#1uev1

Od półtora roku mieszkam w Szwecji, ludzie w tym kraju mnie coraz bardziej zadziwiają. Codziennie jeżdżę 40 km do szkoły. 

Pewnego razu kiedy siedziałam już w autobusie, przychodzi pewna starsza pani i pyta się kierowcy, czy autobus jedzie przez miejscowość X (na mojej wyspie są tylko dwa autobusy, które jadą w przeciwnych kierunkach, mniej więcej w odstępie 5 minut). Niestety tamten autobus właśnie odjechał. Staruszka zrezygnowana wychodzi, ale kierowca ją woła  z powrotem i mówi żeby wsiadała. Po czym dzwoni do drugiego kierowcy, aby poczekał. Tamten tak zrobił, a kierowca z mojego autobusu podwiózł starszą panią do jej autobusu.

#5EhBS

Mój biologiczny ojciec zostawił mnie i mamę jak byłam mała. Mama potem szukała idealnego partnera i ojca dla mnie lecz żaden nie był odpowiedni. W końcu poznała chłopaka z miasta. Dojeżdżał do nas bo nie mieszkałyśmy w mieście.

Pamiętam parę sytuacji, które źle wspominam. Po jakimś czasie przeprowadziłyśmy się do niego. Żyjemy ze sobą już parę lat. Było na początku w miarę ok. Do teraz. On mi cały czas odgaduje, ubliża. Jest agresywny w kłótni. Mama często staje w mojej obronie, ale to nic nie daje, bo on ją szantażuje, że zerwą, a są małżeństwem. Parę razy mnie uderzył. Nie wiem co mam robić. Wiem że mama nie chcę od nowa być sama i szukać mężczyzny. Wiadomo im się jest starszym ty trudniej. Proszę o porady. I on mnie tak wkurza bo jest antyszczepionkowcem, boi się 5G i boi się leków. I mi to wmawia jakie to złe. Jezu, ehhhhh, proszę pomóżcie w komentarzach.

#D9svT

Wydarzenie miało miejsce w moim dzieciństwie, około 14 lat temu gdy miałem jakieś 5-6 lat. Miałem wtedy koleżankę Anię, którą bardzo lubiłem. Ania mieszkała w tym samym bloku co ja, a do tego w tej samej klatce. Do tego chodziliśmy do tej samej grupy w przedszkolu i prawie cały czas razem się bawiliśmy. 

Pewnym razem gdy byłem u niej w mieszkaniu, wpadliśmy na pomysł, że pobawimy się w lekarza. Ania kazała mi się całkowicie rozebrać i zaczęła mnie badać. Jako że byliśmy jeszcze dziećmi, to nie widzieliśmy czym różnią się chłopcy i dziewczynki. Gdy zobaczyła mnie nago, była zdziwiona i powiedziała, że ona czegoś takiego nie ma jak ja. Po czym sama rozebrała się przede mną i zaczęła mi siebie pokazywać. Następnie przez jakieś kilka tygodni bawiliśmy się w podobny sposób. Gdy moi rodzice się o tym dowiedzieli wkrótce przeprowadziliśmy się do innego miasta. 

Aniu jeżeli to czytasz i chciałabyś znowu "pobawić się w lekarza" odezwij się. Pozdrawiam, Mateusz.

#U6Bs5

Chodziłem wtedy do 1 klasy gimnazjum. Jako że lubiłem spędzać dużo czasu przed komputerem, poszedłem spać po północy. Do szkoły wstawałem o 7 rano, więc pozostało mi 6 godzin snu (jestem tym typem który śpi 12 godzin i dalej mu mało). 

Jak można się domyślić zaspałem. Obudził mnie niesamowicie drażniący krzyk mamy, która robiła mi awanturę za każdym razem, gdy nie budziłem się w porę. Nienawidziłem tego strasznie, więc postanowiłem zachowywać się jak gdyby nigdy nic i wcisnąłem mamie kit, że nauczyciel jest chory i nie mam pierwszej lekcji. Żeby się nie zdemaskować postanowiłem, że nie będę się spieszył, bo i tak bym się na tyle spóźnił na lekcję, że nie mógłbym mieć obecności.

Do szkoły trafiłem na 5 minut przed końcem pierwszej lekcji. Podszedłem pod drzwi pracowni, gdzie powinienem być na lekcji. Postanowiłem zostać gimbośmieszkiem, wchodząc do klasy na minutę przed dzwonkiem i mówiąc słynne "Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie", zasiąść do ławki, żeby zaraz wstać i wyjść na przerwę. 

Stoję przed drzwiami i szykuję się do wykonania planu. Jako że moja klasa nie była jakoś szczególnie uzdolniona, to nie zajmowała się słuchaniem nauczyciela, tylko panował cały czas hałas. Jak się okazało bardzo dobrze, ponieważ nauczycielka nie usłyszała mojego pukania do drzwi, więc nie przerwała, jak się okazało, sprawdzania obecności. Całe szczęście gdy wszedłem to zauważyłem w samą porę co się dzieje i zamiast powiedzieć przygotowaną wcześniej kwestię, po prostu krzyknąłem "jestem" zaraz po wyczytaniu mojego nazwiska (dostałem obecność).

Zadowolony, że udało mi się oszukać przeznaczenie nawet nie zdążyłem usiąść do ławki, ponieważ rozległ się dzwonek. To był jeden z najlepszych "szczęśliwych przekrętów" w mojej edukacyjnej karierze.

#AfGvZ

Od kilku lat w wakacje pracuję wraz z mamą w Niemczech. Sytuacja miała miejsce w zeszłe wakacje,zaraz po moim przyjeździe.W wolną niedzielę wybrałyśmy się nad jezioro w okolicy. Był upał, mnóstwo ludzi, opalające się"foczki" i "walenie". Chciałam zrobić sobie kilka zdjęć na pamiątkę, więc poszłyśmy z mamą na plażę. Na kocu leżała kobieta. Była otyła. Wyglądała na jakieś 160 kg żywej masy. W dodatku twarzy też nie miała urodziwej. Powiedziałam do mamy: "Zobacz jaka gruba Niemka".

Ustawiłam się na plaży do zdjęcia i krzyknęłam do mamy (jak zawsze zakompleksiona): "poczekaj, wciągnę brzuch!" W tym momencie owa otyła kobieta powiedziała do mnie:
- Nie musi pani, przecież jest pani zgrabna.
Miałam wielkie szczęście, że nie słyszała tego,co powiedziałam do mamy. Także tego... Nie każda brzydka kobieta to Niemka, uważajcie ;)

#WQpba

Do napisania tego wyznania zainspirował mnie jeden wpis, a właściwie jego część dotycząca zwrócenia uwagi na temat źle powieszonych firanek. Wyznanie było jeszcze o innych sprawach, ale głównie ta część przykuła moja uwagę.

Chwilę po ślubie mieszkałam z teściami. Pamiętam jak na początku mnie wkurzało, to jak moja teściowa mówiła mi że to robię źle, to nie tak, to inaczej. Mnie to bardzo irytowało bo ja chciałam po swojemu. Chyba jak każda młoda żona. Moja Teściowa często przesadzała. To kobieta która spokojnie mogłaby przejść test białej rękawiczki w każdym momencie. Ja taka nie jestem, nigdy nie byłam, i jeśli bym chciała być taka, to daleka droga przede mną. 

Pamiętam że zawsze czekała przed pralką która wiruje, żeby wyciągnąć pranie natychmiast. Jak moje pranie skończyło prać to krzyczała, że trzeba wyciągnąć. Nie mogło być w pralce nawet przez chwilę. Zawsze uważała, że ona gotuję najlepiej, jak ja coś robiłam na obiad to ona brała teścia i mówiła że zjedzą na mieście, nie było ważne, że dla nich też zrobiłam. To nie tak że źle coś gotowałam, bo mój mąż zawsze się zajadał i zawsze czekał aż będę miała możliwość coś ugotować. Było wiele innych różnych ciekawych i irytujących momentach, ale ja nie o tym. 

Po roku zamieszkaliśmy sami. Wielu rzeczy nauczyłam się na własnych błędach. Ale po czasie widzę że wiele rozwiązań Teściowej było okej i stosuje je sama. Na dzień dzisiejszy gdybym znów zaczynała mieszkać z teściową to wielu rzeczy chciałabym się od niej nauczyć. Ona zawsze miała wywieszone pranie - ja czasem wieczorem o nim zapominam i pranie wstawiam na drugi dzień jeszcze raz. U Teściowej można było jeść z podłogi... U mnie jest pies i nawet gdybym codziennie odkurzała (co powinnam robić o chce wprowadzić w życie) to nigdy nie będzie tak doskonale. 

Taka uwaga lub rada. Teściowe i Synowe - nie traktujcie się jak zło. Dziewczyny korzystajcie z doświadczenia Teściowej, a drogie Teściowe - pozwólcie synowym popełniać własne błędy. 

Obecnie z teściową mieszkamy daleko, ale dzwonimy do siebie. Lubię jej pomysły czasem wykorzystywać w prowadzeniu własnego domu. Tak więc trzeba popatrzeć często chłodno na pewne rzeczy, bez emocji 😉.

#CDaF1

Siedziałam dziś w przychodni. Wiadomo, kilka godzin siedzenia i czekania na swoją kolej. Po jakimś czasie w poczekalni zjawia się starsza pani. Zajmuje wolne krzesło obok i co chwilę zerka mi w telefon. Zaczynam dostawać białej gorączki, bo myślę sobie "pewnie kolejna wścibska baba". 

Pani jednak ku mojemu zaskoczeniu wyjmuje ze swojej torby telefon (smartfon) i pyta, czy pokażę jej, jak odsłuchać wiadomość na poczcie głosowej. Pokazuję, pani zadowolona, że już wie, jak to robić. Chwilę później pani patrzy błagalnym wzrokiem i przeprasza, że się narzuca, ale ona jeszcze by chciała wiedzieć, jak wysyłać wiadomości. To również jej pokazałam, po czym pani zaczyna mi opowiadać swoją historię.

Telefon dostała od syna, który powiedział jej tylko, że telefon nie jest trudny w obsłudze i niczego więcej jej nie wytłumaczył. Gdy prosiła o wytłumaczenie syn odpowiadał, że nie ma czasu. Córki nie chce pytać, bo się jej boi, gdyż ta grozi jej oddaniem do domu opieki, mimo że pani ma 70 lat. Dalej pani opowiada, że po rozwodzie z mężem dzieci zawdzięczają wszystko jej. Wykształcenie, pracę, mieszkania. Podsumowując swoją opowieść pani powiedziała: "I widzisz córciu, ja miałam czas, żeby ich wychować, a oni teraz dla mnie paru minut nie mogą znaleźć".

Apel do wszystkich, którzy denerwują się, kiedy rodzice proszą ich o pomoc z komputerem / telefonem czy innymi nowinkami technicznymi. Nie zapominajcie, że gdy wy byliście mali, rodzice zawsze starali się znaleźć czas, żeby was czegoś nauczyć, coś wam wytłumaczyć.

#GIyVh

Mój chłopak uratował mnie kiedyś przed bandą cwaniaczków, co to im żaden na osiedlu nie podskoczy. Potem jak o tym myślałam to dziwiło mnie, że szedł po północy dokładnie tą samą drogą co ja, bo o tej godzinie nie ma tam normalnie nikogo oprócz wyżej wymienionych osobników. 

Dziś przyznał mi się w końcu, że nie znalazł się tam przypadkowo. Od dawna bardzo mu się podobałam, a bardzo dobrze wiedział, że w każdą niedzielę po północy wracam ostatnim autobusem od rodziców i idę tą drogą. Postanowił zapewnić mi bezpieczeństwo i co tydzień podążać wtedy po kryjomu za mną. Nie byliśmy wtedy jeszcze razem, więc byłam bardzo zdziwiona tym, że zdecydował się chronić mnie w taki sposób. Rozpłakałam się ze wzruszenia i mocno go przytuliłam.

#sZugq

Miałam chłopaka. Byliśmy ze sobą od niedawna. On przystojny, wysportowany, zawsze w centrum uwagi. I ja - trochę mniej przystojna, trochę mniej wysportowana i trochę mniej zauważalna. I może to głupie, ale byłam wtedy dziewicą i strasznie było mi z tym źle - kiedy koleżanki miały już poważne i mniej poważne związki za sobą i wiecie... opowiadały o tym wszystkim śmiejąc się przy drinkach. Więc postanowiłam, że to dobry czas, żeby wiecie... Nie przeszkadzało mi, że wcale nie jestem zakochana i właściwie dopiero się poznajemy. Podobał mi się, czułam przy nim to dziwne mrowienie i podniecenie. 

Zaprosił mnie do siebie. Umówiliśmy się na sobotni wieczór, niby nikt nic nie mówił, ale oboje doskonale wiedzieliśmy po co. Moje ciało było tamtego dnia najbardziej zadbanym ciałem na świecie. Miałam też dobre samopoczucie. Było prawie idealnie. Poza tym, że od rana bolał mnie brzuch i czułam się trochę słabo. Pomyślałam, że to przez stres wymieszany z podekscytowaniem. Ale wiecie co? To było coś o wiele gorszego. 

Leżeliśmy na łóżku, w samej bieliźnie, obejmował mnie ciepłym dotykiem, całowaliśmy się, kiedy nagle poczułam, że zaraz zwymiotuję. I było to trafne przeczucie. Odepchnęłam go i zwymiotowałam. Uciekłam do łazienki i dalej wymiotowałam jednocześnie chcąc umrzeć - dlatego, że czułam się fatalnie, ale i dlatego, co się właśnie stało. A potem dostałam też ataku biegunki. Nie wyobrażacie sobie - a przynajmniej mam taką nadzieję, bo nikomu tego nie życzę - jakie to uczucie wymiotować i mieć biegunkę jednocześnie. Ale wiecie co jest w tym najlepsze? Kiedy siedziałam na kibelku i dosłownie lało się ze mnie, mój chłopak siedział przede mną i trzymał miskę, do której wymiotowałam. Na dodatek byłam cała wykończona i zapłakana.

A kiedy dwa miesiące później, z pierścionkiem zaręczynowym na palcu, opowiadałam to koleżance, skomentowała: "To nie mogło skończyć się inaczej" :) Dodam, że niedługo nasza piąta rocznica.
Dodaj anonimowe wyznanie