#JR2l9

Pracuję w drogerii na kasie. Wiadomo, duże centrum handlowe, ludzie przychodzą różni. Zarówno bardzo bogaci, zadbani, ale też tacy i mniej. Niemniej jednak, każdemu przysługuje szacunek i odpowiednie zachowanie. Jednak jako że jestem osobą dość bezpośrednią, czasem zdarza mi się powiedzieć coś nie na miejscu.

Raz zakupy robiła u mnie pewna kobieta, nie było po niej nic widać, ale było czuć... Po prostu śmierdziała. Zapłaciła, zapakowała zakupy i odeszła na bok. Po niej kupował mężczyzna, a ja do niego z tekstem: "Ale ludzie to czasem śmierdzą..." w geście aluzji do kobiety, która przed chwilą odeszła. Mężczyzna spojrzał się na mnie z dziwnym wyrazem twarzy, po czym podszedł do tej kobiety, która stała niedaleko. Wziął od niej zakupy i wyszli. Kupowali osobno, ale byli razem... Postanowiłam nie komentować już żadnych dyskomfortów podczas pracy.

#RgSVe

Kilkanaście lat temu pojechałem do kolegi, który od jakiegoś czasu mieszka w Anglii żeby znaleźć tam jakąś pracę i podreperować finanse. Wtedy jeszcze nie można było pracować tam legalnie, jechało się “na turystę”. Poszukiwania pracy mi zajęły parę tygodni. Jednego dnia wstałem dość późno, było koło 10. Poprzedniego wieczora popiliśmy, miałem kaca. Kolega poszedł już do pracy więc byłem sam. Jak robiłem sobie śniadanie przez okno zobaczyłem kolesia, który szedł chodnikiem i rysował samochody jakimś prętem. W okolicy mieszkało sporo Polaków, a ten właśnie wyglądał zupełnie jak Polak. Pomyślałem, że przez takich ciuli mamy potem kiepską opinię. Nie czułem się na siłach wychodzić i się z nim szarpać, więc uznałem że wszystko co mogę zrobić to zadzwonić na policję. Przedstawiłem sytuację i opisałem gościa - koło 20-25 lat, biały, ciemne krótkie włosy, czerwona koszulka, dżinsy. W trakcie rozmowy padła mi komórka, ale co najważniejsze powiedziałem.

Zjadłem śniadanie i wyszedłem przed dom pooglądać uszkodzenia. Nawet nie wiem kiedy poczułem jak ktoś mnie chwyta i zakłada kajdanki. Policja. Zupełnie zdębiałem. Policjant zaczął mnie wypytywać o te samochody. Próbowałem tłumaczyć, że to właśnie ja zadzwoniłem. Policjant powiedział, że mieli zgłoszenie i że ja pasuję do opisu sprawcy. Popatrzyłem na siebie i faktycznie, opis pasował do mnie. Miałem dżinsy, bordowego t-shirta, czarne włosy. Z tego całego stresu zaczęły mi się plątać słowa, więc chyba nie byłem zbyt przekonujący w moich wyjaśnieniach, wzięli mnie do samochodu. Zeszło z pół godziny zanim w końcu mnie wypuścili, miałem pełno w spodniach, że mnie deportują.

#xZ0Tv

Kroiłem papryczki jalapeno. Coś mnie swędziało w nosie i się podrapałem palcem. Bardzo zły pomysł! Poczułem palenie jakbym sobie gorącej lawy nalał do nosa. Nie wiedziałem co robić, więc szybko poprosiłem moją dziewczynę o pomoc. Powiedziała “Szybko posmaruj keczupem!” i podała mi keczup. Tak też zrobiłem...

Zaczęło piec dziesięć razy bardziej! Aż krzyczałem z bólu. Po długim płukaniu wodą w końcu pieczenie zelżało i spytałem dziewczynę, czemu do cholery mi poradziła ten przeklęty keczup. Odpowiedziała “Widziałam to kiedyś w Scooby Doo”.

Scooby Doo się k*$^a bardzo mylił!

#qHFMF

Zacznijmy od tego, że gdy byłem mały strasznie lubiłem paplać. Powtarzałem wszystko, co mi wpadło w ucho. Niby nic w tym złego, jednak nie raz sobie dodawałem własną, wymyśloną historię, czy też ubarwiałem sobie opowieści swoją wyobraźnią. Co najgorsze... Nie bałem się nikogo, niczego, więc gdy tylko przyszła okazja, zaraz musiałem poopowiadać jakiemuś obcemu przechodniowi o mojej sytuacji w domu. Jak to się rodzice nie kłócili, jak to siostra na mnie nie krzyczała.. Jednym słowem MASAKRA.

Gdy montowaliśmy żaluzje do domu, moja mama dla żartu, czy może nie dla żartu, powiedziała, że w końcu sąsiadka nie będzie nam zaglądała do okien i będziemy mieli troszkę prywatności. Sprytny ja, wszystko słyszący, oczywiście podsłuchał rozmowę.

Pewnego dnia, na kawkę, zaprosiła nas pani sąsiadka-podglądaczka. Wszystko było super, dała mi zupkę i słuchałem tylko rozmowy. Do czasu gdy rozmowa zeszła na temat żaluzji. Gdy tylko o nich pomyślałem, skojarzyłem fakty i jako wielka papla, oznajmiłem, że wiem czemu zamontowaliśmy żaluzje. Sąsiadka z zaciekawieniem zapytała - dlaczego? Odpowiedziałem "Żeby pani nam do domu nie zaglądała". Mina mamusi była przerażająca, lecz jak nie wiedziałem czemu. Przecież nie zrobiłem nic złego i ze spokojem zajadałem się zupką.

Ochrzan jaki dostałem w domu i kara na komputer przez kilka miesięcy, nauczyły mnie, że pewnych rzeczy nie wypada mówić.

#AGVVQ

Mieszkanie w 20 letnim bloku. Drewniane drzwi z zamykane "na górę i na dół". Problem z zamkiem na górę był taki, że jeśli przekręciło się na 2 razy z zewnątrz, to od wewnątrz nie można było drzwi otworzyć. Tak samo jeśli miało się wsadzony klucz na zewnątrz i od środka się zamknęło. 

Wracam sobie zadowolony do domu, otworzyłem kluczem drzwi i w środku  przekręciłem zamek. W tym momencie zdałem sobie sprawę z tego, co zrobiłem. Środek dnia, klucz wisi na zewnątrz, każdy może go sobie wziąć, rodzina wróci dopiero pod wieczór do domu. Akurat zdarzyło się tak, że w bloku była awaria prądu, żeby było śmieszniej. 

Szybkie spojrzenie na telefon 7% baterii, komputer stacjonarny nie działa, co tu zrobić. Chwila namysłu, pojawia się myśl "przecież mój sąsiad jest tłumaczem na pewno znajdę jego ogłoszenie w internecie". Internet w komórce chwila szukania, jest. 

Dzwonię, facet odbiera "Dzień dobry tłumacz przysięgły X"  - "Dzień dobry widzi pan jestem pana sąsiadem i mam taki problem...". Mina faceta przy tym jak otwierał mi drzwi była bezcenna i za każdym razem kiedy spotykam go na klatce jest podobna...

#gxXHt

Rok temu wybrałam się na basen z moim bratem i znajomym księdzem. Jak to starsi bracia, lubią dokuczać młodszemu rodzeństwu, więc brat przytrzymał mi ręce i zanurzył pod wodę. Podczas tych 10 sekund, czułam, że moje ręce są już wolne, ale ktoś podtapia nadal moją głowę, jak się okazało to był ksiądz. W końcu wynurzyłam się spod wody, otarłam twarz i krzycząc: "Ma ksiądz przechlapane, teraz spotka księdza kara!", ruszyłam w jego stronę z podniesionymi rękoma do góry. Usłyszałam tylko "Jeżeli tak ma wyglądać Twoja kara, to chwała Ci za to!" - i zorientowałam się, że pod wodą spadł mi stanik i pływał dwa metry ode mnie. Momentalnie odechciało mi się kąpieli.

#zHac2

Jechałam z moim 4-letnim synkiem tramwajem. Dotychczas wszędzie jeździł samochodem, więc rozglądał się bardzo zaciekawiony.
Na jednym z przystanków chwiejnym krokiem wsiadł bezdomny i usiadł niedaleko.
„Mamo, ten pan jest pijany i śmierdzi” – oznajmił mój syn swoim donośnym głosem, zwracając na siebie  uwagę wszystkich dookoła. Usłyszałam czyjś stłumiony śmiech.
„Psst... nie należy tak mówić” – szepnęłam mu na ucho zawstydzona. Mój 4-latek na chwilę się zamyślił, a następnie równie donośnie jak poprzednio spytał „A to ten pan nie wie, że jest pijany i śmierdzi?”.

#O6RS4

Zawsze po wieczornej kąpieli ściągam z suszarki w łazience swoją bieliznę, która już wyschła i nadaje się do wpakowania do szuflady w moim pokoju. Żeby nie zagracać sobie rąk, zawsze wpycham pranie do swojej torebki i śmigam na piętro do swojego pokoju by ją wypakować. Z tym faktem właśnie wiąże się moje wyznanie.

Kilka lat temu nadszedł ten dzień, żebym poznała resztę rodziny mojego chłopaka - a raczej jego starszego brata. Wymieniliśmy uściski dłoni, usiadłam wygodnie na kanapie obok ich sympatycznego psa. Brat mojego chłopaka za wszelką cenę podtrzymywał rozmowę ze mną. Było naprawdę miło.

Po chwili wyszłam do toalety. Kiedy wróciłam do pokoju, "szwagier" siedział już przy komputerze tocząc walkę z psem, który... ku mojemu zdziwieniu... trzymał w pysku moje STRINGI! Nie wiem czy brat chłopaka też czuł się tak zażenowany jak ja, albo zwyczajnie palił głupa, bo na mój widok wydukał "Pies wsadził pysk do torebki i porwał Ci APASZKĘ, ale spokojnie - wyciągnę ją". Z miejsca zalała mnie fala buraczkowego koloru. Płonęłam ze wstydu, a kiedy pies nagle się wyrwał i pobiegł z moimi pomarańczowymi majtami do pokoju gościnnego, gdzie siedzieli moi świeżo upieczeni "teściowie" - serce mi się zatrzymało i oddech zamarł. Płonęłam z wściekłości. Po kilku minutach, gdy dał sobie już spokój zamieniłam stringi na małą szczotkę do włosów ( moją ukochaną w dodatku!), żeby zajął czymś swój szpiegowski pysk.

#P2RAH

Sytuacja przytrafiła mi się w Walentynki. Jako singielka postanowiłam sobie umilić dzień i pospacerować po mieście. Jakoś tak wyszło, że wylądowałam w kawiarni. Nastrój miałam dość kiepski, bo jak by nie było, wszyscy wokół w skowronkach całują ślady swoich ukochanych, a ja łażę sama. Zamówiłam kawę i zaczęłam przyglądać się (jak mi się wydawało dyskretnie) ludziom siedzącym w kawiarni. 

W pewnym momencie zauważyłam chłopaka siedzącego naprzeciwko. Był bardzo przystojny i (ku mojemu zachwytowi) patrzył na mnie. Uśmiechnęłam się nieśmiało, on odpłacił uśmiechem. I się sprawa rypła. Stwierdziłam, że potrzebny mi jakiś pretekst, by koło niego przejść, więc wzięłam pustą już filiżankę i ruszyłam w stronę baru. Byłam jakieś 2 m od jego stolika, gdy podszedł do niego jakiś facet i, o zgrozo, pocałował go w usta. Po czym rozsiadł się wygodnie koło mojego przystojniaka. Zbaraniałam. 

Usiłowałam zawrócić i wpadłam na kelnera. Pech chciał, że część kawiarni była jakby podestem, dość wysokim, na którego skraju właśnie balansowałam, jednak moja równowaga zawiodła i ciągnąc wściekłego kelnera za sobą runęłam na stolik jakiejś rozćwierkanej pary. Efekt był powalający. Panienka krzyknęła i cofając się wywinęła orła wpadając na jakiegoś starszego jegomościa i jego również zwalając z nóg. Pomijając mnie leżącą na pogruchotanym stoliku, z resztką ich strawy we włosach i kelnera miotającego przekleństwa, próbując się zebrać, rycerz pobił wszystkich. Rzucił się na ratunek swojej damie (która razem ze starszym panem zdobili obszerną donicę paproci) potknął się i wyrżnął zębami o podest. 

Finał był taki, że on i starszy pan pojechali karetką do szpitala, dziewczę popędziło na autobus, kelner wściekły jak sto diabłów zniknął w kuchni, a ja pędem zwiałam do akademika. Nienawidzę Walentynek :c

#nQZMY

Wpadka z dzisiaj. Pracuję w biurze, całymi dniami przy komputerze. Mamy pilny projekt do skończenia, ostatnio siedzę w pracy 10-12 godzin dziennie. Często bolą mnie plecy, pewnie od kiepskiego krzesła, ale dzisiaj było to wręcz nie do wytrzymania. Zwykle pomaga mi rozciąganie, poszedłem do łazienki ale nie udało mi się trafić właściwych mięśni. Wiedziałem, że muszę to zrobić na leżąco. Ale nie w łazience, co chwilę tam ktoś wchodzi i wychodzi. Wszedłem do pustej sali konferencyjnej. Ma okno na korytarz, ale jest tam wielki stół, pod który aby zajrzeć trzeba wejść i się schylić.

Było to idealne miejsce dla mnie. Wszedłem pod stół, porozciągałem się i poczułem wielką ulgę. Było mi tak przyjemnie i błogo, a miałem jeszcze 30 minut przerwy do wykorzystania, więc pomyślałem “a co tam” i uciąłem sobie drzemkę.

Obudził mnie wibrujący telefon w kieszeni - przezornie ustawiłem sobie alarm. Coś było jednak nie tak. Usłyszałem głosy ludzi, rozejrzałem się i zobaczyłem nogi. W SALI ODBYWAŁO SIĘ ZEBRANIE!

Brałem pod uwagę, aby je przeczekać pod stołem, ale nie wiedziałem jak długo potrwa i bałem się jeszcze większej kompromitacji. Bardzo powoli odsunąłem jedno krzesło, stojące najdalej od siedzących. Od razu rozmowa ucichła, wiedziałem że patrzą na przesuwające się samoistnie krzesło. Wstałem z podłogi czując na sobie zszokowane spojrzenia. Wybełkotałem nieskładnie coś w rodzaju “Najmocniej przepraszam… bolały plecy…. tak mi przykro… rozciągałem się… przepraszam...” i praktycznie uciekłem, pozostawiając za sobą zupełną ciszę.
Dodaj anonimowe wyznanie