiają, a ja za wszelką cenę próbuję utrzymać swoją opinię kulturalnej, miłej i spokojnej dziewczyny. 

Gdy zawitałam w ich domu, to chwilę posiedziałam z nimi ucinając miłą pogawędkę, a potem mój chłopak pożyczył samochód taty (swojego jeszcze się nie dorobił) i pojechaliśmy. Mój ukochany ledwo co odjechał spod swojego domu i już zaczął sugerować, żeby przystanąć na chwilę przyjemności. Co prawda miałam pewne obawy, bo dopiero się ściemniało, ale on zapewnił, że zna dobre miejsce, gdzie nikt nas nie nakryje. Poza tym nie musiał mnie do tego zbyt długo namawiać, a samochód jego ojca ze względu na to, że jest spory, nadawał się wręcz idealnie. Więc zatrzymaliśmy się niedaleko jego domu w krzakach, poczyniliśmy nierząd i zadowoleni pojechaliśmy do kina.

Po powrocie teściowa zaproponowała kolację. Gdy tylko wyszła do kuchni tata mojego chłopaka zaczął opowiadać "niezwykle ciekawą historię". Powiedział, że kiedy wyszedł na spacer dzisiaj wieczorem, to natknął się na parkę w samochodzie. Mi już zrobiło się gorąco, ale liczyłam, że może mówi o kimś innym. Jednak tak dokładnie opisał, gdzie to było, że już byłam pewna, że to o nas chodzi. 

Później historia brzmiała mniej więcej tak: "Niewiele widziałem, ale samochód był bardzo podobny do mojego, a dziewczyna ruszała się tak dynamicznie jakby chciała zepsuć amortyzatory" i zaczął się śmiać. Ja spaliłam buraka i modliłam się, żeby nie ciągnął dalej tego tematu. Na szczęścia zakończył to i zszedł na temat moich włosów. Dostałam parę komplementów, jakie to są długie i zadbane po czym dodał "A ta dziewczyna z samochodu miała zupełnie takie same". W tym momencie chciałam zapaść się pod ziemię, a mój chłopak wraz ze swoim ojcem zaczęli się śmiać. 

Na szczęście teść jest niesamowicie wyluzowanym człowiekiem i napomknął tylko o tym, jak cudownie jest być młodym i nigdy nie poruszył już tego tematu. Skończyło się tym, że mój teściu lubi mnie jeszcze bardziej, bo "dbam o jego syna", a chłopak do dzisiaj śmieje się, że niszczę amortyzatory, ale wstydu, którego się wtedy najadłam, nie zapomnę.

#vK5nI

Wczoraj po kolejnej nieudanej randce facet zaczął mnie obrażać. Nie mogłam znieść potoku tych wszystkich wulgarnych słów, które kierował w moją stronę i strzeliłam mu w pysk.

Panuje jakaś dziwna moda na krytykowanie kobiet, które mają wymagania. Skoro ja nie jestem brzydka, gruba ani garbata, to dlaczego mam sobie brać byle kogo? Niscy faceci mnie nie interesują i mam to jasno wyartykułowane na Badoo i Tinderze. Faceci ściemniają ze wzrostem, dodając sobie te kilka cm więcej, są i tacy, którzy przekonują mnie, że wzrost się nie liczy. Rozczaruję was, drodzy panowie, wzrost się liczy i jest bardzo ważny, bo nie ma nic męskiego w niskim facecie.

Druga sprawa to zarobki. Nie chcę zakładać szczęśliwej biednej rodziny. Nie szukam sponsora, ale mam pewne wymagania, których się trzymam. Chcę żyć na normalnym poziomie i nie bawić się w chore oszczędzanie, bo nie na tym polega życie. Facet powinien o siebie dbać, skoro ja jestem zadbana, to on też musi, wystarczy, że uprawia jakiś sport i patrzy co je i ciało samo się wymodeluje. Nie wyobrażam przytulać się do fałd tłuszczu, a tym bardziej iść z takim do łóżka. Obrzydza mnie to. Mam prawo wymagać tego, co sama daję, więc dlaczego mam nie przebierać w facetach, skoro mogę?

#bPFhG

W zeszłym roku na wakacjach razem z paczką znajomych wyjechaliśmy nad nasze piękne polskie morze. Byłam tam ja, moja przyjaciółka, jej brat i jego koledzy. Po kilkugodzinnym pobycie w wodzie wszyscy wyszliśmy z niej i zaczęliśmy się opalać. Super, pięknie, przyjemnie, gdy nagle jeden z chłopaków do mnie doskoczył i dla "żartu" chciał rozpiąć mi biustonosz od stroju. Nieszczęsnym trafem zrobił to tak nieporadnie, że zepsuł mi go, a ja zaczęłam się na niego wydzierać (w gruncie rzeczy to jestem miła i spokojna, ale bez przesady). Zaraz mnie przeprosił, ale biustonosza nie dało się już zapiąć, więc musiałam ubrać sukienkę.
 
Pewien czas później brat przyjaciółki krzyknął "Kto ostatni w wodzie, ten stawia piwo!". Nie myśląc ani chwili wstałam, ściągnęłam sukienkę i ruszyłam sprintem przed siebie. W połowie drogi do wody zorientowałam się, że nie mam biustonosza...

#neXtb

Wczoraj po południu z przerażeniem zauważyłem, że moje jajka i ich okolice nabrały sinoniebieskiej barwy. Spanikowany pojechałem na pogotowie. Diagnoza? Będę żył, a od tego upału i potu bokserki zafarbowały mi skórę. Pozdrawiam lekarza, który był na tyle uprzejmy, że zaczął się śmiać dopiero jak byłem za drzwiami.

#hQhhx

Myślę że większość osób czytających anonimowe kojarzy polską stronę z kamerkami internetowymi, na której dziewczyny w zamian za żetony rozbierają się i pokazują swoje wdzięki.

Pewien czas temu na transmisji jednej z dziewczyn zauważyłem, że pomieszczenie, w którym aktualnie się znajdowała, bardzo przypominało pokój mojej o dwa lata starszej siostry. W oferowanym jednym z droższych privów miała ofertę na pokaz z twarzą. Poświęciłem się i sprawdziłem, czy to rzeczywiście ta osoba, o której myślę, moje podejrzenia się potwierdziły.

Siostra regularnie zamyka się w pokoju i rozmawia przez długie godziny, tłumacząc się, że rozmawia z koleżanką, a tak naprawdę "ciężko" pracuje. Ja natomiast muszę się przyznać: kilkanaście razy zrobiłem sobie dobrze do jej pokazów, biorąc ją na prywatne transmisje.

Tak, wiem, że to dziwne.

#NJTMX

Będzie o tym, jak nie zależy wcinać się w cudze życie, zwłaszcza jak nic się o nim nie wie.

Jestem samotnym ojcem. Moja żona zmarła podczas porodu, była młoda i zdrowa, a los i tak nam ją zabrał.

Nasz synek ma teraz 4 miesiące. Jest ciężko, ale jestem silny dla niego, ale nie o tym jest ta historia.
Oczywiście mały od początku jest karmiony mlekiem modyfikowanym, innego wyboru nie mam.

Byłem z synem w sklepie. Standardowe zakupy, między innymi właśnie mleko. Stoimy przy kasie, wyładowuję zakupy, za mną w kolejce stoi starsze małżeństwo. Coś tam ze sobą rozmawiają, ale na początku się nie przysłuchiwałem, do czasu gdy zaczęły do mnie dochodzić pojedyncze słowa ich rozmowy. Krótko mówiąc kobieta, teatralnym szeptem, tak żebym doskonale mógł to usłyszeć, komentowała mnie i moje dziecko. Streszczając jej wywód: kobiety w tych czasach są strasznie leniwe i nawet im się dzieckiem nie chce zająć, tylko mąż razem z dzieciakiem muszą jej zakupy robić (jakby było w tym coś złego...), a teraz to nawet karmić jej się samej nie chce, tylko jakąś paszę dziecku podaje (na taśmie wyraźnie było widać mleko).

Poczekałem, aż kasjerka mnie skasuje, spakowałem zakupy, a gdy oni byli już przy kasie, specjalnie przeszedłem koło nich, mówiąc "No tak, moja żona jest tak strasznie leniwa, że nie żyje i nie chce się dzieckiem zająć". Coś tam do mnie jeszcze powiedzieli, ale ja szybko poszedłem w stronę wyjścia.

Z różnymi sytuacjami  się przez te 4 miesiące spotkałem, w Polsce samotnemu ojcu naprawdę nie jest łatwo, ale z taką bezczelnością się jeszcze nie miałem do czynienia. Po tej sytuacji jeszcze długo nie mogłem dojść do siebie, chyba jeszcze nigdy tak bardzo nie odczułem braku mojej żony jak wtedy.

#tdynH

Kilka lat temu temu, gdy byłem w 2 klasie gimnazjum, rano, szykując się do szkoły, zastanawiałem się, jakie to jest uczucie chodzić w koronkowych majtkach... Więc wyciągnąłem z szuflady majteczki z koronki swojej mamy i założyłem. Postanowiłem, że pójdę w nich do szkoły, bo przecież i tak nikt się o tym nie dowie. 

Przez pierwsze kilka lekcji było w porządku, dopóki na jednej z nich nie przyszła pielęgniarka. Okazało się, że są badania i musiałem się przy kolegach rozebrać do bielizny...

#XZrLP

Kiedy miałam jakieś 8 lat, usłyszałam o przypadku, kiedy kobieta poszła się wypróżnić, a zamiast tego urodziła dziecko. Jako że mało wiedziałam na temat seksu i rozmnażania, to bardzo mną to wtedy wstrząsnęło. Myślałam, że dziecko w brzuchu pojawia się ot tak. Potem bałam się chodzić na dwójkę, a nawet siadać na sedesie. Wypróżniałam się, gdy już naprawdę nie mogłam wytrzymać. A gdy skończyłam, z niemalże paniką oglądałam efekty, aby sprawdzić, czy nie ma tam czegoś ekstra...

Dla uszczypliwych: wiedziałam, że dzieci nie rodzą się przez odbyt, ale martwiłam się, że siła parcia mogła wypchnąć wyimaginowany płód. Na szczęście po pewnym czasie przeszedł mi ten absurdalny lęk, kiedy wiedziałam już więcej. Nie wiem, czy bezpośrednio przez to wydarzenie, ale dziś mam totalny wstręt do ciąż, porodów, wielkich brzuchów i noworodków. Na szczęście dziś jestem ciut mądrzejsza i wiem, że dzieci nie biorą się w brzuchu ot tak, z dupy. ;)
Dodaj anonimowe wyznanie