#6LMGg
Zapalamy światło a tam... tata kończy wpieprzać ostatnie ciastko.
#gs2oQ
Od niedawna zaczęła doskwierać mi samotność, zatrzymałem się w miejscu gdzie nie wiem czy to ja jestem dziwny i nie pasuje do żadnej grupy czy coś innego, jestem po prostu jak wyrzutek, wszędzie chodzę sam bardzo rzadko z kimś zamienię parę słów, a o wyjściu gdzieś nie będę nawet wspominał. Niedawno zauważyłem że ludzie zaczynają mnie denerwować zwykłymi czynnościami np. Sposobem mowy, zachowaniem, wypowiadanymi słowami i to dało mi do myślenia, że coś się ze mną dzieje nie tak, coraz częściej myślę o moim życiu w samotności i tak naprawdę zdałem sobie sprawę, że jedyne z czego czerpię jakąś radość w życiu to sport, który uprawiam. Nie wiem co mam robić i czy da się coś zrobić, bo przecież nie zmienię się jako człowiek z dnia na dzień i nie zacznę mieć setek znajomych. Teraz tłumaczę sobie tak, że takie jest życie i tyle :(
#4jRxx
#4kzXx
Dla jasności, mieszkam w Niemczech.
Przed ogłoszeniem pandemii i zredukowaniu pensji przez pracodawcę zdążyłam się rozwieźć, przeprowadzić, urządzić mieszkanie i ogólnie dobrze zorganizować swoje nowe życie. Z dawnej pensji miałam wyliczone wszystkie opłaty, w tym kredyt, a i udało się nawet niezłą sumkę co miesiąc odłożyć.
Teraz, kiedy moja płaca i praca zredukowała się znaczenie, ledwo starcza mi do pierwszego, mimo, że każde euro oglądam 10 razy zanim je wydam. Oszczędności zebrane w ciągu 7 miesięcy rozpłynęły się na restrykcyjnie wyliczone, najpotrzebniejsze wydatki. O rarytasach czy zbytkach, nieplanowanych zakupach mogę pomarzyć, ale to jest najmniejszy problem - nigdy nie lubiłam shoppingów, włosy ogarniam od zawsze bez pomocy fryzjera, tak jak paznokcie bez manikiurzystki. Ogólnie nie lubię i nigdy nie lubiłam typowo kobiecych zabiegów.
Problem stanowią koszty typowego życia. Czuję się jak pracujący biedak, bo połowę pensji zjada mi koszt wynajmu mieszkania, a resztę ubezpieczenia, rata kredytu i jedzenie.
Według państwa jestem zbyt bogata, by kiedykolwiek otrzymać jakiekolwiek wsparcie, ale w rzeczywistości jestem zbyt biedna, by normalnie żyć. Pozostaje mi wegetowanie.
Jestem też oficjalnie singlem na najwyższym opodatkowaniu i nie przysługują mi żadne ulgi czy dodatki, które rodziny zazwyczaj otrzymują. Jestem zwyczajnym sponsorem ludzi niepracujących, otrzymujących socjal, jestem matką-Niemką pracującą na kindergeld dla cudzych dzieci. Jest mi zabierane tak wiele, mimo, że sama w obecnej sytuacji mam tak mało...
Wiem, że nie jestem jedyna, że takich jak ja są miliony.
Czarę goryczy przelał moment, w którym mój zwierzak, jedyny towarzysz, się rozchorował, a ja ostatnie pieniądze wydałam na jego leczenie. Do kolejnej jałmużny od pracodawcy zostało jeszcze 12 dni, a ja nie mam już nawet za co kupić chleba...
Jestem zrozpaczona i bezsilna...
Jedyną uciechą dla mnie jest fakt, ze zwierzak szybko zdrowieje i ma wystarczający zapas jedzenia...
Dziękuję, wygadałam się...
#pFBg3
Stoję tak przed tą bramą, myślę. Nikogo nie ma, pusto. No to przeskoczyłem.
Na posterunku obok wypatrzyłem kilku żołnierzy grających w karty. No nic, idę dalej. Chwilę później, z ciemności wyłoniła się postać.
- Stój bo strzelam! Ręce w górę!
Trochę mnie przymurowało. Normalnie gościu we mnie celował.
W następnej sekundzie rozległ się alarm na całą jednostkę, patrzę, leci do mnie cała chmara żołnierzy. W biegu zakładali spodnie. Rzucili mnie na glebę, zaczęli przeszukiwać, wszystko działo się tak szybko. Usłyszałem tylko trzy pytania. Czy jestem sam, czy jestem uzbrojony i dlaczego nie zareagowałem na pierwsze wezwanie? Dopiero później skojarzyłem, że chodziło o tych kolesi grających w karty.
Odprowadzili mnie do bramy, stwierdzili, że nie jestem groźny, przyjechała policja.
Siedzę w tym furgonie, odwożą mnie z powrotem do domu. Słyszę pytanie "Czy spożywał pan alkohol?". Bez wahania rzuciłem, że nie. Nie sprawdzili.
Przed domem spytałem jeszcze czy mogę wejść sam na górę. Warto było spróbować... W domu nie miałem większych problemów. Rodzicom powiedziałem, że wypiłem tylko dwa kieliszki szampana. Uwierzyli. Natomiast ja do tej pory nie mogę uwierzyć, że ta farsa się wydarzyła.
#4E539
Zaczęło się przepisywanie zeszytów, korepetycje, pisanie podwójnych sprawdzianów. Mogłam zrobić wszystko, byleby spojrzał na mnie tak jak ja na niego. I nic. Nigdy. Szkoła się skończyła, nasze drogi się rozeszły. Urodziłam syna, wyszłam za mąż... Później rozwiodłam się. Tak minęło dwadzieścia lat od zakończenia szkoły, do niedawna... Spotkaliśmy się ponownie. Przypadek, traf lub przeznaczenie. Ja jestem za tym ostatnim.
Właśnie wróciliśmy z naszego pierwszego wspólnego urlopu. A pierwsze słowa jakie usłyszałam, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy po tylu latach było: "Zawsze cię kochałem". A ja tak długo czekałam na te słowa.
#atPhX
Co w tym anonimowego? A to, że to jest najlepsze co mi się zdarzyło w życiu.
Nie dlatego, że zrozumiałam jak piękne jest życie i poznałam faceta marzeń.
Po prostu, ludzie się nade mną litują, nie wymagają niczego, nie muszę nigdzie wychodzić i z nikim się socjalizować.
Nie chcąc nadużywać słowa introwertyk powiedzmy, że jestem domatorem. Wychodzę z domu tylko kiedy jest naprawdę konieczne.
Chodziłam do szkoły bo musiałam, poszłam na studia bo rodziną tego oczekiwała. Męczyłam się z ludźmi, stresowałam każdym dniem ale jakoś poszło. Znalazłam pracę w zawodzie, w której z czasem zaczęto wymagać ode mnie więcej, wysyłano mnie na delegację, gdzie miałam socjalizować się z partnerami biznesowymi... Dla mnie to wszystko to był straszny stres.
Pewnego dnia jadąc do pracy uderzyło w bok mojego samochodu inne auto. Od tego czasu jestem sparaliżowana od pasa w dół. Od tego czasu moje życie jest o wiele lepsze. Dzięki odszkodowaniu, pomocy rodziców, oszczędności i małemu kredytowi mam w końcu malutki domek przystosowany specjalnie dla mnie. Pracuje zdalnie. Żadnych durnych wyjazdów, delegacji, od czasu do czasu konferencję przez skype gdzie właściwie słucham co mówią inni. Jeśli czegoś nie zrobię na czas lub o czymś zapomnę dostanę co najwyżej delikatne upomnienie. Kiedy nie chcę mi się pracować po prostu dzwonię do pracy że złe się czuję. Nie muszę wychodzić do ludzi, rozmawiać z nimi, załatwiać spraw jak inni dorośli ludzie. Jeśli naprawdę doskwiera mi już samotność to raz czy dwa na pół roku wpadnie do mnie któraś dalszą znajoma. Odwiedzają mnie również rodzice. To mi wystarczy.
Oczywiście sytuacja tą ma też wiele wad, ale jednak jak dla mnie plusy tu przeważają. Zabrzmi to niewłaściwie, ale cieszę się, że tamtego dnia uderzyło we mnie to auto.
#taJpd
Akcja dzieje się ok. 10 lat temu. Ok. 30-letnia ja, sama, nie szukająca z wielu przyczyn faceta, i moja mamusia, kobieta "pragnąca" zięcia. Typ, który swata przy byle okazji, a to "Zosiu, przyjedź po mnie, bo późno, a ja u koleżanki" - koleżanka zawsze miała syna w moim wieku, "A ten Andrzej mojej koleżanki to taki fantastiko..." - jej wszystkie koleżanki miały cuuudownych synów. Więc któregoś dnia zgodziłam się na randkę w ciemno (tak, nie dość, że swaty, to jeszcze w ciemno).
Nadszedł TEN dzień, godzina zero, czekam w galerii w umówionym miejscu. 15 minut mija, cisza, nie ma chłopa, piszę esemesa "Gdzie jesteś, czekam już 15 min, chyba mnie nie wystawiłeś?". Otrzymuję odpowiedź "Korki, zaparkowałem, zaraz będę, szukaj faceta w brązowym sFetrze". Idzie, wysoki, nawet przystojny... Tylko ten sFeter, jak z tatusinej szafy, ale myślę "Zośka, nie skreślaj, to tylko sweterek, Zośka, charakter się liczy, nie styl!".
Przywitanie, standardowe teksty i komplementy itd... Film, a potem kawa i ciacho w kawiarni. Ale coś mi nie grało. Facet 30+, mieszka z rodzicami, sam, bez długoletnich czy krótkotrwałych związków, coś tu nie tak... Ale Zośka nie skreśla, dalej robi wywiad środowiskowy.
Zakończenie nawet udanej randki (tak w skrócie) - facet okazał się być gejem, który z powodu swojej pracy i rodziców nie chce wyjść z szafy, ale łazi na randki i czasem spotyka się z kobietami, żeby "inni nie gadali". Ukrywa swój związek z gościem w innym mieście, i jego tekst na koniec " Tylko nie mów nikomu, proszę, wymyśl jakąś bajkę..." .
Nie powiedziałam, w sumie i tak by nic z tego nie wyszło, bo nie pasowaliśmy do siebie ;).
Przypominając sobie niedawno tę historię, spytałam mamy, czy pamięta Andrzeja. Okazało się, że wyjechał do Niemiec i tam pracuje i ma" kogoś". Skurczysyn dalej nie powiedział rodzicom.
No cóż, Andrzeju, trzymaj się tam w wielkim świecie :D.
#hKXoS
Przychodzę do domu, ogarniam swoje sprawy i tata zawołał mnie do kuchni. Mówi, że wydrukował papiery odnośnie tego dowodu i że muszę się podpisać i jechać z nim jutro to załatwić. No to myślę, no dobra jak trzeba to trzeba. Tata mówi do mnie, że tych papierów są ze 3 kartki i nie chce mu się ich uzupełniać ponownie. Ja będąc zjarany nie słuchałem go, tylko robiłem sobie coś do jedzenia. Daje mi w końcu długopis i mówi "Podpisz się". Ja na luzie mówię dobra i chwytam za długopis niczym Mickiewicz i zaczynam pisać literka po literce, żeby się nie pomylić i nie zdenerwować taty. Piszę po kolei R, następnie A i nagle odpływ. Zapomniałem, co miałem zrobić... Piszę dalej. I skończyłem, patrzę na to co napisałem i mówię "O cholera, tata... jestem idiotą...".
Do dzisiaj nie wiem czemu zamiast Rafał napisałem Radom. Jak tata na mnie popatrzył. Złapał się za głowę i jakby miał się zaraz rozpłakać. Był załamany. Spytał mnie tylko o jedną rzecz "Gdzie ja zrobiłem błąd?!". Następnie powiedział, że sam się za mnie podpisze i powiedział, żebym poszedł do pokoju. Ja załamany stwierdziłem, że jestem debilem...