#gjl7u
Poddenerwowana sytuacją nie wytrzymałam i wykrzyczałam, że to, że jestem młoda nie oznacza, że nie mogę gorzej się poczuć... Po paru minutach wysłuchiwania jaka jestem bezczelna i niewychowana powiedziałam tej pani dwa słowa "Mam raka" (tak to prawda, mam raka, jestem chora i momentami jestem bardzo słaba).
Po tych słowach owa pani się popłakała i zaczęła mnie przepraszać i mówić jakie to straszne, że ona też ma dzieci i to musi być straszne dla mnie i moich rodziców, że mnie podziwia, że sobie radzę itd. Byłam w szoku jak z jędzy szybko zmieniła się w miłą i współczującą osobę.
A miny pozostałych ludzi na to co usłyszeli z moich ust - bezcenne. Każdy bez wyjątku co chwilę na mnie spoglądał... Ludzie, to rak, nie jestem trędowata - nie zarażam...
po co się awanturować? Kiedy do mnie podchodzi jakaś osoba i prosi o ustąpienie miejsca a ja akurat źle się czuję to odpowiadam normalnie: przepraszam, źle się czuję, może ktoś inny pani / panu ustąpi.
Może nawet współczułabym i uwierzyła, ale ten rak jest przesadny i niewiarygodny. Poza tym wyznanie pisane w tym samym stylu co wiele innych, brakuje tylko "kurtyna" na końcu.
Tak było, nie kłamie!
Ludzie nie dzielą się na całkowicie złych i całkowicie dobrych. To dlatego.