Jestem ze swoim chłopakiem od ponad 5 lat. Ostatnimi czasy tematem numer jeden w jego rodzinie stał się fakt, że jego brat ma dziewczynę. I wtedy to, 10-letnia siostra mojego ukochanego, jako ciekawe świata dziewczę, wypala do niego z pytaniem: „A ty też masz dziewczynę?”. Mnie zamurowało, jego też, po czym oboje wybuchliśmy śmiechem. I teraz nie wiem, czy młoda mnie bardzo lubi i traktuje już jak członka rodziny, czy nie lubi i bardzo by chciała już inną przyszłą bratową…
PS Jak ją zapytałam, kim w takim razie jestem według niej dla jej brata, to stwierdziła, że przyjaciółką.
Jestem jedną z nielicznych kobiet w mojej firmie na stanowisku inżynieryjno-technicznym i szczerze mówiąc, znam się na swojej robocie. Mimo to wręcz boję się odwiedzać firmową kuchnię, ponieważ każda, nawet krótka wizyta w tym pomieszczeniu kończy się szczegółowymi pytaniami na temat moich aktualnych zajęć, ocenianiem mojej pracy lub sugerowaniem, że to nie jest praca dla mnie.
Mówcie, co chcecie, ale mimo że świat idzie do przodu, wiele miejsc pracy wciąż wypełniają stereotypy lub zwykły szowinizm.
Byłam z mężem na zakupach. Cofnął się po coś do sklepu, ja już wyszłam. Nie dał mi kluczyków, więc oparłam się o nasz samochód i czekałam na niego. Gdy usłyszałam dźwięk centralnego zamka, już miałam wsiadać, ale do drzwi od strony kierowcy podszedł jakiś obcy facet.
– A pani dokąd chce jechać?
– A co to pana obchodzi? – warknęłam.
Facet parsknął śmiechem i otworzył drzwi.
– Halo, co pan robi?!
- No... wsiadam.
– I co pan ma niby zamiar zrobić?!
– Odjechać. SWOIM samochodem.
Cóż... Nasz, identyczny, stał dwa miejsca parkingowe dalej. Nie przyznałam się mężowi.
Kiedy miałam z 5 lat, mama zostawiła mnie z moim wujkiem, a jej bratem. Wujek, znając moje umiejętności robienia sobie i otoczeniu krzywdy, pochował wszystkie niebezpieczne przedmioty typu sekatory, grace i piły, które mogły być w zasięgu moich rączek. Jednak zapomniał schować siekiery, którą rano rąbał drewno, i zostawił ją na widoku... A mój mały dziecięcy móżdżek wymyślił sobie, że zostanę drwalem i pomogę wujkowi przy domu. Tak więc wzięłam tę siekierę i zaczęłam nią wymachiwać, a że była ciężka, a moje staty na niskim poziomie, to ta siekiera spadła mi na palec. Na szczęście celowność też miałam na średnim poziomie, więc uderzyłam się bokiem, a nie ostrzem. Na tę akcję nadszedł wujek, który momentalnie odebrał mi siekierę i zabrał do domu. Tam stwierdził, że palec jest tylko przymiażdżony, więc tylko przykleił plasterek. A że wujcio bał się jak ognia tego, że moja mama na spółkę z babcią zrobią mu za tę akcję jesień średniowiecza, to dostałam tylko lekki opiernicz za zabawę narzędziami, a także frytki i pozwolenie na obejrzenie Cartoon Network w ramach milczenia na ten temat.
Mój chłopak mieszkał w Anglii, przyjeżdżał co dwa, trzy miesiące do Polski, ale czasami ja bywałam u niego.
Gdy przyleciałam do niego, odebrał mnie z lotniska i pojechaliśmy do jego mieszkania. Zdążyliśmy się przywitać długim przytulasem, a drzwi wejściowe się otworzyły, weszła nimi jakaś dziewczyna, rzucając się mojemu chłopakowi na szyję z tekstem, że bardzo za nim tęskniła. Kochany nawet nie wiedział, co powiedzieć, a kiedy zapytała, kim jestem, to stwierdził, że... jestem jego kuzynką i właśnie wracam do Polski, dlatego moja torba, której nawet nie zdążyłam rozpakować, stoi w przedpokoju. Byłam w takim szoku, że po prostu wyszłam.
Teraz wracam do domu i powiem wam, że 3 lata związku poszły się je*ać. A myślałam, że go znam...
Niecałe trzy tygodnie temu zmarła moja babcia, która była dla mnie jak druga matka. To był wielki szok i ból dla mojej rodziny, bo babcia była zdrowa jak ryba i nic nie wskazywało na przedwczesną śmierć. Od tamtego dnia cierpię na bezsenność i muszę łykać jedną tabletkę dziennie, aby zmrużyć choć na chwilę oczy.
Ostatnio w szkole byłam w połowie przytomna, ponieważ wzięłam tabletkę zbyt późno i nadal działała. Pomyślałam, że pójdę do pani pedagog, powiem, co i jak i zapytam, czy pozwoli mi odczekać czas na działanie tabletek, żebym przypadkiem nie zasnęła na lekcji. Pożałowałam tego prawie od razu. W środku musiałam opowiadać wszystko co i jak, ze szczegółami. Pominę fakt, że przerywano mi w połowie zdania, aby dodać monolog, który nie pasował do mojej sytuacji i brzmiał jak cytat z „mondrej” książki. W skrócie, ja o zupie, a ona o d*pie. W połowie rozmowy do pokoju przyszła wicedyrektorka i widząc mnie, zapytała, co się stało. I w tym momencie mój wk*rw osiągnął apogeum.
Moja wersja powiedziana pedagogowi: „Niedawno zmarła mi babcia i muszę brać nasenne, aby móc spokojnie spać, ale biorę tylko JEDNĄ na noc. Jednak dalej działa i nie chciałabym ZASNĄĆ na lekcji”.
Jej wersja powiedziana wicedyrektorce: „A bo dziewczynce zmarła babcia i wzięła GARŚĆ tabletek nasennych i BOI SIĘ, że ZEMDLEJE”.
No normalnie myślałam, że oszaleję. Od razu zaczęłam tłumaczyć, że to, co mówi pedagog to fałsz i żeby nie przekręcała moich słów. Jak szybko się pojawiłam, tak szybko pożegnałam się i wyszłam. Oczywiście o sytuacji powiedziałam mamie oraz dyrektorowi, który na początku nie mógł uwierzyć, że to prawda.
Jutro idę porozmawiać ponownie z tą panią pedagog, aby zakończyć sprawę – i nigdy więcej nie postawię nogi u żadnego pedagoga szkolnego. Wytłumaczcie mi, jak można tak chamsko przekręcać słowa ucznia na jego niekorzyść? Bo ja tego nie rozumiem...
Moja przyjaciółka jest psychiatrą... i od liceum leczy się na schizofrenię. Prawie nikt nie zna sekretu jej doskonałej empatii wobec pacjentów.
Uprzedzając pytania – tak, wolno pracować w zawodzie lekarza przy takiej diagnozie.
Widziałam ostatnio ulotkę informacyjną w swojej szkole. Jako jedna ze skutecznych metod antykoncepcyjnych był tam wymieniony tzw. stosunek przerywany.
Ktoś tu chyba chce zwiększyć przyrost naturalny w tym kraju.
Ostatnio na lekcji religii prowadząca zajęcia siostra zakonna zrobiła nam „pranie mózgów” o aborcji, antykoncepcji, seksie przedmałżeńskim, samogwałcie i homoseksualizmie, a to wszystko na jednej lekcji! Wniosek z tego był taki, że cała klasa będzie się smażyć w piekle. Raczej nie jest dobre rozmawianie o tym z 15-latkami, tym bardziej że wmawiała nam, że homoseksualizm jest chorobą, trzeba to leczyć, że to kwestia wyboru (!). W życiu nie słyszałem większych kłamstw. Na każdy sprzeciw odpowiadała, że uczy nas tylko nauki Kościoła.
Akurat przypadło, że następnego dnia mieliśmy zajęcia z psychologiem, a jednocześnie seksuologiem, który miał jakieś pojęcie o tym, co robi. Po lekcji podszedłem do prowadzącej i opowiedziałem, czego na religii nas w tej szkole uczą, na co ta odpowiedziała, że to jest skandal, że jak ktoś nie ma pojęcia o tym, to nie powinien uczyć, poszła na skargę do dyrektora. Siostra będzie miała chyba problemy...
A tak się złożyło, że ja jestem gejem... :)
Mieszkam za granicą ponad połowę swojego życia – mała wieś, wszyscy dobrzy i mili, zero żuli i żebraków. Gdy przyjeżdżam do Polski, zawsze, ale to zawsze wspieram organizacje, które pomagają biedniejszym. Ktoś poprosi mnie na ulicy o „złotóweczkę” lub kupno czegoś do jedzenia – nie ma problemu. Ale nie byłoby tego wyznania...
W okolicy świąt byłam u mamy, codziennie rano leciałam po świeże bułki do piekarni. Nagle podeszła do mnie dosyć starsza kobieta, zaniedbana, i poprosiła o kupno chleba. OK, nie ma sprawy. I tak było przez kolejne dni. Raz nawet wzięłam ją do spożywczaka i zrobiłam małe zakupy. Serce mi rosło, że chociaż tak mogę komuś pomóc.
Powiedziałam o tym mamie, czy też widuje tę panią, bo może trzeba ją zgłosić do jakiejś organizacji. Odpowiedziała, że oczywiście! To znana na całe osiedle oszustka – dostaje tu, a kilka ulic dalej sprzedaje za połowę ceny!
Nie powiem, ale wtedy poczułam się naprawdę podle oszukana.
Dodaj anonimowe wyznanie