#bVtaL
Pracuję we własnej firmie. Zarabiam powyżej średniej krajowej i mam oszczędności. Nie lubię pieniędzy, nie delektuję się ich posiadaniem. Odkładam i nie myślę nawet, ile mam. Nie mam natomiast oporów przed pomaganiem charytatywnie. Łatwiej mi wydać na kogoś niż na siebie. Moje adoptowane psy i koty mają super karmę i opiekę – na nich nie oszczędzam. Kupując komuś prezent, nie oszczędzam.
Nie pochodzę z biednego domu, żeby uzasadnić ten nawyk obsesyjnego oszczędzania na sobie. Moi rodzice byli raczej zamożni, ale... nie dzielili się. O każdą złotówkę dla siebie jako nastolatka musiałam wręcz żebrać i byłam rozliczana. Później rzuciłam studia, poszłam do pracy, wyprowadziłam się i bywało, że jadłam tylko ryż przez cały miesiąc. I tak mi zostało do teraz, chyba podświadomie boję się, żeby te chłodne, głodne czasy nie wróciły. Nie potrafię wydać własnej kasy na przyjemności droższe niż lody raz na ruski rok. Chciałabym pojechać na urlop, ale boję się, że nie odpocznę, tylko będę sobie wyrzucać, że zmarnowałam pieniądze, za które można przeżyć cały miesiąc.
Jeśli nie chcesz zrobić tego dla siebie, to zrób to dla swoich psów i kotów. Wyjedź z psami, żeby zobaczyły inne miejsca, poczuły wiatr nad morzem czy w górach.
Zadbaj o swoją dietę, żebyś mogła jak najdłużej się nimi opiekować.
Zrób sobie drobną przyjemność raz w tygodniu, żeby mogły zobaczyć Cię zadowolona i uśmiechnięta.
Rob małe kroki dla nich, zasługują na życie z zadowolona opiekunką
Najbardziej przerażające wyznanie jakie czytałem. Zabierz zwierzaki na wakacje. Pełno tu idiotów, i ludzi skrajnie upośledzonych. Jak wam wyżarło mózgi.
Ceipil, co jest niby złego w zabieraniu zwierzaków na wakacje? Psy potrzebują eksplorować, więc zabieranie ich do nowych miejsc jest jak najbardziej wskazane.
Ceipil
Wiele osób bierze swoje psy na wyjazdy wakacyjne. Niektórzy nawet koty, ale to już wyższa szkoła jazdy.
Zasada jest prosta: pakujesz rzeczy, jedzenie, jakiś koc/matę/legowisko, zapinasz szelki/obrożę i smycz i wyjeżdżasz. A na miejscu spacerujesz z nimi, tak jak to robią miejscowi ze swoimi zwierzakami.
To autorka potrzebuje pomocy. Nie psy i koty potrzebują wczasów.
HansVanDanz, no właśnie taki wyjazd z psami i kotami może pomóc autorce zwalczyć jej problem. Taki pierwszy krok. Na swoich zwierzakach nie oszczędza, więc może być jej łatwiej zorganizować chociaż krótki wypad z nimi, gdzieś gdzie i ona i one nigdy nie były niż miałaby jechać sama, bo wtedy by pewnie miała tysiąc wymówek, a tak to mogłaby sobie powiedzieć ,,To nie marnowanie pieniędzy, bo robię to, żeby moje psy mogły eksplorować nowe miejsce".
HansVanDanz
Autorka nie potrafi dla siebie czegoś zrobić, dlatego motywacją mogą być zwierzaki.
Jak zobaczy, że nic złego się nie stało, a może nawet było przyjemnie, to będzie już to pierwszy krok do zmian
Trzeba się mierzyć ze swoimi lękami i szukać na siebie sposobu
Ale problem leży w autorce i wydawaniem pieniędzy na siebie.
Potrafi wspierać akcje charytatywne, nie tylko zwierzęta, ale nie potrafi wydawać na siebie.
Może jechać na urlop z psem, ale to niczego nie zmieni.
"Jestem skąpa. Boleśnie skąpa. (...) Nie mam natomiast oporów przed pomaganiem charytatywnie. Łatwiej mi wydać na kogoś niż na siebie."
Moim zdaniem nie jesteś skąpa, bo jedno kłóci się z drugim. A także z tym trzecim:
"wyprowadziłam się i bywało, że jadłam tylko ryż przez cały miesiąc. I tak mi zostało do teraz, chyba podświadomie boję się, żeby te chłodne, głodne czasy nie wróciły."
To zupełnie jak ludzie, którzy przeżyli jakiś straszny głód podczas wojny i teraz ani nie wyrzucą nawet zeschłej kromki chleba ani nie wydadzą pieniędzy nawet jeżeli mają ich pod dostatkiem, bo boją się powrotu "strasznych / głodnych czasów".
Moim skromnym zdaniem powinnaś próbować "leczyć się" małymi krokami: a to lody częściej niż raz w roku, a to porządne ubranie i buty (droższe, ale wystarczą na dłużej), a to jakiś wyjazd, choćby krótki choć raz na kilka miesięcy, do tego trochę lepsze jedzenie. Bez szaleństw finansowych, ale też bez samokatowania się.
Zgadzam się całkowicie. Takie doświadczenia odciskają stempel na osobowości, którego trudno się pozbyć.
Ale próbować warto.