#qQPKf

Było pełno znajomych, grała muzyka, wódka lała się strumieniami, więc dlaczego miałabym być zła, że wybranek mojego serca upił się jako pierwszy, zwymiotował na parkiet, szczypał tyłki kelnerek i wdał się w bójkę z własnym wujem? Zła jednak byłam – takie zachowanie nie przystoi panu młodemu, który jest gospodarzem na własnym weselu...

#Hhsrd

Mieliśmy w szkole nauczycielkę od "Historii i społeczeństwa", czyli niezbyt ważnego przedmiotu dla Mat-Geo. Pani była dość nieogarnięta i można jej było wcisnąć dosłownie wszystko. Kiedyś zrobiliśmy to po raz kolejny. Nie chcieliśmy się uczyć do sprawdzianu, bo przecież matura przed nami i mieliśmy ważniejsze przedmioty do nauki, więc powiedzieliśmy, że sprawdzian już pisaliśmy "tydzień temu". Co ciekawe, nauczycielka stwierdziła, że w sumie to faktycznie, pamięta.

Potem nawet zapytaliśmy, czy już sprawdziła, a ona na to, że już zaczęła i ładnie nam poszło... Wyszło na to, że nie tylko uczniowie kłamią w sprawie sprawdzianów.

#wFoHP

Gdy byłam dzieckiem, zmarła moja mama. Mieszkaliśmy w jednym podwórku z dziadkami. Po tej tragedii oczywiście zajęła się nami babcia, bo tata nie dawał sobie z tą stratą rady. Pod dumnymi słowami "opieki nad biednymi dziećmi i samotnym ojcem" kryły się upokorzenia, wyzwiska, maltretowanie itp. Dzisiaj jedna z tych historii.

Truskawki smakują praktycznie każdemu, nie? Ja mam wstręt. Oto dlaczego.

Moja babcia w okresie letnim lubiła robić na obiad dania z sezonowymi owocami, warzywami itp. Jednak nie potrafiła zrozumieć, że dziecko może nie lubić obiadów na słodko. Zawsze jadaliśmy u niej obiady, więc wyboru za bardzo nie miałam. Nie dostałabym nic innego do jedzenia niż to, co ugotuje babcia.
Tego dnia zrobiła kluski z truskawkami. Grzebałam w talerzu i praktycznie nic nie zjadłam, bo nie smakowało mi. Moją babcie musiało to strasznie wkurzyć, bo razem z moją ciocią trzymały mnie na siłę i wpychały te kluski w gardło jak gęsi. Płakałam, błagałam, żeby mi dały spokój, ale ich to nie ruszało. Reszty rodziny też. W pewnym momencie zwymiotowałam na talerz, który i tak już był dosyć obsmarkany od mojego płaczu. Dostałam wtedy jeszcze w twarz łyżką. Chwilę jeszcze moja babcia patrzyła jak mnie katuje, wyraźnie z siebie zadowolona. Potem dała mi spokój. Nikt z rodziny się za mną nie wstawił.

Jak widzę kluski z truskawkami, to mam odruch wymiotny. Nawet zapach truskawek mnie drażni. Dziękuję babciu za opiekę.

#XDsGB

O tym, jak obecne strajki odebrały mi dziewczynę.

Tytułem wstępu - nie mam nic do obecnych strajków, uważam, że to dobrze, że kobiety walczą o coś, na czym im zależy, w tej kwestii popieram je całym sobą.

Z M. znamy się jeszcze ze studiów, urzekła mnie swoją siłą, tym po prostu "czymś". Byliśmy ze sobą 2 lata. Z M. mamy całkowicie różne poglądy, ja skręcam raczej w prawo, ona z kolei w lewo, nigdy nam taki stan rzeczy nie przeszkadzał, co więcej, często ucinaliśmy sobie różne dyskusje, nigdy nie brakowało w nich fajnych, konkretnych argumentów. Nigdy też nie atakowaliśmy siebie za swoje poglądy, oboje szanowaliśmy stan rzeczy taki jaki jest. Ale od kiedy rozpoczął się strajk, w moją dziewczynę jakby wstąpił jakiś demon. Z fajnej, mądrej feministki przeistoczyła się w prawdziwego tyrana, każda rozmowa chcąc nie chcąc schodziła tylko na te tematy, mam wrażenie, że świadomie dążyła tylko do kłótni. Atakowała mnie za wszystko. Codzienne wyjścia na marsze - rozumiem, ale nie w obecnej sytuacji pandemii, mogłaby ograniczyć się do 1-2, nie do całotygodniowych wyjść. Na wszystkie moje argumenty reagowała tak, jakbym jej zakazywał co najmniej oddychać, uważała wręcz, jak sama powiedziała, że przemycając swoją faszystowską ideologię próbuję jej zamknąć usta, udając, że się o nią troszczę. Uważała, że każda moja rada, uwaga jest w nią wycelowana i ma na celu ograniczanie jej wolności. Cóż dużo mówić, skapitulowałem, niech robi co chce. Ostatnia wielka kłótnia zakończyła się trzema "cichymi dniami".

Tak było do wtorku. Od wczoraj bowiem jestem (nie)szczęśliwym singlem. Moja luba oświadczyła mi bowiem, że nie może być z kimś, kto nie szanuje jej praw, chce nią dyrygować i kontrolować. Mało tego, uważa, że potrzebuje kogoś, kto będzie ją wspierał, a nie kogoś, kto jest za tym, by odebrać jej wolność.

Rzecz w tym, że ją wspieram, zawsze. Kocham tę wariatkę, ale nie wyzbędę się dla niej własnych poglądów. Chcę po prostu, żeby moja M. była znów taka jak wcześniej, energiczną blondynką, która z zapałem i szacunkiem potrafi przekazać własne zdanie nie atakując nikogo, a nie nabuzowaną "demonstracyjnym vibem" harpią, która musi walczyć ze wszystkim i wszystkimi.

Chyba po prostu muszę poczekać, może się opamięta i zrozumie, że to, że jej nie popieram w niektórych kwestiach, wcale nie oznacza, że jestem po przeciwnej stronie barykady.
Wiem, że M. lubi czytać anonimowe, więc: Ubieraj chociaż czapkę na te protesty.

Dziewczyny, trzymajcie się i walczcie dalej o swoje. Tylko proszę pamiętajcie, że nie każdy facet jest przeciwko Wam.

#KqgPx

To było jakieś 2 miesiące temu, gdy wracałam z drugiego końca Polski do rodzinnego domu pociągiem. Warto dodać, że niedawno zaczęłam się interesować kolorowankami dla dorosłych na odstresowanie. Zaraz po tym jak wsiadłam, zaczęłam szukać przedziału dla siebie. Były dość zapełnione, więc miałam do wyboru dwa wagony. W jednym z nich były małe rozwrzeszczane dzieci, natomiast w drugim typowy polski dres. Bez zastanowienia weszłam do tego drugiego i nie zwracając uwagi na nic innego, wyciągnęłam kredki i owe kolorowanki. 

Tak sobie kolorowałam już jakieś 5 minut, dres uważnie się przypatrywał, jednak po chwili nie wytrzymał i powiedział grubym głosem "Ej, laska! Wyszłaś za linię!".

#eQMDl

Gdy miałem iść do podstawówki, mama mi powiedziała, że jak się nie będę uczył, to się nie dostanę do dobrego gimnazjum. Mimo to dosłownie całą podstawówkę zlewałem naukę jak mogłem. Przyszedł czas testu, napisałem na 38 pkt (mama nie mogła uwierzyć). Tak oto dostałem się do prawie najlepszego gimnazjum w moim mieście, a było ich 12. W gimnazjum jak zawsze słyszałem tylko jedno - ucz się, bo się nie dostaniesz do dobrego liceum. Historia się znowu powtórzyła, szkołę olewałem, a testy napisałem na 80-90%. Dostałem się do dobrego liceum, do którego niektórzy z piątkowych uczniów się nie dostało. W liceum gadka jak zawsze. Przyszedł czas matur, wszystkie zdane i nawet dwa rozszerzenia. 
Moi koledzy, rodzina nie mogą dalej uwierzyć, że człowiek, który jedynie co robił przez 12 lat to grał na komputerze w "głupie gry", teraz jest na Politechnice Warszawskiej. Pozdrawiam moją mamę (tak, mam co jeść).

#1cGW3

Kiedyś jak byłam mała, to musiałam mieć operację oczu. Nie pamiętam wszystkiego dobrze, bo miałam jakieś 4-5 lat. W tym okresie często pobierali mi krew. Niestety nie zawsze była przy tym moja mama, bo działo to się rano, a rodzice nie mogli zostać w szpitalu na noc. A byłam dość odważnym dzieckiem, więc nie płakałam przy pobieraniu krwi. 

Ale kiedy po wyjściu ze szpitala dowiedziałam się, że nie oddadzą mi tej krwi, wpadłam w taki płacz, że przez przez pół miasta mama szła ze mną uspokajając mnie, żebym przestała krzyczeć "Oddajcie mi moją krew!". Miny ludzi bezcenne.

#BvBCb

Irytuje mnie system podatkowy w Polsce oraz ulgi podatkowe.

Najprostszy przykład.
Przychodzi do restauracji facet, który ma firmę, i prosi o fakturę na posiłek. Potem podaje, że miał spotkanie biznesowe i odlicza wydatki. Mimo że jadł sam.

Miliony takiego gówna, o paliwie nie wspominam.
Za duży podatek? Nie płacimy!

Powinno być 10% jak w średniowieczu, bo to nasze kombinowanie wychodzi nam gardłem.

#ESC36

Jakiś czas temu powiedziałam mojemu chłopakowi, że postanawiam rzucić picie alkoholu. Powód jest prosty – w mojej rodzinie jest kilku alkoholików, więc nie chcę kusić losu i zamiast liczyć na to, że się nie uzależnię, wolę sączyć owocowe soczki zamiast procentowych piwek.
Następnego dnia mój ukochany zerwał ze mną, bo jak sam to powiedział, nie chce tworzyć związku z osobą, która wybrała bycie nudną.

#vU4D2

Miałem jakieś 18 lat. Nigdy nie miałem dziewczyny - dogadywałem się z nimi całkiem nieźle, ale żadna nie przyciągnęła mnie na tyle, żebym próbował zrobić ten jeden krok więcej. 

Aż w końcu się takowa znalazła. Była wręcz doskonała. Piękna, inteligentna, przepadająca za grami video, fantastyką i klasycznym rock 'n rollem. Jak dla mnie - istny ideał. Prawdę mówiąc, znałem ją już jakieś 3 lata, dopiero teraz zdałem sobie jednak sprawę, że zakochałem się po uszy. Dogadywaliśmy się naprawdę dobrze, postanowiłem sobie zatem solennie, że przy najbliższej okazji postaram się podjąć jakieś działania mające na celu wyjście z friendzone'a. 

Stałem sobie na korytarzu, rozmawiałem z nią i z trzema moimi najlepszymi przyjaciółmi. Tematy dosyć luźne - a to co sądzicie o nowym albumie ZZ Top, a to czy może zagralibyśmy wieczorkiem jakąś rundkę lub dwie? Polityki, filozofii i innych poważniejszych zagadnień raczej nie ruszaliśmy - chaos szkolnego korytarza nie sprzyja inteligentnym konwersacjom, te mogą poczekać na lepsze warunki.
Ja przez cały czas zachodziłem w głowę jakby tu zagadnąć tak, żeby wyciągnąć ją na jakiegoś drinka, albo zaprosić do domu. Nie zwracałem szczególnej uwagi na padające słowa i w ogóle na nic co dzieje się wokół. Aż dotarły do mnie słowa mojej wybranki, odpowiadające na pytanie kolegi:
- Tak, słyszałam, Maciek mi pokazywał. Bla bla bla bla bla - reszta nie miała sensu.
- Jaki Maciek? - spytałem zdezorientowany.
- No, mój chłopak - odpowiedziała lakonicznie i wróciła do gadki z kolegą. 

Przeprosiłem grzecznie towarzystwo, rzekłszy, że muszę udać się do toalety. Tam też poszedłem. Stałem w kabinie, próbując przetrawić to, czego się przed chwilą dowiedziałem. W poczuciu zrezygnowania, walnąłem głową w drzwi kabiny. 

Tak złamałem nos.
Dodaj anonimowe wyznanie