#atPhX
Co w tym anonimowego? A to, że to jest najlepsze co mi się zdarzyło w życiu.
Nie dlatego, że zrozumiałam jak piękne jest życie i poznałam faceta marzeń.
Po prostu, ludzie się nade mną litują, nie wymagają niczego, nie muszę nigdzie wychodzić i z nikim się socjalizować.
Nie chcąc nadużywać słowa introwertyk powiedzmy, że jestem domatorem. Wychodzę z domu tylko kiedy jest naprawdę konieczne.
Chodziłam do szkoły bo musiałam, poszłam na studia bo rodziną tego oczekiwała. Męczyłam się z ludźmi, stresowałam każdym dniem ale jakoś poszło. Znalazłam pracę w zawodzie, w której z czasem zaczęto wymagać ode mnie więcej, wysyłano mnie na delegację, gdzie miałam socjalizować się z partnerami biznesowymi... Dla mnie to wszystko to był straszny stres.
Pewnego dnia jadąc do pracy uderzyło w bok mojego samochodu inne auto. Od tego czasu jestem sparaliżowana od pasa w dół. Od tego czasu moje życie jest o wiele lepsze. Dzięki odszkodowaniu, pomocy rodziców, oszczędności i małemu kredytowi mam w końcu malutki domek przystosowany specjalnie dla mnie. Pracuje zdalnie. Żadnych durnych wyjazdów, delegacji, od czasu do czasu konferencję przez skype gdzie właściwie słucham co mówią inni. Jeśli czegoś nie zrobię na czas lub o czymś zapomnę dostanę co najwyżej delikatne upomnienie. Kiedy nie chcę mi się pracować po prostu dzwonię do pracy że złe się czuję. Nie muszę wychodzić do ludzi, rozmawiać z nimi, załatwiać spraw jak inni dorośli ludzie. Jeśli naprawdę doskwiera mi już samotność to raz czy dwa na pół roku wpadnie do mnie któraś dalszą znajoma. Odwiedzają mnie również rodzice. To mi wystarczy.
Oczywiście sytuacja tą ma też wiele wad, ale jednak jak dla mnie plusy tu przeważają. Zabrzmi to niewłaściwie, ale cieszę się, że tamtego dnia uderzyło we mnie to auto.
Fajnie, ale wiesz, że większość z tego mogłaś osiągnąć również bez utraty władzy w nogach?
(Nie zniosłabym gdyby ktoś się nade mną litował...)
Ale widać akurat ona potrzebowała do tego wypadku. To, że ja czy Ty nie lubimy, jak ktoś się nad nami lituje (a już na pewno nie oddałabym za nic władzy w nogach) nie oznacza, że inni też tak mają. Ba, z tego, co zauważyłam, sporo osób wręcz uwielbia, jak inni ich żałują i głaszczą po główce.
Lepiej tak, niż gdyby autorka miała mieć depresję.
Myślę, że raczej potrzebowała wypadku i zaistnienia tej sytuacji, by zdać sobie sprawę z tego, jak naprawdę chce żyć i być traktowana. Gdyby miała taką świadomość wcześniej, mogłaby do tego dążyć i bez wypadku - to miałam na myśli. Wiem, że są tacy ludzie i to prawda - wcale nie jest ich mało.
Ale takie gdybanie jest bez sensu i powiem więcej - ma na celu sprawienie, aby autorka gorzej się poczuła. Może nieświadomie, ale jednak.
Ale jakie gdybanie, czy naprawdę racjonalnie można przyjąć, że utrata władzy w nogach jest warunkiem absolutnie koniecznym do osiągnięcia tego, co opisuje wyznanie? Bo ja nic ponad to w moim komentarzu nie napisałam.
Przyjmuję, że normalny człowiek nie bierze sobie szczególnie do serca tego, co mu jakiś random w necie napisze, a jeżeli bierze, to niech przestanie, bo to niezdrowo.
Rozumiem, właściwie rozumiem. Niechcący znalazłaś ucieczkę. Dobrze, że nie lubisz sportu czy pieszych wędrówek, bo wtedy z jednej strony miałabyś ucieczkę, a z drugiej byłabyś uwięziona. U mnie to by tak zadziałało.
Pozytywne podejście, plus
Nie nazwałabym tego pozytywnym podejściem.
Jesteś niesamowicie rozleniwioną atencjuszką.
Atencjuszką to raczej tak, ale rozleniwioną? Przecież pracuje. A niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który nigdy nie wziął wolnego w pracy na "nie chcę mi się".
Sprawdźcie sobie znaczenie słowa atencjusz. Bo to że niektorym się wydaje że pochodzi od angielskiego "uwaga" to go źle używają.
Dlaczego niektorzy ludzie mają tam niskie poczucie własnej wartości, że musi uderzyć w nie samochod aby zrozumieli, że mogą żyć jak chcą, a rodzina za nich życia nie przeżyje wiec uleganie jej presji jest po prostu bez sensu ?
No niby rozumiem. Ale dla mnie swoboda poruszania, mobilność i wolność to najważniejsze rzeczy pod słońcem.
Teraz pandemia zabójczego virusa, to w sumie duża część osób żyje podobnie:) i nawet na spacery tez nie można było zbytnio chodzić...
Co prawda nie byłoby odszkodowania, więc pewnie i domku ale wystarczyłoby powiedzieć, ze ktoś w domu ma virusa, a współczucie (z domieszką paniki) gwarantowane i też nie musiałabyś nic robić :D
Tak czy siak plus za szczerość i podejście do tematu :)
Nareszcie pozytywne wyznanie
Przez takich ludzi jak ty nie mam szacunku do kalek. Mam nadzieję że ci się to skończy i będziesz musiała się męczyć. Świat kiedyś przestanie się kręcić wokół ciebie i wtedy ostro się zdziwisz.
Ja Cię w pełni rozumiem. Mam chorobę, która czasem doprowadza do niepełnosprawności. Gdy tak się dzieje, to odbieram to jako wakacje od życia, które za dużo ode mnie wymaga, od obowiązków, które mnie męczą, a przede wszystkim wtedy nikt ode mnie nic nie wymaga, czuję się wtedy prawdziwie wolnym człowiekiem.
Tylko że ja nie chcę jakiejś konkretnej atencji czy coś, po prostu na ten krótki czas cały świat daje mi spokój.