#8bIik
Od końca ubiegłego roku mieszkam z chłopakiem. Z pensji nas obojga spokojnie starcza na opłacenie rachunków, zakupy, wyjście tu i ówdzie oraz jakieś drobne przyjemności. Nawet udało nam się odłożyć, aby opłacić OC/AC plus wyjechać na 10 dni w Bieszczady bez zadłużenia.
Tym, czego nie powiem nikomu, jest to, że najbardziej w świecie irytuje mnie fakt, że partner pracuje na pół etatu. Jak przychodzi do domu, to zawsze coś ogarnie, ugotuje obiad. A ja czuję się zazdrosna, że to nie ja jestem wcześniej w domu, że to nie ja gotuję obiady. Chciałabym mieć więcej czasu dla siebie. On ma ten czas, że przychodzi i mnie nie ma. Ja tego nie mam. Jestem sfrustrowana. Mówię mu, że chcę być sama. Z tym nie ma problemu. Zamykam się w innym pokoju albo wychodzę. Mimo wszytko to nie to samo, jednak czegoś mi brak.
PS Myślałam nad zmianą pracy, ale nie jest to takie proste. Nie mogę sobie pozwolić, aby nie pracować, bo zwyczajnie nie będziemy mieli za co żyć. Obciążać go dodatkowym etatem też nie zamierzam. Nie tak to ma funkcjonować, że jeden się urabia, a drugi leży i pachnie. Szukam odpowiednich ofert, jednak takich na 3/4 etatu jest jak na lekarstwo, 6 godzin to mój wymarzony etat. Nie za dużo, nie za mało. Dodatkowo nie chcę pracy w obsłudze klienta. Tyle buców, chamów i po prostu dupków nie spotkałam w całym swoim życiu jak przez 2 lata pracy w sklepie.
Nieważne ile zarobię, ważne żeby poleżeć w mieszkaniu i żeby partnera w nim nie było.
Was coś łączy poza wspólnym płaceniem podatków?
Piszesz jak jakaś roszczeniowa bździągwa.
Sama nie wiesz czego chcesz. Myślisz że te 2 godziny mniej by Cię zbawiło? Pensja mniejsza o 20-25%, a ugotowanie obiadu zajmuje rzadko poniżej 1 godzinę.