#gjl7u

To wydarzyło się wczoraj w komunikacji miejskiej. Jestem kobietą i mam 23 lata. Jechałam po całym dniu w pracy wykończona do domu, zauważyłam wolne miejsce siedzące i z niego skorzystałam. Jak to w komunikacji miejskiej bywa, podeszła (nie wiedzieć czemu akurat do mnie) i zawisła nade mną starsza pani. Byłam naprawdę zmęczona i źle się czułam, więc nie ustąpiłam miejsca, z czego wynikła pogadanka jaka ta młodzież niewychowana itd.
Poddenerwowana sytuacją nie wytrzymałam i wykrzyczałam, że to, że jestem młoda nie oznacza, że nie mogę gorzej się poczuć... Po paru minutach wysłuchiwania jaka jestem bezczelna i niewychowana powiedziałam tej pani dwa słowa "Mam raka" (tak to prawda, mam raka, jestem chora i momentami jestem bardzo słaba).

Po tych słowach owa pani się popłakała i zaczęła mnie przepraszać i mówić jakie to straszne, że ona też ma dzieci i to musi być straszne dla mnie i moich rodziców, że mnie podziwia, że sobie radzę itd. Byłam w szoku jak z jędzy szybko zmieniła się w miłą i współczującą osobę.

A miny pozostałych ludzi na to co usłyszeli z moich ust - bezcenne. Każdy bez wyjątku co chwilę na mnie spoglądał... Ludzie, to rak, nie jestem trędowata - nie zarażam...

#DpBoh

Parę miesięcy temu, stanąwszy przed lustrem, uznałam, że powinnam zgubić parę kilogramów, bo mój brzuch jest wyjątkowo „piwny” jak na młodą kobietę. Zabrałam się za siebie: dieta, ćwiczenia, bieganie… Dziś mogę pochwalić się wynikami. Muszę nosić mniejszy stanik, mój tyłek jest płaski, natomiast brzuch jaki był, taki jest.

#GvDTx

Jakiś czas temu wylądowałam w szpitalu. Z badań zlecili mi kolonoskopię. Kto miał, ten wie, jak to boli. Kto nie ma, niech unika za wszelką cenę ;)

Ogólnie badanie polega na wprowadzeniu od tyłu ponad trzymetrowej rury o średnicy jakichś dwóch centymetrów. Ból nie do opisania. Lekarz miał bardzo zły humor, na moje wyrywanie się i szarpanie reagował tylko kpinami. W końcu stwierdził "Co się tak zwijasz, przecież to nie może aż tak boleć!".

Pech chciał, że chwycił mnie jakiś dziwny skurcz w biodrze od tego całego wywijania się. Noga dosłownie sama mi odskoczyła i... całym impetem trafiła lekarza między nogi. Znokautowałam go tak, że asystentka zakończyła badanie. A ja wychodząc z gabinetu rzuciłam tylko pod nosem "I co pan się tak zwijał, przecież to nie mogło aż tak boleć".

Co więcej koleś później miał problemy, bo okazało się, że badanie miałam mieć w znieczuleniu ogólnym, ale byłam jego ostatnią pacjentką i chciał szybciej być w domu.
Karma wraca ;)

#s4vzz

Uczę się asertywności. Późno, ale nie wytrzymałam już.

Mój mąż jest człowiekiem, którego nie obchodzi nic poza nim samym albo pieniędzmi. Czysty egoista. Córkę w większości ja wychowuję, bo on wiecznie w pracy. Spadła na mnie teraz opieka nad jego babcią (matka teścia, który jest w Hiszpanii i ma w nosie co się z nią dzieje). Załatwiłam większość spraw, część załatwiła teściowa. Koniec końców babcia dostała opiekunkę z MOPR-u, a teściowa wyjechała sobie na dwa miesiące.

Przez okres wakacyjny dostałam milion telefonów od babci z prośbą o pomoc. Babcia ma wiecznie zielony spleśniały chleb albo brakuje jej bananów i za nic nie dociera do niej, że pracuję i wychowuję córkę. Starałam się jak mogłam pomóc starszej osobie. Tyle że moje nerwy puściły. Dowiedziałam się, że babcia nie bierze leków, bo dostałam opieprz od jej lekarza. Dodatkowo usłyszałam, że panie z MOPR-u też są zrozpaczone jej zachowaniem.

Nie mam ochoty tego słuchać i brać na siebie odpowiedzialności za osobę straszą. Zrzuciłam to na męża. Mąż ma z kolei w nosie, bo jak stwierdził "babcia nie ma nic w testamencie". Tak też dzwoni uporczywie i prosi bym przyszła, bo nie mam o co się obrażać. Prawda jest taka, że ja po prostu nie chcę. Tłumaczenie nic nie da, bo telefon i tak dzwoni. Wyrzuty sumienia mnie zjedzą, ale się nie dam.

#hYpLr

Moja mama kiedy skończyła szkołę średnią dorabiała sobie w pewnej fabryce. Była piękną, młodą kobietą dlatego też przyciągała spojrzenia wielu mężczyzn. Była osobą raczej cichą i spokojną, dlatego ciężko było jej w sposób otwarty i stanowczy odpędzać swoich adoratorów. 

Od kiedy zaczęła pracę pewien kolega notorycznie się za nią uganiał i nie dawał jej spokoju. Mama nie była nim zainteresowana, po prostu nie jej typ. Facet był bardzo nachalny, ciągle za nią chodził i zapraszał na randki. Nie wiedziała jak ma sobie z nim poradzić aby w końcu dał jej spokój. Koleżanka poradziła jej żeby powiedziała mu, że jest jej przykro, ale już znalazła sobie innego chłopaka. Jak postanowiła tak uczyniła przy kolejnej próbie zaproszenia jej na randkę. 

Facet jednak był cwany i powiedział, że dopóki nie zobaczy na własne oczy to nie uwierzy i że dobrze się składa bo akurat organizuje imprezę u siebie w domu i ma okazje przyjść do niego z rzekomym chłopakiem i udowodnić mu, że jest to prawdą. Mama spanikowana nie wiedziała co ma robić, przecież nikogo nie miała. Wtedy jej koleżanka stwierdziła, że zna kogoś, kto z chęcią zgodzi się poudawać jej chłopaka na czas planowanej imprezy. Uradowana, niewiele myśląc przystała na jej propozycję. 

Co się okazało? Kolega ten od dłuższego czasu był na maksa zakochany w mojej mamie, ale nie wiedział jak ma do niej zagadać i jak to rozwiązać. Impreza się udała i już od tamtej pory są razem. Tak moja mama poznała mojego tatę. Mają piątkę wspaniałych dzieci (w tym oczywiście mnie - córkę, która udała im się najbardziej :D ). W sierpniu minie 28 rocznica ślubu.

#iG1iT

Moja kumpela bierze ślub dla szpanu.

Magda zawsze marzyła o ślubie. Ile to razy po rodzinnych imprezach żaliła się, gdy ciotki jej się pytały, kiedy jej kolej na ślub, a ona sama nie wiedziała, czy i kiedy to się stanie. Marzenia marzeniami, ale wszystko przybrało na sile, gdy w zeszłym roku dowiedziała się, że jej ''ulubiona'' kuzynka bierze ślub w październiku (zawsze ze sobą rywalizowały, już od czasów szkoły, ale to materiał na inne wyznanie).

Magda, wtedy samotna, poznała w pracy podobnego ślubnego narwańca, Łukasza. Koleś oświadczył jej się po dwóch miesiącach znajomości i od razu zaczęli zaklepywać salę. Wtedy jeszcze myślałam, że to temat na za 2, 3 lata. Ale gdzie tam. Udało im się ogarnąć datę na sierpień tego roku, tak więc całe 2 miesiące przed kuzynką. Magda happy, chociaż wciąż narzeka na swojego faceta, że leniwy, nieromantyczny itd.

Próbowałam z nią pogadać, że może warto poczekać chociażby do przyszłego roku, wtedy przynajmniej dłużej by się znali, a nie po 13 miesiącach znajomości ślub. Na pytanie, czy go kocha, odpowiedziała ''Tak, oczywiście''. Ale jakoś jej nie wierzę.
No ale za to opowiada z dumą, że ma teraz co ciotkom gadać...

#BCsyB

Wyznanie z czasów dzieciństwa.

Chodziłam może do 1 klasy podstawówki. W jedną z nocy przyśnił mi się sen, a bardziej koszmar. Obudziłam się na podłodze (w śnie oczywiście) i zobaczyłam przed sobą skarpetę... Próbowałam jej dosięgnąć, a ta mnie złapała. Zaczęłam płakać i drzeć się okropnie. Wtedy to się obudziłam. Również na podłodze, cała zapłakana. A przede mną leżała... SKARPETA. 


Mówię wam, jeszcze tak szybko nie uciekłam z pokoju nigdy. Trauma z dzieciństwa

#D9HQW

Dorabiam sobie na kasie w pewnym markecie. Jak wiadomo, każdemu klientowi trzeba zaserwować zestaw porządnego kasjera, czyli słynne "dziękuję, do widzenia" albo "dziękuję, zapraszamy ponownie" .

Dzisiaj pracowałam ósmy dzień z rzędu, więc byłam już przemęczona i czekałam z niecierpliwością na koniec zmiany, aby przywitać upragniony dzień wolnego. W międzyczasie przypiliła mnie dwójeczka, więc szybko wyskoczyłam do kibelka. Po wszystkim, wstając z tronu, ni stąd, ni zowąd wygłosiłam "Dziękuję, do widzenia!". Pech chciał, że w kabinie obok ktoś był i ciche parsknięcie wskazywało na to, że na pewno usłyszał, jak żegnam się z moją kupką...

#oSGDk

Dodaję tę historię bardziej ku pokrzepieniu innych niż wygadaniu się. Jesteśmy z mężem adwokatami, nasz starszy syn studiuje medycynę, córka zdaje w przyszłym roku maturę (oby, biorąc pod uwagę to, co dzieje się na świecie, ale nie o tym) i chce iść na prawo.

Nasz młodszy syn dzisiaj przyznał się, wręcz rozedrgany, że pomimo złożenia dokumentów on właściwie nie chce iść do prestiżowego liceum, że od wielu lat marzy o tym, by zostać fryzjerem i nawet nie wie, czy chce zdawać maturę, ale żeby nie blokować sobie tej możliwości, pójdzie do technikum zamiast prosto do zawodowej.

Jak zareagowaliśmy? Usiedliśmy z nim i zapytaliśmy spokojnie, czy jest pewny swojej decyzji...
... że chce dołożyć dwa lata edukacji ogólnej tylko po to, by podchodzić do matury, której może nawet nie chcieć i nie potrzebować, czy nie woli, skoro jest zdecydowany na to, co chce robić, skończyć szkoły zawodowej. Był zaskoczony, powiedział, że woli, ale bał się, że będziemy naciskać, żeby zrobił maturę, a potem może i studia, bo papierki są ważne w tym świecie...

Naprawdę, nie zawsze jest tak, że rodzice kierują się tylko ambicją. Taki apel: droga młodzieży, rozmawiajcie z rodzicami o swoich marzeniach!

#7x6b1

W lipcu brałam ślub kościelny. Z powodu błędu urzędnika w dokumencie o zdolności małżeńskiej w rubryce stanu cywilnego, nie mogliśmy zawrzeć ślubu konkordatowego i cywilny musieliśmy zawrzeć w późniejszym terminie. Ślub i wesele było piękne, lepsze niż sobie wymarzyłam! Miesiąc później ustaliliśmy z mężem datę ślubu cywilnego. Ślub to raczej tylko formalność, podpisanie dokumentu, ale ten dzień mieliśmy spędzić w przyjemny sposób. Nie mieliśmy już urlopu na miesiąc miodowy, więc była okazja, by chociaż trochę nadrobić. Bez rodziny, tylko my i nasz syn. Miało być fajne śniadanie, a po ślubie, wieczorem, romantyczna kolacja. Ogólnie rzecz biorąc miał być to dzień dla nas, dzień, by spędzić ze sobą czas, ponieważ oboje dużo pracujemy i rzadko mamy czas dla siebie. Jako że ja byłam główną organizatorką ślubu kościelnego i całego wesela, pozostawiłam mężowi organizację "naszego” dnia.

Dzień przed pytałam go, czy zarezerwował stolik w naszej ulubionej restauracji, ten jednak odparł, że niestety nie odbierają telefonu. Zaproponowałam by zadzwonił do innej restauracji i na tym temat się zakończył, ponieważ wyszłam z założenia, że się tym zajmie.

W dniu ślubu z samego rana przeglądał coś w telefonie i myślałam, że pewnie przegląda miejsca, gdzie możemy dziś wyjść, jakieś atrakcje etc. Około godziny 10:00 byłam trochę zdziwiona, prawie wcale się nie odzywał, a ja zajęłam się praniem. Kiedy zobaczył, że rozwieszam pranie, zajął się ponownie telefonem i położył na łóżku... Byłam w szoku. Myślałam, że mi powie "kochanie, to nasz dzień, zostaw to pranie, chodźmy na miasto na śniadanie lub chociaż kawę", liczyłam chociaż na pomoc z jego strony. Nic. Rozpłakałam się. Zdałam sobie również sprawę, że nie zamówił żadnej restauracji. Nie zorganizował nic...

Jeszcze nigdy w życiu nie byłam taka zawiedziona. Ja zawsze dawałam z siebie wszystko, a on nie potrafił zorganizować głupiego stolika. Na mój płacz zapytał zdziwiony o co chodzi, a mi nie mogło przez gardło przejść ani jedno słowo. Do urzędu stanu cywilnego zbierałam się ze łzami w oczach i przed urzędniczka z gulą w gardle z całych sił próbowałam powstrzymać płacz.
Po ślubie mój mąż zapytał się tylko ironicznie "To moja wina, że nie odbierali telefonu w restauracji?!".

Nie mogę się po tym pozbierać. Nie chodzi mi o restaurację, a o fakt, że nie zorganizował nic, że się nie postarał. To tak jakbym nie była dla niego warta zachodu, nic nie znaczyła. Nie zależało mu na tym, by zrobić mi przyjemność. By wymyślić coś oryginalnego, byśmy ten dzień równie dobrze zapamiętali jak ślub kościelny. Ślub bierze się raz w życiu i cywilny też miał być niezapomniany. To mu się udało! Tego dnia i przepłakanej nocy nigdy nie zapomnę...
Dodaj anonimowe wyznanie